Dodany: 10.03.2014 01:03|Autor: adas

Interludium


Nikt nie zna się na fantasy. Poza mną.
Smokus Nienażartus


Drogi Czytelniku

Zapewne dotarły już do Waszmości, do Waszmości - piszę, bo jak wiadomo, baba co czytać potrafi to dziw nad dziwy, rzadziej spotykany od bestyj jako ten Idr, co już na pierwszej* stronicy opowieści chce zeżreć wszelakie ludziska w promieniu mil kilkunastu i dopiero dzielny wiedźmin..., a jak już czytać potrafi, to po lektury poważniejsze sięga i klapsować się daje nie nazbyt chętnie, taka baba wykształcona, ku płci męskiej absmakowi, no więc wieści jak grom z nieba lipcowego ostatniej jesieni uderzyły, że nowy "Wiedźmin" za chwilę już będzie. Jednego dnia go nie było, cichosza, pary z gęby nie puścił i najmarniej opłacany klerk, a następnego już był.

Wszelako Waszmość doskonale wie, że nie ma fantasy nad polską fantasy, a Imć Sapkowski jest tejże fantasy najpilniejszym wypalaczem, rębajłą i królem. Nie dziw, że do księgarzy rzuciły się tłumy młodzieńców jakby krasnoludzkich, brodatych i z nochalami jak bulwy, często gęsto czterdziestoletnich, by księgę ową jak najszybciej wylicytować. Powiadają, że można ją mieć w inkszej formie, czytać nie z papieru, a z tafli tęczą błyskającej, można też bajarza pono posłuchać, ale to jakieś czarodziejskie wynalazki, diabelstwo z Rissbergu najpewniej, splunąć trza poprzez ramię, bo nie ma jak księga gruba, co to jej wagę w ręce poczuć można. Lebo i służebnemu mordę obić w razie potrzeby.

Księga taka kosztuje drogo, a inne rozrywki kiesę mą do cna opróżniły, choć niezbyt kształtne po prawdzie te rozrywki były. Nie z takowych tarapatów się wychodziło, dwie kwaterki jutlandzkie piwa korzennego i kontury nadobnie wyklarowały się. Cyfry na rachunku, a jakże, również się w całej krasie stawiły. Drzewiej na kwicie nazwy zamtuza nie znalazłbyś, a dziś "klub nocny XXX" odczytać można. W ratuszu o fakturowanie powyższych usług napominają, jakieś novum fiskusowe i okrutnie niezrozumiałe. Obyczajów upadek powszechny. Wybacz Waszmość, jeśli opis perypetyj mych zanudził Cię, do księgi owej już wracam. Niedawno ją w srogiej walce wyszarpałem, krew lała się beczkami, klingi zatańczyły, jedna się złamała (nic od wdów i sierot Waszmość nie kupuj, diabelskie nasienia) i dopiero miotłą nieszczęśnika przegoniłem. Po zadku waląc, jakby niewiastą był (ale nie był).

I powiem Waszmości, że dobra to książka, kurewsko dobra. Matula ma, kiedym pacholęciem był, raz do roku, przed mrozów nadejściem, swetry robiła i do dziś misteryi jej nadziwić się nie potrafię. Tak szybko palce śmigały, że aż się we łbie zakręcało, ścieg równiutki wychodził. Tak to i Imć Sapkowski swój romans nierycerski napisał. Człek wędruje od litery do litery, z jednej stronicy na następną i gęba calutka śmieje mu się. Tak błyskotliwie zdania zbudowane, tak przygody barwne i podboje miłosne ze szczegółami opisane. Krotochwili tu nie brak, ale i poważne deliberacyje o kondycji ludzkiej napotkać można. Najstraszniejszy z potworów, Hipokryzją zwany, niezniszczalnym na świat przychodzi, a i z rozmnażaniem problemów najmniejszych nie ma, nie jak vixena, co to dzieciaczki adoptować musi, by ród swój przedłużyć. Ni po dobroci, ni siłą pokonać jej nie sposób. Miecz bezbronnym zda się, magiczne dekokty nie podziałają. Nie frasuj się Waszmość ostatnimi słowy, to chwilowe refleksyje, dygresyje smutnawe, a tu przygoda gna naprzód, galopuje niczym Płotka.

Czasem matula jednakoż coś źle wyrachowała i cała robota psu na budę. W takich przypadkach mnie ku sobie wołała, i wtedy tylko, bym dzieła zniszczenia dopełnił. Jedną, jedyną nić pociągnąć starczało, by cały wątek się pruł, jako dziś gacie na tyłku mym. Waszmość złotóweczką by poratował garderobę? Wielce uradowany bym był. I czasem mnie strach ogarnia, że tak jak ze spodniami, nić jedną tej opowieści pociągnę i całość się rozsypie, rozedrze na kawałki wiadomej części ciała już nie zasłaniające, ale i niezbyt czyste, niezbyt świeże. Coby nie gadać, w latach ostatnich wielu dziejopisów mir znaczny zyskało, niektórzy tanimi sztukmistrzami są, kilku jednakowoż gęsimi piórem machać potrafi. Jak to mawiali w mych stronach rodzinnych, nie sposób do tego samego rowu dwa razy wskoczyć, bo woda już nie ta będzie, o inszych substancjach płynnych nie wspominając wiele.

Niezbyt pewnym, jak najnowsze dzieło Imć Sapkowskiego traktować. W jednym rządku z wiadomą Sagą stawiać (metaforycznie, bom już dawno ją oddał, by nie pogoniła gawiedź widłami)? Czy gdzieś schować, z boku postawić, by jak najszybciej kurz i pajęczyny tytuł zamazał? Bać się czy z nadzieją na następne opowieści czekać, bo najpewniej się pojawią? "Sezon burz" traktować z rewerencją należną każdemu, mądre słowo z księgi opisywanej wyjęte, interludium? Utworowi przecie ex definitione dodatkowemu, przerywnikowi komicznemu z założenia. Choć nie do końca, choć nie zawsze.

Z wyrazami szacunku


---
* Andrzej Sapkowski, "Sezon burz", wyd. superNOWA, 2013, s. 5.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 4048
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: zawodnik 22.03.2014 22:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Nikt nie zna się na fanta... | adas
Czemu to jest recenzja? Powinien być to wpis na forum. Wiele w nim stylu, treści mało. Proponuję przenieść.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 23.03.2014 09:06 napisał(a):
Odpowiedź na: Czemu to jest recenzja? P... | zawodnik
Niestety się zgadzam. Literacko jest bardzo dobry, ciekawa stylizacja i przyjemnie się czyta. Jednak mało w tej recenzji samej książki, do której się ten tekst rzekomo odnosi...
Ja osobiście taki tekst umieściłbym w czytatce odniesieniem do "Sezonu burz".
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: