Dodany: 02.04.2024 21:51|Autor: fugare

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Belcanto
Patchett Ann

4 osoby polecają ten tekst.

Primadonna i terroryści


Fantastyka naukowa to nie był nigdy mój ulubiony gatunek literacki, filmowy zresztą też nie, ale bardzo dobrze przechowałam, a nawet pielęgnuję pewne wspomnienie kinematograficzne. Pochodzi z filmu „Piąty element” Luca Bessona. Jest w nim słynna scena, w której primadonna o niebieskiej skórze pochodząca z jednej z odległych galaktyk - Diva Plavalaguna – wykonuje na deskach teatru operowego niezwykłą arię, wprawiając w zachwyt wszystkich obecnych na sali. Oczywiście widzów kinowych i telewizyjnych również, bo to wykonanie rzeczywiście „nieziemskie” i elektryzujące. Jak powiedziałby jeden z bohaterów powieści „Belcanto” Ann Patchett, „Ona połknęła ptaka”[1]. Utwór wykorzystany w filmie to połączenie arii z opery Gaetano Donizettiego „Łucja z Lammermooru” oraz wyobraźni twórcy muzyki do filmu Bessona, a głosu kosmicznej diwie użyczyła albańska śpiewaczka Inva Mula. Ten występ pozostawił na długo ślad nie tylko w mojej pamięci - naprawdę trudno pozostać na niego obojętnym. Można więc łatwo wyobrazić sobie, dlaczego prawdziwi miłośnicy opery kochają nie tylko dzieła i ich kompozytorów, ale szczególnym uwielbieniem darzą wykonawców.

Katsumi Hosokawa – wpływowy japoński biznesmen, a prywatnie wielbiciel muzyki operowej, właściwie tylko dla sopranistki Roxane Coss zdecydował się na podróż do odległego i mało znaczącego kraju w Ameryce Południowej. Zaproponowano mu udział w przygotowanej z okazji jego urodzin uroczystości, której zwieńczeniem miał być występ tej szczególnej dla niego artystki. Władze ubogiego państewka miały nadzieję, że organizacja tego wydarzenia wpłynie na decyzje biznesowe Japończyka i przekona go do zainwestowania w ich kraj, ponieważ:

„Ten kraj marzył, by pan Hosokawa się do niego uśmiechnął, by pomógł mu w jednej ze stu rozmaitych dziedzin, w których potrzebowano tam pomocy (...) Można było (marzenie tak drogie ich sercu, że wręcz nie śmieli mówić o nim głośno) wybudować fabrykę tam, gdzie tania siła robocza oznaczała potencjalny zysk (...) gospodarka tego kraju odeszłaby od uprawy koki i maku na opium, tworząc iluzję państwa odcinającego się od kokainowych i heroinowych korzeni, by skuteczniej zabiegać o pomoc zagraniczną i by handel tymi narkotykami nie rzucał się tak w oczy ”[2].

Przyjęcie było więc bardzo eleganckie, zaproszono na nie przedstawicieli rządu, ambasadorów, biznesmenów i nie pożałowano środków na zapłacenie wysokiej gaży dla śpiewaczki. Stawili się tam również inni goście:

„Część z nich uwielbiała ją od lat. Mieli wszystkie płyty, jakie kiedykolwiek nagrała (...) Tamtego wieczoru byli tam również tacy, którzy nie znali jej nazwiska, którzy - gdyby ich spytano - powiedzieliby, że opera to zbieranina niedorzecznych kocich wrzasków, że woleliby spędzić trzy godziny na fotelu dentystycznym. Byli to ci, którzy teraz nie kryli wzruszenia, ci, którzy tak bardzo się pomylili” [3].

Od pierwszych stron powieści trafiamy w sam środek tego niezwykłego wydarzenia, na przyjęciu właśnie gaśnie światło, a zachwyceni i pochłonięci występem artystki goście zaczynają bić śpiewaczce gromkie brawa. Zakochany akompaniator ukradkiem całuje diwę, ale już za chwilę wszystko potoczy się zupełnie nieprzewidywalnie, bo willa wiceprezydenta, w której odbywa się uroczystość, zostanie opanowana przez oddział piętnastu terrorystów pod wodzą trzech generałów i rozpocznie się dramat zakładników. Pozornie drobny fakt: przesłana na dwie godziny przed uroczystością wiadomość od prezydenta, że z ważnych powodów nie weźmie udziału w przyjęciu, zupełnie zmienia sytuację zatrzymanych, bo to jego miała zatrzymać i uprowadzić zbrojna grupa partyzantów. Ta nieobecność zupełnie odwraca zaplanowany bieg wydarzeń: w willi pozostają terroryści i wybrani z grupy gości zakładnicy, a wśród nich śpiewaczka.

Ann Patchett wykorzystała w powieści prawdziwe wydarzenia, które nie tylko miało miejsce w podobnych okolicznościach – była to ambasada japońska w Limie w 1996 roku – ale stały się symbolicznym przykładem zjawiska nazwanego syndromem limskim. Terroryści wykazują zrozumienie i współczucie wobec zakładników i zaczynają nawiązywać z nimi pozytywne relacje, które w konsekwencji uniemożliwiają im wykonanie wcześniejszych pogróżek. Tak było naprawdę w Limie. W powieści Ann Patchett w miarę upływu czasu nie tylko terroryści, ale również zakładnicy zaczynają postrzegać w sobie nawzajem bardziej współtowarzyszy niż wrogów, a nawet odczuwać fascynację swoją odmiennością, zdolnościami, urodą. W sytuacji krańcowej, kiedy mija pierwszy szok spowodowany bezpośrednim zagrożeniem bohaterowie zaczynają organizować swoje życie, przystosowywać się do niego, w takich okolicznościach, w jakich przychodzi im pozostawać. Czas zaczyna działać na ich korzyść. Stają się dla siebie coraz mniej bezimienni. Obecność śpiewaczki i znalezionego wśród zakładników pianisty stwarza okazję do wykonywania i słuchania muzyki, która wpływa nie tylko na jej wyrafinowanych znawców, jak pan Hosokawa, ale również na niewyrobionych i, jak mogłoby się wydawać, zupełnie nieprzygotowanych do jej odbioru słuchaczy z grupy terrorystów. Nawet w tak ekstremalnych okolicznościach belcanto, czyli "piękny śpiew" wpływa na wszystkich w sposób zupełnie niezwykły.

"Belcanto" to kolejna powieść, w której autorka przeciwstawia sobie dwie grupy ludzi pozornie zupełnie odmiennych, a później gromadzi ich razem i zostawia w stanie odosobnienia, zdanych na siebie nawzajem. W pierwszej ("Stan zdumienia") to naukowcy prowadzący badania nad roślinnym lekiem w głębi Amazonii i tubylcza ludność indiańskiej wioski, w „Belcanto” - międzynarodowa elita towarzyska i biznesowa versus partyzanci z terrorystycznego ugrupowania rekrutowani z wiejskich prowincji i robotniczych warstw społeczeństwa. Co z tego może wyniknąć? To pytanie, które wydaje się być ważne dla autorki, bo nie chodzi jej tylko o opowiedzenie pewnej historii, której przebieg i zakończenie nie są w tym wypadku, powiedzmy to od razu szczerze, trudne do odgadnięcia. Najważniejsze wydarzenia dzieją się w stanie zawieszenia i oczekiwania na coś, co musi się wydarzyć i jest nieuchronne, jak... może jak śmierć, która grozi zakładnikom, lub jak śmierć, która grozi nam wszystkim, jeśli już pojawiliśmy się na tym świecie. Dużo nieprzewidywalnych rzeczy dzieje się pomiędzy bohaterami tej powieści. Oni sami obserwują zmiany, które następują w ich sposobie odbierania siebie i innych. Zostają postawieni przez autorkę w konieczności popatrzenia na życie z zupełnie innej perspektywy i wręcz zmuszeni do podjęcia próby odpowiedzenia sobie na pytanie – co tak naprawdę jest dla mnie ważne? To nie przypadek, że autorka zamieściła na wstępie cytat z libretta „Czarodziejskiego fletu” Wolfganga Amadeusza Mozarta, a powinowactwo z operowym belcantem nie jest tu jedynym pokrewieństwem.

„Mówca: Nieznajomy, czego u nas szukasz albo o co nas prosisz?
Tamino: O przyjaźni i miłość.
Mówca: A czy jesteś gotów zapłacić za nie życiem?
Tamino: Jestem” [4].

Pewność co do tego, czy do takich samych wniosków na temat przyjaźni i miłości dojdą również bohaterowie powieści, można uzyskać tylko po jej przeczytaniu. Może się jednak okazać, że czytelnicy odnajdą zupełnie inne - ukryte dla mnie, a dla nich wyraźne i czytelne - sensy. „Belcanto” jest powieścią, na której nie powinien zawieść się ani czytelnik poszukujący wartkiej trzymającej w napięciu akcji i dramatu, ani obserwator psychologicznych zawiłości relacji międzyludzkich, ani czytelnik, który lubi bohaterów o zróżnicowanych charakterach – jest ich tutaj naprawdę wielu. Książka zapada w pamięć i spośród dotychczas przeczytanych utworów autorki („Dom Holendrów” i „Stan zdumienia”) uważam ją za najbardziej interesującą i inspirującą do przemyśleń. Pod pozorami literatury, którą często zalicza się do tak zwanego głównego nurtu lub trochę krzywdząco do "czytadeł", jest w powieściach Ann Patchett wiele do odkrycia. Tak jak w arii Divy Plavalaguny jest piękno, choć "Piąty element" nie jest sławną operą, a ona sama nie jest Callas ani Montserrat Caballé.

[1] Ann Patchett, „Belcanto”, przeł. Anna Gralak, wyd. Znak Literanova, 2022, s.33.
[2] Tamże, s. 11.
[3] Tamże, s. 10.
[4] Tamże , s.7.



(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 375
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: fugare 04.04.2024 14:13 napisał(a):
Odpowiedź na: Fantastyka naukowa to nie... | fugare
Książkę przeczytałam w ramach akcji "Czytamy i polecamy!"
Wybrałam ją dla siebie - wygrała zresztą cały konkurs w grudniu Czytamy i polecamy! Grudniowe głosowanie
a polecała ją ilia .
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: