Dodany: 2021-02-20 16:43|Autor: jolekp

Gdyby kotka miała wąsy, czyli o różnicach w tłumaczeniu


Tak się złożyło, że przy okazji czytania książki Emilka ze Srebrnego Nowiu (Montgomery Lucy Maud) miałam okazję porównać dwie wersje tłumaczenia - jedną autorstwa Ryszardy Grzybowskiej i drugą Marii Radwanowej. Oba te tłumaczenia wyraźnie się od siebie różnią, miejscami dość znacząco. Oprócz inaczej tłumaczonych imion i nazw własnych (co jest jak najbardziej zrozumiałe) występują choćby drastyczne różnice w tytułach rozdziałów, (np. w jednej wersji mamy "Palenisko i żeliwny kocioł", a w drugiej "Październik"), niektóre fragmenty Radwanowa opuszcza bądź skraca, tłumaczy ice cream jako mrożony krem itp., ale najciekawsza sprawa dotyczy kotów.

Emilka ma dwa koty. U Grzybowskiej nazywają się one Mikuś i Psotka, natomiast u Radwanowej Kicia i Nieznośnik. Z zupełnie niewiadomego powodu płci zostały tu zamienione - w oryginale są Mike i Saucy Sal, przy czym Mike jest samcem, a Saucy Sal samiczką, więc to wersja Grzybowskiej jest właściwa. I nie byłoby to może aż tak rażące, gdyby nie fakt, że w pewnym momencie pojawiają się kocięta, co zmusza Radwanową do "ciekawych" translatorskich ekwilibrystyk (czy też mówiąc wprost, do pisania własnej wersji).

Oto przykłady (dla porównania, podaję również wersje oryginalne).

1)
- w oryginale:
I had a letter from Ilse today. She says Saucy Sal has had kittens at last. I feel that I ought to be home to see about them. Likely Aunt Elizabeth will have them all drowned before I get back.

- u Grzybowskiej:
Dzisiaj dostałam list od Ilzy. Pisze, że Psotka ma nareszcie kociaki. Powinnam chyba być w domu, żeby ich dopilnować. Ciotka Elżbieta pewnie je wszystkie potopi przed moim powrotem.

- u Radwanowej:
Miałam dziś list od Ilzy. Pisze mi, że Nieznośnik jest ojcem kociąt, które wychowuje kotka Wysokiego Jana. Zapewne dlatego, żeby ich ciotka Elżbieta nie potopiła. Powinnam wracać do domu i doglądać tych kociąt.

2)
- w oryginale:
“I ought to have it, you doddering hyena,” stormed Ilse. “It’s as much mine as yours, pig! Our old barn cat is its father.”

- u Grzybowskiej:
- To ja go powinnam mieć, ty tchórzliwa hieno! - przystąpiła do ataku Ilza. - Jest w takim stopniu mój, jak i twój, ty świnio! Jego ojcem jest nasz kot.

- u Radwanowej:
- Powinnam go dostać, ty złowieszcza hieno - huknęła Ilza. - Jest ono równie dobrze moje, jak twoje, świnio! Nasza stara kotka jest matką tego kociaka, a zatem jest on bardziej mój niż twój, bo Nieznośnik jest tylko ojcem.


Znacie inne przykłady sytuacji, kiedy tłumacz pozwolił sobie na zbyt daleko idącą ingerencję w tekst? Mnie przychodzą na myśl jeszcze "Bracia Karamazow", którzy w przekładzie Barbary Beaupre są bardziej streszczeniem książki niż tłumaczeniem.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 93
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2021-02-20 21:06 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak się złożyło, że przy ... | jolekp
Ja czasem domyślam się, że tłumacz coś ostro przykaleczył, musiałbym poszukać w swoich czytatkach i komentarzach, bo frustrację leczę poskarżeniem się wśród książkolubów, którzy najprędzej mnie zrozumieją.

Ciekaw jestem, jak wypadnie porównanie (do którego zabieram się już od paru lat) "Wichrowych Wzgórz", czytanego w tłumaczeniu Grzesika - byłem zachwycony - z klasycznym tlumaczeniem Sujkowskiej, którą podejrzewam o "ugłaskanie" i "uromansowienie" tej powieści :)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2021-02-20 21:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak się złożyło, że przy ... | jolekp
Zdawało mi się, że kiedyś popełniłam na ten sam temat - i na kanwie twórczości tej samej autorki - czytatkę, ale nie, dopisałam się w innym wątku:
Tłumaczenia ksiązek o Ani.
Dodatkowo w ostatniej powieści z cyklu o Ani - czytałam ją w przekładzie Janiny Zawiszy-Krasuckiej - znalazły się kawałki, których nie ma w oryginale (np. dodatkowe zdania, wzbogacające wypowiedzi Zuzanny), zabrakło za to kilku dłuższych, 1-2-stronicowych akapitów, a takżetrzech całych rozdziałów ( w tym jednego zawierającego scenę niefortunnych oświadczyn Księżycowego Brodacza).

Z kolei w "Błękitnym Zamku" - jako pierwsze czytałam wydanie z roku 1988, gdzie nazwiska tłumacza brak, podano jedynie, iż „tekst opracowano na podstawie wydania polskiego z 1926 r.”. Opracowano – nie wiadomo jednak, czy dokonywano jakichś istotnych ingerencji, czy co najwyżej kosmetycznych poprawek. Wiadomo natomiast, co się dzisiaj tej wersji zarzuca: skrócenie jej w stosunku do oryginału i nadmiar inwencji tłumacza przy spolszczaniu imion. Przerobienie Louise na Ludwikę czy Cissy na Cesię można zrozumieć - całą klasykę przez parę stuleci przekładano w podobny sposób, i nie przeszkadzało nikomu, że w jednym z największych dramatów miłosnych wszechczasów Juliet stała się Julią. Dziecinny przydomek Doss, jakim nazywali bohaterkę krewni, został bardzo udatnie przekształcony na „Bubę” - dokładnie tak samo niekojarzącą się z żadnym z imion panny Stirling. Ale już Valancy jest w tym przekładzie Joanną (jej pełne imię, w oryginale Valancy Jane, brzmi „Joanna-Walencja” [właśnie tak, z łącznikiem – przyp.rec.]), Barney – Edwardem, kuzynka Christine Stickles – ciocią Teklą, pani Fryderykowa Stirling – Fryderyką, a skoro ją obdarzono imieniem nieboszczyka męża, on sam, ni przypiął, ni przyłatał, został Karolem; a już całkiem brak wytłumaczenia dla faktu, że rodowe nazwisko matki Valancy, w oryginale Wansbarra, zostało zmienione na Barraclud. Opuszczone fragmenty w tekście też nietrudno znaleźć, jeśli się ma do porównania tekst angielski – brakuje na przykład pięknego momentu, w którym Valancy bezlitośnie lustruje siedzących przy stole krewnych, czy całego epizodu na cmentarzu.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: