Dodany: 2019-07-19 19:11|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Upadek tytana; Poza spectrum; W dolinie cienia
Robertson Morgan

3 osoby polecają ten tekst.

Tytan tonie, a opowieść o tym tonie w językowych chwastach


Morgan Robertson był przeciętnym Amerykaninem z klasy średniej, który prawie do 40 roku życia służył na morzu, potem zaś próbował swoich sił równocześnie w jubilerstwie i w pisarstwie. Choć wydał parę tuzinów opowiadań i kilka dłuższych form prozą, zapewne mało kto by już o nim pamiętał, gdyby nie kilka tekstów, w których dał się poznać jako wizjoner dorównujący śmiałością wyobraźni Juliuszowi Verne. Dwa z nich, tytułowy "Upadek Tytana" i "Poza spektrum", wchodzą w skład pierwszego wydanego w Polsce tomiku opowiadań Robertsona (w oryginale złożonego z czterech utworów; tu zabrakło czwartego - w oryginale drugiego w kolejności-opowiadania "Piraci"["Pirates"]).

W "Upadku Tytana" jego wyobraźnia stworzyła całkowicie fikcyjną – bo przecież pod koniec XIX wieku jeszcze takich statków nie budowano! – na wskroś nowoczesną jednostkę pływającą. Jej dwustronicowy opis niemal do złudzenia przypomina opisy skonstruowanego kilkanaście lat później i podobnie "niezatapialnego" statku, który w parę dni po wypłynięciu w dziewiczy rejs stał się sceną najstraszliwszej bodaj w dziejach katastrofy morskiej. I żeby tylko opis! Ale także i nazwa ("Tytan", po angielsku "Titan", jest wszak źródłosłowem przymiotnika "Titanic", którym nazwano pechowy liniowiec), i same szczegóły owej iście tytanicznej katastrofy, od zderzenia z górą lodową po zbyt małą liczbę szalup. Najwyraźniej w Wielkiej Brytanii nie czytano dzieła Robertsona, bo gdyby czytano, to statek o takiej nazwie chybaby w ogóle nie powstał, a jeżeli – pewnie nie znalazłoby się za wielu marynarzy chcących na nim pracować ani pasażerów chętnych na odbycie rejsu… Wracając do samego tego opowiadania, sam "Tytan" i jego katastrofa stanowią tło do nakreślenia dramatycznego wątku miłosno-przygodowego. Główny bohater, John Rowland, niegdyś oficer marynarki wojennej, po doznanym zawodzie uczuciowym począł topić smutki w alkoholu; zwolniony ze służby, znalazł zatrudnienie jako prosty marynarz. Na pokładzie "Tytana" spotyka kobietę, która stała się przyczyną jego nieszczęść. Jak to bywa w takich wypadkach, on patrzy na nią z wielkim żalem, ona zaś, odpychając od siebie poczucie winy, doszukuje się w jego zachowaniu samych złych intencji. Nie zdążą już sobie niczego wyjaśnić, bo zbliża się katastrofa. A po niej sprawy skomplikują się jeszcze bardziej…

Z kolei "Poza spektrum" rozpoczyna się tak, że o ile czytelnik wcześniej nie zapoznał się z notą na okładce, gotów pomyśleć, że czyta opowiadanie napisane po drugiej wojnie światowej, kiedy już znany był przebieg konfliktu amerykańsko-japońskiego. Dopiero w trakcie lektury zorientuje się, że sceneria konfliktu powstała w wyobraźni autora tak samo, jak i broń, która okaże się decydująca dla jego rozstrzygnięcia…

Trzecie opowiadanie, "W dolinie cienia", to scenka obrazująca zażartą rywalizację dwóch mężczyzn o kobietę. Ten, który ma u niej mniejsze szanse, szuka zemsty. A na okręcie podwodnym możliwość urzeczywistnienia zbrodniczego planu okazuje się całkiem realna…

Przy całym uznaniu dla wyobraźni Robertsona niekoniecznie będziemy się zachwycać trochę naiwnym poprowadzeniem fabuły opowiadań i nazbyt ostrą polaryzacją charakterów (Rowland z "Upadku Tytana" co prawda przez chwilę sprawia wrażenie postaci nie do końca pozytywnej… ale tylko przez chwilę); ponadto współczesnego czytelnika może razić akcent antysemicki (występujący w pierwszym opowiadaniu Żyd nie dość, że dziwacznie kaleczy język, to jeszcze jest i chciwy, i głupi). Nawet jednak z tymi zastrzeżeniami byłaby to całkiem znośna lektura, gdyby…

No, właśnie, gdyby nie tak powszechny dziś, nie tylko zresztą w małych wydawnictwach, niedostatek profesjonalizmu zespołu przygotowującego polską wersję językową. Że tłumacz nie poradził sobie ze stylizacją językową wypowiedzi pana Meyera, można poniekąd zrozumieć: na współczesnych polskich Żydach nie mógł się wzorować, bo z reguły mówią oni polszczyzną bardziej literacką, niż połowa rodaków pochodzenia rdzennie słowiańskiego; przykłady można wprawdzie znaleźć w literaturze sprzed II wojny światowej, w filmach czy spektaklach kabaretowych sprzed kilkudziesięciu lat, lecz kto na takie nie trafił, z wyobraźni nie stworzy. Ale trudniejsze do wybaczenia jest:
- że tłumaczy "drugged" ("oszołomiony/zatruty narkotykiem") jako "otruty"[1], "brought him", w odniesieniu do człowieka, jako "przyniosłem"[2] ( a nie "przyprowadziłem"), "dock my ship" jako "przybyć statkiem"[3] (a nie "przybić do brzegu/zadokować"), "Mrs. Colonel, or Mrs. George S." jako "Pani Pułkownik czy Pani George S."[4] (a nie "pani pułkownikowa albo pani George’owa S."; prawda, że "George’owa" brzmi głupio, ale nie ma innego wyjścia. Było sto lat temu, kiedy takich form używano, bo spolszczano też i imiona – wówczas byłaby mowa o "pani Jerzowej"), "while an approving crowd applauded" – "ku aplauzowi pochwalających gapowiczów"[5] ( a nie: "gapiów");
- że w paru ładnych miejscach zabrnął w ślepy zaułek, zapominając o różnicach między składnią angielską a polską, co poskutkowało powstaniem komicznych konstrukcji językowych (tych nie cytuję, żeby recenzji nie rozwlekać; pełny zbiór kwiatuszków, czy raczej chwaścisk szkaradnych, zamieszczam, jak zwykle, w czytatce: Czepliwy czytelnik stąpa o podłogę z podburzenia );
- że te same osoby w tym samym dialogu zwracają się do siebie raz per "ty", a raz per "pan/-i", i nie wynika to ze zmiany charakteru dyskusji, tylko występuje jakby losowo;
- zaś konstrukcje z "would" są przekładane w trybie przypuszczającym, gdy z kontekstu wynika co innego ("niedźwiedź dostarczyłby pożywienia" [zamiast: "mógł im dostarczyć"; swoją drogą, czasownika "furnish" nie traktowałabym aż tak dosłownie, wybierając raczej wyraz bliskoznaczny – np. "niedźwiedź mógł stać się dla nich pożywieniem"] [6], "szalupa (…) byłaby [zamiast: "mogła być"] cieplejszym i lepszym schronieniem"[7]).

A ewidentnie niewybaczalne, że przez redakcję i korektę przeszły nie tylko te koślawe zdania i frazy, nie tylko spora porcja literówek i błędów interpunkcyjnych, ale i błędy językowe ("zapytał/-a się" [8], "gdy się na nią spojrzał"[9], "oczy Rowlanda błyszczały się"[10], "patrzył się nijako przed siebie"[11] "zakończy te niszczenie"[12], "pomieszczenie te nazywa się"[13], "słyszał jego głosu"[14], "porozrzucanych szczątek"[15]) czy ortograficzne ("krwi rządnych ludzi"[16]).

Gdybym miała ocenić osobno oryginał, a osobno polski przekład, ten pierwszy spokojnie zasłużyłby na trójkę z plusem, ten drugi zaś na jedynkę z plusem (plus za to, że w trzecim opowiadaniu prawie nie ma błędów). Ale ponieważ nie ma możliwości wystawienia dwóch ocen, trzeba pójść na kompromis…

[1] Morgan Robertson, "Upadek Tytana", przeł. Adrian Węcławski, wyd. WasPos, 2018, s. 28, 31,57, 59.
[2] Tamże, s. 53.
[3] Tamże, s. 53.
[4] Tamże, s. 54.
[5] Tamże, s. 68.
[6] Tamże, s. 40.
[7] Tamże, s. 41.
[8] Tamże, s. 19, 31.
[9] Tamże, s. 36.
[10] Tamże, s. 65.
[11] Tamże, s. 85.
[12] Tamże, s. 21.
[13] Tamże, s. 46.
[14] Tamże, s. 28.
[15] Tamże, s. 34.
[16] Tamże, s. 43.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 408
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 4
Użytkownik: OlimpiaOpiekun BiblioNETki 2019-07-20 06:06 napisał(a):
Odpowiedź na: Morgan Robertson był prze... | dot59Opiekun BiblioNETki
Gdyby nie te błędy, to pewnie skusiłabym się na opowiadanie "Upadek Tytana" - tym bardziej, że pewnie z Misiakiem miałabym o czym porozmawiać.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2019-07-20 06:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Gdyby nie te błędy, to pe... | OlimpiaOpiekun BiblioNETki
A oryginału w ebooku nie chcesz?
Użytkownik: OlimpiaOpiekun BiblioNETki 2019-07-20 11:41 napisał(a):
Odpowiedź na: A oryginału w ebooku nie ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Nie, dziękuję :) Jakoś czytanie na czytniku wyjątkowo mi nie idzie.
Użytkownik: misiak297 2019-07-20 11:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie, dziękuję :) Jakoś cz... | OlimpiaOpiekun BiblioNETki
Chętnie Ci pożyczę tego "Tytana":)
A ten tekst powinien trafić do polecanych!
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: