Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Narodziny poety

Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Książka: Pamiętnik: 1918-1922 (Broniewski Władysław)

Data dodania: 2007-06-11 09:24

Jak wszystkie tego typu pozycje, „Pamiętnik” jest lekturą niezmiernie ciekawą, dającą wgląd w psychikę i przekonania autora – szkoda, że tylko na przestrzeni jego bardzo młodzieńczych lat. Rzecz dziwna, że analogia, jaka nasunęła mi się natychmiast, dotyczyła... „Dzienników” Plath. To intensywne życie uczuciowe z niemal zupełnym odgraniczeniem jego warstwy intelektualnej i emocjonalnej od czysto fizycznej, te nastroje niepewności i twórczej niemocy, to notowanie w dzienniku fragmentów utworów... Jak bardzo sama młodość potrafiła upodobnić do siebie dwoje ludzi, których różniło poza tym wszystko: płeć, narodowość, kontekst historyczny, osobiste doświadczenia! I jaka szkoda, że – w odróżnieniu od Plath i tylu innych piszących – Broniewski zarzucił kontynuowanie swego „śmietnika umysłowego”[1], odbierając czytelnikowi możność porównania jego zapisków z tym, co pozostawili po sobie jego dojrzali i równie doświadczeni koledzy po piórze: Kisiel, Gombrowicz, Andrzejewski!

Ale i bez tego rzecz warta jest uwagi. Na nieco ponad 300 stronach – bo tyle ostało się z „Dziennika” po selekcji dokonanej przez wdowę po autorze – mamy okazję śledzić ewolucję osobowości i warsztatu twórczego bardzo jeszcze młodego poety. Rozpoczynający zapiski dwudziestolatek ma za sobą przejścia, jakich nie znają (i da Bóg, nie poznają!) jego dzisiejsi rówieśnicy: kilka lat krwawych zmagań na frontach I wojny. Ich reminiscencje odżywają co jakiś czas w pierwszych wprawkach poetyckich: „Naprzód... rakiety błyszczą jak motyle, już mitraliezy pacierz śmierci warczą...”[2], będących preludium do powstałej kilka lat później „Młodości”, jednego z najbardziej przejmujących – przynajmniej w moim odczuciu – wierszy o tematyce wojennej.

Dręczony niepewnością co do dalszego kształtu ojczyzny, z trudem wydźwigającej się z porozbiorowego chaosu, i może jeszcze bardziej co do własnej przyszłości, rzuca Broniewski dopiero co zaczęte studia filozoficzne i ponownie zaciąga się do armii, zachęcony objęciem władzy wojskowej i (czasowo) cywilnej przez darzonego wielką estymą Komendanta: „można bezpiecznie wstąpić do wojska i nie obawiać się, że będzie ono narzędziem w niepowołanych rękach”[3]. Nie oznacza to jednak akceptacji dla wszystkiego, co z działalnością wojska związane: ani dla poczynań wobec ludności Kresów Wschodnich, ani dla prowadzonego w chwilach spokoju trybu życia. Lecz równocześnie młodzieniec jest zbyt słaby, by oprzeć się pokusie korzystania z łatwo dostępnego alkoholu „w licznych dawkach”[4] i z wdzięków pań i panien, lubiących „życie i użycie”[5], a gardzących „wszelkimi ukanonizowanymi pojęciami”[6]; na przemian usprawiedliwia swoje ekscesy („Zaspokajanie popędu płciowego uważam za rzecz konieczną dla każdej płci i daleki jestem od traktowania tego jako jakąś »niemoralność«”[7]) i gani samego siebie („Jestem próżny jak wszystkie wypite przeze mnie butelki”[8]).

Na przemian tonie w romansowych nastrojach, analizując detalicznie swoje relacje z napotykanymi kobietami i wypisując na ich cześć (a właściwie na cześć jakiegoś abstrakcyjnego ideału, do którego dziwnym trafem żadna z nich nie dorasta) sążniste peany, wierne nieśmiertelnym kanonom wielkich romantyków („Przyjdź, o Rozpaczy, siostro Ukojenia! Do prometejskiej przykułem się skały...”[9]; „szukałem sierpu księżyca w strzemieniu bogini łowów...”[10]) albo głęboko nasiąknięte młodopolszczyzną z pełnym zestawem jej charakterystycznych rekwizytów („Za oknem zadymka – krzak róży złamany...”[11]; „niech w duszę się wsączą krwi burze przez usta upojne jak wino...”[12]; „o śmierci śpiewać będę swej, co kończy smutki...”[13]; a nie brakuje też „czar”, „duchów”, „zdrojów”, „pereł piękna” i „lilijowych dłoni”[14]) – i skwapliwie odnotowuje najbardziej prozaiczne fakty z żołnierskiej codzienności („wróciłem z tygodniowej przejażdżki po Litwie za furażem dla koni”[15]; „wysłano mnie na rekwizycję bydła”[16]; „z tyłka zrobił się kotlet czy befsztyk”[17]). Próbuje swoich sił w satyrze, układając prześmiewcze teksty do wojskowego teatrzyku, i w zupełnie poważnej prozie („Smutnym ni tym, ni owym”; „Opowiadania sierżanta Gwoździa”), radząc sobie z nią nie gorzej, niż wielu innych debiutujących w owych latach pisarzy.

I przede wszystkim robi coś, co wyróżnia go z tłumu oficerskiej i podoficerskiej braci: czyta, nałogowo, zachłannie czyta wszystko, co wpadnie mu w ręce – choćby zdobyte niegodną pochwały metodą („ukradłem coś Rabindranatha Tagory [pisownia oryginału – przyp. rec.]”[18]) – poezje, powieści, studia naukowe, publicystykę polityczną – i komentuje lektury, nieraz przepisując ich obszerne fragmenty. To książki właśnie powodują, że emocje młodego człowieka owocują „chęcią tworzenia, chęcią, która przez takie przypomnienia staje się czasem nieodzowną potrzebą, jak powietrze”[19] i sformułowaniem pierwszego poetyckiego credo („Pragnę pisać o tym, co się jeszcze nie przeżyło, o tym czymś, tkwiącym w głębi duszy, co trzeba przerafinować, przeżuć, przelać na papier, aby nie zabijało i nie truło. (...) Przeżyłem życie. Kocham je piękne, jasne, nieznane jak szczęście. Kocham kobietę, której nie było, marzeniem, jakiego nie śniłem, miłością, jaka nie istnieje. I to chcę stworzyć piórem”[20]; „Chcę piękna w dzień powszedni”[21]).

Tymczasem trwają walki na froncie wschodnim; ginie pułkownik Lis-Kula, giną koledzy i podwładni, a to nie może zostać bez echa („Przed nami, za nami trupy.(...) Im dłużej jestem na wojnie, tym pewniej dochodzę do wniosku, że wojna w imię czegokolwiek jest niedorzecznością”[21]; „Jestem stanowczo zmęczony wojną moralnie – ciąży ona na mnie jak zmora jakaś, jak syfilis (...)”[22]). Latem roku 1921 młody poeta opuszcza armię i wraca na przerwane studia. Dalej pisze, czyta, poznaje nowe kierunki w literaturze i nowych ludzi – i powoli dochodzi do najważniejszych dla siebie wniosków: że to nie filozofia jest jego życiowym powołaniem („umysł mój jest słabo podatny do ścisłego myślenia (...) to chyba nie ja będę tym, który znajdzie prawdę”[23]), że musi stworzyć dla siebie własną drogę artystyczną („Trzeba mi znaleźć w poezji swój własny świat (...)”[24]; „Wiersze moje są twarde jak los, rytmiczne jak żołnierska wędrówka, beztreściwe jak życie”[25]) i skonkretyzować swoje poglądy („Zostałem członkiem Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej”[26]).

Tu – można powiedzieć – rodzi się ten Broniewski, do którego twórczości przyciągną później niejednego czytelnika te właśnie słowa proste i twarde, czasem warczące jak wojenne werble, czasem szumiące łagodnie jak mazowiecki las, by ukazać „morze zjawisk”[27] i ogrom najprostszych uczuć: tęsknoty, smutku, niezgody na ludzką krzywdę i – jakkolwiek banalnie by to brzmiało – najprawdziwszego, najszczerszego umiłowania ojczyzny.

Doskonała to lektura, i choć w wielu miejscach wcale niezachwycająca pod względem literackim – zwłaszcza w tasiemcowych monologach z gatunku „kocha - nie kocha” i reprodukowanych w całości listach do panien – to jednak ogromnie wiele wnosząca do rozumienia późniejszych wyborów życiowych i późniejszej poezji autora.


_ _ _

[1] Władysław Broniewski, „Pamiętnik 1918-1922”, wyd. PIW, Warszawa 1984, s. 27.
[2] Tamże, s. 42.
[3] Tamże, s. 47.
[4] Tamże, s. 105.
[5] Tamże, s. 128.
[6] Tamże.
[7] Tamże, s. 139.
[8] Tamże, s. 212.
[9] Tamże, s. 112.
[10] Tamże, s. 135.
[11] Tamże, s. 76.
[12] Tamże, s. 129.
[13] Tamże, s. 162.
[14] Tamże, s. 39-40.
[15] Tamże, s. 154.
[16] Tamże, s. 175.
[17] Tamże, s. 181.
[18] Tamże, s. 177.
[19] Tamże, s. 198.
[20] Tamże.
[20] Tamże, s. 215.
[21] Tamże, s. 183.
[22] Tamże, s. 204.
[23] Tamże, s. 290.
[24] Tamże, s. 315.
[25] Tamże, s. 314.
[26] Tamże, s. 324.
[27] Tamże, s. 274.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 5 | wyświetleń: 3007

Dodaj komentarz  

Pokaż: [drzewo komentarzy] [komentarze według daty dodania]

Użytkownik: Vemona 2007-06-13 13:04 napisał(a):

Odpowiedź na: Jak wszystkie tego typu p... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Bardzo Ci za tę recenzję dziękuję, Broniewski należy do moich ulubionych poetów. Napewno poszukam tej książki, by go, jak napisałaś - lepiej zrozumieć.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: bogna 2007-06-13 13:18 napisał(a):

Odpowiedź na: Jak wszystkie tego typu p... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Dzięki dot59, ja też postaram się przeczytać tę książkę :-)

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2007-06-13 14:02 napisał(a):

Odpowiedź na: Jak wszystkie tego typu p... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Cieszę się, że Was tą pozycją zainteresowałam. Uwielbiam wykopywać z biblioteki takie starocie i odkrywać, że bywają wciągające bardziej niż niejeden szeroko reklamowany bestseller.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: 00761 2007-06-13 20:52 napisał(a):

Odpowiedź na: Jak wszystkie tego typu p... | dot59Opiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Czytałam tę książkę bodajże dwa lata temu i oto garść moich refleksji. Rzeczywiście i na mnie zrobiła ona duże wrażenie, choć momentami drażniły mnie czułostkowe teksty i Władeczkowe analizy uczuć do swych heroin rozlicznych. Ale masz rację, ten właśnie okres ukształtował go jako człowieka i poetę. Pięknie potem pisał o nim Wat w "Pamiętniku mówionym", o "Orlątku" w celi sowieckiego więzienia, gdzie Broniewski chodził równym, żołnierskim krokiem i śpiewał legionowe pieśni, zachowując dumną i niezłomną postawę. No i oczywiście ta pasja do książek, te literackie wprawki, przekłady - to już daje przedsmak jego dojrzałej twórczości.

I tak strasznie mi żal, że pamiętnik doprowadził tylko do r. 22. Stwierdzenie, że liryka była jego pamiętnikiem niestety jest zwyczajnym truizmem. Gdyby tak było, zapewne wiele jego wierszy nie ujrzałoby światła dziennego - tak samo jak te, które napisał po 17 września. Zresztą sama biografia też musiałaby odleżeć swoje, w końcu Broniewski żywy, nie ten "zrobiony" dla mas, nie był wcale materiałem na nieskazitelny pomnik.

Linka Odpowiedz

Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2007-06-14 13:31 napisał(a):

Odpowiedź na: Czytałam tę książkę bodaj... | 00761 Pokaż rodzica

Prawda, że szkoda? Jakież to musiałoby być interesujące - jego przemyślenia na temat Polski międzywojennej, II wojny, komunistycznej rzeczywistości! I niechby nawet wydano je dopiero teraz - czyż odbieralibyśmy je przez to mniej żywo, mniej prawdziwie? Szkoda, szkoda, jeszcze raz szkoda...

Linka Odpowiedz

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku