Dodany: 2016-06-14 08:57|Autor: LouriOpiekun BiblioNETki

Czytatnik: Półka pełna książek do przeczytania

2 osoby polecają ten tekst.

Matecznik żniw


Jak tu napisać o Pan Żniw (Tryon Thomas) , aby nie zdradzić zbyt wiele? Aby nie pozbawić tych, co nie czytali, prawdziwych emocji płynących z lektury?

Na początek może opinia, która mnie do tej książki zachęciła: Książkowe wspomnienia ze stycznia 2013 :)

"dziwna to książka. Czyta się ją w dużym napięciu, w oczekiwaniu na coś, co z pewnością lada chwila musi się wydarzyć. Pełna zabobonów, przesądów, magii. Amerykańska wioska, gdzie ludzie żyją zgodnie z odwieczną tradycją, negując wszelkie zmiany i nowości, dziewczynka-wieszczka, tajemnice, niewyjaśnione morderstwa... Trochę to męczące, ale jednak trudno się oderwać"


Po własnej lekturze mogę tylko potwierdzić powyższy opis - może prócz tego, że jest to męczące. Ta książka zaczyna się co prawda króciutkim wstępem obiecującym, że wszystko skończy się koszmarem, ale potem przez długi czas mamy sielską i anielską wieś na amerykańskiej prowincji (jej nazwę - Cornwall Combe - można przetłumaczyć jako Kornwalijska Dziura/Zapadlisko, ale "corn"(kukurydza) odgrywa tu także niepoślednią rolę!).

Główny bohater, Ned Constantine, będący równocześnie narratorem, przeprowadza się z żoną i około czternastolenią córką z Nowego Jorku do domu we wsi, w której czas się zatrzymał. Narzucają mi się od razu dwa obrazy - z powieści reportażowej Chrystus zatrzymał się w Eboli (Levi Carlo) , gdzie w wiosce Gagliano także ludzie żyli jak przed wiekami - w świecie nawyków, zwyczajów, sposobów postępowania i metod pracy, a także wierzeń i zabobonów odziedziczonych po przodkach, impregnowani na upływ czasu i postęp. Drugim zaś obrazem jest Śniła się sowa (Ostrowska Ewa (1938-2012; pseud. Zbyszewski Brunon lub Lane Nancy)) , lecz u Tryona otrzymujemy swoisty kontrapunkt dla tej powieści, bo nie pokazuje w tak bezkrytycznie negatywnym świetle "prostaków wiejskich". Co więcej - mieszkańcy Cornwall Combe to postaci wielowymiarowe, z krwi i kości, o niejednoznacznych charakterach, często w krytycznych sytuacjach ukazujący inną twarz.

Zdawać by się mogło, że wszystko jest na najlepszej drodze do pełnej aklimatyzacji i przeniknięcia rodziny bohatera do społeczności Cornwal Combe. Co prawda ciężko się przestawić na dość sztywne tory życia wsi - cały rok podporządkowany jest uprawie kukurydzy oraz - co najważniejsze - rytuałom i świętom z ową uprawą związanym: dorocznym jarmarkiem, świętem siewu, dniem Dziesięciny, zabawą Kukurydzową, wyborem Pana Żniw, aż wreszcie Dożynkami. Przewodniczką i dobrym duchem wsi jest miejscowa znachorka Wdowa Fortune. Wprowadza ona przybyszów w świat prosty, bliski naturze, a odległy od "wielkiego świata", pełnego pędu i obracającego się głównie wokół złych wieści. Niestety, Ned zaczyna zauważać, że nie wszystko w tym świecie jest tak różowe, jak mu to malują (może dlatego, że sam jest malarzem?). A wszystko zaczyna się od jego zainteresowania odosobnionym grobem na cmentarzu, w którym leży tajemnicza Grace Everdeen, która przed czternastu laty zbezcześciła święto Dożynek, a potem popełniła samobójstwo.

Powiem tyle - ta książka jest jak "w kwiatach ukryte armaty". Przez ponad połowę wydaje się, że mamy przed sobą bukoliczny obrazek, który jedynie tu i tam bywa przybrudzony jakąś wstydliwą prywatną "drobną sprawą". W miarę postępu jednak zdarzeń, przeobraża się to w prawdziwą powieść grozy - lepszą nawet niż horrory Kinga! To chyba pierwsza książka w moim życiu, przy której powstrzymywałem się przed dalszym czytaniem - z lęku przed tym, co się może wydarzyć - ale równocześnie nie mogłem przestać czytać. Gdybym miał opisać ją jednym obrazem, byłaby to wizja wieczornego wypoczynku w hamaku, w gorący dzień lata, gdy stopniowo zaczynamy czuć jakiś ucisk w skroniach, w uszach naszych narasta pisk czy brzęczenie, aż nastaje krótki błysk wylewu krwi do mózgu...


Poniżej jeszcze tropy literackie, które nasunęły mi się przy lekturze - Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu

To znakomita lektura!

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1731
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 15
Użytkownik: Rbit 2016-06-14 10:26 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak tu napisać o Pan Żniw... | LouriOpiekun BiblioNETki
Czekaj, czekaj... Kukurydza, King, rytuały... "Dzieci kukurydzy" czytałeś? (są w zbiorze Nocna zmiana (King Stephen (pseud. Bachman Richard, Evans Beryl)) ale ja czytałem kiedyś w "Fenixie nr 4/1994" zob. http://1.bp.blogspot.com/_-QvlmM8mnIY/SxgobLye-JI/AAAAAAAAATc/6AMU9eW05hg/s359/fenix+2.jpg )
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-06-14 10:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Czekaj, czekaj... Kukuryd... | Rbit
Nie czytałem, ale wiem o co chodzi - angielska wikipedia wspomina:

"Tryon reflected a growing interest in neo-paganism that grew out of the 1960s, and tapped into the lore of fertility cults to spin a tale of rural-gothic horror. Such themes dominated The Wicker Man, which had been filmed (but not yet released) the year before, and may be found in works such as Stephen King's short story "Children of the Corn"."

Więc implikacja zachodzi, tyle że DO Kinga, a nie OD niego :)
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-06-14 10:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Czekaj, czekaj... Kukuryd... | Rbit
BTW: jak widzisz, wspominam tu Ostrowską, co do której wizji (szczególnie z "Śniła się sowa") miałeś zastrzeżenia - jeżeli więc chciałbyś kiedyś przeczytać coś także o zabobonnej, ciemnej prowincjonalnej dziurze, ale z rzetelnymi portretami psychologicznymi "prostego ludu" (choć wcale nie bardzo pozytywnymi), to powieść Tryona jest idealna.

Oczywiście na plus działa tu też moja amerykanofilia literacka...
Użytkownik: misiak297 2016-06-14 15:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak tu napisać o Pan Żniw... | LouriOpiekun BiblioNETki
Książka zdecydowanie dla mnie! Tylko czy zwierzętom nie dzieje się krzywda?
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-06-14 15:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Książka zdecydowanie dla ... | misiak297
Cóż, nie ma przesady, ale owa dziewczyna-wieszczka parokrotnie uczestniczy w krwawym obrzędzie, gdy krwią świeżo zarżniętej owcy czy kury naznacza np. nowego Pana Żniw albo coś podobnego. Są to jednak co najwyżej 2-3 sceny w całej książce. Trochę więcej krwawej krzywdy dzieje się ludziom, ale tutaj się już nie przejmujemy, prawda? ;p
Użytkownik: misiak297 2016-06-14 15:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Cóż, nie ma przesady, ale... | LouriOpiekun BiblioNETki
Złośliwiec:p

Mam nadzieję, że te sceny, które są udziałem ludzi nie są masakrycznie brutalne?
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-06-14 18:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Złośliwiec:p Mam nadz... | misiak297
Nie chcę zdradzać za wiele :( W każdym razie jednak owa bukoliczność to gros książki - to nie jest horror klasy gore, większość grozy załatwia nastrój niesamowitości i niedopowiedzenia. Właśnie dlatego się lękałem czytać dalej, bo to jest podskórne: niby wszyscy się cieszą, poklepują Neda po plecach, wszyscy są dla wszystkich mili, ale czuje się, że to tylko narastająca gra pozorów, piętrzące się zagrożenie... Dobra, już cyt!
Użytkownik: misiak297 2016-06-14 19:00 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie chcę zdradzać za wiel... | LouriOpiekun BiblioNETki
Przekonałeś mnie - książka wędruje do schowka:)
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-06-14 20:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Przekonałeś mnie - książk... | misiak297
Bardzo mnie to cieszy - książka naprawdę jest nieszablonowa :) Dopowiem jeszcze, że nieprzypadkowo nadałem taki a nie inny tytuł czytatce - nawet abstrahując od tego, że myślałem nad tytułem alternatywnym, jak najbardziej zbliżonym do oryginalnego tytułu "Harvest Home"...
Użytkownik: Marylek 2016-06-14 22:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Książka zdecydowanie dla ... | misiak297
Uprzedziłeś mnie z tym pytaniem :)
Użytkownik: misiak297 2016-06-20 01:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak tu napisać o Pan Żniw... | LouriOpiekun BiblioNETki
Niestety, ja jestem daleki od tego entuzjazmu - ale to w dużej mierze subiektywne.

Rozpocząłem lekturę - i było dokładnie tak, jak opisuje to w swojej świetnej czytatce Louri. Wieś spokojna, wieś dziwaczna (z tymi zabobonami), ale pełna uroku. Stopniowo narastająca groza, bardzo mroczne tajemnice, inne twarze życzliwych sąsiadów...

Będzie obiektywnie: to dobry horror. Tyron nie serwuje nadmiernie makabry, stawia na psychologię, nastrój, buduje dobry klimat. Oczywiście jest tu kilka krwawych scen i strasznych motywów. Natomiast wszystko jest zasadne, służy budowaniu grozy, wpasowuje się w fabułę. Nie ma się wrażenia, że autor bawi/ekscytuje się przemocą, że na siłę chce mnożyć koszmarne sceny. To jest uczciwe. Fabularnie wszystko jest tu świetnie poukładane. Symbole, przedmioty mają swoje znaczenia, strzelby Czechowa wypalają.

Będzie subiektywnie: problem w tym, że - inaczej niż w przypadku Louriego - książka nie wzbudziła we mnie praktycznie żadnych emocji. Jest sprawnie napisana, więc czytało się galopem, ale miałem poczucie "letniości" - natomiast tu chodzi o mój subiektywny odbiór czytelniczy. Książka nie zdołała mnie zaciekawić na tyle, abym w napięciu czekał, co się okaże. Dałbym jej 4 (zasłużoną), ale odgadłem większość końcowych motywów, nie było żadnego zaskoczenia.

Niemniej polecam "Pana Żniw". Uważam, że to niebanalny horror na wysokim poziomie. A że ja się nie bałem? Cóż, de gustibus.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-06-20 08:33 napisał(a):
Odpowiedź na: Niestety, ja jestem dalek... | misiak297
Ojej, moim zdaniem jednak mocną ją niedoceniłeś - ale wydaje mi się, że z jednej strony moją opinią zbudowałem wysokie oczekiwania, a z drugiej strony wiem, że poprzednią książką czytaną przez Ciebie było "Małe życie" - które mocno zagrało na Twoich emocjach - więc nie dziwię się, że akurat Tryon wypadł pod tym względem blado. Ja mam Yanagahirę jeszcze przed sobą i ciekaw jestem własnych wrażeń: może się wyklaruje, dlaczego te dwie książki nie wytrzymują (Twojego) porównania :)

Oczywiście kwestia subiektywności odbioru - zawsze jest to kłopotliwe przy polecaniu książek. Mnie coś ujęło, trafiło idealnie we właściwą strunę - ale ta struna może być tak strojona poprzez na tyle indywidualne i specyficzne doświadczenia życiowe, że ze świecą trzeba by szukać drugiej osoby, którą chwyci podobnie. Np. uwielbiam powieści toczące się w powojennej Ameryce. Oraz ów sugestywny opis bukolicznej wsi w zderzeniu z wydarzeniami w powieści - właśnie ów trochę bezemocjonalny rys wypadków - tym bardziej zadziałał na mnie kontrastem między językiem a clou akcji. No a poza tym Tryon umiejętnie napisał wszystko tak, że czułem się, jakbym oglądał film - i to w ulubionej scenerii.
Użytkownik: misiak297 2016-06-20 09:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Ojej, moim zdaniem jednak... | LouriOpiekun BiblioNETki
Po namyśle stwierdzam, że jednak te 3+ jest krzywdzące. Podniosłem ocenę do 4.

Nie, to nie jest kwestia poprzedniej lektury:) Nie da się porównywać tak różnych książek i mam tego świadomość. Pierwsza to mocna proza psychologiczna, druga - dobrze zrobiony horror.

Wiem, jak to jest, kiedy książka spełni dokładnie Twoje oczekiwania. To świetne doświadczenie czytelnicze. Tak miałem ostatnio z Wszystko czego wam nie powiedziałam (Ng Celeste).

Wiesz, chyba problem w tym, że spodziewałem się wrażeń na miarę "Śniła się sowa", a dostałem horror, który (subiektywnie) nie wzbudził we mnie emocji. No, ale mimo wszystko czytało się dobrze, a i autorowi talentu i umiejętności ogarnięcia fabuły odmówić nie można.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-06-20 09:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Po namyśle stwierdzam, że... | misiak297
Miło, choć "dobrze zrobiony" i tylko 4.0 - to jaki by musiał być, by zasłużyć na co najmniej 5.5!?

A nie uważasz, że jednak sportretowanie bohaterów i ich charaktery są lepsze niż negatywne in extenso, zepsute "po całości" charaktery postaci u Ostrowskiej?
Użytkownik: misiak297 2016-06-20 10:26 napisał(a):
Odpowiedź na: Miło, choć "dobrze zrobio... | LouriOpiekun BiblioNETki
Musiałby mnie porwać, musiałby wzbudzić ogromne emocje, niepokój, strach, chęć poznania tej historii. Cóż, czasem zwyczajnie nie ma chemii, ale doceniam warsztat.

Jednak narracja (oddanie głosu anonimowemu członkowi społeczności) to jeden z najlepszych zabiegów u Ostrowskiej. Wydaje mi się, że ta książka musiała taka być, aby osiągnąć efekt uderzenia czytelnika - bez "rozcieńczenia". Postaci u Tyrona są inaczej "zrobione".
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: