Dodany: 01.04.2024 21:55|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

Czytatka-remanentka III 24


Tradycyjnie tu marcowe lektury, na których porządne zrecenzowanie lub "sczytatkowanie" brakło mi czasu.

Lata (Ernaux Annie) (5)
Generalnie lubię literaturę francuską, może z wyjątkiem Houellebecqa, u którego zagęszczenie wulgaryzmów (szczególnie związanych ze sferą genitalną) przekracza moją tolerancję. I jeszcze bardziej lubię literaturę autobiograficzną, czy to bezpośrednią, czy stylizowaną na powieść (cudowny Proust!) lub na reportaż (jak właśnie „Lata”, gdzie noblistka patrzy na siebie samą jak na obcą osobę, której życie próbuje opisać, odnosząc się do kolejnych zachowanych w albumie fotografii i sytuując poszczególne epizody na tle rzeczywistości historycznej). To kapitalne podsumowanie epoki, zmian w mentalności indywidualnej i społecznej, te nostalgiczne akcenty materialne i emocjonalne – wszystko w moim guście, kilogram cytatów do wypisania – i przy tym dobry styl. A jednak czytałam z mieszanymi uczuciami, coś mi w zachwycie przeszkadzało. Może za dużo francuskiej polityki – która nawet mimo przypisów jest mi jednak trochę obca – a może zbytnia bezpośredniość we fragmentach odnoszących się do spraw intymnych (w tym względzie jestem o pokolenie do tyłu, nie widzę potrzeby czytania o masturbacji czy seksie oralnym).

Nieobliczalni (Enger Thomas, Horst Jørn Lier) (4)
Wiedziałam, że trzeci tom z tej serii będzie dołujący i posępny, jak to zresztą prawie wszystkie kryminały skandynawskie. To, co autorzy wyszykowali Blixowi, w zasadzie już trochę przekracza granice przyzwoitości, co nie znaczy, że w realnym życiu się takie rzeczy nie zdarzają. Zdarzają, i owszem. I to wcale nie dlatego, że jak ktoś dostanie w prawy policzek, nadstawia lewy. Blix nie nadstawia. Próbuje oddać. Nie, żeby był mściwy czy żeby mu wjechano na ambicję, że jak nie odda, to jest mięczak i niedorajda. Tylko dlatego, że gdyby nie zdążył oddać, stałoby się coś niewyobrażalnie złego… więc musiał przynajmniej spróbować.
Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu
Pod względem prawdopodobieństwa intrygi autorzy może trochę przedobrzyli (zwłaszcza, jeśli chodzi o sfiksowany rozum głównego sprawcy), ale cały ten dramat, rozgrywający się od nowa w głowach Blixa i Ramm podczas przesłuchań, i przede wszystkim odczucia człowieka niesprawiedliwie skrzywdzonego (podobnie, jak Harry’ego Hole w „Nożu” Nesbø) są pokazane tak wiarygodnie, tak wyraziście, że czytanie aż boli. A przy tym jest to zwyczajnie dobrze technicznie napisane, z jedną zaledwie usterką, której chyba nawet bym nie zauważyła, gdyby nie podkreśliła jej ołówkiem poprzednia właścicielka książki (Emma i Iselin, wychodząc w chłodny dzień, „opatuliły szyję szalikiem”[75]). Oceniam na porządną czwórkę.

Obiad w Rzymie: Historia świata w jednym posiłku (Viestad Andreas) (5)
Jeżeli jest coś takiego, jak esej kulinarny, to „Obiad w Rzymie” jest nim w stu procentach. Norweski kucharz i dziennikarz kulinarny, opierając się na swoich wrażeniach z obiadu spożywanego w ulubionej rzymskiej restauracyjce, snuje refleksje o historii kuchni i jej powiązań z historią świata. Czego tu nie ma! Opis obierania karczocha, skład „jedynego prawdziwego” (ba, ale który jest prawdziwy?) przepisu na spaghetti carbonara, wyliczenie kilkunastu spośród około stu smaków lodów sprzedawanych w jednej z rzymskich lodziarni. Wyjaśnienia, dlaczego cytryna stała się niemal kanonicznym dodatkiem do ryb i co miała wspólnego z ekspansją sycylijskiej mafii, jakim sposobem kontrowersje w kwestii technologii wypieku pieczywa lub rodzaju preferowanych tłuszczów doprowadziły do rozłamu chrześcijaństwa, i ile naprawdę kosztował pieprz w czasach cesarstwa rzymskiego. Po kilka hipotez (cytowanych za publicystami z odpowiednich dziedzin) na temat przyczyn przejścia ludzkości z koczowniczego na osiadły tryb życia, mechanizmów udomowienia zwierząt czy genezy obróbki termicznej potraw. Świetnie się to czyta, a jedynym minusem jest pojawiający się od czasu do czasu niekontrolowany apetyt (niekoniecznie na potrawy z czasów starorzymskich).

Się żyje: Kora: Biografia (Kubisiowska Katarzyna) (4)
Autorkę jako biografkę sprawdziłam już wcześniej, i byłam ciekawa, jak sobie poradzi ze sportretowaniem jednej z najbardziej charyzmatycznych gwiazd polskiej sceny muzycznej przełomu XX i XXI wieku. Poradziła sobie dobrze, niemniej jednak czytanie nie szło mi jak po maśle, bo bohaterka była osobą… trudną i kontrowersyjną. Może po trosze przez ciężkie dzieciństwo, ale chyba nie tylko: niektórzy ludzie mają po prostu taki charakter, że trzeba ich wielbić bezkrytycznie i bezgranicznie, żeby z nimi wytrzymać. A że Maanam to nie moja bajka – ani nie ten rodzaj muzyki, który mnie porusza czy budzi u mnie nostalgię, ani nie ten typ tekstów, które do mnie trafiają „przez skórę” – to choć zawsze doceniałam głos i osobowość sceniczną Kory, jej wielbicielką nigdy nie byłam, więc i przeczytałam bez sentymentu, czysto informacyjnie, pozostając z wrażeniem, że była to warta upamiętnienia artystka, ale nie osoba, którą chciałabym mieć wśród swoich znajomych (pomimo maksymalnego obiektywizmu, z jakim ukazuje ją biografka).

Hanka Bielicka: Umarłam ze śmiechu (Korpolewski Zbigniew) (3)
Wypożyczyłam tę książkę, ponieważ… ni stąd, ni zowąd przyśniło mi się spotkanie z Hanką Bielicką, gdzie wszyscy inni słuchacze podkreślali, że artystka ich bawi do łez, a ja przypomniałam jeden z jej monologów, który doprowadził mnie do płaczu, ale z prawdziwego wzruszenia (w rzeczywistości nigdy na takim spotkaniu nie byłam, natomiast z monologiem to prawda: wygłosiła go na rok czy dwa przed śmiercią, na koncercie w rocznicę Powstania Warszawskiego, odgrywając w nim rolę handlarki, której jedyny nastoletni syn idzie walczyć). Szukałam tego nagrania lub choćby samego tekstu wiele razy i nigdzie nie udało mi się go odnaleźć, więc pierwsze, co zrobiłam po obudzeniu, to poszukanie w katalogu czegokolwiek o Bielickiej, a następne – zarezerwowanie pierwszego tytułu, jaki mi wpadł w oko.
No i niestety, już po paru pierwszych stronach, czyli przydługim odautorskim wstępie, wiedziałam, że to nie to, czego oczekuję. Nie systematycznie ułożona biografia (w której ten epizod czysto dramatyczny powinien był zostać wspomniany), nie zbiór opowieści różnych osób, ukazujących artystkę z różnych stron (i przy okazji może również z tej – przecież nie mogę być jedyną osobą, która tamten występ zapamiętała!), a tylko dość luźne wspomnienia autora o niej i współpracy z nią, gęsto przetykane tekstami (pisanych przez niego samego) jej monologów i jego osobistymi refleksjami o kondycji polskiego teatru i estrady oraz poczuciu humoru Polaków kiedyś i w ostatnich czasach. Na tyle gęsto, że mnie to zmęczyło i zirytowało, będąc – przynajmniej w moim odczuciu – co najmniej tak samo, jeśli nie bardziej, próbą przypomnienia autora o sobie, jak o odtwórczyni jego tekstów.

Przestępstwo (Schirach Ferdinand von) (4,5)
Zbiór opowieści sądowych, skupiony przede wszystkim na okolicznościach popełnienia przestępstwa, a dokładniej, na czynnikach, które skłoniły danego człowieka do tego czynu – nie dla usprawiedliwienia go, lecz dla zrozumienia, jak różnymi drogami chodzi ludzkie myślenie i emocje, jak kruche jest pojęcie dobra i zła. Przy tym spisany oszczędnym i jednocześnie wyrazistym stylem, co w tekstach wspomnieniowych nie zawsze się trafia.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 99
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: