Dodany: 2006-06-28 13:58|Autor: 00761

"Kochanków z Marony" odsłona trzecia


Tytuł opowiadania "Kochankowie z Marony" odsyła nas do tragedii Szekspira. Czy skojarzenie jest słuszne? I tak, i nie. Z "Romea i Julii" odnajdziemy tu miłość, tragizm, rozpacz i zdolność do całkowitego zapomnienia o sobie w imię uczucia. Dzieli te utwory nie tylko przepaść czasu i realiów, w których osadzona jest akcja, forma utworów, ale przede wszystkim ich klimat i samo spojrzenie na miłość.

Marona nie jest poetyczną Weroną, to zwyczajna wioska Aleksin, położona nad Białym Jeziorem w okolicy Płońska, w której znajduje się sanatorium dla chorych na gruźlicę. Solidne ogrodzenie uniemożliwia pacjentom nielegalne wyrwanie się z "więzienia", w którym niepodzielnie rządzi śmierć. Nazwijmy rzecz po imieniu – ten zakład leczniczy to zwykła "umieralnia", z czego zdają sobie sprawę i pacjenci, i personel, i okoliczni mieszkańcy. Bycie jego pensjonariuszem wyciska piętno i izoluje od świata. Okazuje się jednak, że miłość pozwala te bariery pokonać. Czy na długo?

Ola, Janek i Arek – to główni bohaterowie "Kochanków z Marony". Ona jest młodą wiejską nauczycielką, wiodącą uładzone i monotonne życie pod czujnym okiem Horna, kierownika szkoły, i jego wścibskiej żony. Janek to pacjent sanatorium, którego rygory ustawicznie łamie, a jego osobisty urok sprawia, że personel przymyka na to oczy. Arek jest jego przyjacielem. Co jednak naprawdę kryje się pod tym słowem?

Zawarta przypadkowo przez Olę znajomość z Jankiem odmieni zupełnie jej życie i ją samą. Gdy wybierze miłość, nie będzie już odwrotu, to uczucie nie oszczędzi jej cierpienia i goryczy, poczucia beznadziei, nawet rozpaczy. Ale też tę "Julię" od jej "Romea" jest w stanie oderwać jedynie śmierć.

Nakreślone przez Iwaszkiewicza portrety są skomplikowane i niejednoznaczne, a podejmowane przez bohaterów wybory mocno kontrowersyjne. Iwaszkiewicz jest mistrzem w kreowaniu sytuacji, które stawiają nam pytania trudne i wstydliwe, na które odpowiedzieć czasem nie potrafimy lub po prostu nie chcemy. Jedno z najprostszych: dlaczego Ola wybiera Janka, dlaczego jak ćma do płomienia świecy zmierza do wiadomego finału? To miłość czy może... litość? Czy ten wybór podyktowany jest szlachetnością bohaterki, czy też jakąś wewnętrzną skazą, która czyni ją ambasadorką spraw z góry przegranych? Pytania można mnożyć, ale to pozostawiam już czytelnikowi, dla którego niekoniecznie – jak dla mnie – Ola będzie najważniejszą osobą dramatu.

Opowiadanie Iwaszkiewicza to ogromna paleta emocji. Mamy tu miłość i pożądanie, zazdrość i niemoc, czułość i bezwzględność, wyrachowanie, poświęcenie i egoizm, wszystko zintensyfikowane atmosferą skandalu i posmakiem niezdrowej ciekawości oraz wszechobecnym klimatem śmierci. Te uniwersalne doznania stanowią doskonałe źródło refleksji nad człowiekiem w obliczu nieuchronnego. Nie jest to wszak temat przebrzmiały – rzec można, zmienił się "kosiarz", łan żniwny jest ten sam i te same ludzkie dramaty.

"Kochanków z Marony" napisał Iwaszkiewicz w r. 1960. Już sześć lat później utwór doczekał się ekranizacji, a główne role przypadły Barbarze Horawiance (Ola), Andrzejowi Antkowiakowi (Janek) i Józefowi Łotyszowi (Arek). W drugoplanowych pojawili się Władysław Hańcza (Gulbiński) oraz Jan Świderski (Horn). W filmie Jerzego Zarzyckiego niewątpliwie najlepszą kreację aktorską stworzyła Horawianka, na tle której pozostali odtwórcy wypadli po prostu blado. Ogólnie rzecz biorąc to obraz raczej przeciętny, w którym gubi się nacechowana erotyzmem relacja między Jankiem i Arkiem, stanowiąca istotny aspekt opowiadania. Ale nie popadajmy w zbędne utyskiwanie, nie tylko kiedyś był to temat tabu!

46 lat po poprzednich ukazują się w polskich kinach "Kochankowie z Marony" reżyserowani przez Izabellę Cywińską. Tym razem rolę Oli odtwarza Karolina Gruszka, Arka – Łukasz Simlat, Janka – Krzysztof Zawadzki. Czy warto ten film obejrzeć? Ja jeszcze nie wiem, ale lektura utworu Iwaszkiewicza i dotychczasowe dokonania artystyczne reżyserki są dla mnie wystarczającą rekomendacją.

Iwaszkiewicz, moim zdaniem, to twórca zdecydowanie zbyt mało znany, zatem każdą formę wydobycia go z cienia przyjmuję z niekłamaną radością. Nie jest to pisarstwo łatwe, wyzwala – często skrajne - emocje, skłania do refleksji, porusza; bywa bolesną wiwisekcją. Nie pozwala nam trwać w błogim przeświadczeniu, że żyjemy na najlepszym z możliwych światów. Estetyczną osłodą aplikowanych czytelnikowi wewnętrznych zmagań jest język – Jarosław Iwaszkiewicz to prawdziwy wirtuoz słowa!

Gorąco polecam!

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 48083
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 52
Użytkownik: skrzydło 2006-06-28 22:20 napisał(a):
Odpowiedź na: Tytuł opowiadania "Kochan... | 00761
Hej Michotko!
Jutro wybieram się do kina, wprost nie mogę się doczekać, bo, masz rację, pisząc, że nazwisko Cywińskiej jest wystarczającą rekomendacją. Odezwę się niebawem, dzieląc wrażeniami po filmie ( i ponownej lekturze Iwaszkiewicza, którą planuję na tę noc).
Pozdrawiam.
Użytkownik: 00761 2006-06-28 22:23 napisał(a):
Odpowiedź na: Hej Michotko! Jutro wyb... | skrzydło
A ja czekam z niecierpliwością, bo ogromnie jestem ciekawa.;) Miłej lektury i - mam nadzieję - interesującego odbioru filmu.
Pozdrawiam!
Użytkownik: skrzydło 2006-07-02 06:22 napisał(a):
Odpowiedź na: A ja czekam z niecierpliw... | 00761
Już drugi dzień próbuję "ułożyć" sobie, tak film, jak i opowiadanie... i ciężko mi z tym:) Tuż po seansie byłam absolutnie przekonana, że Cywińska przesadziła, mówiąc łagodnie: zbyt "wytłumiła" Olę, czyniąc ją zbyt pasywną uczestniczką opowieści, Arka z kolei okropnie wyostrzyła, by stał się nieokrzesanym, szalonym w swej miłości do Janka dzikusem. Raziła mnie sztuczność, teatralność zachowań bohaterów, a chwilami miałam wrażenie, że "Kochanków z Marony" mógł napisać Stasiuk...
Ale...zarzutu o teatralność Cywińskiej z wiadomych względach stawiać nie należy, a w dodatku w opowiadaniu Ola sama przyznaje, że czuje się, jakby odgrywała jakąś rolę, odczuwa właśnie sztuczność sytuacji. Ponadto, może faktycznie stwarzała jedynie pozory, że coś od niej zależy, że ma jakiś wpływ na tę dziwną miłość na granicy śmierci...Cywińska nie pozostawia złudzeń. Ola jest wierną towarzyszką umierającego Janka, scena w której obmywa jego ciało, owite czerwoną narzutą, pokazuje, że jest ona oddana jakiejś szczególnej misji, że przewodniczy w umieraniu kogoś wyjątkowego, jedynego.
Czy Janek był rzeczywiście tak szczególny? Co wywoływało u kobiet tak szczególe uczucie fascynacji? Był przecież kłamcą, oszustem, nikomu nic nie obiecywał, nic nie dawał, jedynie żądał od innych...

((( Niestety muszę moją wypowiedź podzielić na raty...zaraz muszę pędzić na pociąg, a poza tym, jeszcze sobie do końca tej historii nie rozgryzłam.
Dokończę jutro po powrocie:)
Pozdrawiam gorąco.
Użytkownik: 00761 2006-07-02 23:06 napisał(a):
Odpowiedź na: Już drugi dzień próbuję &... | skrzydło
Witaj! Dziękuję za rozważań część I i czekam na II.;)

Zastanawiałam się, co może reżyser "zrobić" z utworem już mającym ekranizację. Wiadomo, że powórzenie pierwowzoru nie miałoby najmniejszego sensu i tak sobie po cichutku "gdybałam", że Cywińska wyeksponuje to, co u Zarzyckiego jest niemal niewidoczne, czyli element homoseksualny. Z tego, co napisałaś, wnioskuję, że przynajmniej częściowo miałam rację. Ale z tą dzikością uczucia Arka??? No nie wiem, u Iwaszkiewicza to on znowu tak bardzo nie szaleje.;)
Zgadzam się z Twoją opinią o Janku n/t jego oddziaływania na kobiety. Dla mnie to taki typ narcyza, którego egoizm w pewnej mierze (bo na pewno nie do końca!) wyjaśnia choroba. Może ona właśnie miała takie toksyczne działanie? Zabrzmi to może trochę cynicznie, ale czasem zdarza się, że mylimy uczucia; miłość z litością czy pożądaniem na przykład. Janek - tu odpowiedź jest prosta - kochał życie i siebie.

Co do odgrywania ról. U Iwaszkiewicza Ola rzeczywiście często przypomina marionetkę - najpierw sznurki pociąga Horn i żona, potem Arek i Janek. W poprzedniej wersji filmowej na pewno lalką nie była, osobowość Horawianki wykluczała stworzenie takiej dającej sobą manipulować postaci.

Mam nadzieję, że jeszcze bardziej Ci nie namąciłam w głowie. Ale powiem przekornie - film nie mógł być zły, skoro postawił Ci tyle pytań.

Pozdrawiam cieplutko ;)
Użytkownik: --- 2006-07-03 00:44 napisał(a):
Odpowiedź na: Witaj! Dziękuję za rozważ... | 00761
komentarz usunięty
Użytkownik: 00761 2006-07-10 17:14 napisał(a):
Odpowiedź na: komentarz usunięty | ---
No właśnie - te krnąbrne, niepokorne dzieci, jak Tomaszek w "Nocach i dniach", które kocha się najbardziej.;)
Użytkownik: skrzydło 2006-07-03 09:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Witaj! Dziękuję za rozważ... | 00761
Rata II :)
Film rozpoczyna scena, w której Ola czyta dzieciom na lekcji fragmenty..."Ikara"! Może to jest kluczem do jej postaci - wypalonej marzycielki, idealistki...

Faktycznie - film nie może być taki zły, skoro pozostawia tak dużo pytań:)

Przeczytałam gdzieś, że to, co u Iwaszkiewicza było "pastelowe" stało się nasycone, bardziej wyraziste. I to właśnie mi przeszkadzało w odbiorze, bo Cywińska "wywaliła" nam homoseksualny podtekst opowieści "kawa na ławę".
[Gdzieś też mignęła mi taka recenzja, w której przypomina się "Tajemnicę Brokeback Mountain". Bo takie skojarzenia naturalnie nasuwają się po scenie chociażby walki chłopców w tataraku ( tego u Iwaszkiewicza nie ma )]. No i to, co zrobiła z Arkiem...jak pisałam dzikus, zbrodniarz, psychopata! On mnie bardzo intrygował, taki, jakim go Iwaszkiewicz odmalował; interpretacja reżeserki tej postaci jest nie do przyjęcia.
No i Józio - Józio przecież wraca, Iwaszkiewicz zostawia drzwi otwarte chociażby dla niego (dla Oli już nie). Tymczasem Cywińska pokazuje małego wyrzutka jako tego, który utopił Pisusia ( oczywiście znów musimy się temu przyglądać, jakby samo wspomnienie o takim czynie nie było wystarczająco dramatyczne); rzumiem oczywiście, że ta postać nie wnosiła nic do opowieści o losach Oli, Janka i Arka, ale...powrót Józia to jakieś jasne światełko, prawda?
(((( przykro mi, znów przerywam wypowiedź - ach, to lato!:)
Do usłyszenia niebawem! )))


Użytkownik: 00761 2006-07-10 17:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Rata II :) Film rozpoczy... | skrzydło
Przepraszam, że odpowiadam tak późno, ale wszak wakacje;)))

Powiem krótko: mam wrażenie, że Izunia nieźle namieszała. I teraz moja chęć obejrzenia filmu w skali 6-stopniowej oscyluje tak koło 3 najwyżej. Przyznam - nie lubię takich eksperymentów na utworach, a już to czytanie "Ikara" to lekka przesada. Naprawdę chyba lepiej, żeby nasi mistrzowie kina różnego autoramentu stronili od klasyki. Dla jej dobra i dobrego samopoczucia czytelników. Pzdr.;)
(Będzie ciąg dalszy? - z przyjemnością poczytam!)
Użytkownik: skrzydło 2006-07-12 14:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Przepraszam, że odpowiada... | 00761
Witaj!
Ja też co chwila urywam się z miasta, by cieszyć się tym niesamowitym latem; tam, dokąd jeżdżę, nie ma internetu, zasięgu w komórce, antena źle odbiera i okazuje się, można bez tego wszystkiego całkiem przyjemnie przeżyć:)

"Kochanków z Marony", przyznaję, ciężko odchorowałam, jak i zresztą każde opowiadanie Iwaszkiewicza. Jest jakieś ogromne napięcie w bohaterach, często naznaczonych wspomnieniem wojny, jest tajemnica, którą każdy z nich nosi, a która jest ich brzemieniem: zbrodnia, łajdactwo, zakazana miłość, opętanie.
Przy czym, portrety ludzkie są nakreślone tak subtelnie, bezpretensjonalnie i przenosząc je potem na ekran, należy zachować jakiś takt i pokorę, by nie zgubić tego, co najcenniejsze. Najlepiej udało się to chyba Wajdzie, dlatego cieszę się, że powstanie ekranizacja "Tataraku".

A wracając do Cywińskiej...chyba nas już "Bożą podszewką" oswoiła na tyle, by wiedzieć, czego się spodziewać po kolejnych projektach ( ale Arka to ja jej do końca życia nie wybaczę!) i właśnie dlatego juz się raczej nie skuszę jej twórczością [ale jak tu się nie skusić Gruszką...:), wyobrażam sobie, że Ewa zerwała Gruszkę i skusiła nią Adama!].
A czytałaś "Opowiadanie z kotem"? Boże mój! Co za niesamowity klimat: wenecka noc, Romeo i Julia na balkonie, zbrodniarz w klatce, zakonnica, no i Vlado...
Pozdrowienia znad zakwitłej sinicami Zatoki:)
ale popadało, więc może się trochę oczyści:)
Użytkownik: 00761 2006-07-12 21:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Witaj! Ja też co chwila ... | skrzydło
Witaj ponownie!
Powiem szczerze, że aż się boję, co mistrz Wajda "wymodzi". Cała nadzieja w jego skłonnościach do klasycyzmu/tradycjonalizmu. A "Tatarak" jest bardzo ciekawy, szkoda by go było "wykosić" na ekranie.;) Ale jak oddać ten klimat? To opowiadanie przesiąknęte jest wonią tataraku.
Bardzo to pięknie wywiodłaś o kuszeniu Gruszką!!!
"Opowiadania z kotem" nie czytałam, ale na pewno sięgnę. Dzięki za wskazanie! Bardzo Iwaszkiewicza cenię i ciągle się dziwię, że jest tak mało popularny. No ale na pewno do "lekkich" jego utwory nie należą. I to chyba jest (jakaś) odpowiedź!
A ja pozdrawiam z Beskidu Niskiego - cisza, spokój, no i klimaty jak w Afryce ostatnio!
Użytkownik: 00761 2006-07-13 00:25 napisał(a):
Odpowiedź na: Witaj! Ja też co chwila ... | skrzydło
Ale się ubawiłam! Miałam Ci polecić książeczkę, urokliwą bardzo, której akcja osadzona jest w wiosce, w której właśnie jestem. Patrzę i co widzę, a Ty "Dolinę Hortensji" przeczytałaś, ba, postawiłaś "6". Poza naszymi - ocen innych brak!;)
Użytkownik: skrzydło 2006-07-15 00:23 napisał(a):
Odpowiedź na: Ale się ubawiłam! Miałam ... | 00761
" Przemówiła belka, tubalnie, lecz cicho jak we śnie:
Niebo było moją miłością, obdarzona skrzydłami ulatywałam ponad przestrzenią, która słała się u moich stóp - daleka aż po granatowe zęby Tatr. I runęłam ścięta z nóg, sklejona krwią, której mi ubywa. I powleczono mnie w doliny i wnętrze moje tuli robaka o mocnych żuchwach. Jestem rozdzierana na wylot i tylko raz do roku przychodzi do mnie mój kochanek - potajemnie - i dotyka mego ciała, a gdy odchodzi, płaczą pająki w mych szparach."
Uwielbiam tę książeczkę! :)))
Użytkownik: 00761 2006-07-18 00:21 napisał(a):
Odpowiedź na: " Przemówiła belka, ... | skrzydło
To bardzo piękna proza. Aż żal, że ta książka jest taka chudziutka.;)
Użytkownik: Bozena 2008-07-19 18:30 napisał(a):
Odpowiedź na: Ale się ubawiłam! Miałam ... | 00761
Już nie brak.:)

Myję okna w piękny dzień, i, co i raz... odpoczynku szukam.:) Tu właśnie. Dzień z B. Ale niezupełnie tak. Kiedy promienie słońca wdarły się mocniej niż zazwyczaj im się udaje - przypomniałam sobie, że nic nie napisałam o „Dolinie Hortensji”. Bardzo jestem zadowolona, że przeczytałam tę książeczkę. Tak. Książeczkę. Chyba po raz pierwszy spotkałam się z tak czułym opisem świata muszek, pajączków, świerszczy... Twoich, Michotko, „muzykujących świerszczy”. Opis doliny i życie mieszkańców jej – żywy. Ale... coś mi brakowało, lub czegoś za dużo było. Twoją ocenę doskonale rozumiem, moja jest o punkt niższa, ale tylko dlatego niższa, że ten niedosyt mam właśnie. Myślę, że kompozycja utworu tak tajemniczo i nostalgicznie rozpoczynającego się niepotrzebnie nabrała tempa. Chodzi mi o zagęszczenie nazwisk, koligacji rodzinnych, które tak naprawdę – niewiele wnoszą do treści. Osobiście skupiłabym się bardziej na życiu Ryszarda „wyrwanego” z miasta właśnie tam; życiu w symbiozie z naturą. Michotko, bardzo Ci dziękuję, i życzę cudnego wypoczynku. W krainie cudnej.

A na koniec... :)

„Ja sam nie wiem, po co jadę,
czy po dziewkę*, czy po babę.
Jak po babę – z dolarami,
Jak po dziewkę – z powrozami.
Ja na babie nic nie stracę,
Sprzedam babę, kupię klaczę.
A z tej klaczy skórę złupię,
Sprzedam skórę, dziewkę kupię.”**

Ach, swobodnie pośpiewać tak, patrząc na wzgórza, a potem... „muzykujących świerszczy” posłuchać.

* nieobraźliwe (w piosence) słowo;
** Zbigniew Żakiewicz „Dolina Hortensji”, Czytelnik Warszawa 1980, s. 68.
Użytkownik: jazz 2006-07-13 10:06 napisał(a):
Odpowiedź na: Tytuł opowiadania "Kochan... | 00761
Drogie Panie, pozwolę się wtrącić w Waszą dyskusję. Bo jednak film warto obejrzeć choćby dla przepięknych zdjęć, dla niezwykłej atmosfery (ta jesień się nie kończy). Kostiumolog także się dobrze sprawił - dbałość o szczegóły jest zaskakująca.

Ja zwykle najpierw czytam książkę, potem idę do kina, jednak zwykle się rozczarowuję. Tym razem świadomi zrobiłam odwrotnie. Nie czytałam tego opowiadania Iwaszkiewicza i nie przeczytałam przed pójściem na film. Nie bolało więc. I film ugrzązł mi gdzieś pomiędzy sercem a żołądkiem.

ps. o treści i grze aktorów chwilowo nic nie dodam. Wczoraj w nocy oglądałam film, jeszcze we mnie tkwi...
Użytkownik: 00761 2006-07-14 00:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Drogie Panie, pozwolę się... | jazz
Miło słyszeć kolejny głos.;)

To ja mam taki pomysł - poczekam na komentarz po przeczytaniu książki. Ciekawa jestem, do jakich wniosków dojdziesz.
Zdjęcia i kostiumy, nawet najbardziej perfekcyjne, to jednak - moim zdaniem - za mało, by powstał dobry film. A zwłaszcza druga ekranizacja tego samego tytułu. Oglądałaś tę pierwszą?
Na pewno zupełnie inaczej odbiera się film na podstawie poznanego wcześniej utworu, daje nam to pewne oczekiwania, czasami stawia poprzeczkę wysoko. Dla mnie samo nazwisko Iwaszkiewicza to juz wysoko postawiona poprzeczka. Poprzedni film - nie był zły. I tak do końca nie rozumiem, po co Cywińska wzięła się ponownie za to opowiadanie, jakby nie było paru tomów innych, których jeszcze nikt na ekran nie przeniósł. Bo temat homoseksualizmu jest na topie? Jakieś parady się szykują? Może wydziwiam - w dodatku nie obejrzawszy filmu (o zgrozo?!), ale naprawdę te eskperymenty na klasyce, jak choćby z "Zemstą" Wajdy, bokiem mi wychodzą. Bo tak Bogiem a prawdą to cóż to za straszne nowatorstwo było???

A propos ps.: czekam na ciąg dalszy.;)
(Nie znam się za bardzo na anatomii - czy ten film leży Ci na wątrobie?)
Użytkownik: aolda 2006-09-08 23:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Miło słyszeć kolejny głos... | 00761
Chętnie przeczytałabym Michotko, Twoją opinię po obejrzeniu filmu. Moim zdaniem niepotrzebnie się uprzedzasz stawiając Cywińskiej takie zarzuty. Raczej nie chodziło o homoseksualizm (film wcale nim nie epatuje; nawiasem mówiąc uważam kreację Simlata za najlepszą - obok Stenki). Miałam okazję uczestniczyć w rozmowie z reżyserką po pokazie filmu. Powiedziała wówczas, że chodziło jej o pokazanie miłości absolutnej, totalnej - w różnych wymiarach. I chyba to powinno być kluczem do odczytywania filmu. Wielkim rozczarowaniem okazała się jednak dla mnie kreacja Gruszki, która - choć sugestywna - jest wg mnie przedstawieniem miłości neurotycznej (wystarczy obejrzeć kilka pierwszych sekund filmu, żeby móc określić osobowość bohaterki), i, moim zdaniem, przeczy całkowicie jakiemukolwiek absolutowi. W ten sposób film stał się dla mnie produkcją chybioną, co nie oznacza, że wybrać się na projekcję nie jest warto - Cywińska jest naprawdę świetna - klimat, dopracowanie szczegółu, estetyzm - są porywające. Dziękuję za recenzję - co ciekawe, trudno zdobyć to opowiadanie Iwaszkiewicza; to dziwne, zważywszy, że mam w domu spory wybór jego opowiadań, a poszukiwaniu "Kochanków" zwiedziłam też parę ksiegarń. I bibliotek. Póki co na próżno. Pzdr.
Użytkownik: 00761 2006-09-09 08:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Chętnie przeczytałabym Mi... | aolda
Aoldo! Na pewno film obejrzę, to tylko kwestia czasu i wówczas go skomentuję. W mojej miejscowości na pewno to potrwa, zanim się pojawi.;( Ku mojemu zdziwieniu w Krakowie pod koniec sierpnia był grany tylko w jednym kinie jeden seans, a 16,30 kompletnie mi nie odpowiadała.
Zaskoczyłaś mnie stwierdzeniem, że tak trudno dostać książkę. Może sprawdź w zbiorowym wydaniu "Czytelnika" z 80. roku("Dzieła"); "Kochankowie..." są w V t. "Opowiadań". Pozdrawiam;)
Użytkownik: misiak297 2006-09-06 19:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Tytuł opowiadania "Kochan... | 00761
Ach Michotko! Świetna recenzja! Tego Iwaszkiewicza to chyba dodam sobie do schowka. Na razie czytałem tylko "Ikara" i "Panny z Wilka".
Użytkownik: 00761 2006-09-06 19:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Ach Michotko! Świetna rec... | misiak297
:) Wrzuć, wrzuć Iwaszkiewicza do schowka! Ja zdecydowanie najbardziej lubię opowiadania i często do nich wracam. Mają specyficzny klimat, jeśli te dotychczas przez Ciebie przeczytane podobały Ci się, to sądzę, że się nie zawiedziesz także na innych. Pozdrawiam!
Użytkownik: misiak297 2006-09-06 19:52 napisał(a):
Odpowiedź na: :) Wrzuć, wrzuć Iwaszkiew... | 00761
Powiem Ci szczerze jako fance Iwaszkiewicza - "Panny z Wilka" miały swój niepowtarzalny klimat, ale spodziewałem się w sumie czegoś lepszego. Niemniej dałem piątkę. Ikar - rewelacja!Czytałem go już kilka razy - choć chyba nie jest to żaden wielki wyczyn biorąc pod uwagę skromne rozmiary:)

Użytkownik: 00761 2006-09-07 20:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Powiem Ci szczerze jako f... | misiak297
Witaj, Misia(cz)ku! Ze mnie to taka trochę dziwna fanka Iwaszkiewicza, bo dałam mu tylko jedną "6", za nowelę "Nowa miłość", a trójek trochę postawiłam. ;)Też cenię "Ikara", właśnie zastanawiam się, dlaczego właściwie nie dałam mu "6"? Chyba sobie muszę odświeżyć, być może się poprawię. Od "Panien..." wolę na przykład "Brzezinę" czy "Powrót Prozerpiny". Za jego poezją, szczerze mówiąc, nie przepadam, ale cenię za to prozę poetycką. Przedwczoraj przeczytałam sobie bardzo intrygujące "Opowiadanie z kotem", które poleciła mi Skrzydło i przy okazji "Biłka". I teraz nieskromnie się pochwalę, że mam baaardzo dużo Iwaszkiewicza. Niestety ktoś mi nie zwrócił II-go tomu opowiadań, z którego to powodu jestem niepocieszona. To wyznanie dla równowagi. Pozdrawiam cieplutko i gratuluję indeksu.
Użytkownik: misiak297 2006-09-08 20:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Witaj, Misia(cz)ku! Ze mn... | 00761
Dziękuję:) Mam nadzieję, że polonistyka mi się spodoba:)

Jednak mimo wszystko kilka dzieł Iwaszkiewicza "wyposażyłaś" w bardzo przychylne recenzje:) A z pożyczaniami to tak bywa - czasem to już jest na tak zwane wieczne nieoddanie:)
Użytkownik: misiak297 2006-09-10 00:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Witaj, Misia(cz)ku! Ze mn... | 00761
Michotko, czytam taką książkę i od razu pomyślałem o Tobie... dlatego, że tłumaczył ją Iwaszkiewicz. To "Fałszerze" Gide'a, nie wiem czy znasz. Pomijając już tłumaczenie, książka jest świetna, choć jestem dopiero w połowie na dzień dzisiejszy postawiłbym szóstkę. A jeśli znam tłumacza i jeśli jest to Artysta, dzieło ma dla mnie podwójną wartość:)
Użytkownik: 00761 2006-09-10 21:05 napisał(a):
Odpowiedź na: Michotko, czytam taką ksi... | misiak297
Miłe skojarzenie, dziękuję;) "Fałszerzy" czytałam dawno i pozostały mi dość mgliste wspomnienia. W cyklu "wakacyjnych powtórek" zaserwowałam sobie za to "Lochy Watykanu", zdaje się nawet, że muszę im podnieść ocenę;) Niestety, tłumacza nie zarejestrowałam zupełnie. Znasz to powiedzenie o przekładach, że są jak kobiety? Ale to nie jest żadna sugestia do "Fałszerzy" w tłumaczeniu Iwaszkiewicza.:)
Użytkownik: misiak297 2006-09-10 21:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Miłe skojarzenie, dziękuj... | 00761
Oj, zapomniałem tego przysłowia... albo piękne albo wierne?? Strzelam naturalnie:)
Użytkownik: 00761 2006-09-10 21:26 napisał(a):
Odpowiedź na: Oj, zapomniałem tego przy... | misiak297
Bardzo dobrze! A bardziej ściśle: Przekłady są jak kobiety: te piękne nie są wierne, te wierne nie są piękne. (Mój cytat może też do końca nie być wierny.;))
Użytkownik: misiak297 2006-09-13 17:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Bardzo dobrze! A bardziej... | 00761
Michotko, melduję, że przeczytałem "Kochanków z Marony"... zachwyciła mnie ta opowieść. Po Pannach z Wilka oczekiwałem więcej - jak już zresztą pisałem, ale "Kochankom" wystawiłem szóstkę.
Przede wszystkim nie mogłem się od tego oderwać - i zapewne wiesz, że nie chodzi tu o jakieś sensacyjne zwroty akcji. Po prostu klimat mnie wciągnął - czy jest ktoś kto lepiej potrafi oddać atmosferę pór roku i uczuć? I te dialogii! Wiesz, w pewnym sensie dziś już tak ludzie do siebie nie mówią... A szkoda... nie żeby język był jakiś egzaltowany, ale wydaje mi się, że tak się już człowiek nie porozumiewa z człowiekiem... Co o tym sądzisz??
Bohaterowie - autentyczni, kontrowersyjni, ciekawi. Ich namiętności prawdziwe.
Co do Twojej recenzji... czy aby znajomość Janka i Arka jest tak nacechowana erotyzmem? Wydaje mi się, że to jedynie gra spojrzeń, gestów... Nic nie jest jednoznaczne. Chyba, że o tym świadczą teksty z rozmowy Arka z Olą "Wyobraź sobie, że przyjeżdżałem tutaj tylko dla niego", "Kochana, ty wiesz kto ja jestem?"... Jak uważasz??
Reasumując - na pewno po Iwaszkiewicza jeszcze sięgnę!!

Użytkownik: 00761 2006-09-15 06:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Michotko, melduję, że prz... | misiak297
Meldunek przyjęty;)))

Misia(cz)ku! Mam nieodparte wrażenie, że świetnie "czujesz" Iwaszkiewicza. (Dalej będzie wszystko wg zasady: ja tak to widzę.;))
Raczej rzadko w jego utworach zdarzają się zaskakujące zwroty akcji, bo ta ma w Iwaszkiewiczowskiej prozie zwykle tempo nurtu leniwej rzeki. Źródłem dramatycznych napięć są emocje bohaterów, skomplikowanych i niejednoznacznych. Iwaszkiewicz nie "wykłada kawy na ławę", nie odkrywa motywacji, daje nam bohatera w pewnym sensie niedokończonego, czyt. pozostawia go interpretacji odbiorcy. Może to stwarzać wrażenie niedosytu, ale mnie to akurat odpowiada.

Na pewno ogromną rolę odgrywa tło, w którym umiejscawia postacie i relacje nie tylko człowieka z innymi, ale także z naturą, która często również bohaterką się staje. To kolejny ważny trop w tej twórczości - kontemplacja wody, drzew, kwiatów, przestrzeni. Migotliwość, bujność lub surowość (ale jednak częściej ta pierwsza), współgranie lub dysonans z bohaterami, symbolika drzew, kwiatów - bez odczuwania tego przez tę prozę czytelnik nie przebrnie, znudzi go jak opisy w "Nad Niemnem" na przykład.;)

Językiem już się wielekroć zachwycałam - masz rację, już lekka patyna osiadła na takim sposobie pisania, zresztą "Kochankowie..." mają już 46 lat, a język zmienił się w tym czasie ogromnie. Iwaszkiewicz ma, zdaje się, sentyment do językowych "staroci"; w którymś z opowiadań, chyba w "Powrocie Prozerpiny" użył nawet formy "przetowłosa", z którą spotkałam się, o ile pamiętam, tylko w "Krzyżakach" na określenie Danusi. Zresztą jego język ujawnia także bogatą wyobraźnię (i wiedzę) plastyczną i muzyczną. Iwaszkiewicz jest po prostu estetą, co przekłada się na język.

Co do relacji Arka i Janka. Tutaj wychodzi ze mnie dinozaur - dla mnie "nacechowanie erotyzmem" to właśnie ta gra gestów (choćby wzięcie za rękę), spojrzeń, aluzji i niedopowiedzeń. To słowa "Ja go kochałem", które wcale niekoniecznie muszą znaczyć "spałem z nim", ale znaczą więcej niż "to był mój przyjaciel". (Zresztą i to słowo swą jednoznaczność straciło.)To również słowa zacytowane przez Ciebie. Iwaszkiewiczowski erotyzm jest zwykle bardzo subtelny, a granica między emocjami jest kreślona tak delikatną kreską, że chcąc być dociekliwym i "zyskać pewność", uruchamiamy mimowolnie wyobraźnię i intuicję, czyli - możemy wpaść w pułapkę nadinterpretacji. W tym konkretnym utworze dla mnie są na tyle czytelne sygnały z obu stron, choć zdecydowanie bardziej ze strony Arka, że tak to odbieram.
Ale Iwaszkiewicz jest powściągliwy także w opisie związku Oli i Janka, nie uważasz?

To kończę, bo zagadam Cię na amen.;)
Miłej lektury Iwaszkiewicza życzę!
Użytkownik: misiak297 2006-09-15 13:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Meldunek przyjęty;))) ... | 00761
Właśnie to mi się jednocześnie podoba i irytuje w Iwaszkiewiczu - niejdenoznaczni bohaterowie, w niejednoznacznych sytuacjach. Podoba się - bo wszystko jest powleczone pięknym językiem i klimatem, irytuje, bo jako Czytelnik miałbym czasem ochotę nie mieć wątpliwości!:) Niemniej Pan Iwaszkiewicz powinien to potraktować jako komplement:)
Oczywiście, zauważyłem, że opisy przyrody są bardzo ważne w jego twórczości. Że czasem ta przyroda może być też bohaterką - również się zgodzę. Wiesz, przypomina mi się tu rozdział z "Ludzi bezdomnych" pt. "Przyjdź" (za tą lekturą niezbyt przepadam, ale ten rozdział mnie urzekł). Właśnie to, że natura współgra z odczuciami bohaterów - może nie jest to nowe, ale na pewno piękne w wydaniu Iwaszkiewicza.
Wiesz i mam sprawę... W pierwszym odruchu chciałem Ci odpisać: "Arek przecież nie mówi: ja go kochałem". Ale teraz już nie jestem pewien czy takie zdanie nie pada czasem w książce, a się składa, że w zbiorku Iwaszkiewicza, który teraz mam pod ręką nie ma tego opowiadania. Proszę, rozjaśnij moje wątpliwości:)
Widzisz relacja Arka i Janka właśnie jest jednym z tych niedopowiedzeń Autora (przynajmniej takie jest moje zdanie), bo w sumie tak naprawdę nie ma pewności, można to jedynie - tak jak napisałaś - jakoś intuicyjnie odebrać.
Tak, ta jego powściągliwość również w stosunkach Oli z Jankiem ma w sobie dużo uroku. A teraz zapoluję na film - po pierwsze podobał mi się zwiastun, po drugie lubię takie klimatyczne i głębokie filmy, po trzecie uwielbiam Stenkę, a po czwarte no po prostu chcę go zobaczyć:) Mam nadzieję, że uda mi się go gdzieś dostać, bo w kinach u mnie chyba już go nie grają.
Wiesz, teraz wypożyczyłem sobie jakieś właśnie opowiadania zebrane i tam trafiłem na opowiadanie, w którym o wątpliwościach w kwestii homoerotyzmu nie może być mowy - "Nauczyciel". Póżniej zobaczyłem, że go recenzowałaś. Jednak chciałbym się z Tobą podzielić bardziej szczegółowymi refleksjami.
I tu uwaga do wszystkich czytających, którzy nie czytali opowiadania "Nauczyciel" - będę spoilerował.
Znowu niejednoznaczne postaci, nie do końca wyjaśnione sytuacje. Zastanawiał mnie Felek i jego młodszy brat-narrator. Postępowanie Felka było do pewnego momentu jasne - odrzucony poniekąd przez rodziców, dorastający chłopiec, który wreszcie znajduje swój autorytet. Jednak nigdy nie zgłębiłem w sumie istoty relacji między nim, a Kazimierzem. Bo widzisz, z jednej strony... ta ich ostatnia rozmowa pod hasłem: "A cała nasza przyjaźń?". Z drugiej w Felku bezsprzecznie budził się homoerotyzm - wystarczy przypomnieć co mówił bratu o "męskiej" miłości i o tym, że podglądał tego brata, gdy ten się rozbierał. Jak tu umotywować przerażające samobójstwo Felka? Czy tym, że stracił ten swój jedyny autorytet? Czy tym, że kochał go naprawdę, podczas gdy on brał sobie również innych - Ilka, Wasylka itp. Właściwie to ta kwestia pozostała dla mnie nierozstrzygnięta.
Jedna sprawa wydała mi się ponadto zagadkowa, w zasadzie jedna scena... Nie wiem czy to kojarzysz - Staszek, narrator w pewnym momencie spotyka Ilka i impulsywnie chwyta go w pasie, a potem prosi o zdjęcie paska. Może tematyka tego dziełka nasunęła mi przypuszczenia czy dorastający narrator też nie czuł podobnych "ciągot". choć raczej pod wpływem dziwnych rozmów z bratem. Co o tym sądzisz??
"Nauczycielowi" w pierwszym odruchu wystawiłem szóstkę. W sumie nie spodziewałem się takiego zakończenia, a ostatnie zdanie sprawiło, że poczułem swoiste katharsis:) Jednak gdy emocje opadły zmieniłem na piątkę:)

Pozdrawiam Cię ciepło!
Użytkownik: 00761 2006-09-15 13:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Właśnie to mi się jednocz... | misiak297
Witaj! Na razie b. krótko, tyle by zaspokoić Twą ciekawość o "Kochankach..."
Rozmowa O. i A. gdy J. umiera: "Każdy ma swoje namiętności - powiedział sentencjonalnie Arek. Ola uderzyła dłonią w stół.
- Nie cierpię tego tonu u ciebie. Przecież rozumiesz, co się dzieje.
- Oczywiście, rozumiem. Ale nie będę się popisywał uczuciami. Ja także bardzo kochałem Janka".
O "Nauczycielu" później; pzdr!
Użytkownik: 00761 2006-09-15 20:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Właśnie to mi się jednocz... | misiak297
Ja również mam w planach obejrzenie filmu, motywuje mnie jeszcze chęć porównania z poprzednią ekranizacją. Na razie jednak na to się nie zanosi. Ale jestem cierpliwa.

Spoiler - "Nauczyciel" Iwaszkiewicza

Zadajesz mi trudne pytania i niestety na niektóre chyba nie potrafię odpowiedzieć, bo tu mamy, jak ktoś ładnie napisał "demonizm niejednoznaczności".;)
Zacznę od prostszej chyba dla mnie sprawy, czyli Felka. Za klucz do jego osobowości uważam zapisy w jego sekretnym notatniku. Jest tam m.in. słowo "kalokagatia" (dobry i piękny), platoński ideał człowieka, cechujący się doskonałością fizyczną i duchową. Człowiek wychowany w duchu kalokagatii był sprawny fizycznie, wytrzymały na trudy, wyróżniał się zaletami umysłu, rozwijaniem talentów i nieskazitelną moralnością. Myślę, że tak patrzył Felek na Kazimierza - męska uroda, siła, sprawność (choćby dowiedzione podczas pożaru), spora wiedza, umiejętność prowadzenia ciekawych dyskusji, wspólne zainteresowania (architektura). No tylko tej moralności nie stało. I sądzę, że zrozumiawszy to, Felek popełnił samobójstwo, w dodatku używając paska Ilka, czyli wskazując bezpośrednio na przyczynę. I dodam jeszcze: dla niego "Ideał sięgnął bruku" - właśnie jak samo jak u Norwida, który również znalazł się w zapiskach Felka.

Powiem szczerze, że erotyzm młodych chłopców to dla mnie teren baaardzo tajemniczy.;))) Pamiętasz tę scenę, gdy chłopcy podglądali parobków i dziewczyny, a potem Kazimierz dostał ataku histerii? Bezpośrednim powodem było podanie przez Felka paru wulgarnych detali - potem płakali razem, następnie nastąpiła między nimi sielanka, którą Staszek nazwał "kultem". Oczywiście nauczyciela. Reakcja Felka na pocałunek (po rodzinnym skandalu):"...zadrżał i oniemiał", potem go odepchnął, też nie wskazuje na to, że jego relacja z naucz. miała podłoże seksualne. Może to było tak, że pan Kazimierz miał jakiś "erotyczny kompleks parobka", a panicz wystarczał mu do wzniosłych tyrad, kontemplacji ideałów?;) (Widzisz, teraz ja stawiam pytania!)

Jedno sprostowanie: Felek nie podglądał brata, przyglądał się mu. Podglądactwo nie jest szczególnie zdrowe, natrętne przyglądanie też nie za bardzo, ale jednak nie robił tego w tajemnicy, co zawsze przydaje smaku zakazanego owocu. Ale podobno dojrzewający chłopcy często badawczo przyglądają się innym i porównują anatomiczne (za przeproszeniem) szczegóły.;)))

Staszek? Rozwydrzony młokos, tak bym skwitowała ten epizod z Ilkiem. Odkrywanie erotyki niezdrowo go fascynuje; zresztą te wyzwiska pod adresem Ilka, że "zgubiła spódnicę", świadczą chyba właśnie o tym. Jak pikantną historyjkę (dodając szczegóły), opowiada bratu o odkrytej sensacji, nie przypuszczając, do czego go ta "wiedza" doprowadzi.

To moja wizja tych poplątanych relacji, być może mylna. A teraz pytanie do Ciebie. Dlaczego zdanie:"Powiesił się na pasku Ilka" (bo takie jest ostatnie), było dla Ciebie "...swoistym katharsis"?





Użytkownik: misiak297 2006-09-15 21:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja również mam w planach ... | 00761
Hm... dziękuję Ci za oba komentarze:) Przypomniałem sobie ten fragment z "Kochanków", ale faktycznie - tak jak napisałaś wcześniej - to zdanie nie musiało świadczyć o tym, że Janek i Arek utrzymywali jakiekolwiek stosunki cielesne. Przecież mogła być to zupełnie inna miłość.

Hm... widzisz, dzięki tym naszym wspólnym rozważaniom (nie pierwszym nota bene:) wiele rzeczy widzę jaśniej i nieco inaczej. Nie wiedziałem co to jest ta kalokagatia - dzięki Tobie jestem dużo mądrzejszy:)

Pasek Ilka faktycznie jest tu bardzo wymowny. I rzeczywiście - scena pocałunku świadczy o tym, że jednak Felek był tylko dobrym partnerem intelektualnym. "Erotyczny kompleks parobka"? Dobrze to określiłaś:) Kojarzy mi się trochę z "Ferdydurke" i Miętusem:) No, ale poważnie... Zastanawiam się nad Twoim pytaniem, odpowiedź może być dwojaka: tak jak przypuszczasz prości chłopcy mu wystarczali, a Felek to zupełnie co innego. Z drugiej jednak strony, Platon (już przez Ciebie przytoczony) uważał, że najlepsza jest miłość między dwoma mężczyznami, z których jeden jest starszy, a drugi młodszy i młodszy uczy się od starszego. Może inni starożytni też żywili podobne przekonanie, nie wiem, nie mam aż takiej wiedzy. W każdym razie właśnie sobie pomyślałem, że tu znowu mamy spryt Iwaszkiewicza! Niejednoznaczna postać (Kazimierz), niejednoznaczna sytuacja! Narracja jest pierwszoosobowa, więc nie mamy możliwości poznać myśli Pana Kazimierza. Może Felek był dla niego faktycznie kimś lepszym, bo podatnym na wiedzę i inteligentnym. Może nawet on Felka kochał - kto to wie? Krzyczał na końcu przecież "Musisz mnie [i siebie]zrozumieć!". Potem mógł sięgnąć po ten ostateczny argument - pocałunek. No i przegrał. Felek też przegrał - autorytet rozsypał się w gruzy, właśnie "ideał sięgnął bruku". Oczywiście to tylko jedna z koncepcji, może się mylę. Ale chyba to właśnie też zaleta Iwaszkiewicza. Można drążyć, prostować, odbierać "intuicyjnie" - jak to już określiłaś.
Za te obserwacje (faktycznie, nie podglądanie, to było moje nadużycie:) ) Felka rozgrzeszam, podobnie jak Staszka za tę "ciekawość". Niemniej uważam, że Felek był temu po trochu winny. Podsycał poniekąd tę ciekawość w bracie, mimo iż ten był jeszcze po prostu dziecinny (te wyzwiska, które przywołałaś). No, ale nie mógł przewidzieć skutków.

Z tym katharsis... Wypaczam trochę to określenie dlatego dodałem "swoiste". Katharsis jak dobrze pamiętam z gimnazjum i z liceum (oczywiście uproszczę) oczyszczało wewnętrznie człowieka pod wpływem doznanych wrażeń, przeżyć. Ja tego pojęcia używam kiedy po lekturze czuję się taki "pusty". Właściwie nie spodziewałem się takiego zakończenia (w sumie powinienem) i trochę mnie ono zszokowało... Wyobrazić sobie tego Felka u progu życia powieszonego - jeszcze tak wymownie - na pięknym pasku Ilka. Brr!!

Teraz zabieram się za "Brzezinę". Mam już za sobą "Zygfryda", "Różę", "Nową miłość", "Straconą noc" i "Kroniki weneckie I". Wszystkie mi się podobały - mniej lub bardziej, ale mimo wszystko - i pogłębiły mój podziw dla Iwaszkiewicza.
Iwaszkiewicz wielkim pisarzem był!
hm... czy to nie świętokractwo takie zapożyczenia?:) Nie wiem czy pan Gombrowicz byłby zadowolony!:)
Pozdrawiam serdecznie!
Użytkownik: 00761 2006-09-16 08:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Hm... dziękuję Ci za oba ... | misiak297
Witaj Misiaku Ziwaszkiewiczowany!;)

Zaczynając od końca, faktycznie to był wielki pisarz, bez inwersji to piszę, żeby Gombrowicza ironii nie przywoływać.;) Dorobek pokaźny, różnorodny i osobowość skomplikowana, nawet rzec by można - kontrowersyjna. Gdy znajdziesz chwilę czasu (patrząc na rozmiar Twoich lektur, jakoś w to wątpię), przeczytaj książkę Siedleckiej "Obława: Losy pisarzy represjonowanych". Sporo tam jest o J.I. ze względu na jego długoletnie prezesowanie ZLP. Oczywiście jego widzimy w roli decydenta i "swojego" człowieka, nie ofiary systemu, ale on też miał powody się go obawiać - ze względu na swoje upodobania erotyczne. Ta mnogość wątków homoseksualnych w jego utworach nie wzięła się bowiem jedynie z pisarskiej ciekawości świata. Ale zapewne o tym słyszałeś. Nie zmienia to faktu, że bardzo kochał swoją żonę. Życie, jak widać, nie tylko w literackiej fikcji, jest skomplikowane i niejednoznaczne.;)

Wracając do "Nauczyciela"; dla mnie postrzeganie świata w kategoriach ideałów platońskich wyklucza obecność "Ilków" w sypialni Kazimierza, dowodzi jego cynizmu raczej. Relacje między młodymi chłopcami a dojrzałymi mistrzami, jak słusznie piszesz, dla antyku typowe, służyły duchowemu ich rozwojowi, kształtowaniu intelektualnemu. To mogłoby przekładać się na sytuację K.-F., ale pod warunkiem nieistnienia tych "erotycznych wątków pobocznych". Mnie to daje w sumie moralne zakłamanie i tryumf zwykłej chuci, gdzie otoczka inteligentnych dyskursów i wniosłości świadczy jedynie o cynizmie n-la.

Dzięki za wyjaśnienie reakcji po przeczytaniu ostatniego zdania, teraz doskonale rozumiem. Dodam jeszcze, że - przywołując Gombrowicza - ja po lekturze jego utworów czuję się czasem "rozbabrana wewnętrznie" jak kompot Józia;) Ale wydaje mi się, że właśnie Iwaszkiewicz potrafi nas zmuszać do myślenia, analizowania, oceniania i zadawania pytań. Mnie zakończenie tego utworu nie zaskoczyło, zaskoczył mnie na przykład finał "Powrotu Prozerpiny". Chyba poczułam się zwyczajnie oszukana.

Wracając do Felka jeszcze, dla mnie największą zagadką jest ta scena z bratem, gdy zarzuca Staszka wulgarnymi szczegółami. Po pierwsze - skąd miał taką wiedzę? Po drugie, jak wspomniałeś - dlaczego zrobił taki druzgocący wykład 13-latkowi? No ale Iwaszkiewicz tu żadnych "podpowiedzi" nie daje.

Miło mi się z Tobą gawędziło, jak zwykle zresztą. Pozdrawiam cieplutko!



Użytkownik: verdiana 2007-03-26 20:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Właśnie to mi się jednocz... | misiak297
A dla mnie cały (homo)erotyzm małych/młodych chłopców jest niejasny. Nigdy nie byłam młodym chłopcem, a w moich mało-dziewczynkowych relacjach nigdy nie było żadnego erotyzmu. ;-) W "lekarza" się nie bawiłam, może dlatego, że nie chodziłam do przedszkola, a w zerówce nie było możliwości. ;) Nie wiem, jak to interpretować w "Nauczycielu", nie umiem powiedzieć, czy to naturalne dla chłopców w tym wieku, czy to ci konkretni chłopcy mieli tylko takie skłonności. To opowiadanie jest dla mnie zagadką. Czy chłopiec mógłby się zabić tylko dlatego, że relacja homoerotyczna się skończyła, czy to było coś więcej, przyjaźń, miłość jak wobec mistrza (np. jak między wspominanymi już przeze mnie Liiceanu i Noicą)? Nie wiem...
Użytkownik: verdiana 2007-03-26 20:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Meldunek przyjęty;))) ... | 00761
> To słowa "Ja go kochałem", które wcale niekoniecznie muszą znaczyć "spałem z nim", ale znaczą więcej niż "to był mój przyjaciel".

To prawda! Mnie się to bardzo kojarzy ze Stachurą: on kochał swoich przyjaciół i tak pięknie w listach im to wyznawał, a przecież nikomu wtedy, ani mnie teraz, nie przyszłoby do głowy dopatrywać się w tym drugiego dna. Brakuje mi czasami takiej możliwości powiedzenia przyjacielowi "kocham cię" tak, żeby nie dopatrywał się dwuznaczności.

Podobnie Liiceanu kochał Noicę (bo Noica kochał Liiceanu już inaczej, jak syna).

A teraz to "kocham cię" i - jak mówisz - słowo "przyjaciel" straciły swoją jednoznaczność. Chyba szkoda.
(mam wrażenie, że tę niejednoznaczność Iwaszkiewiczowi czasami przypisuję tam, gdzie jej nie ma)
Użytkownik: 00761 2007-03-26 21:34 napisał(a):
Odpowiedź na: > To słowa "Ja go kochałe... | verdiana
A propos przyjaciół mam w planie "Aleję Przyjaciół", której do tej pory nie czytałam i mam nadzieję, że ta lektura trochę przybliży mi pełniejsze rozumienie tego słowa w wydaniu I. Zadziwiające jest to, że naprawdę czasem ma się ochotę powiedzieć komuś właśnie takie "kocham cię" bez erotycznego podtekstu i nie ma się odwagi - może szkoda; mówi się przecież "kocham książkę, kocham tego pisarza" i nikt przy zdrowych zmysłach nie traktuje tego jako nacechowanego erotyzmem. Myślę, że to nas zubożyło jako ludzi, bo to nie jest chyba tylko - powiedzmy - chwalebna powściągliwość słów, ale obawa, żeby nie wyjść poza pewien konwenans, by się nie odsłonić, by nie okazać się sentymentalnym, niemodnym, uczuciowym? Bo musimy być twardzielami? A przecież ma się czasami taką dość irracjonalną potrzebę, że chce się powiedzieć ludziom "kocham was"! A może na takich "emocjonalnych wybrykach" można by budować skuteczniej, niż na wrogości czy obojętności. A z drugiej strony, w czasach, gdy pocałunek w policzek może być oznaką "niezdrowych skłonności", może lepiej demonstrować oschłość i rzeczowość? chyba jednak tak. Czasem dysponujemy tak odmiennym rozumieniem tych samych znaków, że lepiej nie ryzykować. Czy jesteśmy jednak autentyczni?
A co do przypisywania niejednoznaczności I. to sama wielekroć stawiałam sobie to samo pytanie, czy nie szukam drugiego dna tam, gdzie go po prostu nie ma?
Użytkownik: misiak297 2007-03-26 21:41 napisał(a):
Odpowiedź na: A propos przyjaciół mam w... | 00761
Święte słowa! Zamykamy się w sobie, wstydzimy się własnych uczuć, bo takie piękne przecież "kocham Cię" zaraz może być potraktowane albo zbyt erotycznie albo właśnie jako przejaw naszej słabości. Bo człowiek silny uczuć swoich nie ujawnia! Jest poniekąd samowystarczalny.

Heh chyba wszyscy mamy wątpliwości co do tego drugiego dna:)
Użytkownik: 00761 2007-03-26 21:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Święte słowa! Zamykamy si... | misiak297
Troszeczkę to doprecyzuję, człowiek silny p o z y t y w n y c h uczuć nie ujawnia: miłości, zachwytu, fascynacji, ba, sympatii nawet. Bo te negatywne, czemu nie? To się świetnie mieści w definicji jakiegoś psychologicznego macho i jest OK.:D
Użytkownik: verdiana 2007-03-26 21:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Święte słowa! Zamykamy si... | misiak297
Ja mam taką teorię odnośnie drugiego dna. Jeśli autor mi nie mówi wprost, o co mu dokładnie chodzi, to mam prawo do swoich projekcji i każda z nich jest w równym stopniu uprawniona. Ale jednak będą to "tylko" projekcje. Nic więcej. Więc nie można na ich podstawie wyciągać jakichkolwiek wniosków o twórczości pisarza i jego intencjach, można jedynie gdybać. :-)
Użytkownik: Bozena 2007-03-26 21:51 napisał(a):
Odpowiedź na: A propos przyjaciół mam w... | 00761
Wszystkie zdania tego komentarza, Michotko - poza ostatnim, bo nie czytałam I. - zdecydowanie współgrają z tym, o czym od dawna myślę; ale zapewne nie potrafiłabym odważyć się i wyrazić tutaj tych myśli tak jak uczyniłaś to Ty.
Użytkownik: 00761 2007-03-26 22:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Wszystkie zdania tego kom... | Bozena
Wiesz, Olgo, bardzo długo to we mnie siedziało i jakoś tak mnie "klawiatura poniosła" na szerokie wody szczerości, bo raczej też "schładzam" słowa i emocje, niestety. Pozdrawiam cieplutko.
Użytkownik: Bozena 2007-03-27 03:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Wiesz, Olgo, bardzo długo... | 00761
Wzruszyłam się, Michotko. Naprawdę. Tu i tam "siedziało"...Także Cię pozdrawiam, a w przyszłości zwrócę uwagę choćby na "Sławę i chwałę".:)
Użytkownik: goat 2006-09-10 20:42 napisał(a):
Odpowiedź na: Tytuł opowiadania "Kochan... | 00761
Tytuł - był mi znany od lat; jakoś tak wpadła mi kiedyś w ucho muzyka z pierwszej ekranizacji opowiadania i pomyślałem, że ta muzyka może być z dobrego filmu (a w domyśle - do dobrego wątku).
Ale, jak to bywa, opowiadania nie przeczytałem.
Minęło ze 30 lat i wpadło mi na dysk słuchowisko.
Godzinę temu wróciłem z kina. Film był o tym samym, ale "na motywach" opowiadania. I powiem jeszcze, że nie wywarł na mnie takiego wrażenia, jak słuchowisko. Chyba nawet się trochę rozczarowałem?
Chyba zatem pora potuptać do biblioteki i przekonać się, jak napisał to Iwaszkiewicz...

Użytkownik: 00761 2006-09-10 21:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Tytuł - był mi znany od l... | goat
Parafrazując Twój post, pora mi potuptać do kina i przekonać się, jak to jest z tą ekranizacją.
Użytkownik: misiak297 2006-11-18 20:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Parafrazując Twój post, p... | 00761
Michotko, w końcu udało mi się zdobyć "Kochanków z Marony" Cywińskiej. Zaraz Ci opiszę moje wrażenia. A że odwołuję sie do różnic między filmem a opowiadaniem, jeśli chcesz je odkryć sama, nie czytaj dalej tego komentarza.

Przede wszystkim mistrzowskie kreacje aktorów - dobrani. Ciekawe, że Eufrozyny (Kasprzyk) i Hornowej (Stenka) reżyserka nie potraktowała tak epizodycznie jak Iwaszkiewicz - a uczyniła je drugoplanowymi bohaterkami dramatu. Pierwsza to nieszczęśliwie zakochana, dobra kobieta. Za to Hornowa (i tu jest znaczący plus filmu moim zdaniem) stała się nowym wcieleniem pani Bovary - kobiety nieco przekwitłej, ale wciąż atrakcyjnej. Nie jest to li i jedynie gruba, wścibska baba.

Film jako film rewelacyjny, jako ekranizacja Iwaszkiewicza - bardzo dobry. Niestety pomija te pytania, które można sobie zadawać podczas lektury. Zabrakło mi tu rozmowy Arka i Oli po śmierci Janka. Arek po prostu zostawia Olę i odjeżdża bez słowa. Film tak się kończy. Rozumiem ten aspekt reżyserki - to jedynie Ola jest oszukaną przez obu mężczyzn ofiarą. U Iwaszkiewicza jest trochę inaczej, prawda?
Poza tym jest tu parę scen, których Iwaszkiewicz na pewno by nie dopisał. Bowiem relacja Arka i Janka jest po prostu koszmarnie brutalna.

No naprawdę za muzykę film powinien dostać Oscara chyba. Niesamowite, wpada w ucho i jest taka bardzo współgrająca z klimatem. Te wspaniałe widoki, niesamowite zdjęcia...

Ach, Michotko po prostu musisz to zobaczyć:)
Użytkownik: 00761 2006-11-20 15:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Michotko, w końcu udało m... | misiak297
Wiem, że muszę i na pewno zobaczę, zwłaszcza po Twoim entuzjastycznym komentarzu.:) I takie małe pytanko - jak odbierasz tę scenę z czytaniem "Ikara"? Bo sporo wiem już o tym filmie, a to pytanie mnie nurtuje.

A ponadto: czy nie sądzisz, że to "koszmarne" przedstawienie relacji Arka i Janka zasadniczo zmienia wymowę opowiadania, na tyle zasadniczo, aby nie oceniać jednak ekranizacji tak wysoko? No wiem, że zdaje się w czołówce jest "na motywach", co nie zakłada wierności, ale jednak... Co prawda w takim kontekście zachowanie Arka na końcu nie może być inne, ale to nędzna pociecha raczej. Przecież gdyby zamierzeniem Iwaszkiewicza było epatowanie "maluczkich" niekonwencjonalnością tego związku, to dałby czytelne sygnały. Czy to zatem nie jest nachalny chwyt marketingowy Cywińskiej? Co o tym sądzisz?

Mówiliśmy już wiele razy o klimatach tworzonych przez Iwaszkiewicza, ale... co się na nie składało? Przyroda, jej malarskość, muzyczność, nastrojowość, symbolika; ale to zawsze było w kontekście spraw ludzkich, to je uzupełniało, uwypuklało, puentowało, można powiedzieć, że miało charakter służebny względem ideowgo przesłania. Czy wprowadzone zmiany tego klimatu jednak nie zniszczyły? Chodzi mi o to, czy faktycznie te światy się dopełniają i tworzą spójną całość? Bo czasem tak jest, że muzyka i zdjęcia stają się wartością samą w sobie, która przesłania, nie akcentuje. No bo to mnie jednak trochę niepokoi, dlatego tak smęcę. Jak to widzisz?
Użytkownik: misiak297 2006-11-20 20:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Wiem, że muszę i na pewno... | 00761
Dobrze po kolei:) Scena z czytaniem Ikara - właściwie pojawiająca się na samym początku... hm... nie jest to w zasadzie czytanie Ikara, ale wiersza o "Ikarze" - poety nie pomnę, bo się skompromituję. Jednak nawet gdyby Ola czytała nowelkę Iwaszkiewicza, nie widzę w tym nic złego - to całkiem dozwolony chwyt. W "Pannach z Wilka" Kawecki czyta gazetę, gdzie na pierwszej stronie jak byk jest napisane: Iwaszkiewicz. Dodatkowo tyrrada Wiktora na temat poziomek, to praktycznie skopiowanie jednego z opowiadań, ale króciutkich. I w tym nie widzę nic złego.

Mnie się mimo wszystko film podobał, mimo tego "uwypuklenia". Jednak potem czytałem wywiad z Cywińską i zrozumiałem, że chciała przekazać iż miłość nie jest do kobiety czy mężczyzny, tylko generalnie do człowieka. Mnie w zasadzie chodzi o jedną, zresztą niejednoznaczną scenę, która jest już drobnym nadużyciem. Zobaczysz, będzie tam moment, gdy będą się Janek z Arkiem tarzać w trawie i nagle w Arka nagle coś wstąpi i zacznie go bić. W zasadzie nie wiadomo co właściwie robi, kamera idzie z góry, z dużej odległości, ale chyba sie bili. Potem go zostawia.

Klimat może został naruszony, ale na pewno nie zniszczony. Właśnie ta momentalna brutalność (patrz wyżej) w filmie mi się nie podobała. Ale jest ok, wiem, że do niego na pewno jeszcze wrócę i to nie raz. Poza tym na dzień po obejrzeniu filmu przeczytałem po raz kolejny opowiadanie (skrobnąłem recenzję, na razie jest jeszcze w poczekalni. Zapraszam, choć po Twojej naprawdę chyba niewiele było do dodania:).
Zdałem sobie po lekturze sprawę z jeszcze jednej sprawy. Aktor grający Arka był zupełnie niedobrany! Co nie zmienia faktu, że zagrał świetnie.

Czekam na Twoje wrażenia po obejrzeniu! Mimo usterek ja jestem na "tak":D

Użytkownik: 00761 2006-11-20 21:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Dobrze po kolei:) Scena z... | misiak297
Witaj:)
Trochę nieprecyzyjnie się wyraziłam o tym Ikarze, nie myślałam o opowiadaniu, ale o symbolicznej postaci, która mogłaby być projekcją tragicznego ciągu zdarzeń, to "roztrzaskanie się" miłości Oli (chyba, bo z Janka to raczej żaden idealista), jej marzeń.(?)

O reszcie, gdy obejrzę film.;)

Co do "Tataraku" to główne role ma grać Janda i.. .Wajda, a całość ma być utrzymana w konwencji rozmowy reżysera z aktorką. Zatem chyba procent tataraku w tataraku nie będzie szczególnie wysoki.;( A "Tatarak" był już sfilmowany w 66 roku, doktorową grała Zofia Rysiówna. Oglądałam kiedyś, ale mam baardzo mgliste wspomnienia.

Recenzję czytałam, komentarz zapewniony;)
Pzdr.
Użytkownik: misiak297 2006-11-20 22:25 napisał(a):
Odpowiedź na: Witaj:) Trochę nieprecyz... | 00761
Ojoj...:( To tak Tatarak ma wyglądać?? Szkoda, bo to naprawdę wspaniały materiał. Wajda mógłby z tego zrobić wspaniałe dzieło... ale no nie uprzedzajmy się z góry:)
Użytkownik: misiak297 2006-11-20 21:04 napisał(a):
Odpowiedź na: Wiem, że muszę i na pewno... | 00761
Zaraz zaraz, zerknąłem trochę wyżej... Wajda i Tatarak?? Może być świetnie! Masz jakieś bliższe informacje może na ten temat?
Użytkownik: 00761 2007-12-08 21:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Michotko, w końcu udało m... | misiak297
Na początek dziękuję, Misiaku, za udostępnienie filmu. :))) Nie wiem, czy tak długo zwlekałam z jego obejrzeniem, bo miałam trudności obiektywne, czy raczej czułam, że mnie rozczaruje i zwlekałam podświadomie. W każdym razie muszę stwierdzić, że jestem totalnie rozczarowana, ba, gorzej - zniesmaczona.

Uwaga! Spoiler na spoilerze odnośnie filmu Cywińskiej!!!

Nie ma dla mnie w tym filmie prawie nic z Iwaszkiewicza. Nie ma klimatu, nie ma wierności wobec pierwowzoru (wiem, wiem... film jest "na motywach", ale to, co ta pani pokazała, to naprawdę wytwór jej wyobraźni i swobodne igranie materią opowiadania). Film jest, moim zdaniem, teatralny w sensie: sztuczny. Taka jest Ola, Arek, może najmniej w tym wszystkim Janek. Hornowa - pożal się Boże! Nawet te muchomory wyglądają jak teatralne rekwizyty! Epatowanie golizną Arka - żenujące, niby czemu miało służyć? Ta scena bójki? - kolejny dla mnie paradoks. W ogóle to nurzanie się w błocie w kilku scenach - żałosne po prostu. Zresztą może nie dorastam do tak pojętej symboliki błota. :/ I symboliki p. Cywińskiej w ogóle.

Tempo filmu rownież dziwne - rozciągnięta pierwsza część a potem nienaturalnie przyspieszona końcówka. Zresztą dla mnie dobrze, mniej stresu.

Ta ekranizacja, moim zdaniem, w najmniejszym stopniu nie umywa się do pierwszej. Ani muzyka, ani klimat, ani aktorstwo, nawet zdjęcia. Owszem, jest sporo ciekawych ujęć, ale nie jest to w stanie uratować całości.

Zapytałam znajomych, z którymi oglądałam film, co o nim sądzą. Dodam, nie znali ani opowiadania, ani pierwszej ekranizacji. On: beznadziejny. Ona: w życiu nie przeczytam tej książki.

I ja się nie dziwię. Gdybym nie znała tego opowiadania, na pewno pani Cywińska nie zachęciłaby mnie do lektury, wręcz przeciwnie. To ja dziękuję za taką promocję pisarstwa Iwaszkiewicza! Naprawdę. I broń nas, Panie, przed kolejnymi tego typu ekranizacjami.

Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: