Dodany: 2021-05-21 07:52|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Gdy mąż służy Bogu i ludziom


Wychowana w wierze katolickiej, od dzieciństwa miałam problem ze zrozumieniem, dlaczego spośród tylu wyznań chrześcijańskich (z których o większości nie wiedziałam nic poza tym, że istnieją, a o pozostałych tyle, ile wyczytałam w literaturze pięknej) tylko to jedno nasze rygorystycznie zakazuje swoim duchownym zakładania rodzin, argumentując, że człowiek obarczony żoną i dziećmi nie jest w stanie tak dobrze się skoncentrować na służeniu Bogu. Ale właściwie dlaczego, skoro do odprawienia mszy czy odmawiania brewiarza na pewno nie trzeba aż takiej sprawności psychofizycznej, jak do zoperowania wyrostka albo przeprowadzenia samolotu nad Alpami, a przecież i chirurdzy, i piloci na ogół rodziny mają? Że to kwestia możliwości skupienia się na modlitwie, poświęcenia czasu na przemyślenie tego, co się ma powiedzieć parafianom? Ale w takim razie czy to znaczy, że kapłani prawosławni czy protestanccy za mało się modlą i wygłaszają gorsze kazania? Już przykład pastora Allana z powieściowego Avonlea – postaci wymyślonej, ale przecież mającej swój pierwowzór w jakiejś rzeczywistej – zdawał się negować taką tezę. A potem, mieszkając przez wiele lat na terenie, gdzie na przestrzeni jednej gminy potrafi się mieścić kilkanaście różnych kościołów, zborów i domów wspólnotowych i znając ludzi należących do niemal każdego z nich, tym bardziej nie znalazłam podstaw, by tak sądzić. Jedną rodzinę pastorską poznałam osobiście, inne przedstawiano w lokalnej prasie czy telewizji regionalnej, a wszyscy podkreślali zgodnie, że żony i dzieci nie są im przeszkodą w działalności duszpasterskiej, przeciwnie, są dla nich wsparciem i pozwalają im być bliżej parafian, choćby tylko przez to, że kwestie życia rodzinnego są im znane nie tylko teoretycznie.

A co o tym myślą owe żony? Czy dla nich taki nietypowy zawód męża jest problemem, narzuca jakieś ograniczenia, czy czują się poszkodowane przez to, że ich życiowy partner ma niezupełnie normowany czas pracy, a i poza nim musi chwilami być niedostępny?

Tę kwestię postanowiła zbadać warszawska dziennikarka, Anna Radomska, przeprowadzając cykl wywiadów z żonami pastorów kilku różnych odłamów protestantyzmu. Jedne z nich mają jeszcze stosunkowo krótki staż małżeński, inne kilkudziesięcioletni; jedne poślubiły swoich mężów, już wiedząc, że ci mają zamiar pełnić służbę kapłańską, inne wychodziły za mężczyzn mocno zaangażowanych w aktywność społeczności chrześcijańskiej, ale mających normalne, świeckie zawody, z których dopiero po jakimś czasie mieli na rzecz duszpasterstwa zrezygnować. Zwłaszcza ta druga sytuacja wiązała się z pewnymi problemami, na przykład przeprowadzką do innego miasta czy pogorszeniem sytuacji finansowej; jedna z par, która zaczynała od działalności misjonarskiej, początkowo zamieszkała w… namiocie, a na wynajęcie domku, który im zaproponowano, nie miała pieniędzy, inna musiała zrezygnować z opieki dziadków nad dziećmi, a prawie każda – przyzwyczaić się, że czas, który dotąd mieli dla siebie, może okazać się znacznie krótszy, zaś przestrzeń mniejsza (bo zdarza się i tak: „parafianka przyszła do nas o wpół do siódmej rano, żeby zapłacić podatek kościelny. Bo zobaczyła, że się u nas świeci, więc po prostu weszła”[1]. Albo tak: mąż „jakieś pół roku po ślubie zadzwonił pewnego dnia i oznajmił, że za pół godziny będzie w naszym domu z alkoholikiem, o którego modliliśmy się nieraz w kościele, bo zaproponował mu, żeby zamieszkał u nas przez jakiś czas”[2]). Jednak wszystkie zgodnie twierdzą, że nie ma takich trudności, których nie dałoby się wspólnie pokonać, a przynajmniej zmniejszyć ich negatywny wpływ; kluczowe jest tu słowo „wspólnie”, bo pastorskie małżeństwa, rekrutujące się z ludzi od młodości mocno zaangażowanych w życie społeczności chrześcijańskiej, prócz uczucia łączy jeszcze i to, że obie ich połowy służą tej samej sprawie, którą uważają za nadrzędną. Ktoś z zewnątrz może sceptycznie spoglądać na stwierdzenia typu: „odebrałam od Boga, że mam wyjechać do innego miasta, być może w innym kraju (…), że On będzie w tym ze mną i mi pomoże”[3]; ale pamiętajmy, że to mówią osoby głęboko wierzące, których skala odczuwania więzi z Bogiem może być inna, niż czytelnika. Dla tego ostatniego zaś najważniejszą lekcją z lektury będzie – zwłaszcza, jeśli dotąd miał w tej kwestii wątpliwości – wniosek, że małżeństwa duchownych są z reguły trwałe, nawykłe do współdziałania w każdej sprawie („dom prowadzimy wspólnie, a obowiązki dzielimy wedle tego, kto co bardziej lubi robić i jaką ma przestrzeń czasową”[4]), i jeśli cokolwiek miałoby mężom przeszkadzać w wykonywaniu ich duszpasterskich obowiązków, to z pewnością nie żony i dzieci.

Wydaje się, że tego rodzaju publikacja mogłaby być jeszcze ciekawsza, gdyby pytania zadawane respondentkom były trochę bardziej zindywidualizowane; ten standardowy zestaw nie jest zły, z jednej strony ukazując blaski i cienie życia rodzin pastorów, a z drugiej pozostawiając trochę miejsca na własne refleksje każdej rozmówczyni, ale momentami aż się prosi, żeby po tej czy owej wypowiedzi jeszcze dopytać o jakieś szczegóły, dorzucić jedno czy dwa pytania, na które odpowiedzi wyraziściej ukazałyby sylwetkę danej postaci. Może wynikło to z warunków, w jakich autorka zbierała materiał do książki: z uwagi na pandemię nie ze wszystkimi paniami pastorowymi mogła się spotkać osobiście, a jeśli mogła, czas poświęcony na to nie był nieograniczony. W każdym razie dobry początek został zrobiony, a ja przyznam, że chętnie przeczytałabym wywiady czy reportaże dotyczące także życia duchownych i zwykłych wiernych innych wyznań, bo wciąż za mało o nich wiem – a przecież są wśród nas.

[1] Anna Radomska, „Żony pastorów, czyli życie trudne, lecz nie nudne”, wyd. Dobry Skarbiec.pl, 2021, s. 121.
[2[ Tamże, s. 112.
[3] Tamże, s. 26-27.
[4] Tamże, s. 76.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1903
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 12
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2021-05-21 09:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Wychowana w wierze katoli... | dot59Opiekun BiblioNETki
"kwestie życia rodzinnego są im znane nie tylko teoretycznie"

Chciałbym tylko zauważyć, że jeśli ksiądz katolicki nie wychowywał się w domu dziecka, to jemu również kwestie życia rodzinnego znane są nie tylko teoretycznie :) No i jak to mówią: nie musisz być chory na serce, by być kardiologiem. Albo dosadniej: psychiatra nie musi być chory psychicznie - a jeśli jest, to niekoniecznie mu to pomaga ;)

Co do argumentów za celibatem to nie jestem kompetentny, ale myślę, że nietrudno znaleźć odpowiednie uzasadnienia na stronach dot. katolicyzmu.
Użytkownik: Losice 2021-05-21 15:34 napisał(a):
Odpowiedź na: "kwestie życia rodzinnego... | LouriOpiekun BiblioNETki
"Chciałbym tylko zauważyć, że jeśli ksiądz katolicki nie wychowywał się w domu dziecka, to jemu również kwestie życia rodzinnego znane są nie tylko teoretycznie"

Czyżby - a chociażby kwestie dotyczące seksu w życiu małżeńskim też? - No chyba, że ksiądz pochodzi z rodziny patologicznej i dopuszczony był do tej sfery przez rodziców ...

Zastanawiam się czego swoim komentarzem bronisz, albo co atakujesz ..... i czy aby sami księża katoliccy nie wskazują w wielu dyskusjach, że celibat jest li tylko zaszłością historyczną wynikającą ze specyficznej uwarunkowań dotyczacych kleru katolickiego w średniowieczu ... chyba doskonale wiesz, że Apostołowie mieli żony i dzieci.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2021-05-21 16:11 napisał(a):
Odpowiedź na: "Chciałbym tylko zauważyć... | Losice
Wszystko ma swoje miejsce - życie rodzinne to także seks, ale NIE TYLKO seks. Więc w temacie tym ma doświadczenie własnego domu, choć niekoniecznie w każdym aspekcie. A co do seksu, to nadal nie jest to wymogiem koniecznym mówienia o nim, co wskazuje dalsza część mojego komentarza - skąd możesz wiedzieć, jakie i czy w ogóle istniejące życie seksualne posiada psycholog, seksuolog czy terapeuta, do którego pójdziesz, albo którego książkę o tym temacie czytasz?

Tak jak napisałem - nie jestem kompetentny w kwestii samych podstaw wprowadzenia celibatu, ale już sama bezżenność Jezusa jest ważkim argumentem; prócz tego rozumie się także sakrament kapłaństwa jako "zaślubiny" Bogu (po święceniach nowi księża nawet wyprawiają "wesele", czyli przyjęcie na których z bliskimi świętują owe zaślubiny) - a według przykazań wiara katolicka nakazuje monogamię ;) Sam celibat z poziomu tradycyjnego stał się regułą w XII w., a powodem usankcjonowania był dodatkowy problem z dziedziczeniem przez dzieci z małżeństw majątku kościelnego.

Prócz tego - nie rozumiem, dlaczego nie dziwi, jeśli w stanie bezżennym pozostaje naukowiec, podróżnik, polityk (no, niektórych dziwi), biznesmen, a dziwi ksiądz? Rytualny charakter bezżenności i czystości był obecny od początku różnych religii (Westalki, czystość rytualna w hinduizmie itp.).

Polecam ten tekst Sheen Fulton John: abpsheen.pl/2014/05/28/refleksje-na-temat-celibatu/
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2021-05-21 17:32 napisał(a):
Odpowiedź na: "kwestie życia rodzinnego... | LouriOpiekun BiblioNETki
Argument z kardiologiem (psychiatrą itd.) wydaje się nie do odparcia, niemniej jednak udzielanie porad małżonkom, którzy nie potrafią się dogadać, przez kogoś, kto nie ma żony/męża (bez różnicy, czy to ksiądz, czy psycholog) przypomina mi trochę udzielanie porad z zakresu ogrodnictwa przez kogoś, kto przeczytał wszystkie książki na ten temat, ale sam nigdy nie hodował nawet kaktusów.

Oczywiście wiem, że można znaleźć uzasadnienia, natomiast mnie one nie przekonują. Jasne, że jeśli człowiek sam wybiera życie w stanie wolnym (co - swoją drogą - też niekoniecznie wiąże się z brakiem w ogóle związków uczuciowych/erotycznych), nikogo to nie dziwi; ale w przypadku duchownych katolickich celibat jest przymusem, wprowadzonym zresztą wcale nie od początku istnienia kościoła, bo w pierwszych wiekach chrześcijaństwa - wyjąwszy Jezusa i apostołów - namaszczenia na kapłanów otrzymywali, tak jak to jest dziś np. w kościele zielonoświątkowym, ludzie dojrzali, mający własne rodziny i równocześnie zaangażowani w szerzenie wiary. Dopiero kiedy z kościoła zrobiła się organizacja hierarchiczna, narzucono celibat wszystkim księżom. I wcale nie jest tak, że oni sami nade wszystko pragną całym ciałem i duszą służyć Bogu, bo inaczej skąd by się wzięło tyle stałych (tylko, że nielegalnych) partnerek i dzieci? Jak człowiek gdzieś dłużej pobędzie, to zaraz usłyszy, że "a ten poprzedni proboszcz to miał z taką Bronką zza rzeki dwoje dzieci" czy coś podobnego. No i gdyby mógł tę Bronkę poślubić i żyć z nią uczciwie, jak luterański pastor z sąsiedniej gminy, to co by w tym złego było?
Użytkownik: koczowniczka 2021-05-21 20:04 napisał(a):
Odpowiedź na: Argument z kardiologiem (... | dot59Opiekun BiblioNETki
A mnie argument „No i jak to mówią: nie musisz być chory na serce, by być kardiologiem” nie przekonuje. Owszem, kardiolog nie musi być chory na serce, by być kardiologiem. Ale może chorych na serce badać, oglądać, dotykać. Ksiądz zaś ludzi uprawiających seks oglądać i dotykać nie może – a przynajmniej nie powinien.
Użytkownik: janmamut 2021-05-21 21:23 napisał(a):
Odpowiedź na: A mnie argument „No i jak... | koczowniczka
To standardowo seksuolog ogląda i dotyka ludzi uprawiających seks? Nigdy bym nie przypuszczał. Był co prawda taki promowany przez Polsat Andrzej Samson, ale on tego rodzaju zainteresowania ograniczał do dzieci.
Użytkownik: koczowniczka 2021-05-21 21:46 napisał(a):
Odpowiedź na: To standardowo seksuolog ... | janmamut
To była odpowiedź na komentarz Louriego, który porównał księdza do kardiologa niechorującego na serce. Moim zdaniem jest to porównanie bardzo nietrafne. A co tu ma do rzeczy seksuolog? On może mieć żonę i tysiąc kochanek, z własnego doświadczenia zna więc to, o czym mówi. Ksiądz takiej możliwości nie ma, nie może ani sam uprawiać seksu, ani oglądać współżyjących ludzi, więc i nie powinien wypowiadać się w tych sprawach. A jeśli mowa o dzieciach, to jakoś o wiele częściej słychać o księżach w niewłaściwy sposób interesujących się dziećmi niż o seksuologach...
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2021-05-21 21:55 napisał(a):
Odpowiedź na: A mnie argument „No i jak... | koczowniczka
Niekoniecznie mi chodziło o taką dosłowną interpretację leczenia - bo na przykład psychiatra pacjenta nie dotyka, nie osłuchuje itd., nic, prócz rozmowy z nim, ewentualnie przeprowadzania różnych testów - ale o to, że rzeczywiście lekarz nie musi sam na sobie doświadczyć przypadłości, na które pacjentów leczy, żeby to leczenie było skuteczne. Pediatra niemający dzieci będzie leczył cudze tak samo dobrze, jak ten, który je ma, bo się nauczył tego, badając i słuchając wykładów przez lata studiów i nauki podyplomowej. Ale jest ta druga strona medalu - trudniej mu będzie odebrać i zrozumieć to, co czują rodzice, gdy ich dziecko jest chore, czy też gdy zachowuje się w sposób odbiegający od podręcznikowego. Bo on nie widzi tego z pozycji rodzica.
Użytkownik: koczowniczka 2021-05-21 22:09 napisał(a):
Odpowiedź na: Niekoniecznie mi chodziło... | dot59Opiekun BiblioNETki
To ja jeszcze tylko dodam, że owszem, psychiatra nie dotyka ani nie osłuchuje pacjenta, ale za to go ogląda – bardzo dokładnie patrzy na jego mimikę, gesty, obserwuje, czy chory nie wykonuje jakichś dziwnych ruchów, czy nie śmieje się nie w porę itd.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2021-05-21 17:53 napisał(a):
Odpowiedź na: "kwestie życia rodzinnego... | LouriOpiekun BiblioNETki
A, jeszcze w temacie doświadczeń życia rodzinnego: wychowanie się w rodzinie, jakakolwiek by była, z poziomu dziecka, to jednak coś trochę innego niż posiadanie własnej rodziny (tj. współmałżonka i dzieci). Rodzice z dziećmi raczej rzadko, o ile w ogóle, omawiają własne problemy z komunikacją między sobą, dyskusje o wychowaniu prowadzą raczej też nie na oczach dzieci. Nie mówiąc już o życiu erotycznym, które przecież też jest ważne. Więc jednak własne doświadczenia w kwestii tych konkretnych elementów moim zdaniem ułatwiają doradzanie innym ludziom. A na pewno nie utrudniają :-).
Użytkownik: Losice 2021-05-23 00:25 napisał(a):
Odpowiedź na: Wychowana w wierze katoli... | dot59Opiekun BiblioNETki
Twoja recenzja skojarzyła mi się z napisaną w 1960 roku książką Uciekaj, Króliku (Updike John).
Była to dla mnie traumatyczna i ciężka w odbiorze powieść, z bardzo ciekawie przedstawioną postacią protestanckiego pastora, który angażował się w życie społeczności biednego i często patologicznego, protestanckiego (niemieckiego?) przedmieścia. Odrębnym pytaniem było, czy odnosił on sukcesy w swoich wysiłkach - ciekawostką był fakt (jesli dobrze pamiętam), że jego żona nie należała (nie identyfikowała się) z jego wiarą. Pastor wzbudzał moją sympatię - odniosłem wrażenie, że znacznie różni się w swoim postępowaniu od znanych mi księży katolickich (miał coś w sobie, co określałem w mysli jako "świeża wiara" - zawsze odnosząca się bezpośrednio do Boga). Rzadko widzę ją wśród księży katolickich - a miałem księdza w bliskiej rodzinie.
Oczywiście to moje osobiste spostrzeżenie - człowieka pozostającego teraz na uboczu, a właściwie poza Kościołem katolickim (podobnie, jak Ty byłem wychowany w wierze katolickiej).
Użytkownik: OlimpiaOpiekun BiblioNETki 2021-08-05 23:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Wychowana w wierze katoli... | dot59Opiekun BiblioNETki
Bardzo dobrze napisana recenzja dla mnie 4 książki.

Autorka faktycznie, jak zauważyłaś, mogłaby więcej zadać pytań uzupełniających wypowiedź danej żony pastora. Bardziej zróżnicować pytania, przynajmniej te dotyczące konkretnej służby w zborze/kościele.

Może przez to, że znam osobiście kilka takich małżeństw wierzących i służących Bogu i bywam u nich w domu, pewne rzeczy wydają mi się tu zbyt płytko potraktowanych, z drugiej strony rozumiem to, że autorka postawiła dopiero pierwszy krok w kierunku większego poznania życia tych ludzi - napisania jako pierwszej takiej książki w Polsce. Że tak naprawdę Radomska chciała pokazać więcej postaci, nawet za cenę krótszych wywiadów, żeby czytelnik mógł zobaczyć nie jednostkową żonę pastora, ale ich grupę. Doceniam i wkład autorki i bohaterek książki, mimo, że chętnie też bym przeczytała jakieś krótkie informacje jak społeczność odbiera rolę żony pastora.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: