Dodany: 26.09.2009 23:12|Autor: misiabela

Książki i okolice> Książki w ogóle

5 osób poleca ten tekst.

Lektury szkolne - droga przez mękę?


Za swoich licealnych czasów (klasa biol-chem) byłam jedną z niewielu osób czytającą wszystkie lektury, i co więcej - zachwycającą się co niektórymi. Teraz jako "ciało pedagogiczne" z przerażeniem patrzę na wszystkie te ściągi, opracowania, streszczenia... Czy nikt już nie czyta lektur??? Czy młodych ludzi nie jest w stanie zachwycić nic z całego bogactwa naszej literackiej spuścizny? Jaką lekturę pamiętacie, cenicie, lubicie najbardziej? Która była właśnie ową drogą przez mękę?
Wyświetleń: 56725
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 130
Użytkownik: JoShiMa 26.09.2009 23:26 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Mam chrześnicę w liceum. Z rozmów z nią wiem, że na szczęście niektórzy młodzi ludzie jeszcze czytają książki i nawet lektury.
Użytkownik: Rosyjski_Poeta 27.09.2009 12:14 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam chrześnicę w liceum. ... | JoShiMa
ja jestem w trzeciej klasie liceum (polski, angielski, wos) i narazie moje ulubione to "Jądro ciemnośći", "Stary człowiek i morze" i "Ferdydurke", ale przede mną m.in "Proces" czy "Mistrz i Małgorzata" :)
Użytkownik: Ramblas 22.10.2009 21:30 napisał(a):
Odpowiedź na: ja jestem w trzeciej klas... | Rosyjski_Poeta
Też jestem w trzeciej klasie liceum (polski, angielski, historia) i moje ulubione to: "Mistrz i Małgorzata" i "Proces". Kafka prześladował mnie przez dwa tygodnie, codziennie znajdywałam do niego nowe interpretacje.

Czeka mnie "Ferdydurke" i "Jądro ciemności";)

Nie przebrnąłam przez "Przedwiośnie"...
Użytkownik: teodozja 28.02.2010 18:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam chrześnicę w liceum. ... | JoShiMa
A ja nie lubiłam lektur bo ich nie rozumiałam, czytanie wielu to była męka. Teraz do nich dorosłam i nadrabiam zaległości. Jako terapeuta dzieci dyslektycznych i nie tylko skoleii obserwuje wielkie problemy z umiejętnością czytania.
Użytkownik: tuliusz1971 26.09.2009 23:30 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Relacja mojej kuzynki polonistki (uczy w średniej szkole) jest w zasadzie podobna do twojej.Generalnie nie czytają nie tylko lektur,ale maja opory przed tymi streszczeniami nawet.Ręce jej opadły,kiedy jeden z uczniów zapytał,czy nie ma czasem streszczenia "Kamizelki"Prusa.Co do lektur to starałem się czytać wszystkie,choć nie zawsze sprawiało mi to przyjemność.Z tych ciężkich utkwili mi "Ludzie bezdomni" Żeromskiego,których,przyznaję się,zaliczyłem "po łebkach".Nie pamiętam już jaki kanon obowiazywał,ale nie wiem czy czasami w uzupełniajacych nie było "Mistrza i Małgorzaty"Bułhakowa,ja na pewno pierwszy raz czytałem to w szkole średniej i tak już mi zostało.Jest to jedna z moich ulubionych powieści,do której wracam (obejrzałem też chyba wszystkie ekranizacje).
Użytkownik: moreni 26.09.2009 23:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Liceum skończyłam całkiem niedawno (też biol - chem;), ale muszę przyznać, że wśród moich kolegów z klasy nie było wiele czytających osób. Nie tylko lektur, ale w ogóle. Osobiście starałam się czytać omawiane pozycje, jednak nie zawsze mi wychodziło. Nawet nie chodziło o to, że lektury są nieciekawe. Przeszkodą był raczej brak czasu na czytanie, bo jak tu rozsmakować się w "Potopie" przez tydzień, wypełniony normalnymi zajęciami? Osobnym problemem było omawianie lektur. Dla mnie to zawsze był koszmar (ogólnie jestem przeciwna narzucaniu komuś tego, jak ma dane dzieło rozumieć i odbierać). Głównie za sprawą polonistki, która nie pozwalała na swobodne interpretacje, tylko podawała jedynie słuszne na to sposoby (najbardziej zbulwersowało mnie objaśnienie czterech jeźdźców Apokalipsy jako zwiastunów zwycięstwa Mesjasza). Ciężko było mi przyjąć ten "poprawny politycznie" sposób rozumienia tekstu i traciłam sympatię do omawianych lektur, na szczęście na krótko. Dlatego pozwolę sobie na stwierdzenie: młodych ludzi bogactwo literatury jest w stanie zachwycić, ale nieudolna "przerabianie" na lekcjach skutecznie ten zachwyt zabija.

Moje cenione lektury: "Ania z Zielonego Wzgóża", "W pustyni i w puszczy", "Mały Książę", "Potop".
A te znienawidzone to: "Krzyżacy", "A... B... C..." Orzeszkowej.
Użytkownik: misiabela 27.09.2009 10:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Liceum skończyłam całkiem... | moreni
No tak, niestety masz rację. Nawał zajęć różnych to jedno, interpretacja i podejście nauczyciela to drugie, a teraz jeszcze tzw. klucz - to wszystko raczej nie zachęca do czytania lektur. A szkoda, bo myślę, że pewnych rzeczy się już nie nadrobi w póżniejszym życiu. Choć oczywiście, czytacze zawsze znajdą czas i możliwość...
Czytając wasze opinie przypomniałam sobie, że i ja nie przeszłam do końca "Ludzi bezdomnych"... Pokonali mnie także "Krzyżacy", ale zachwyciła "Lalka", "Noce i dnie", poezja młodopolska, poruszyła literatura obozowa. Niestety, za moich czasów nie czytało się w szkole "Małego księcia", "Ani z ZW". Ale to i tak był mój kanon lektur obowiązkowych.
Użytkownik: Kaoru 28.09.2009 21:38 napisał(a):
Odpowiedź na: No tak, niestety masz rac... | misiabela
Nadrobi, nadrobi. Ja wychodzę z założenia, że do niektórych książek trzeba po prostu dorosnąć. Lektury czytałam grzeczniutko, ale tylko do pewnego momentu. Pamiętam, że w klasie maturalnej przeczytałam może z jedną... Wolałam sama sobie dobierać literaturę. Raz, że epoka mi się zdecydowanie nie podobała, a dwa że zwyczajnie nie miałam czasu. Poza tym, moja polonistka potrafiła taki "Potop" omówić w trzy godziny lekcyjne - bez sensu było zaczynać w ogóle.

Ale jak ktoś będzie chciał to na pewno nadrobi. Za mną samą zaczynają chodzić lektury z czasów LO, taka "Lalka" na przykład... Mam straszną ochotę wreszcie ją przeczytać, chociaż jak ostatnio miałam przyjemność, poległam po kilku rozdziałach ;)
Użytkownik: JoannazKociewia 01.10.2009 20:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Nadrobi, nadrobi. Ja wych... | Kaoru
Ach, te lektury w klasie maturalnej! Mnie też epoka nie odpowiadała. Literaturę młodopolską i międzywojenną jeszcze jakoś strawiłam, ale potem było już tylko gorzej. A ledwo skończyliśmy omawiać zbrodnie jednego totalitaryzmu, to przechodziliśmy do drugiego! A już zwłaszcza literatura wojenna. Mordy, tortury, niewyobrażalne męczarnie, głód prowadzący aż do kanibalizmu, itd. A wszystko to w dużym natężeniu w ciągu kilku miesięcy nauki! Pewnie u większości osób te lektury wywołują zainteresowanie tym bolesnym okresem historii i rozwijają wrażliwość na cierpienie drugiego człowieka, ale we mnie spowodowały silną niechęć do takiej literatury. Do dziś rzadko sięgam po książki, których akcja rozgrywa się podczas drugiej wojny światowej albo które mają coś wspólnego z rozrachunkami z komunizmem. Oczywiście nie będę się zarzekać, że żadne z tych książek mnie nie zainteresowały. Pamiętam, że dobrze mi się czytało (jeśli można tak powiedzieć o takich książkach) "Rozmowy z katem" Moczarskiego i "Inny świat" Herlinga-Grudzińskiego. Ponadto znalazłoby się trochę lubianych przeze mnie książek o tym okresie dziejów, które nie są lekturami (bo przecież lubię np. książki Karola O. Borchardta, a tam też jest sporo o wojnie).
W klasie maturalnej właśnie pojawił się u mnie problem z czytaniem lektur na czas. Naprawdę wszystkie przeczytałam, ale gdy zaczynaliśmy omawianie którejś, zwykle nie byłam nawet w połowie książki. A zaczęło się to nawet przed zalewem tych strasznych wojennych lektur. Pamiętam, jak symulowałam przeczytanie "Lorda Jima" - udało się tylko dlatego, że nauczycielka zapytała mnie o coś z początków książki.
Użytkownik: ka.ja 27.02.2010 19:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Ach, te lektury w klasie ... | JoannazKociewia
O! Dokładnie, jak u mnie. Nagromadzenie literatury obozowej, natrętne wizje zagłodzonych na śmierć ludzi, koszmarne sny i potworne przemyślenia. Wszystko to plus stres związany z maturą i podejmowaniem decyzji o studiach spowodowało u mnie niemal depresję. Do końca życia nie przeczytam już nic na temat lagrów i łagrów! Nawet dość łagodne "Kamienie na szaniec" usunęłam z biblioteczki.

Poza tym czytałam wszystkie lektury choćby po to, żeby móc potem skrytykować je bez litości.
Nie dałam rady tylko "Dżumie" i "Ojcu Goriot" - naprawdę się starałam, ale przewracanie kolejnych kartek wcale nie oznaczało przyswajania treści. Za to pochłonęłam wszystkie pozycje z listy lektur uzupełniających.
Użytkownik: Anncecile 27.02.2010 21:32 napisał(a):
Odpowiedź na: O! Dokładnie, jak u mnie.... | ka.ja
Hm.. szczerze mówiąc, na mnie to działa inaczej. Jestem właśnie po lekturze Borowskiego i "Medalionów" Nałkowskiej i przechodzę do Grudzińskiego i choć rzeczywiście są to książki bardzo mocne i silnie działają na wyobraźnię to uważam je za bardzo dobre i wartościowe. Bo sama, osobiście do tej pory muszę się przyznać niewiele wiedziałam o rzeczywistości wojny, a raczej ją bagatelizowałam, sporo ludzi umarło, byli torturowani i przetrzymywani w obozach - tyle wiedziałam. A te opowiadania - bez emocji, jak ktoś stwierdził w innym temacie napisane "sucho" (bo nie potrzeba więcej słów - te mówią same za siebie) pokazały mi realia tamtych czasów. Może po kilku kolejnych, bo jeszcze czeka mnie na pewno "Dżuma" i "Zdążyć przed Panem Bogiem", będę miała dość. Jak na razie jestem pod dużym wrażeniem, ale absolutnie bez żadnych konsekwencji w snach:)
Użytkownik: chuda 27.09.2009 11:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Mimo że zawsze kochałam czytać, nie lubiłam lektur szkolnych. Dlaczego? Bo to nie były książki, które SAMA wybrałam, ale do których byłam niejako ZMUSZONA. Taka już przekorna byłam ;)
Nie spodobała mi się "Lalka", "Granica" (brr), za to podobało mi się "Nad Niemnem", a już największym moim hitem lekturowym okazał się "Mały książę"!
Zamiast głównie czytać to, co mi kazali, czytałam to, co sama sobie z biblioteki przyniosłam, lektury były w drugiej kolejności.
W mojej klasie były tylko dwa maniaki książkowe - ja i moja koleżanka z ławki. Reszta miała ciekawsze zajęcia niż czytanie czegokolwiek ;)
Użytkownik: DarkStar 27.09.2009 13:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Mimo że zawsze kochałam c... | chuda
Mogę się tylko podpisać pod powyższym. U mnie powód ten sam - narzucone książki oraz ograniczenie czasowe. Czytam to co chcę, tyle ile chcę i kiedy chcę - to sprawia mi przyjemność, czytanie lektur szkolnych pod groźbą "pały" z polskiego zdecydowanie nie jest przyjemne. Poza tym raczej nie interesował mnie dobór lektur szkolnych.
Użytkownik: Zoana 27.09.2009 18:30 napisał(a):
Odpowiedź na: Mogę się tylko podpisać p... | DarkStar
Również się zgadzam. Zawsze się buntowałam przed narzucanymi mi siłą książkami, ale mimo wszystko starałam się czytać lektury szkolne w miarę systematycznie. Sposób omawiania lektur przez polonistkę też moim zdaniem ma tu duże znaczenie - ja w liceum z moją prowadziłam prawdziwe boje o interpretację. Nie podoba mi się to, że w szkołach wpaja się uczniom jedyny słuszny model interpretacji danego dzieła literackiego, a wręcz zabrania się myśleć i interpretować samodzielnie. To przecież nie jest nauka ścisła, ile głów, tyle pomysłów, ale przecież właśnie o to chodzi, tak powinno być - po to się czyta książki, aby wyciągnąć z nich coś ważnego dla siebie, odebrać je po swojemu, uruchomić umysł.

Myślę, że ta niechęć do czytania u dzisiejszej młodzieży poniekąd wynika i stąd, że młodzi ludzie mają teraz do wyboru wiele "łatwiejszych" rozrywek, jak internet, telewizja, gry komputerowe. Czytanie po prostu staje się niemodne, jak już ktoś zauważył. Poza tym muszę też z żalem przyznać, że coraz rzadziej widuję chłopców kopiących piłkę na boisku, czy dziewczynki grające w klasy, czy w gumę. Te "łatwe" rozrywki wypierają nie tylko czytanie, ale też i aktywność fizyczną. Młodym ludziom się po prostu nie chce męczyć - bo i po co, skoro można łatwiej, bez wysiłku, czy to fizycznego, czy umysłowego?

Do moich ulubionych lektur należały "Quo vadis", "Rozmowy z katem", "Przedwiośnie", "Balladyna", "Granica", "Ferdydurke".
Nie podobały mi się "Nad Niemnem" i "Ludzie bezdomni", a "Pana Tadeusza" obrzydziła mi moja polonistka.
Nigdy nie przebrnęłam przez "Potop", ale planuję nadrobić zaległości w lekturach szkolnych. :)
Użytkownik: Zoana 27.09.2009 18:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Również się zgadzam. Zaws... | Zoana
No tak, jak mogłam zapomnieć wymienić w ulubionych lekturach "Chłopów"! ;)
Użytkownik: ksaark 27.09.2009 11:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Jestem w III klasie Liceum. Z przeanalizowanych do tej pory lektur najbardziej podobały mi się: "Zbrodnia i kara", "Mistrz i Małgorzata", "Chłopi", "Ludzie bezdomni", "Proces", "Lalka" myślę, że w zasadzie to większość książek czytałam z zainteresowaniem. Niechętne podejście do czytania lektur wynika raczej z tego, że młodzieży się coś z góry narzuca. Poza tym większość moich rówieśników zakłada, że są to książki nudne. Wysunę bardziej radykalny wniosek, czytanie staje się niemodne. Często słyszę komentarze typu:" Nie szkoda Ci czasu?" Zamiast czytania wolą spędzić 15 minut na opracowaniu i z głowy. (Myślę, że "zaoszczędzony" czas i tak przeznaczą na coś błahego, co i tak nie wniesie do ich życia nic nowego).
Użytkownik: marjory23 27.09.2009 13:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Zawsze lubiłam czytać i czytałam też lektury szkolne, chociaż przyznam się, że nie zawsze z chęcią po nie sięgałam. Po kilku „potknięciach” na „treściówkach”, przed przystąpieniem do omawiania danej książki, sięgałam również po streszczenia i opracowania, ale zawsze, jako uzupełnienie, nigdy zamiast lektury. „Drogą przez mękę” nie było samo czytanie, lecz właśnie analizowanie i omawianie lektur na lekcjach i to domyślanie się, „Co autor chciał przez to powiedzieć?”. Ale gdyby nie lekcje polskiego po wiele utworów bym nie sięgnęła, a szkoda. Wychodziłam z założenia, że nie wszystkie muszą mi się podobać, ale powinnam je znać, ponieważ warto, ponieważ są częścią naszej kultury. Do dzisiaj pamiętam, w jakim napięciu słuchaliśmy, na lekcji w szkole podstawowej, „Balladyny” Słowackiego. Do moich ulubionych lektur należały: „ Antygona” Sofoklesa, „Szewcy” Witkiewicza, „Lalka” Prusa. Najgorzej wspominam „Cierpienia młodego Wertera” Goethego i „Syzyfowe prace” Żeromskiego.
Użytkownik: Radek8904 27.09.2009 16:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Dlaczego za lektury szkolne nie dadzą normalnych książek, np: Agathy Christie? Zawsze trzeba czytać jakieś straszne kicze. Rzadko kiedy są ciekawe.
Użytkownik: inheracil 27.09.2009 17:49 napisał(a):
Odpowiedź na: Dlaczego za lektury szkol... | Radek8904
Wyobrażam sobie omawianie takiej lektury :P Byłoby ciekawie. Nie ma takich książek w kanonie, bo ministerstwo uważa kryminał i fantastykę za gatunki gorsze i niegodne tego by były promowane przez szkoły. Obecny kanon jest dość zróżnicowany od najgorszego nudziarstwa (np. "Potop", zatrzymałem się na 50 stronie i nie mogę ruszyć dalej) do pozycji naprawdę ciekawych ("Władca much", "Cesarz", czy moja ukochana, jedyna i niepowtarzalna "Balladyna"). Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej.
Użytkownik: mafiaOpiekun BiblioNETki 27.09.2009 18:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Wyobrażam sobie omawianie... | inheracil
O, a widzisz. Mi na przykład "Potop" bardzo się podobał. :)
Użytkownik: Ysobeth nha Ana 13.10.2009 14:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Wyobrażam sobie omawianie... | inheracil
Aż spojrzałam do listy lektur - no przecież jest fantastyka, jest! Najwięcej w podstawówce - Lofting, Collodi, Kipling, Brzechwa, Narnia i Lem, w gimnazjalnych "Opowieść wigilijna" i "Mały Książę", w ponadgimnazjalnych "Mistrz i Małgorzata", znów C. S. Lewis (co prawda tylko "Listy starego diabła do młodego"), Orwell... Ale kryminałów faktycznie nie ma, a szkoda - najlepsi "kryminaliści" dawali zawsze żywe i wyraziste tło społeczno-obyczajowe, już nie mówiąc o ćwiczeniach z logicznego myślenia (jeśli nie Agatę Christie, to mogliby chociaż trochę Conan Doyle'a dorzucić).

Ja w tych zamierzchłych czasach, kiedy do szkół uczęszczałam, nie tylko czytałam wszystkie lektury, ale starałam się je czytać wcześniej niż pojawiały się w programie. Właśnie po to, żeby sobie ich nie obrzydzić podręcznikowymi analizami. Różnie mi się podobały, ale czytałam do skutku. Nie udało mi się tylko z "Wrześniem" Putramenta, rzuciłam po paru stronach - na szczęście była to lektura nadobowiązkowa. Z "Nocy i dni" przerabialiśmy tylko fragmenty - i dobrze, bo tak potwornie denerwowała mnie Barbara, że nie byłam w stanie pożreć całości.
Użytkownik: moreni 13.10.2009 15:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Aż spojrzałam do listy le... | Ysobeth nha Ana
Z tego dobra, które tu wymieniasz, omawialiśmy Lema "Opowiesci o pilocie Pirxie", "Opowieść wigilijną" i "Małego księcia"."Narnia" weszła dopiero 2 lata temu, jeśli dobrze pamiętam. Lema nie cierpiałam w podstawówce, uważam, że na ten wiek jest nieco za ciężki.

Myślę jednak, że idzie ku lepszemu, jeśli chodzi o dobór lektur. Tylko wciąż nie mogę zrozumieć, dlaczego katować uczniów liceum kilkunastoma nowelkami pozytywistycznymi ("Janka muzykanta" przerabiałam po razie w podstawówce, gimnazjum i liceum - nuda i bezsensowna strata czasu zarazem) i tonami Sienkiewicza, kończąc później literaturę współczesną na latach 60-tych. Jak już ktoś tu wspominał, zraża to mniej pilnych uczniów do książek, bo nie ma nic z czasów im współczesnych.
Użytkownik: Ysobeth nha Ana 14.10.2009 13:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Z tego dobra, które tu wy... | moreni
Co do nowel pozytywistycznych się zgodzę - głównie to horror w nich jest, ale nie z tych interesujących ;-) Zresztą jak tak patrzę w spis lektur w necie, to czuję żywą radość, że zakończyłam edukację szkolną parę dziesiątków lat temu :-)) Te pobożne i patriotyczne pozycje, których cała wartość zaczyna się i kończy na pobożności i patriotyczności... brrr. Co prawda za moich czasów z kolei były gnioty prosocjalistyczne, poezja głównie...
Użytkownik: Marylek 14.10.2009 14:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Co do nowel pozytywistycz... | Ysobeth nha Ana
Taak. Gdy moje dziecko było - nie pamiętam już teraz w czwartej czy piątej klasie - przyniosło do domu lekturę - "Janka Muzykanta". Przeczytałam to wtedy już jako osoba dorosła, wspomniałam horror "Antka", którego wiadomy fragment wbił mi się w mózg na zawsze i do dziś, niestety, potrafię go wiernie z pamięci zacytować, zastanowiłam się: po co? I powiedziałam dziecku: synku, nie czytaj tego. Najwyżej dostaniesz pałę.
Pały nie dostał, nauczycielka fortunnie nie zdążyła tej pozycji omówić.
Użytkownik: Ysobeth nha Ana 14.10.2009 15:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Taak. Gdy moje dziecko by... | Marylek
Hyhy :>
Użytkownik: Zoana 27.09.2009 18:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Dlaczego za lektury szkol... | Radek8904
Nie no, bez przesady. Przecież lektury szkolne są po to (przynajmniej z założenia), aby przekazać młodym, niewyrobionym jeszcze umysłom różne ważne w życiu wartości, uniwersalne i ponadczasowe prawdy i mądrości, zapoznać z polskim i światowym dorobkiem literackim, pokazać w jaki sposób literatura i ludzka mentalność ewoluowała na przestrzeni wieków, przy okazji niekiedy przybliżając historię naszego kraju w sposób bardziej przystępny, niż w podręcznikach do historii. Książki wspomnianej przez Ciebie Agathy Christie to może i są bardzo dobre kryminały, ale sam pomyśl - co ważnego przekazują, czego uczą? Są po prostu przyjemną intelektualną rozrywką, ale tylko rozrywką.

I w żadnym wypadku nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że lektury szkolne to zawsze "jakieś straszne kicze" i "rzadko kiedy są ciekawe". Zresztą, zajrzałam w Twoje oceny i choć nie widzę tam wielu lektur szkolnych, to te, które oceniłeś mają w większości dość wysokie oceny, więc jak to w końcu jest?
Użytkownik: aiczka 29.09.2009 16:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie no, bez przesady. Prz... | Zoana
Ja myślałam, że lektury (przynajmniej w liceum) mają być przykładowymi dziełami z określonych epok literackich, reprezentaować jakieś nurty aby w sumie stworzyć jakiś obraz historii literatury (powstaje oczywiście pytanie, dlaczego historia literatury jest tak ważna w porównaniu z historią muzyki i sztuk plastycznych...). Takie uzasadnienie doboru lektur oznacza, że jak najbardziej mogą się pośród nich znaleźć dzieła kiepskie, nudne itd.

Oczywiście różnie to wychodzi w zależności od przekonań nauczyciela. Porównywałam listę omawianych w liceum książek z osobą z innej szkoły (do szkoły chodziliśmy w tym samym czasie). Kiedy my czytaliśmy jednego Prusa, jednego Conrada, jednego Kafkę i jednego Bułhakowa, oni czytali Prusa, Prusa i Prusa. Z przerwą na Dąbrowską. Nauczycielkę polskiego miałam kiepskawą, ale muszę w związku z tym docenić jendak urozmaicony dobór lektur.

Sama z czytaniem lektur nie miałam problemu - wjeżdżały po prostu pomiędzy inne powieści, które czytałam w dość dużym tempie. Większość uważałam za "strawną", ale po gruntownym przemaglowaniu ich w klasie nie miałam już ochoty do nich wracać. Najbardziej podobały mi się lektury czytane "na wyrost", zanim było trzeba. A najbardziej nie podobały: "Kamienie na szaniec", nowelki pozytywistyczne, Żeromski, "Lalka" i "Lord Jim".
Użytkownik: Zoana 29.09.2009 22:39 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja myślałam, że lektury (... | aiczka
Z tą dyskryminacją historii muzyki i sztuk plastycznych masz absolutną rację. Z tego co pamiętam miałam w liceum przedmiot o nazwie wiedza o kulturze (WOK) bodajże, ale nie przypominam sobie byśmy omawiali historię muzyki, czy sztuki. Rysowaliśmy koniki, kwiatuszki i przedstawialiśmy scenki rodzajowe, a jakiejkolwiek teorii - zero. Więcej dzieł sztuki (mówię o malarstwie i rzeźbie) poznaliśmy na języku polskim, czy na plastyce w gimnazjum, niż na wspomnianym WOK-u.

"Takie uzasadnienie doboru lektur oznacza, że jak najbardziej mogą się pośród nich znaleźć dzieła kiepskie, nudne itd. "

Ależ wcale niekoniecznie! Lektury oczywiście mają być i są przykładowymi dziełami z określonych epok, ale muszą/powinny też pełnić inne funkcje. Gdyby miały służyć tylko i wyłącznie prezentacji danej epoki, to właśnie wtedy mogłyby być wybierane na chybił trafił, bez głębszego przemyślenia tematu, bez analizy, czy jak mówisz - mogłyby to być dzieła kiepskie i nudne, bo chodziłoby przecież tylko o "wyciągnięcie" czegoś z każdej epoki. Zresztą, to co dla jednego kiepskie i nudne, drugiego zachwyci, także takie kryteria się tu raczej nie sprawdzają. :)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 27.09.2009 19:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Usiłowałam sobie przypomnieć, co kiedyś napisałam na podobnym wątku, i przy okazji natrafiłam na kilka jeszcze innych, od dawna już nie ożywianych, zawierających sporo wypowiedzi młodszego pokolenia, które przywołam poniżej:
Lektury szkolne
Lektury szkolne, które należało by spalić.
Lektury szkolne, które Wam się PODOBAŁY
Lektury
Reprezentanci młodego pokolenia w mojej rodzinie jednym głosem wołają, że nie znoszą pozytywistów, zwłaszcza Orzeszkowej, mało kto z nich jest też amatorem Prusa i Sienkiewicza. Większość opisów nie cierpi, chciałaby żywej akcji; ale choć przecież u Sienkiewicza taka jest, to znowu język za bardzo archaiczny... Dwoje na pięcioro "nie trawi" poezji, więc i "Pana Tadeusza", i Kochanowskiego na przykład, nie mówiąc o Różewiczu czy Szymborskiej; twierdzą, że klasyczna nudna, współczesna niezrozumiała. Przy czym wszyscy należą do czytających - a to Gaardera i podobne klimaty, a to angielską klasykę (Austen, Bronte itd.), a to fantasy/ SF (tego jest najwięcej zwolenników)...
Użytkownik: JoShiMa 27.09.2009 21:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Usiłowałam sobie przypomn... | dot59Opiekun BiblioNETki
O mamo. Pozytywiści też byli moją pięta achillesową. Były takie lektury przez które nie przebrnęłam, albo które zmęczyłam. Teraz po latach czasem próbuję się z nimi na nowo zmierzyć. Z różnym skutkiem.
Użytkownik: Anitra 21.10.2009 10:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Usiłowałam sobie przypomn... | dot59Opiekun BiblioNETki
I pomyśleć, że biedny Sienkiewicz specjalnie tak ten język archaizował. ;)
Użytkownik: aiczka 02.06.2010 16:00 napisał(a):
Odpowiedź na: I pomyśleć, że biedny Sie... | Anitra
Ja się zawsze dziwiłam o co chodzi z tą archaicznością języka Sienkiewicza. Jakoś sama nie zwróciłam na nią uwagi. Oczywiście postaci mówiły trochę staromodnie i używały kilku słów, które wyszły dziś z użycia razem z przedmiotami, które oznaczały, ale wydawało mi się to naturalne. Może dlatego, że już wcześniej czytałam teksty z archaizmami albo regionalizmami (przecież nawet w zbiorach baśni i legend dla dzieci są takie wyrażenia i trzeba czasem zaglądać do przypisów).
Użytkownik: Pok 27.09.2009 23:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Lektury szkolne na pewno zaliczają się do klasyki i częściowo dlatego są często mało przystępne (niedzisiejsze). Mają głównie na celu przekazanie ówczesnej myśli historycznej i literackiej, więc trzeba je też traktować w taki właśnie sposób. Fakt faktem czasem wybór mógłby być lepszy, a i przydałoby się więcej klasyki zagranicznej, jak również większy nacisk powinien być położony na dzieła współczesne.

Osobiście przez większą część nauki w szkole nie czytałem prawie w ogóle lektur i dopiero pod koniec 3 liceum mi się odmieniło i doceniłem niektóre dzieła literackie.
Użytkownik: kal-amburka 28.09.2009 11:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Obecnie chodzę do 3. klasy L.O, profil biol-chem. i muszę się zgodzić z założycielką tematu- ludzie w mojej klasie wręcz brzydzą się lekturami i książakami w ogóle~Może to wynika też z zainteresowań- biologia i chemia mało mają wspólnego z Mickiewiczem czy Homerem. Ale to jest smutne.

Osobiście po dzień dzisiejszy jestem ogromną miłośniczką "Dziadów" pod wszelką postacią: książka, film czy spektakl- zawsze robią na mnie piorunujące wrażenie.

I choć ogólnie uwielbiam dramaty, szczególnie romantyczne, to "Nie-Boska komedia" była istną udręką...
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 28.09.2009 17:20 napisał(a):
Odpowiedź na: Obecnie chodzę do 3. klas... | kal-amburka
<<Może to wynika też z zainteresowań- biologia i chemia mało mają wspólnego z Mickiewiczem czy Homerem>>
Teoretycznie tak, ale to chyba nie zawsze jest prawda; ja chodziłam do mat-fiz i naprawdę, ilu w tej klasie było ludzi czytających, i to nie to, że tylko lektury, ale mnóstwo rzeczy! Nie było niczym nadzwyczajnym czytywanie na bieżąco czasopism literackich, np. "Życia Literackiego" czy "Literatury na Świecie", ani skłanianie polonistki, żeby została z nami godzinkę po lekcjach, żeby pogadać o poezji. Tylko że wtedy nie było ani internetu, ani gier komputerowych, w TV dwa programy czarno-białe i bardzo państwowotwórcze, więc o ile ktoś nie uprawiał sportu, to w wolnym czasie cóż on miał robić? Fakt, że byli i tacy, co się nie tykali niczego prócz lektur, albo w ogóle niczego, ale ci ostatni to raczej jednostki były, na przykład właśnie zapamiętali sportowcy, albo wieczni drugoroczni, których w ogóle nie interesowało nic związanego z ruszaniem szarymi komórkami.
Użytkownik: cvn 01.10.2009 15:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
> Jaką lekturę pamiętacie, cenicie, lubicie najbardziej?

Bardzo mi się podobały i podobają do tej pory:
"Zbrodnia i kara"
"Ferdydurke""
"Mały książę"
"Dziady", "Pan Tadeusz"
"Nie-boska komedia"

Przyjemności dostarczyły mi także:
"Ania z Zielonego Wzgórza"
"W pustyni...", "Krzyżacy", "Quo vadis"
"Lalka"
"Nad Niemnem"
"Inny świat"
"Wierna rzeka"

> Która była właśnie ową drogą przez mękę?

Zdecydowanie "Atlantyda, wyspa ognia".
Także "Syzyfowe prace", "Chłopi", "Noce i dnie".


Uważam, że jedną z najlepszych lektur dla dzieciaków w podstawówce jest "W pustyni i w puszczy" - pouczająca, ciekawa powieść. Pamiętam jednak, że wiele osób z mojej klasy było przerażonych jej objętnością i czytało np. co piątą stronę. Ja przeczytałam całą i to z przyjemnością. Na tamtym etapie sienkiewiczowska jednowymairowość postaci jeszcze nie razi.
Nie mam pojęcia, dlaczego w zestawie lektur znalazła się tak słaba pozycja jak "Atlantyda, wyspa ognia". Wydaje mi się, że trzeba to było przeczytać w piątej klasie. Nauczycielka zrobiła nam kartkówkę ze znajomości treści. Pamiętam, że niektóe odpowiedzi czytała później na głos i klasa ryczała ze śmiechu. Ale nie ma się czemu dziwić. Nikomu nie chciało się tego czytać.
Użytkownik: Ysobeth nha Ana 13.10.2009 14:38 napisał(a):
Odpowiedź na: > Jaką lekturę pamięta... | cvn
O rety, Kuczyński was nudził?... Świat idzie ku upadkowi ;-))
Użytkownik: cvn 14.10.2009 13:34 napisał(a):
Odpowiedź na: > Jaką lekturę pamięta... | cvn
Zapomniałam o "Anielce". Ponure, przygnębiające, dobijające wręcz. Pamiętam, że płakałam, kiedy to czytałam. Według mnie dzieciaki nie powinny czytać takich rzeczy...
Użytkownik: ktrya 01.10.2009 15:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Jestem w liceum i powiem, że dotychczas przeczytałam wszystkie lektury w całości. Czasem dodatkowo streszczenia, jeśli lektura była dla mnie mało zrozumiała, albo czytałam ją dawniej i pozapominała. Ale czytam lektury, bo zazwyczaj są to pozycje z klasyki, które każdy wykształcony człowiek powinien znać, a ponadto jest szansa, że trafię na jakąś fajną lekturę, którą będę polecać innym i mile wspominać, jak to było w przypadku Roku 1984.

Trudno mi powiedzieć, które mi bardzo mi się podobały, a które nie.
Na pewno do tych pierwszych będzie należeć wcześniej wspomniany Rok 1984, Ania z Zielonego Wzgórza, Dzieci z Bullerbyn (których właściwie to ja nigdy nie przeczytałam, bo czytała je mnie i mojemu bratu mama na dobranoc ;))

Natomiast ciężko mi się czytało: W pustyni i w puszczy, Potop... A nie podobały mi się: Pamiętnik narkomanki i Buszujący w zbożu.

Ale jeszcze sporo lektur, których ja nie miałam w wcześniejszych latach nauki, a należą do kanonu mam w planie przeczytać, począwszy od Anielki - Prusa na Quo vadis- Sienkiewicza skończywszy.
Użytkownik: milenaj 01.10.2009 17:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Dzisiaj bez czytania nie wyobrażam sobie życia. A zaczęło się chyba od "Dzieci z Bullerbyn". A przynajmniej jest to pierwsza książka, co do której pamiętam, że nie mogłam się oderwać. Może dlatego później czytanie lektur nie wiązało sie dla mnie z przykrym obozwiązkiem. Do ulubionych należą: "Qvo vadis", "Ania z Zielonego Wzgórza", "Lalka". Z letur ze studiów natomiast "Eugeniusz Oniegin". A drogą przez mękę z pewnością były "Opowieści o pilocie Pirxie"
Użytkownik: moreni 01.10.2009 19:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Dzisiaj bez czytania nie ... | milenaj
O, "Dzieci z Bullerbyn" to też moja ulubiona książka z czasów dzieciństwa.:) Pamiętam, że przerabialiśmy tylko fragmenty, ale kiedy w drugiej klasie dostałam ją jako nagrodę za wyniki w nauce, nie mogłam się oderwać już od chwili przyniesienia jej do domu.:)
Użytkownik: kasiagczwa 01.10.2009 20:42 napisał(a):
Odpowiedź na: O, "Dzieci z Bullerbyn" t... | moreni
Popieram , towarzyszyła mi podczas wszystkich chorób w sp i gimnazjum :)
Użytkownik: Ysobeth nha Ana 13.10.2009 14:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Dzisiaj bez czytania nie ... | milenaj
Pilot Pirx "drogą przez mękę"? To mamy dokładne odwrócenie upodobań, bo ja bym była najszczęśliwsza mając Lema w lekturach, za to "Eugeniusz Oniegin" (przerabialiśmy na rosyjskim) pobudzał mnie do napadów ziewania - takie mdłe romansidło ;-)
Użytkownik: mafiaOpiekun BiblioNETki 13.10.2009 14:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Pilot Pirx "drogą przez m... | Ysobeth nha Ana
Pilota Pirxa też nie przebrnęłam. ;)
Użytkownik: Ysobeth nha Ana 13.10.2009 15:53 napisał(a):
Odpowiedź na: Pilota Pirxa też nie prze... | mafiaOpiekun BiblioNETki
Rany, takie fajne kryminały, na dokładkę w kosmosie :-))
Użytkownik: mafiaOpiekun BiblioNETki 13.10.2009 16:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Rany, takie fajne krymina... | Ysobeth nha Ana
Może nie byłam nastawiona na Pirxa. Ale w tamtych czasach Hobbita też nie przebrnęłam. Ale 5 lat temu już tak. Ciekawe czemu... ;)
Użytkownik: Ysobeth nha Ana 14.10.2009 13:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Może nie byłam nastawiona... | mafiaOpiekun BiblioNETki
Hobbit mnie oczarował jak miałam lat ze 12, ojciec pożyczył go z biblioteki. A od Pirxa, "Solaris", "Dzienników gwiazdowych" i "Cyberiady" - wszystko to w "kolorowej serii" Literackiego - zaczęła się moja wielka namiętność do fantastyki. Starsza siostra mi je kupiła jak byliśmy na wakacjach, też lata sześćdziesiąte chyba... Potem plądrowałam wszystkie biblioteki w poszukiwaniu już nie tylko Lema, ale np. trylogii Borunia i Trepki, kryminałów SF spod Srebrnego Kluczyka i wszystkiego co tylko było :>
Użytkownik: Marylek 14.10.2009 14:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Pilota Pirxa też nie prze... | mafiaOpiekun BiblioNETki
Ha, ha, a ja Pirxa też czytałam dwukrotnie - raz w dziecięctwie, drugi raz jak była to lektura szkolna mojego syna. Obydwa razy z dużą przyjemnością. A mój młody, od Pirxa zaczynając, mnóstwo Lema potem z przyjemnością przeczytał i jeszcze swoją dziewczynę zaraził, choć początkowo byla oporna. :)
Użytkownik: jakozak 01.10.2009 18:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Wesele i Pan Tadeusz.
Użytkownik: sito13 01.10.2009 20:39 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
"Potop" przeczytałem 3 razy zaś "Lalka" to była prawdziwa męczarnia...
Użytkownik: mafiaOpiekun BiblioNETki 01.10.2009 20:49 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Nie wiem, czy u kogoś lekturą był "Lord Jim". Chyba jedna z niewielu książek, które sobie odpuściłam.
Użytkownik: aiczka 02.10.2009 13:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie wiem, czy u kogoś lek... | mafiaOpiekun BiblioNETki
U nas był. Mnie się nie podobał. Bohater mnie denerwował. Cóż - nie musze lubić wszystkich książek.

Ale mieliśmy związaną z tą lekturą zabawną sytuację na lekcji. Pani pytała nas, "Dlaczego tę powieść tak trudno się czyta?" i nikt nie mógł wpaść na odpowiedź (chodziło o nieciągłość akcji i zmiany narratorów). Za inteligentni byliśmy ^_^.
Użytkownik: Nathanael 01.10.2009 20:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Kończyłem liceum kilka lat temu i w mojej klasie czytający lektury byli w mniejszości. Ze wszystkich pozycji obowiązkowych najmilej wspominam chyba "Ludzi bezdomnych", "W pustyni i w puszczy", "Tego obcego", "Granicę", "Lalkę"... Najgorszą lekturą były "Syzyfowe prace" i szczerze współczuje tym, którzy muszą to czytać. Bardzo też nie podobało mi się "Fedrydurke" i "Wesele". Ciężko bardzo było mi przebrnąć przez "Jądro ciemności", ale po omówieniu polskim zacząłem je bardziej doceniać, więc omawianie ma w sobie trochę sensu (jeśli się ma dobrego polonistę). Nie przeczytałem "Potopu", ale chyba nadrobię (stoi na półce w moim pokoju i coraz częściej tam zerkam).
Użytkownik: Angendil 04.10.2009 11:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Dla mnie czytanie lektur szkolnych nigdy nie było męką, a w podstawówce nawet ciągle wyczekiwałam kolejnej. Na dalszych stopniach mojej edukacji trochę się to zmieniło. W gimnazjum miałam taki zwyczaj, że każdą książkę czytałam na lekcji, kiedy nauczycielka pytała innych uczniów. Jedynymi lekturami, których nie przeczytałam były "Krzyżacy" i "Potop" Przeczytałam obie w połowie, streszczenie i co ciekawsze fragmenty, dalej już nie dałam rady. Zaś do moich ulubionych nalezą: oczywiście "Zbrodnia i kara" i "Quo Vadis". Czytając "Nad Niemnem" ze zdziwieniem odkryłam, że ta książka mi się podoba! A słyszałam o niej tyle negatywnych opinii.
Jeżeli chodzi o to, że młodzież nie czyta lektur... To niestety na przykładzie mojej licealnej klasy muszę się z tym zgodzić. Byłam jedyną osobą, która przeczytała "Zbrodnie i karę" Jakie zdziwienie było mojej klasy kiedy im powiedziałam, że czytam tę książkę nie po raz pierwszy :) Moja koleżanka zaś kiedyś powiedziała mi, że dzieli książki nie na ciekawe i nudne ale na cienkie i grube.
Użytkownik: Morelka 13.10.2009 10:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Zwróćcie uwagę, na którym roku kończy się w liceum "literatura współczesna". Około lat sześćdziesiątych chyba. Od mojego ukończenia liceum już trochę upłynęło, ale chyba nie zmieniło się wiele w tym względzie. Czy na jakichkolwiek lekcjach wspomina się choćby o bieżących literackich nagrodach Nobla czy naszej rodzimej Nike?
I jak młodzi ludzie mają czytać, skoro szkoła nie podsuwa jakiejkolwiek lektury dotyczącej ich współczesnych bliskich im problemów, tylko niezmiennie raczy ich bosym chłopem i Anielką w piecu chlebowym tudzież walką narodowowyzwoleńczą.
Użytkownik: inheracil 13.10.2009 10:44 napisał(a):
Odpowiedź na: Zwróćcie uwagę, na którym... | Morelka
Kwestia nauczyciela, ja na przykład czytałem "Prawiek i inne czasy" Olgi Tokarczuk jako lekturę dodatkową. "Cesarz" Kapuścińskiego to koniec lat siedemdziesiątych. Wspomina się o Noblach, moja wychowawczyni zawsze o tym mówi, ale co można powiedzieć o Doris Lessing, poza tym, że gdyby nie dzieciństwo w Afryce to by Nobla nie dostała. Na czytanie i omawianie nowych książek zwyczajnie nie ma czasu, gdyż w niecałe trzy lata trzeba zrobić całą historię literatury.
Użytkownik: Morelka 13.10.2009 11:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Kwestia nauczyciela, ja n... | inheracil
>Na czytanie i omawianie nowych książek zwyczajnie nie ma czasu, gdyż w >niecałe trzy lata trzeba zrobić całą historię literatury.

Aj, faktycznie, to teraz jeszcze gorzej. Ja kończyłam liceum czteroletnie, i już tempo było dość ostre.
Użytkownik: Angerona.P 13.10.2009 12:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Jako licealistka uczęszczałam do klasy matematyczno-fizycznej i czytałam w miarę możliwości, między zadaniami z matematyki i fizyki, prawie wszystkie lektury. Nasza polonistka stawała na rzęsach, żeby chociaż odrobinę przybliżyć nam realia epok, w których tworzyli autorzy książek. Mimo konieczności zmieszczenia się w 3 latach dodała do programu jeszcze jedną czy dwie książki spoza listy, które wydawały jej się ważne. Za jej rekomendacją przeczytałam "Zazdrość i medycynę" Choromańskiego i "Białą gwardię" Bułchakowa. Faktem jest jednak, że tempo, ciągle zmieniająca się lista lektur (pierwszy rok reformy..) i jeszcze ten tajemniczy klucz sprawiały, że zajęcia z polskiego były bardziej zabawą w "Kalachasa połączonego z Tejrezjaszem", jak określiła to nasz nauczycielka. Moja klasa raczej nie zabierała głosu na zajęciach, częściowo dlatego, że polonistka kazała nam siedzieć i notować, bo będziemy pisali pod klucz i tym, co nas może uratować, nie jest wodolejstwo, tylko rzetelna wiedza. Jednak kiedy zdarzyło jej się przeczytać wypracowanie zawierające czyjąś własną interpretację lektury, postawiła tej osobie 6, kiedy 5 stawiała niechętnie i z rzadka.

Moje ulubione lektury to: "Zbrodnia i kara", "Jądro ciemności", "Inny świat", "Ferdydurke".
Nie podobały mi się "Granica", "Krzyżacy", "Cierpienia młodego Wertera".

Wydaje mi się, że jak ktoś czuje potrzebę dobrej lektury to niewiele będzie w stanie go zniechęcić. Nawet "ciało pedagogiczne" i komisja.
Użytkownik: carlain3 13.10.2009 16:26 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Chodzę do trzeciej klasy liceum i jestem na profilu geo-hist-wos. Lektury dla mnie to jest obowiązek, ale tez straszna męczarnia. W mojej klasie nie ma osoby, która przeczytałaby wszystkie lektury. Parę dziewczyn jedynie przeczytało może ze 3/4 lektur. Ja z kolei staram się czytać wszystkie, jednak jest parę, których za nic nie mogłam przeczytać w całości, a mianowicie Lalka, Ludzie Bezdomni i Potop. Resztę przeczytałam, teraz omawiamy Przedwiośnie, a zaraz po nim Granicę. W mojej klasie to nawet streszczeń ludzie nie chcą czytać :/ Zresztą nauczycielka tak pędzi z tymi lekturami, że w każdy weekend czyta się następną z listy.
Osobiście nie cierpię lektur, bo nie leżą w moim zakresie zainteresowania, tym bardziej, że literatura polska w ogóle mnie nie interesuje. Jedyne, które mi się w miarę podobały to Antygona, Makbet, Faust, Zbrodnia i Kara, jedynie Mickiewicza jakoś przełknę. Mimo takiego nastawienia uwielbiam czytać książki i jestem taka jedyna w klasie. Czytam romanse, kryminały, thrillery, fantasy, naturalnie wszystko to proza zagraniczna. Lektury czytam, bo trzeba czytać, inaczej problemy z klasówkami, wypracowaniami, no i z maturą ewentualnie. Nie dość, że człowiek jest zmuszony do ich czytania, to jeszcze należy je szybko przeczytać i zapamiętać najdrobniejsze detale. Uważam osobiście, że uczniowie nie czytają lektur, ponieważ one nie pozwalają im na zapoznanie się z różnorodnością książek na naszym rynku. Każdy na pewno znajdzie dla siebie coś ciekawego, jeśli trafi się w jego gust, inaczej nie ma rady.
No, ale trudno, lektury trzeba jakoś przełknąć, bo później na pewno się do nich nie wraca, a jak to mówi nasza pani polonistka, to ostatnia okazja dla niektórych by przeczytać cokolwiek, bo nasze pokolenie w czytaniu ogranicza się to programów telewizyjnych i instrukcji iPoda :)
Użytkownik: misiabela 14.10.2009 15:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Oj, młodzieży droga! Nie doceniacie tego, co macie - Lem, Kapuściński, Tokarczuk w lekturach! Za moich czasów nie do pomyślenia. My czytaliśmy tylko te poprawne ideowo (choć ja i takie pochłaniałam), np. "Opowieść o prawdziwym człowieku". Nie wiem, czy to dobry przykład, bo książka moim zdaniem dobra, ale czy jeszcze ktoś ją pamięta? Omawiając literaturę współczesną, jakoś nikt nam nie mówił o Stachurze, Wojaczku, Hłasce, choć przecież byli w drugim obiegu lekturą obowiązkową... A teraz możecie, a nie czytacie... Ale to chyba taka reguła...
Użytkownik: Marylek 14.10.2009 16:04 napisał(a):
Odpowiedź na: Oj, młodzieży droga! Nie ... | misiabela
Ja pamiętam Polewoja, to się nawet nieźle czytało. :) Ale były też gorsze - "Pamiątka z celulozy", na przykład. Brrrr!
Użytkownik: misiabela 14.10.2009 16:23 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja pamiętam Polewoja, to ... | Marylek
Ty Marylku pamiętasz, ale my chyba w podobnym wieku...
A "Pamiątka..." mnie też pokonała :)
Użytkownik: Marylek 14.10.2009 20:30 napisał(a):
Odpowiedź na: Ty Marylku pamiętasz, ale... | misiabela
:)
Okropna była i tyle! Produkcyjniak. Szkoda czasu.
Użytkownik: misiak297 17.04.2010 13:38 napisał(a):
Odpowiedź na: :) Okropna była i tyle! ... | Marylek
Aaa tam ja dzisiaj czytam te produkcyjniaki i inne powieści socrealistyczne. Pośmiać się można:D Takie "Bajki o Leninie" na przykład. Albo "Baza Sokołowska" Hłaski. Nawet Iwaszkiewiczowi się te wstawki zdarzyły:p
Użytkownik: hihineczka 16.10.2009 19:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Obecnie chodzę do II gim, więc wielkich doświadczeń z lekturami nie mam. Jednakże po tych kilku latach przekonałam się, że to czy lektura mi się spodoba i do niej wrócę, zależy w dużej mierze od nauczyciela. Te lektury w podstawówce wspominam mile: przeczytać 3 na cały rok szkolny, i omawianie było normalne. Teraz w gimnazjum książki, które czytałam kiedyś i mi się podobały(np. "Opium w rosole" Musierowicz) po tych lekcjach wałkowania ich na wszelkie sposoby, zbrzydły całkowicie i wątpię, czy szybko znowu po nie sięgnę.
A za najlepszą lekturę uważam "Szatana z VII klasy":)
Użytkownik: bakir 18.10.2009 16:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Ja jestem po humanie i niem mam wielu traumatycznych wspomnień jeśli chodzi o czytanie lektur. Nasza nauczycielka to wspaniały pedagog. Zawsze starała się zrobić wszystko, żeby przygoda za książką trwałą jak najdłużej, i by czytanie zostawiło w naszej pamięci trwały ślad. Lekturą, po którą sięgałam wielokrotnie jest "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa. To niewątpliwie arcydzieło literatury światowej.
Użytkownik: Kathleen_5 04.11.2009 21:12 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Prawda jest taka, że gdyby pewnych lektur nie było w kanonie obowiązkowym, to znacznie mniej ludzi zwróciłoby na nie uwagę! Nie wiem na przykład, czy tak "sama z siebie" sięgnęłabym w gimnazjum po "Quo Vadis" a w liceum po "Medaliony", "Zbrodnię i karę" czy "Chłopów". Pewnie nie. Takie poważniejsze książki są pożyteczne w młodym wieku, bo pomagają kształtować świadomość, otwierają oczy na inną rzeczywistość, tą historyczną lub wymyśloną, ale niosącą jakieś przesłanie. Ja w sumie zawsze lubiłam czytać, więc lektury nie były dla mnie tragedią. Cztery lata temu skończyłam liceum, ale nie przestałam czytać. Co więcej, wypożyczam książki hurtowo i czytanie różnych rzeczy sprawia mi coraz większą frajdę :D
Użytkownik: Kathleen_5 04.11.2009 21:12 napisał(a):
Odpowiedź na: Prawda jest taka, że gdyb... | Kathleen_5
Aaaa i też byłam bio-chem ;)
Użytkownik: moreni 04.11.2009 21:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Prawda jest taka, że gdyb... | Kathleen_5
Tak czytając, dochodzę do wniosku, że najciekawsze lektury mnie ominęły.;) "Quo vadis" w moim kanonie nie było, ani "Mistrza i Małgorzaty", którą to książkę sama z własnej inicjatywy przeczytałam. I tak sobie myślę, że całe szczęście, że nie było ich w moim kanonie, bo omawianie zabiłoby ciekawą historię opowiadaną w tych książkach i indywidualne do niej podejście. I pewnie w jakimś stopniu przestałyby mi się podobać.

A tak ogólnie to zgadzam się po części z tym kształtowaniem świadomości w młodym wieku. Po części, bo nie wiem, o jak bardzo młody wiek chodzi.:) Natknęłam się gdzieś na opinię (i całkowicie się z nią zgadzam), że szkoła podstawowa powinna rozwijać w uczniu czytelnictwo jako takie. Więc lektury powinny być ciekawe, pełne akcji i przyjemne w czytaniu. Nie ma sensu omawianie na tym etapie cech pozytywistycznych/romantycznych/renesansowych/char​akterystycznych dla jakiejś innej epoki literackiej danego dzieła. Dopiero na następnym etapie kształcenia ma sens omawianie takich aspektów lektur i tu już należałoby dobierać je za względu na wartość reprezentacyjną dla danej epoki i/lub ponadczasowe zagadnienia.
Użytkownik: Evi91 05.11.2009 16:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Teraz jest w klasie maturalnej (biol-chem). Lubię czytać książki, dlatego staram się czytać lektury. Jednak bądź co bądź lektura to też książka - przynajmniej takie jest moje zdanie. Jak tak patrzę na moją klasę to niektórzy czytają lektury, bo muszą, a nie którzy tego nie robią, bo im się nie chcę. Pierwsze pytanie mojej koleżanki jak usłyszy, że mamy czytać jakąś lekturę to: "Ile ona ma stron?" Jeśli słyszy odpowiedź, że koło 100 to od razu ją odrzuca. uważam to za bezsensowne. Wprawdzie dłużej czytam lekturę, niż inne książki z poza kanonu lektur, ale staram się je czytać. Niejednokrotnie do przodu.
Aktualnie kończymy Młodą Polskę, więc omawiamy "Chłopów" zaraz po tym "Moralność pani Dulskiej" i "Jądro ciemności". No a potem okres miedzy wojenny. W najbliższej przyszłości to: "Przedwiośnie", "Granica" i "Ferdydurke".
Użytkownik: inheracil 05.11.2009 17:03 napisał(a):
Odpowiedź na: Teraz jest w klasie matur... | Evi91
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale 100 stron to dla kogoś za dużo? Przecież to nawet nie na jeden wieczór.
Użytkownik: Evi91 05.11.2009 18:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie wiem czy dobrze zrozu... | inheracil
Dla mnie to nie dużo i zapewne dla tych osób, co lubią czytać. Ale pamiętam, że jak byłam młodsza i nie lubiłam czytać to te sto stron też było dla mnie dużo. Ale wtedy byłam młodsza. Teraz inaczej na to patrze niż kiedyś.
Użytkownik: FridayThe13th 27.02.2010 23:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Uważam że lektury to bezsensowne narzucanie ludziom książek, które nie koniecznie muszą ich interesować, a trudno czytać przy braku zainteresowania...
Nasze szkolnictwo (i szkolnictwo w ogóle) to umysłowe okowy i bagno, tyle dobrze że można poznać trochę życia i innych ludzi.
To tak w ramach mojej internetowej napinki...

Co do lektur które przeczytałem/spodobały się:
Akademia Pana Kleksa (jedna z pierwszych lektur, tak się przejąłem wtedy, że przeczytałem aż 2 razy)
Pinokio
Antygona
Ten obcy (pamiętam jak przez mgłę)

No i Quo Vadis - przeczytałem samo streszczenie i obejrzałem film, powieść się sama wybroniła i mi się spodobała - o to właśnie chodzi, nie na chama - mam zamiar ją w przyszłości przeczytać, na własną rękę, a nie z jakiegoś tam obowiązku.
Użytkownik: ka.ja 27.02.2010 23:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Uważam że lektury to bezs... | FridayThe13th
Nie wydaje mi się, żeby lektury szkolne "musiały interesować". Trzeba się z nimi zapoznać, żeby móc omówić konkretne problemy i zagadnienia. Nikt nie zakłada, że do nauki biologii musisz być osobiście zinteresowany żabą albo dżdżownicą, ale żeby poznać poszczególne rzędy i gromady, musisz się do czegoś oddnieść.
Masz jakikolwiek pomysł na to, w jaki sposób zadowolić wszystkich uczniów, a jednocześnie dobrac przykłady prozy i poezji, które zilustrują kolejne epoki i prądy? Weź też pod uwagę, że zazwyczaj lektury są przedmiotem egzaminu, więc najwygodniej jest, żeby we wszystkich szkołach czytać mniej-więcej to samo.
Nie wiem, skąd pomysł, że szkoła powinna być głównie przyjemna. Ja swojej nienawidziłam głęboko i żywiołowo, co nie przeszkodziło mi odebrać całkiem niezłego wykształcenia. Natomiast mój brat lubił chodzić do liceum, ale do dziś nie ma pojęcia, po co siedział tam tyle lat, skoro do matury nie podszedł, a wiadomości nie przyswoił. Równie dobrze mógł spędzać czas na ławce przed budynkiem.
Użytkownik: FridayThe13th 28.02.2010 12:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie wydaje mi się, żeby l... | ka.ja
Widzisz, najgorsze w tym wszystkim jest to że w szkołach nie omawia się jakoś specjalnie tych epok i prądów filozoficznych/w sztuce etc.
Te lektury są jak wycięte z kontekstu.

Myślę, że zamiast czytać lektury można by przeznaczyć czas na coś bardziej pożytecznego.
Użytkownik: inheracil 28.02.2010 13:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Widzisz, najgorsze w tym ... | FridayThe13th
Przecież są. W każdym razie w liceum.
Użytkownik: ka.ja 01.03.2010 00:14 napisał(a):
Odpowiedź na: Widzisz, najgorsze w tym ... | FridayThe13th
Zaskoczyłeś mnie. To co się teraz robi na lekcjach języka polskiego?
Czytacie w domu takiego "Pana Tadeusza" i co dalej? Nie ma mowy o tym, kto, gdzie i po co go napisał? Nie wyszukujecie informacji historycznych? Nie dowiadujecie się, czym jest epopeja narodowa? Nie porównujecie Pana Tadeusza z Iliadą?

Dopiero co czytałam wypowiedź licealistki, która właśnie czyta kolejne dzieło o tematyce obozowej i okupacyjnej. Z jej posta wynikało, że na lekcjach omawia właśnie tę część literatury współczesnej. Czyli jednak się omawia epoki; jest kontekst.

Rany! Przejęłam się, jakbym miała dzieci, którym grozi analfabetyzm! Niech mnie ktoś uspokoi!
Użytkownik: filizanka212 17.04.2010 12:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Zaskoczyłeś mnie. To co s... | ka.ja
Uspokajam:) Może to zależy od nauczyciela, ale u mnie zawsze jest tak: wprowadzenie do epoki (najważniejsze wydarzenia, twórcy itp.), biografia pisarza i zazwyczaj na kolejnej lekcji omawiamy jego utwór (robimy wszystko według podstawy programowej). Poza tym moja nauczycielka wymaga od nas czytania całych utworów, nawet jeśli w podstawie są wymagane tylko fragmenty.
Użytkownik: Aquilla 17.04.2010 13:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Uspokajam:) Może to zależ... | filizanka212
U nas było podobnie, z tym, że została nam darowana jedna lektura - Nad Niemnem (były tylko fragmenty). A poza tym wszystkie epoki po kolei omówione i to na tyle dobrze, że sporo z tego po trzech latach pamiętam :)
Użytkownik: junix 28.02.2010 18:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Ja namiętnie czytać zaczełem od niedawna, lecz wciąż nie mogę przekonać się do lektur. Szczerze mówiąc udało mi się przeczytać zaledwie dwie:Chłopcy z placu broni i Hobbita, większości nawet nie brałem do ręki. A większość za które się już zabrałem to już po kilku stronach musiałem je odłożyć. Np miałem tak z Krzyżakami, Romeo i Julia.
Moim zdaniem spis lektur jest źle dobrany, rozumiem że spuścizna naszej ojczyzny jest ważna, lecz powinno się ją zmieszać z literaturą nowoczesną, oczywiście polską.
Użytkownik: litmanem 16.04.2010 09:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Dobrze pamiętam jak w gimnazjum przeczytałem jako jedyny z klasy krótką książke jednego z polskich klasyków. Po sprawdzeniu biblionetki jestem pewien, że to była "Grażyna" Mickiewicza ;)
Ogólnie czytałem wtedy z chęcią, bo nie miałem koncepcji na czytanie czegokolwiek innego. No dobra nie udało mi się przeczytać "Krzyżaków".
Nie sięgnęłem także po "Stary człowiek i morze".

W liceum najbardziej przejechałem się na "Lalce", a potem można by wymieniać lektury, których nawet nie wypożyczyłem. "Predwiośnie", "Granica"(dotarłem do połowy), "Chłopi"(choć nap odstawie nie każą czytać nawet całego utworu), "Ferdydurke", "Opowiadania" Borowskiego, "Zbrodia i kara"(próbowałe dwa razy ją przeczytać, nie wyszło), "Inny świat".

Z racji tego, że byłem na rozszerzeniu to najlepiej wspominam "Medaliony" i "Ziemie obiecaną".
Użytkownik: palmar13 17.04.2010 14:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Zacznijmy od tego, że lektury w gimnazjum są źle dobrane. To jeszcze dzieciaki są, a karze im się czytać Pana Tadeusza, który dla nich jest tylko nudny i długi, albo Medaliony, które dla odmiany są za ciężkie jak na 14-latka.
I jest jeszcze drugi problem - komu się chce czytać, powiedzmy przez tydzień, lekturę, którą potem omawia się przez 45 minut?

U mnie w klasie (2 LO) raczej lektur się nie czyta ;) Chociaż w sumie zależy, bo np. Mistrza i Małgorzatę, czy Imię Róży, dramaty Szekspira, to chyba zdecydowana większość przeczytała, ale Mszę za miasto Arras, to wiem, że tylko dwie dały radę ;P
No i jest też problem czasu - kiedy to czytać? Zwłaszcza jak ktoś czyta też inne książki "dla siebie".
Użytkownik: Aquilla 17.04.2010 14:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Zacznijmy od tego, że lek... | palmar13
Ja Medaliony czytałam w ostatniej klasie liceum - tak poważne zmiany podczas tych trzech lat od mojej matury zaszły?
Użytkownik: palmar13 17.04.2010 15:33 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja Medaliony czytałam w o... | Aquilla
Ja ją miałam pod koniec 2 klasy gimnazjum, a moja koleżanka z innej szkoły na początku 3... Ale nie wiem, czy to było w kanonie lektur czy własna inicjatywa nauczycieli.
Użytkownik: aiczka 02.06.2010 16:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja Medaliony czytałam w o... | Aquilla
Nie. Jakieś piętnaście lat temu omawialiśmy "Medaliony" pod koniec ośmioletniej podstawówki.
Użytkownik: Lenia 07.08.2010 21:42 napisał(a):
Odpowiedź na: Zacznijmy od tego, że lek... | palmar13
Czytaliście całego "Pana Tadeusza" w gimnazjum? U mnie były tylko fragmenty, a całość właśnie w drugiej liceum.
Użytkownik: nie_mow_mi_nie 17.04.2010 15:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Jeśli chodzi o lektury licealne najgorzej wspominam utwory zaliczane do epoki romantyzmu, np. "Nie-boska komedia" czy "Kordian". Nie mogłam przebrnąć również przez "Szewców" oraz "Nad Niemnem". Jednak zdecydowanie więcej było książek które mi się podobały. Jedne w mniejszym, inne w większym stopniu, ale uważam, że gdyby nie obowiązek nie sięgnęłabym po nie dobrowolnie. Lektury, które wspominam miło i nie wykluczone, że po niektóre z nich jeszcze w przyszłości sięgnę to: "Lalka", "Mistrz i Małgorzata", "Chłopi", "Zbrodnia i kara" czy "Przedwiośnie"
Użytkownik: Venta 17.04.2010 16:53 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Ja cię pocieszę - chodzę do liceum do klasy humanistycznej i tam WSZYSCY czytają lektury. Oczywiście, niektóre podobają się bardziej, a inne mniej. Osobiście nie przepadam za Sienkiewiczem, ale na przykład "Lalka", którą czytam teraz, choć raczej do kręgu moich ulubionych książek nie wejdzie, wydaje się być całkiem niezła.
Użytkownik: yerba_mate 17.04.2010 17:30 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja cię pocieszę - chodzę ... | Venta
Ojej, chciałabym chodzić do takiej klasy... W mojej - też humanistycznej, prawie nikt lektur nie czyta. Niemal wszyscy zapisali się do niej żeby uciec przed matematyką, bo myśleli że w humanistycznej będą mieli łatwiejszą. Ja czytam lektury prawie wszystkie, nawet jeśli nie za bardzo mi się podobają. W tym roku ominęłam Granicę Nałkowskiej i Cudzoziemkę Kuncewiczowej (chyba nie miałam czasu, wolałam coś innego przeczytać), w poprzednim: Potop (nie znoszę Sienkiewicza) i Pamiątki Soplicy Rzewuskiego (klimat też jakby nie mój). Nie z własnej winy ominęły mnie też prawie wszystkie lektury z Młodej Polski, lecz zamierzam przeczytać je jeszcze przed maturą.
Użytkownik: nova.nike 18.04.2010 10:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Ja zaczęłam czytać bardzo wcześnie i czytałam sporo książek, lektury jednak nie były w kręgu moich szczególnych zainteresowań. Uwielbiałam jako dziecko książki przygodowe. Niektóre z lektur, np W pustyni i w puszczy, przyjęłam bardzo pozytywnie, ale większość była nudna, przynajmniej w początkowych klasach. Moimi ulubionymi książkami były: Mitologia, Antygona, Balladyna, Proces, Dżuma, Folwark zwierzęcy, Rok 1984, Zbrodnia i kara, Rozmowy z katem, dramaty Szekspira, wiersze romantyków. Nigdy nie przeczytałam i pewnie raczej juz nie przeczytam biorąc pod uwagę ile innych interesujących pozycji poleciła mi biblionetka: Ludzie bezdomni, Granica, Ferdydurke, Przedwiośnie, Chłopi. Niektóre z tych książek ogladałam w wersji kinowej, czytałam streszczenia i po prostu wolałam je pozostawić niż zniechęcic się do czytania w ogóle. Jeśli chodzi o literaturę współczesną to uważam, że powinna być ona regularnie odświeżana, tak żeby zachęcić młodych ludzi do czytania.
Użytkownik: Izuś 19.04.2010 19:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Ja przeczytałam prawie wszystkie lektury. Ogromne wrażenie zrobiła na mnie "Lalka". Już od pierwszych stron opisywany świat całkowicie mnie pochłonął. Najchętniej nie robiłabym nic innego poza czytaniem. Problem dla mnie stanowili "Krzyżacy" a zwłaszcza opis bitwy. Niestety nie dałam rady go przeczytać.Próbowałam wielokrotnie niestety moje próby nie przyniosły żadnego skutku. Liczę na to, że zdołam wpoić moim dzieciom, że czytanie książek jest czymś ogromnie wartościowym i niesamowicie rozwijającym.Mam nadzieję, że nie będą czytać streszczeń zamiast lektur.
Użytkownik: Celeste 20.04.2010 21:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Skończyłam liceum w zeszłym roku; nie potrafiłabym chyba uogólnić czy moja klasa czytała lektury, czy nie. Była to klasa teoretycznie lingwistyczna, w praktyce - o profilu ogólnym, prawie same dziewczyny, liceum na poziomie - nie spotkałam się więc ze zjawiskiem demonstracyjnego potępiania lektur. Nie czułam się też specjalnie wyjątkowa przez to że czytam książki, w końcu chodziło o to żeby "mieć osobowość", więc dużo osób starało się ją podkreślić ambitnym czy oryginalnym doborem lektur. I stosunek do lektur szkolnych chyba też wiązał się z tą osobowością - dobrze było uchodzić za kogoś kto jest na nie otwarty, ale ma swoje opinie i odczucia, najlepiej skrajne, więc albo zakochał się w książce, albo wręcz nie mógł jej znieść, a skoro nie mógł znieść to nie przeczytał. Zdaje się że tak to było - w większości zabieraliśmy się za czytanie, ale nie wszyscy kończyli. Oczywiście niektóre osobowości w ogóle nie widziały sensu w czytaniu i stroniły od lektur - ale czy nie tak jest ze wszystkimi przedmiotami? Niektórzy jak ognia unikają zadań z matematyki i zwalają je od innych na przerwie, część ludzi załatwia sobie u cioci zwolnienie z wuefu bo męczy ich aktywność fizyczna, tak samo z językiem polskim i myślę, że nie trzeba tego czytania uogólniać na wszystkich "młodych ludzi". Myślę że to zależy też trochę od szkoły -liceum ogólnokształcące, jak sama nazwa wskazuje, ma za zadanie poszerzać nasze horyzonty we wszystkich kierunkach i ludzie którzy chcą je poszerzyć wybiorą lepszą szkołę, a ci którzy nie mają ambicji wybiorą gorszą i prawdopodobnie nie starczy im też ambicji na lektury. W ten sposób w niektórych szkołach zgromadzą się ludzie całkowicie nieczytający, w innych wszyscy będą czytać.
Streszczenia natomiast są dla mnie odrębnym problemem. Wiadomo że nie wszyscy uczniowie przeczytają wszystkie lektury - gdybyśmy sumiennie uczyli się w szkołach tego wszystkiego czego nas tam się uczy to prawdopodobnie świat byłby bardzo pięknym miejscem, o ile ktoś przeżyłby taki natłok pracy - natomiast wszyscy muszą napisać kartkówkę z podchwytliwymi pytaniami typu 'Kim był w "Potopie" Uhlik', 'Jak miał na imię pudel Rzeckiego' i 'Który bohater w którym rozdziale "Przedwiośnia" powiedział to i to'. Na te pytania przeciętny człowiek po przeczytaniu książki nie umie odpowiedzieć, odpowie za to czasem ktoś kto wykuł pięć stron suchych faktów ze streszczenia. Tak więc najlepszym sposobem na napisanie sprawdzianu, który ma tylko i wyłącznie sprawdzić czy książkę przeczytaliśmy, jest danie sobie spokoju z książką i przeczytanie streszczenia. A zdarzało mi się niekiedy przeczytać i książkę i streszczenie - książkę dla książki, streszczenie na kartkówkę - ale nie zapominajmy że nie każdy jest w stanie siedzieć nad językiem polskim do trzeciej nad ranem (przede wszystkim do tego trzeba być kujonem który nie może znieść myśli o dostaniu pały, tak jak ja).
Jeżeli chodzi o mnie, w mojej szkolnej karierze przeczytałam wszystkie lektury poza jedną. Tą jedną, co niektórych pewnie zdziwi a innych może nawet oburzy, był "Mistrz i Małgorzata". Nie będę tu na siłę zwalać winy na szkolny system i przymus - widocznie coś mi nie podeszło, gdyby książka mnie naprawdę zainteresowała to bym bez problemu zarwała parę nocy żeby ją skończyć - ale do dziś pamiętam tą traumę z jaką mi się kojarzy. Przed sprawdzianem z treści zdążyłam przeczytać tylko pierwszą część, do dziś mam przed oczami jak siedzimy ze znajomymi w szkolnym bufecie i każdy w panice czyta okropne streszczenie rozdział po rozdziale, i jak wymieniamy się kartkami, bo jest tylko jeden egzemplarz, także jak skończysz czytać swoją stronę to popędzasz kolegę obok żeby dał ci następną, bo za chwilę dzwonek. Brr.
Ulubione lektury zawsze dzielę na kategorie podstawówka/gimnazjum/liceum bo nie potrafię porównywać ich pomiędzy sobą. W podstawówce często zdarzało mi się czytać lektury po kilka razy, "W pustyni i w puszczy" mam przewałkowane we wszystkie strony, zdążyłam już zapomnieć że "Ania z Zielonego Wzgórza" była lekturą bo awansowała na półkę z książkami, które zawsze trzeba mieć pod ręką, a "Robinsona Cruzoe" pamiętam jako dobrą książkę przygodową, coś z kategorii "Wesołych przygód Robin Hooda" które w pewnym okresie uważałam za swoją ulubioną książkę. Traumę lekturową podstawówki utożsamiam z "Sierotką Marysią".
Lektur gimnazjalnych nie pamiętam zupełnie - może tyle, że pierwsze pięćdziesiąt stron "Krzyżaków" mama musiała mi czytać na głos bo zasypiałam co akapit, a ostatni rozdział czytałam później sama codziennie na nowo bo mi sie bardzo spodobał. I pamiętam że uczyłam się 'opisu przyrody' z "Pana Tadeusza" podczas wyjazdu na narty, co dość miło mi się kojarzy.
W Liceum moim zdecydowanym faworytem był "Potop", cały czas czaję się na jakiś długi czas wolny żeby sobie przeczytać ponownie. Bardzo podobała mi się "Dżuma" i "Nad Niemnem" - druga i ostatnia lektura której nie przeczytałam w wyznaczonym terminie, za to nadrobiłam rok później w wakacje. "Inny Świat", opowiadania Borowskiego, "Zdążyć przed Panem Bogiem" mnie wciągnęły, ale strasznie wymęczyły psychicznie (ktoś wcześniej pisał o tym, że do stresu związanego z maturą i wyborem studiów dochodzą ciężkie książki; potwierdzam że nie jest to nic przyjemnego). Najgorzej wspominam Żeromskiego - nawet nie wiem którą książkę, bo wszystkie zlewają mi się w jedną monotonną całość.
Użytkownik: Margot1984 18.06.2010 12:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Skończyłam liceum w zeszł... | Celeste
Ja ukończyłam liceum jakieś 7 lat temu. Lubiłam j. polski i historie, w związku z czym dużo czytałam. Niestety nauczycielka od j.polskiego nie należała do kobiet rozwojowych i wolała poprzestać na notatkach zrobionych jakieś dwadzieścia lat wstecz. Według niej istniały jedyne, słuszne interpretacje omawianych utworów literackich, toteż nie wolno było nam zagłębiać się szczegółowo w lekturę. I jak w takiej atmosferze mogliśmy polubić czytanie? Ja na szczęście miałam to gdzieś...ale większość moich znajomych była zniechęcona czytaniem lektur, i tyle.
Do lektur, które uznaje za całkiem dobre należą: "Rok 1984" - George'a Orwella, "Mistrz i Małgorzata" - Bułhakow Michaił, "Krzyżacy" - Henryk Sienkiewicz.
Użytkownik: Natalia138 08.07.2010 16:20 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Właśnie skończyłam 2 klasę gimnazjum. Przeczytałam wszystkie lektury oprócz "Pana Tadeusza". Ale w końcu i tą lekturę przeczytam. Jeśli chodzi o streszczenia i opracowania lektur to z takich rzeczy nie korzystam. Uważam, że czytanie lektur daje o wiele więcej niż czytanie opracowań. Moje koleżanki czytają tylko opracowania i uważam, że to jest bez sensu, bo poprzez opracowanie nie można odkryć uroku danej lektury.
Użytkownik: klaraM 03.08.2010 14:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Właśnie skończyłam 2 klas... | Natalia138
Myślę ,że podstawowym problemem "nie czytania lektur przez uczniów" jest zły dobór kanonu tych lektur. Rozumiem ,że każdy powinien przeczytać "Pana Tadeusza" ale czy nie jest to za ambitne dzieło na 1 klasę gimnazjum ?? [bo właśnie wtedy w mojej szkole zaczyna się go omawiać]. Może zamiast zadręczać uczniów nieobowiązkowymi a obszernymi, trudnymi w odbiorze i często "nudnymi!" powieściami, lepiej jest zachęcić młodzież do czytania i zaproponować im książkę autora żyjącego w nie tak odległych czasach, bądź tworzącego nadal? W mojej klasie Pani zaproponowała nam żebyśmy sami wybrali sobie powieść którą chcielibyśmy omówić, padło na "My dzieci z dworca ZOO" ale oczywiście zabrakło na to czasu. A może właśnie tego typu książkę przeczytałby każdy ? Bo w klasie to bywa tak ,że jedna osoba powie "Zaczęłam tą książkę ale beznadziejna daj spokój nawet jej nie czytam i tobie też nie radze" i się nie czyta, zawsze zostaje opracowanie. Myślę ,że nauczyciele powinni pomyśleć nad urozmaiceniem zajęć, omówić to co obowiązkowe ale też to co ciekawi uczniów. Pozwolić im się wykazać, podyskutować i wyrazić swoje opinię.
Użytkownik: Wiki :) 03.08.2010 15:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Myślę ,że podstawowym pro... | klaraM
Ciekawa dyskusja.
Ze swojej strony - uczennicy, która w tym roku skończyła II klasę gimnazjum, muszę powiedzieć, że we własnym środowisku szkolnym, klasowym nie zauważam zbytniej lekturowej awersji. Często wręcz przeciwnie - z własnej chęci i z ciekawości jak inny postrzegają daną książkę, rozmawiamy z kolegami i koleżankami także na temat lektur obowiązkowych.
Często nie szczędzimy krytyki - doskonale pamiętam jak przy "Starym człowieku..." tworzyliśmy, przy rykach śmiechu, parodię tej iście zajmującej lektury. A bazowaliśmy na innej lekturze, którą omawialiśmy wybiórczo, był to mianowicie "Teatrzyk Zielona Gęś".
Co do "Pana Tadeusza" - omawialiśmy w roku szkolnym, który dopiero minął, fragmenty. Wszyscy przeczytali tą lekturę - i co więcej z pewną przyjemnością. Całego "Pana Tadeusza" wprawdzie przeczytałam tylko ja, lecz z własnej woli i ze smakiem.
My także mieliśmy omawiać coś bardziej współczesnego, młodzieżowego. Zabrakło na to po prostu czasu. Nic dziwnego: przy tak przepełnionym programie i wdrażanych nam przez polonistkę dodatkowych wiadomościach na lekcjach... Nie boleję nad tym. Oczywiście - dobrze by było, gdyby omówione zostało coś bardziej luźnego. Lecz sądzę, że gdybyśmy zrezygnowali z wielu lektur, które uznawane są za kanon literatury polskiej i zagranicznej, mnóstwo uczniów, nigdy by się z nimi nie zapoznała! A przecież one mają w sobie tyle magii...

Mnóstwo zależy od nauczyciela - w jaki sposób zaciekawi on uczniów daną lekturą. Czy będzie rozprawiał tylko nad konstrukcją książki i kazał się uczyć na pamięć wiadomości o danym autorze, czy też pozwoli na zażartą dyskusję na temat bohaterów i danej powieści, która przecież przede wszystkim nie jest lekturą szkolną, ale jakby magicznym przedmiotem, który nam pozwala poznać inny świat. Czy będzie on dla nas zajmujący i przyciągający czy też nudny i nużący, zależy od samego czytelnika, a nie od tego, czy dana książka jest omawiana w szkole, czy też nie.
Użytkownik: Lenia 07.08.2010 21:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
W miarę możliwości czytam wszystkie lektury; raz tylko dostałam jedynkę za nieprzeczytanie "Anaruka, chłopca z Grenlandii". Pamiętam do dziś. :D
I dobrze mi z tym, że czytam. Nie muszę kombinować, ściągać, zmyślać przy odpowiedzi ani czytać tych nudnych opracowań. Nie wiem, jak to się dzieje, ale opracowania mają niebywałą zdolność unieciekawiania książek.
Moje ulubione lektury to "Balladyna", "Kordian", "Dziady", "Zbrodnia i kara", którą przeczytałam niedawno, "Mały książe" i nie wiem, może coś jeszcze, ale sobie nie przypomnę.
Drogą prze mękę były "Cierpienia młodego Wertera"; to dla całej mojej klasy, bo wszyscy byliśmy nieczuli na jego cierpienia.
Użytkownik: Lenia 07.08.2010 21:39 napisał(a):
Odpowiedź na: W miarę możliwości czytam... | Lenia
Och, muszę, muszę dodać: "Lalkę" i "Makbeta".
A do tych nielubianych wszystko, co popełnił Sienkiewicz oraz "Pinokia", którego też do końca nie przeczytałam.
Użytkownik: Lwiica 11.09.2012 19:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Przeczytałam dzisiaj na onecie taką wypowiedź: "Żeby nie musieć czytać tej lektury psiknąłem sobie w oczy gazem łzawiącym, który miał pod ręką mój ojciec, policjant. Piekło niemiłosiernie, z oczu wypłynęła rzeka łez, a żeby było weselej, to jeszcze zwymiotowałem" i zaczęłam się zastanawiać: czy naprawdę można aż tak nienawidzić czytania? Czytania jako czynności? Przerażające.
Użytkownik: ka.ja 11.09.2012 19:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Przeczytałam dzisiaj na o... | Lwiica
Cóż, można nienawidzić różnych rzeczy z różną mocą. Nie znałam nikogo, kto psikałby sobie w oczy gazem łzawiącym, ale też nie znałam żadnego syna milicjanta (policjanta tym bardziej), natomiast znałam takich, którzy jedli proszek do pieczenia i surowe ziemniaki. Moja koleżanka z klasy przed szczególnie stresującymi lekcjami doprowadzała się do omdlenia albo hiperwentylacji. Uczniowie to nie jest najmądrzejsza grupa społeczna.
I pamiętam też, że nie lubiliśmy przymusu czytania, a jednak większość czytała i to całe lektury, nie wybrane części. Dorastanie polega między innymi na tym, żeby się nauczyć zmuszać do czynności koniecznych, a nieprzyjemnych albo ponosić konsekwencje odmowy wykonywania tych czynności. Oba procesy są bardzo ważne.
Nudzą mnie już te edukacyjne lamenty w prasie. Zwłaszcza, że coraz głupsze argumenty są stawiane - trauma lekturowa, też coś!
Użytkownik: Szeba 11.09.2012 21:13 napisał(a):
Odpowiedź na: Cóż, można nienawidzić ró... | ka.ja
Poza tym jaka to trauma z dwiema lekturami w całości i resztą we fragmentach w podręczniku, a tak teraz podobno wygląda "obowiązek lekturowy" w pierwszej gimnazjum? Nie wiem tylko, czy na semestr, czy na rok, ale to bez znaczenia. DWIE książki.
Użytkownik: marekgie 25.11.2014 21:23 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Cześć

Czasy szkolne mam już dawno za sobą, ale pamiętam lektury szkolne jako przykry obowiązek bardziej niż przyjemność.

Większość lektur uważałem i do tej pory uważam za wytwór grafomanii i przesadnej egzaltacji, autorów, samych autorów za nudziarzy i marzycieli a nauczycielkę, która kazała nam te lektury czytać za perwersyjną sadystkę. Pod koniec jednak szkoły średniej lektury zaczęły się trochę zmieniać i "Inny świat", "Rozmowy z katem" czy "Zdążyć przed Panem Bogiem" czytałem może nie tyle z przyjemnością, bo w przypadku tych książek byłoby to chore, ale na pewno z zainteresowaniem. Jednak wcześniejsze lektury... "Potop" na przykład przeczytałem w całości i były to chyba najbardziej zmarnotrawione godziny mojego życia, bardziej wartościowy byłby sen. "Lalka" - porzucona w połowie, a już zupełnym hitem było "Quo Vadis". W połowie książki dochodzimy do momentu gdzie przez chyba dwa rozdziały dowiadujemy się tylko i wyłącznie jak on ją kocha. Po przewertowaniu trzeciego rozdziału, już nie miałem na niego siły, zaczynam czytać czwarty i o czym jest czwarty? O tym jak on ją strasznie kocha. Odłożyłem książkę i wyjąłem zakładkę i tak leży na półce po dziś dzień.

Inną sprawą była interpretacja. Choć czasy komunizmu minęły i kończyłem szkołę w "wolnej Polsce" interpretacja "Zbrodni i kary" Fiodora Dostojewskiego nie miała nic wspólnego z tym o czym pisał ten autor. Resztę jego książek przeczytałem dopiero po kilku latach od skończenia szkoły i całe szczęście, ale dopiero wtedy zrozumiałem o czym ten człowiek pisał. Co więcej żadna poważna interpretacja nie pojawiła się w streszczeniu, więc zakładam, że we wszystkich szkołach było dokładnie tak samo. Wymowę pozostałych lektur oceniałem bardzo podobnie. Moralne zwycięstwo tytułowej "Siłaczki" to jakaś kpina, przecież od razu widać, że oboje główni bohaterowie ponieśli klęskę i o tym jest ta książka, że jest to sytuacja bez wyjścia, że założenia tego nurtu są nierealne i niemożliwe do spełnienia.

Oczywiście nie wszystkie lektury nie podobały mi się, wiele z nich jest bardzo dobrymi książkami, a najlepsze moim zdaniem to:

Zbrodnia i kara
Mistrz i Małgorzata
Mały Książę
Giaur
Inny świat
Zdążyć przed P. Bogiem
Rozmowy z katem
Nad Niemnem
Pan Tadeusz

i pewnie kilka innych których już nie pamiętam

pozdrawiam
Użytkownik: anarukg 25.03.2015 19:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Moim zdaniem nie powinno się nikogo zmuszać do czytania, przynosi to skutek odwrotny do zamierzonego. Rozmawiałem kiedyś z bibliotekarką na ten temat i powiedziała mi, że najwięcej czytelników jest w przedziale wiekowym 25-44, natomiast najmniej czytają osoby w wieku od 19 do 24 lat, czyli w tuż po szkole średniej, co pokazuje, że ludzie są skutecznie zniechęceni do czytania na wiele lat.

Choć teraz czytam dużo, to w liceum uciekałem się do streszczeń.
Od razu sprostuję, że nie wszystkie są takie beznadziejne jak pisali poprzednicy.

np. Streszczenie Lalki:
http://streszczenielalki.pl/
Bardzo porządnie przygotowane.

Jest też podobna strona, gdzie można znaleźć dobre streszczenie (trzeba wpisać klp w google).
Nie oszukujmy się, matura z j. polskiego na tak niskim poziomie, że wystarczy umiejętność czytania ze zrozumieniem i podstawowa wiedza, żeby osiągnąć dobry wynik. Nie trzeba czytać lektur.


Użytkownik: Aleena 25.03.2015 20:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Moim zdaniem nie powinno ... | anarukg
[...]najmniej czytają osoby w wieku od 19 do 24 lat, czyli w tuż po szkole średniej, co pokazuje, że ludzie są skutecznie zniechęceni do czytania na wiele lat [...]

Dzisiaj rozmawiałam z uczennicą 3 klasy gimnazjum. Dziewczyna jest laureatką konkursów matematycznych, chodzi do klasy mat-inf. Nie przepada za zajęciami z polskiego, ale uwielbia czytać. Rozmawiałyśmy o różnych książkach, którym ona poświęca cały wolny czas. Ale na pytanie, czy jakaś lektura przez te 3 lata zrobiła na niej wrażenie, odpowiedziała, że nie... Zgodnie z Twoją tezą nie powinna już znajdować przyjemności w czytaniu, bo na polskim nie poznała żadnej ciekawej książki ("Kamienie na szaniec" też jej się nie spodobały, co mnie dziwi, bo w jej wieku ja kochałam się w Zośce;).

Nie zgadzam się z twierdzeniem, że to szkoła i dobór lektur są główną przyczyną spadku czytelnictwa w tej grupie wiekowej. Ja na studiach też mniej czytałam, ale tylko dlatego, że nie miałam tyle czasu, ile bym chciała.
Użytkownik: Pok 25.03.2015 23:36 napisał(a):
Odpowiedź na: [...]najmniej czytają oso... | Aleena
Ja zainteresowałem się czytaniem dopiero w 3 liceum (w dużej mierze za sprawą polonisty - poprzednie nauczycielki nie posiadały niestety daru nauczania, raczej zniechęcały niż zachęcały). Natomiast na poważnie zacząłem czytać mając około 21 lat.

Lektury szkolne czytałem bardzo wybiórczo. Właściwie prawie wcale ich nie czytałem. Zupełnie mnie to nie interesowało. Wyjątkiem był "Hobbit" oraz "Drużna Pierścienia", które "z łaski" nauczycielka dała nam jako bonusowe lektury (za które i tak nie było ocen). Ale w tamtym momencie poczułem motywację do czytania. I obydwie książki dobrze wspominam.

Myślę, że kanon lektur ma duże znaczenie. Inna sprawa, że uczniowie są zwyczajnie przemęczeni rozdmuchanym materiałem i jak widzą coś związanego z nauką, to od razu załącza im się odruch wymiotny (no, przynajmniej ja tak to odczuwałem).
A w ogóle to bardzo dużo zależy od nauczyciela. Jeśli potrafi zaciekawić przedmiotem, to ma się zupełnie inne podejście. Miałem tak na przykład z chemią. Pierwsza nauczycielka była straszna. Po pierwszym roku nauki nie wiedziałem kompletnie nic (i dostałem wymęczoną dwóję na koniec). Na drugim na szczęście nauczała już mnie inna pani i sytuacja zmieniła się diametralnie praktycznie od pierwszej lekcji. Niestety, takich nauczycieli z prawdziwego zdarzenia mogę policzyć na palcach jednej ręki (na studiach na szczęście było lepiej i średnio co drugi wykładowca prowadził ciekawe zajęcia).
Użytkownik: anarukg 26.03.2015 20:24 napisał(a):
Odpowiedź na: [...]najmniej czytają oso... | Aleena
Nie twierdzę, że tyczy się to wszystkich. Osoba, którą wskazałaś, bez wątpienia wybija się ponad przeciętność. Większość gimnazjalistów czy licealistów powie Ci, że nie lubi czytać, moim zdaniem dlatego, że nie czytali nic co mogłoby ich zainteresować.



Użytkownik: salem8 27.03.2015 10:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
ja przeczytałem wszystkie lektury. ale teraz chyba młodzi ludzie polegają wyłącznie na opracowaniach. mam siostrę w liceum i mi powiedziała, że u niej w klasie nieliczne osoby czytają lektury. więc myślę, że w innych klasach, szkołach ta sytuacja wygląda podobnie.
Użytkownik: erykk 02.04.2015 12:49 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
ja na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że narzucanie przez nauczycieli lektur na wiele lat obrzydziło mi czytanie. czytanie nie kojarzyło mi się z przyjemnością, tylko ze smutnym obowiązkiem. tą "traumę" udało mi się zwalczyć dopiero kilka lat po maturze. chyba nie tak działa nasza edukacja, bo wiem, że nie tylko ja tak na nią zareagowałem.
Użytkownik: Agnieszka-M4 02.04.2015 13:44 napisał(a):
Odpowiedź na: ja na swoim przykładzie m... | erykk
Bywały takie lektury, przez które brnęłam bardzo powoli i bardzo mozolnie. Teraz, patrząc już z trochę innej perspektywy, tak sobie myślę, że w czytaniu lektur nie chodzi o to, żeby zmuszać uczniów do zachwytu nad każdą książką, nie zmuszać do tego, żeby wszystkie im się "podobały", ale raczej o to, że znajomość pewnego zestawu lektur (nie tylko szkolnych) jest potrzebna człowiekowi, który chce uchodzić za wykształconego. Przecież późniejsze lektury, do których sięgamy, też nie zawsze trafiają w nasz gust - jedne przypadają nam do gustu bardziej, inne mniej. Ale czy to znaczy, że jeśli trafimy na taką, która nam się nie podoba, to rzucimy czytanie na dobre?
Użytkownik: agent 18.06.2015 15:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Liceum skończyłem kilkanaście lat temu i widzę, że od tego czasu kanon lektur kilka razy się zmieniał. Czy teraz jest lepszy? Trudno powiedzieć, i tak każdy będzie miał swoje zdanie.

Ja zawsze czytałem bardzo dużo, już w podstawówce, ale do czytania lektur zawsze miałem lekką awersję. Głównie dlatego, że ktoś narzucał mi co mam przeczytać. Czasem lektury trafiały w moje aktualne gusta i wtedy oceniałem je bardzo wysoko, np. jako dwunastolatek zaczytywałem się w książkach przygodowych, więc "Robinson Crusoe" był jak najbardziej na czasie, podobnie nieco później "Krzyżacy". Natomiast "Małego księcia" wspominam tragicznie, w ósmej klasie podstawówki, człowiek jest za stary (albo za młody) na czytanie bajek, a na zrozumienie głębszej warstwy i przekazu utworu byłem jeszcze za młody, albo za mało wyrobiony. Gdybym przeczytał to w klasie maturalnej, to mój odbiór byłby zdecydowanie inny.
Problem z doborem lektur zawsze był i będzie, bo to co pasowało mnie, komuś innemu w ogóle nie podchodziło i to co pasowało/nie pasowało mi w danym momencie niekoniecznie byłoby tak odebrane kilka klas wcześniej lub później. Np właśnie "Krzyżaków", wspominam, jako jedną z najlepszych przerabianych lektur, a czytając wcześniejsze wpisy widzę, że dla wielu innych była to trauma. Z kolei książka "Mistrz i Małgorzata" bardzo mnie rozczarowała. Czytałem ją już zupełnie „prywatnie” po maturze i może miałem zbyt wysokie oczekiwania, książka owszem dobra, ale na miano arcydzieła moim zdaniem nie zasługuje.
W podstawówce przerabialiśmy fragmenty „Pilota Pirxa” i zachwycony pochłonąłem całą książkę, a trochę później przerabialiśmy „Bajki robotów” i na następne kilka lat obrzydziły mi literaturę SF. Dzisiaj jestem miłośnikiem zarówno klasycznej SF jak i samego Lema, ale „Bajek..” dalej nie trawię.
W ogóle mam wrażenie, że kiedy już jakiś autor trafił do kanonu lektur, to zawsze wybierano z jego twórczości najmniej ciekawe pozycje. Z Trylogii Sienkiewicza, przerabia się akurat Potop, a szczególnie wątek Kmicica, a Trylogia to przede wszystkim przygody czterech Zbarażczyków, Kmicic był tylko na doczepkę. Dwie pozostałe części były o niebo lepsze.
„W pustyni i puszczy” wspominam pozytywnie, ale pamiętam, że nie mogłem się przebić przez pierwsze kilkadziesiąt stron, te opisy przyrody potrafiły zabić całą radość czytania, dopiero po obejrzeniu filmu zobaczyłem, że dalej jest jakaś akcja i resztę książki, mniej więcej od momentu zabicia lwa przeczytałem z wielkim entuzjazmem. Ogólnie to był mój (i chyba nie tylko mój) problem z pozytywistami, zbyt wiele opisów wstrzymujących akcję i przesycenie aż do przesady ideami epoki. Do tego trzeba literacko dorosnąć.

Lista lektur nadobowiązkowych była dla mnie zawsze źródłem wartościowych książek i wiele z nich stanowiło zachętę do kolejnych, już spoza listy, ale niestety z lektur uzupełniających prawie nic się nie przerabiało.

Osobny wątek to czytanie dramatów, jeśli coś jest przeznaczone do wystawienia w teatrze, to powinno się to oglądać na scenie, a nie czytać. To prawie tak, jakby czytać scenariusze filmowe.
No i poezja. Znajoma, niedoszła polonistka, powiedziała mi kiedyś, że w poezji ważne jest nie to, co poeta miał na myśli, tylko to, jakie uczucia utwór wywołuje w odbiorcy. Szkoda, że nie uczyła mnie polskiego w podstawówce, bo przez te interpretacje na lekcjach do dziś poezji nie trawię. W liceum miałem świetne polonistki, i można było podjąć dyskusję na poziomie, ale niestety "oficjalna interpretacja" i tak pozostawała niezmienna.
Użytkownik: m10fantast 21.06.2015 04:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Nie mogłem przebrnąć przez Chłopów, Nad Niemnem. Można tylko zacytować Gombrowicza - jak zachwyca, kiedy nie zachwyca. Wiele lektur za to przeczytałem przed tym, kiedy były omawiane. Polonistka w liceum miała też w miarę zdrowe podejście. Np nie musieliśmy czytać "Cierpień młodego Wertera". Jedna osoba przeczytała i omówiła.

Problem z lekturami polega chyba na tym, że listę lektur układają ludzie o dwa pokolenia starsi niż czytelnicy. Do tego pewne dyskusje międzypokoleniowe zostały rozciągnięte na 10 pokoleń. W wyborze lektur nadal jest widoczny spór romantyzm - pozytywizm, a przecież to już ponad 150 lat. "Nasza szkapa", "Łysek z pokladu Idy" były w czasach gdy je czytałem już mocno oderwane od rzeczywistości. "Kamizelka" mimo, że mówi o pewnych rzeczach uniwersalnych też przez całe tło jest całkowicie niezrozumiała. W czasach PRL dobór lektur był też dyktowany ideologią, uczniowie mieli zobaczyć jakim złem jest ten cały kapitalizm. Konopnicka, Orzeszkowa, Prus, Sienkiewicz pisali o problemach swoich czasów, obecnie mamy inne problemy. Przez dobór lektur dzieci muszą dokładnie się zapoznać z problemami jakie dręczyły przez wieki, w zupełnie innym świecie, który jest zupełnie obcy.

Brakuje chyba książek (Literaci do piór!), które opisują przystępnie problemy świata, który nas otacza. Jeśli już są, to napisane tak, że nie nadają się dla dzieci, bo na każdej stronie musi być kilka wulgaryzmów.
Użytkownik: OlimpiaOpiekun BiblioNETki 21.06.2015 08:19 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie mogłem przebrnąć prze... | m10fantast
Historia jest nauczycielką życia- to zdanie miałam co roku w zeszycie na pierwszej stronie. Przecież po to uczniowie uczą się o epokach literackich, po to czytają lektury z różnych okresów literackich, żeby się uczyć. A zajmowanie się tylko problemami "świata, który nas otacza" nie jest zadaniem polonisty. Zgodzę się z tym, że można urozmaicić kanon lektur, ale na pewno nie rezygnowałabym ze starszych pozycji tylko dlatego, że mamy inne problemy.

Użytkownik: Gość z przypadku 21.06.2023 20:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Za swoich licealnych czas... | misiabela
Ja aktualnie chodzę jeszcze do podstawówki i w sumie za rok ją kończę (dzięki Bogu jakoś wytrzymałam😵) osobiście przyznam się bez bicia, nie czytam od 4 klasy prawie żadnych lektur szkolnych.😀 Przez te lata do 7 klasy spodobały mi się jedynie dwie czyli "Opowieści z Narnii. Lew, czarownica i stara szafa" oraz "Bracia Lwie Serce". 🤩 Nie wiem dlaczego akurat one ale powody to tylko moje domysły (trochę to dziwne ale serio nie mam pewności dlaczego mi się spodobały).🤨 Lektury mnie zraziły tak do czytania, że nie czytałam książek aż do ✨magicznego grudnia 2022 roku✨ wtedy zjawił się przełom taki, że jestem z niego bardzo zadowolona!🤭 Mianowicie kupiłam ✨manę✨, a dokładnie Miecz Zabójcy Demonów/Demon Slayer/Kimetsu no Yaiba jak kto woli mówić, bo to jest to samo.🙂 Właśnie wtedy zaczęłam coś czytać.👏 W Demon Slayer ogółem lała się krew w każdym tomie!🩸 Działo się dużo! Bardzo dużo od pierwszego tomu zachęciło tym co tam się stało!🥳 Nadal to czytam, bo po polsku na razie wyszło 20 tomów na 23, więc muszę sobie jeszcze poczekać.😥 I właśnie ten moment zaprowadził mnie do tego, że zaczęłam sobie kupować książki ale ale każda z nich to była fantastyka.🙃 I nie rzadko znalazła się tam śmierć i przemoc...😅 (myślę, że to po mangach ale i tak jestem z tego zadowolona)😋 Aktualnie jeszcze mi zostały do przeczytania 4 książki, bo przyznam nie są jakieś cieniutkie, więc zajmuje mi to dość dużo czasu.😣 Tak dokładnie to Trylogia Wojen Makowych i "Dzień Nastania Nocy. Część 2".🤗 I tak właśnie na razie się prezentuje moje czytanie ale lektury leżą i stękają i ich nie czytam nadal. (Brawo ja)😃 Ale już tak na poważnie to sądzę, że dlatego się nie czyta lektur w wielu przypadkach, bo ma się z tyłu głowy taką lampeczkę💡, która informuje, że za jakiś czas będziesz to miał omawiane w szkole przy całej klasie.😫 Jest różnica jak dla mnie jak przeczytam książkę X i po przeczytaniu zostawię sobie co się tam działo i sama to będę w głowie interpretować, niż jak po przeczytaniu ktoś by miał mi mówić jakie były tam środki poetyckie użyte i co autor miał na myśli, bo tak szczerze gówno mnie to obchodzi jakbym miała być szczera.😤 Sama myśl o omawianiu jakieś książki w szkole od razu mnie odrzuca.😬 Na szczęście nie muszę nauczycielce od polskiego opowiadać o Demon Slayer, bo zdarza się tam brzydkie słowo i manga to komiks, więc he he widać jak się tam ścina demony he he...😅 No to może wróćmy do lektur...😉 Czytałam nie całe "Hobbit, czyli tam i z powrotem" i miałam tą magiczną lampeczkę.💡 Może w przyszłości zrobię takie drugie podejście do książki już na luzie ale ta lampeczka💡 tak mi przeszkadzała, że nie dałam rady doczytać tego do końca.😒 I proszę Hobbit jest fantasy i Opowieści z Narnii to samo, a jedno kocham a drugiego nie lubię i co tu się dziej to nie rozumiem ale może to była wina tej lampeczki💡, która przy Hobbicie może była mocniejsza.🤕 Ale sądzę też, że narzucanie tak różnym dzieciom o tak różnych upodobaniach takich samych książek, a niektórych tak bardzo przestarzałych nie ma sensu, a jeśli ma to kogoś zachęcić, żeby czytać to robi to zupełnie na odwrót.🤒 I takie mogą być powody ale coś ja tu też chciałam napisać, a wiem!😁 To jest to, że lubię jak coś się dzieje, a jak moja sama polonistka przyznała 3/4 Pana Tadeusza to opisy!🤯 I teraz chcę przestrzec przed słownictwem, bo moje stosunki do Mickiewicza są takie jak jego do Słowackiego lub Inosuke do Doumy, czyli w sumie czysta nienawiść.🙃 No ale nie oszukujmy się, przecież to jest bezsens, żeby w tych czasach ktoś w moim wieku miał czytać coś tak starego i nudnego co jest najważniejszą powieścią patriotyczną, ale ktoś tu nie uwzględnił, że przykładowo ja do patrioty mam dalej niż z Ziemi do końca kosmosu przez najdłuższą możliwą drogę.😉 I na to wpływ ma wiele czynników jakie się w tym kraju lub wariatkowie wyrabiają i teraz czas na ✨zadanie z matmy✨ każdy chyba wie, że gdy się mnoży jakąś liczbę przez zero to wyjdzie zawsze zero, więc mój poziom patriotyzmu czyli okrągłe zero razy Pan Tadeusz, który ma powiedzmy pomnożyć to razy dwa i równa się to zeru.🤙 Moim skromnym zdaniem po [ciach] nam są te lektury, których część powinna być dla chętnych, a nie obowiązkowa.😁 I jedno jeszcze do ✨Zemsty✨ to ja rozumiem, że ludzie mają inne poczucie humoru🙆‍♀️, a [ciach] mnie to bawiło i tak szczerze to już wyobrażenie sobie 💁‍♀️✨ruchania się Doumy i Akazy✨ rozwala mnie na łopatki lub Shinobu dająca po śmierci Doumie kosza słowami ✨"hi hi hi zdychaj śmieciu"✨ wiem moje poczucie humoru to inny wymiar o o albo Zenitsu z swoim ✨NEZUKO-CHAAAAAANNNNN✨no to jest mega ale to już moje emocje no to chyba będzie na tyle. Ps. gdyby ktoś się zastanawiał co to te Demon Slayer to proszę:

✨Demon Slayer: Kimetsu no Yaiba opowiada o losach młodego chłopaka, Tanjiro Kamado. Trudni się on handlem węglem. Dysponuje też świetnym węchem i pewnie dalej wiódłby swoją spokojną i beztroską egzystencję, gdyby nie jedno przykre wydarzenie, które na zawsze odmieniło jego życie.✨ To wydarzenie to było kiedy wracał po nocy w wiosce do domu i jak wrócił to zobaczył swoją martwą rodzinę i tylko jego siostra Nezuko jeszcze żyła, ale zamieniła się w demona i chce ją zamienić w człowieka i mogła sobie spokojnie żyć plus pomścić swoją rodzinę.👰
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 22.06.2023 11:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja aktualnie chodzę jeszc... | Gość z przypadku
Aua, moje oczy…
Użytkownik: reniferze 23.06.2023 21:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Aua, moje oczy… | LouriOpiekun BiblioNETki
Wizualnie nie mam zastrzeżeń - skoro strona umożliwia dodawanie takich emotikonów, to użytkownik z tego skorzystał. Sama bNetka jest sobie w tym przypadku winna. Ja jestem starej daty i w internecie używam tylko najprostszych znaków (jeśli w ogóle), ale młodzież często ma problem z wyrażaniem się bez pisma obrazkowego.
Użytkownik: margines 23.06.2023 22:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Wizualnie nie mam zastrze... | reniferze
Mnie zniesmaczyło (może nie aż przeraziło, ale tak, przyprawiło o zgrzytanie zębów i ból oczu) nadzianie tego tekstu emotikonkami, ale też jakiś taki chaos w tekście, o wiele bardziej rozwleczenie wyrazów - CHAAAAAANNNNN - no i rzucanie przysłowiowym „mięsem”, tu na k.
Które już zniknęło.
Użytkownik: Losice 24.06.2023 00:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Mnie zniesmaczyło (może n... | margines
Ja nie mam żadnych negatywnych konotacji dotyczących tego tekstu.

Podobnie jak w starożytnym Egipcie uważam, że jest to kolejny etap rozwoju pisma - kolejna wersja "hieroglifów" z następnej dynastii, wyrażająca i opisująca emocje następnego pokolenia.

Tekst jest dość długi i napisany całkiem zgrabnie, widać, że autorka będzie pisać i będzie czytać w przyszłości.
A to, że korzystajac z anonimowości internetu, ukryła się, ale jednoczesnie chciała wszytkich zszokować swoim buntem, odniesieniami seksualnymi i wulgaryzmami (których w jej odczuciu nie powinna znać, ale chce nam wszystkim pokazać, że je zna) ... OK może niezbyt ładne ... ale traktuję to, jako uzasadnione środki wyrazu literackigo, realizujace zamierzony cel. Wulgaryzmy pojawiły się w okreslonych miejscach ...nie jest to tekst w stylu potocznej mowy słyszanej na ulicach, gdzie wulgaryzmy istnieją jako rodzaj "ozdobników" stylu, ale sama wypowiedż jest prymitywna do bólu, w rodzaju:
"No i wtedy ....., powidziałem mu, żeby ..... nie ..... mi o swoich odczuciach. Bo mnie . ..., ..... to obchodzi itd. itd."

Styl autorki jest lekki i barwny i być może (jest to moja, zapewne odosobniona nadzieja) zdecyduje się na pozostanie w BiblioNetce ... i nie będzie tylko Gość z przypadku
Użytkownik: ilia 24.06.2023 06:20 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja nie mam żadnych negaty... | Losice
A ja mam zastrzeżenia odnośnie tego tekstu. Bo dziewczyna (?) skłamała. Pisze, że za rok kończy podstawówkę, a przy rejestracji w Biblionetce podała wiek, który wskazuje, że jest osobą dorosłą. Może napisała, to co napisała by zobaczyć jak zareaguje Biblionetka? A może jest botem? Wulgaryzmy, których użyła to nie były "poczciwe" słowa na k. Nie oburzam się na wulgaryzmy, ale te którymi się posłużyła były rażące. Także wspieranie się dziesiątkami emotikonów to po prostu przesada. Sama ich używam, ale oszczędnie. Postrzegam to zjawisko podobnie jak Reniferze, że "młodzież często ma problem z wyrażaniem się bez pisma obrazkowego". Jest to dosyć smutna przypadłość obecnych czasów.
Użytkownik: janmamut 24.06.2023 08:29 napisał(a):
Odpowiedź na: A ja mam zastrzeżenia odn... | ilia
No, z takim władaniem językiem polskim mogła zostawać po dwa lata w każdej klasie, więc może mieć osiemnaście. :-)
Użytkownik: Losice 24.06.2023 09:45 napisał(a):
Odpowiedź na: A ja mam zastrzeżenia odn... | ilia
Ja nie mam informacji o wieku autorki - ale oczywiście taka rozbieżność rodzi znaki zapytania ...
Użytkownik: Marylek 24.06.2023 10:05 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja nie mam informacji o w... | Losice
Zakładając konta w różnych serwisach ludzie ze sporą dezynwolturą traktują rubryczki z danymi. Bo kto to sprawdzi? Wpisują dowolne zestawy liter w miejsce imion i nazwisk, dowolne cyferki w miejsce dat. Zakładają nowe konta mailowe, przeznaczone tylko dla kontaktów z danym serwisem. Wielkie międzynarodowe portale społecznościowe pełne są użytkowników typu Jo Anna bądź An Ko, żeby pozostać przy polskim języku. My tutaj jesteśmy wyjątkowo grzeczni, tak mi się zdaje. No i mamy moderację.

Co do meritum, język wyraża człowieka i nie daty są tu najistotniejsze.
Użytkownik: jolekp 24.06.2023 12:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Zakładając konta w różnyc... | Marylek
"My tutaj jesteśmy wyjątkowo grzeczni, tak mi się zdaje."

My tutaj jesteśmy też, proszę mi wybaczyć, wyjątkowo starzy. Nie mamy zbyt wiele młodzieży wśród aktywnych, wypowiadających się użytkowników (a wydaje mi się wręcz, że w ogóle żadnej nie mamy), stąd być może ten język może szokować, bo jesteśmy przyzwyczajeni do innego sposobu wyrażania się. Natomiast nie widzę też tutaj powodu do jakiegoś wielkiego oburzenia - w tej kwestii zgadzam się w pełni z Losice, tak samo ten post odbieram.
Użytkownik: margines 24.06.2023 14:33 napisał(a):
Odpowiedź na: "My tutaj jesteśmy wyjątk... | jolekp
Będziesz w moim wieku to porozmawiamy:P

Miejmy sobie!
Tę młodzież.
Strona i tak przeżywa już bardzo ciężkie chwile, zaniki żywotności, a i totalne zniechęcenie żywych istot, więc przyda się „narybek”. Młody i nie tylko.

Jednak pismo literowe wymyślono już kiedyś i nie po to, żeby go unikać, jak ognia, ale żeby komunikować się. Więc komunikujmy się.

Tak, też używam emotikonek, ale bez przesady.
To miał być tekst pisany (całe szczęście dla niej, że nie ręcznie, bo co by to było! „Taka piękna katastrofa”), a nie pismo emotkowe, czy coś takiego.
Ta kultura obrazkowa mnie jednak przeraża.
Potem biorą się takie wypowiedzi pisemne czy ustne w stylu „e... bo wiecie, k. no i ch!”.

Że teraz tak miałyby wyglądać komentarze i o zgrozo recenzje?

Przypomniała mi się taka sytuacja sprzed jakiegoś czasu, jak strona była upstrzona właśnie takimi „recenzjami”, które zawierały co chwilę kilka bombek, kwiatuszków, świecidełek i innych emotikonek.
Użytkownik: Marylek 24.06.2023 21:31 napisał(a):
Odpowiedź na: "My tutaj jesteśmy wyjątk... | jolekp
Tak, to też prawda.

Zgadzam się ze wszystkim, a jakże.
Użytkownik: margines 24.06.2023 14:23 napisał(a):
Odpowiedź na: A ja mam zastrzeżenia odn... | ilia
Widziałem tylko k. i ruch… się.

Tak, też używam emotikonek, ale bez przesady.
To miał być tekst pisany (całe szczęście dla niej, że nie ręcznie, bo co by to było! „Taka piękna katastrofa”), a nie pismo emotkowe, czy coś takiego.
Ta kultura obrazkowa mnie jednak przeraża.
Potem biorą się takie wypowiedzi pisemne czy ustne w stylu „e... bo wiecie, k. no i ch!”.
Użytkownik: reniferze 24.06.2023 20:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Widziałem tylko k. i ruch... | margines
Zupełnie mimochodem dodam, że moim zdaniem żadne obrazki na bNetce nie powinny być dodawane. Jedynie najprostsze emotikony typu :). Ale skoro algorytm pozwala na takie udziwnienia, to nie można mieć pretensji o ich używanie.
Użytkownik: fugare 24.06.2023 22:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja nie mam żadnych negaty... | Losice
Zgadzam się. Oczywiście nie popieram wulgaryzmów i emotikonów, ale muszę przyznać, że mnie ten tekst rozbawił do łez. Te "demony", "lampeczka" i "patriotyzm", który zamiast zostać podniesiony do kwadratu został pomnożony przez zero! Potencjał komiczny jest, a jeśli napisała to czternastolatka, której lektury nie zraziły do czytania, a znalazła sobie swoją drogę (manga, fantasy), to ja się cieszę i kibicuję. Od czegoś trzeba zacząć, choćby to były "demony". :)
Użytkownik: benzmanOpiekun BiblioNETki 25.06.2023 12:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Aua, moje oczy… | LouriOpiekun BiblioNETki
Poruszyła ta opinia troszkę naszą "starą" gwardię, to dobrze.
Odnośnie powyższego tekstu to uśmiałem się...przez łzy. Jak się zestawi ze sobą dyskusje pod tym postem zaraz po opublikowaniu w 2009 i ten ostatni w 2023, rozważy go ściśle i bezkompromisowo (nie przez różowe okulary, bo przecież świat się zmienia, era technokracji, internetu, emotek itp) to żal człowiekowi serce rwie na kawałki, co czeka ludzkość w kolejnym pokoleniu...
Ale może jestem za dużym pesymistą?

PS Mam ogromną nadzieję, że to jakiś żart, bot albo wredny wpis od konkurencji.
Ehh, chyba się starzeję ;)
Użytkownik: fugare 26.06.2023 08:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Poruszyła ta opinia trosz... | benzmanOpiekun BiblioNETki
Nawet jeśli ta inteligencja była "sztuczna" - jak podejrzewasz - wprowadziła choć odrobinę ożywienia, bo tak to, że zacytuję kwestię z "Rejsu" - "Proszę Pana, to jest tak: nuda… Nic się nie dzieje, proszę Pana". :) :)
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 28.06.2023 09:56 napisał(a):
Odpowiedź na: Poruszyła ta opinia trosz... | benzmanOpiekun BiblioNETki
Nie była to wielce opinia, raczej wrażenie zapisane na gorąco ;) Każdemu może się podobać taki "styl" pisania – dla mnie trudno się przebić do sensu przez taki las symboli. Ale i tak dobrze, że nie użyto p0k3m0n1a5t3G0 pI5m4 (=pokemoniastego pisma), które swego czasu było bardzo popularne u młodszych użytkowników internetów ;)
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: