Dodany: 2019-07-11 14:37|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Szkocki bard pod śląską strzechą


Zachciało mi się poczytać Burnsa, na którego twórczości wychowali się praktycznie wszyscy XIX-, a może i XX-wieczni angielscy poeci; niejeden wspominał go w swoich utworach, a nawet poświęcił mu osobny wiersz (z tych, których akurat znam lepiej: Branwell Brontë – „Robert Burns”, John Keats – „Lines Written in the Highlands after a Visit to Burns' Country”). A tymczasem niespodzianka – bo w antologiach, jakie można wyszperać w normalnych bibliotekach miejskich czy gminnych, jest ledwie po parę jego wierszy, zaś w zbiorach jednej z największych bibliotek w Polsce znajduje się co prawda kilka tomików, ale co z tego, gdy są one dostępne jedynie w czytelni. Do wypożyczenia był tylko jeden: „REMEMBER TAM O’SHANTER’S MARE - SPŌMNIJCIE SE TAMOWÃ KLACZKÃ: Wiersze i śpiywki Roberta Burnsa ze ślōnskimi translacyjami ôd Mirka Syniawy”. Gdybym była z innej części Polski, pewnie bym nawet nie próbowała po tak nietypowe dzieło sięgnąć, ale ponieważ urodziłam się w Zabrzu, a ostatnie ćwierć wieku przemieszkałam na Śląsku Cieszyńskim, „ślōnske translacyje” mi niestraszne.

Ballady Burnsa są znacznie bliższe żywemu folklorowi, niż „Ballady i romanse” Mickiewicza, bo i mocniej dotykające przyziemnych stron życia, i pisane w języku, którym poeta mówił na co dzień, czyli w dialekcie szkockim. Jak pisze we wstępie tłumacz, gdy już Burns stał się znany, namawiano go, by zaczął pisać w literackiej angielszczyźnie, by go mogli czytać i ci, którzy po szkocku rozumieją niewiele; poeta jednak odmówił, motywując to pragnieniem przynoszenia swoją twórczością radości „prostym ludziōm z wiōsek”[1]. Pewnie też dlatego niewielu tłumaczy się z jego poezją mierzyło, że szkocki dialekt różni się od literackiej angielszczyzny tak, jak… no właśnie, jak śląski od literackiej polszczyzny. Można sobie znać wszelkie zawiłości gramatyczne i słowotwórcze tego podstawowego języka, a w dialekcie trafi się na słówko, którego się nigdy w życiu nie słyszało – i klapa; teraz są już dostępne słowniki internetowe wielu dialektów, ale wcześniej – jakże by się rozgryzło taką na przykład frazę z posłowia, napisanego przez szkockiego poetę Hamisha MacDonalda: „… the magic Burns warked wi his pen, wir the very wirds an expressions which wir tae be systematically redd oot…”[2] (a wybrałam stosunkowo łatwy fragment). W samych wierszach Burnsa z kolei często trafiają się rozmaite a’, o’, o’t i bądź tu mądry, czytelniku… Ku mojej radości tomik jest wydaniem dwujęzycznym, tak więc za pomocą śląskiego tekstu udało mi się dociec sensu sporej części szkockich słówek.

Wierszy/ballad jest trochę ponad trzydzieści, czasem złożonych z dwóch krótkich strofek, czasem – jak wspomniana w tytule opowieść o dzielnej klaczce niejakiego Tama O’Shantera – zajmujących kilka bitych stroniczek; nie zabrakło najsłynniejszego bodaj Burnsowego dzieła, piosenki „Auld Lang Syne”, ani „Mowy do haggisu”, który w wersji śląskiej został krupniokiem (i to, i to kulinarny produkt regionalny, niekoniecznie jadany z upodobaniem przez mieszkańców innych okolic – więc dlaczegóżby nie?).

Przełożenie tak napisanych tekstów na inny dialekt, z zachowaniem oryginalnej melodii, rymów i humoru wymaga umiejętności translatorskich większych niż standardowe. I takowe Syniawa bez wątpienia posiada; jego tłumaczenia można by bez problemu wziąć za oryginalne śpiewki z jakiegoś śląskiego kabaretu, gdyby nie nazwy własne, pojawiające się tu i ówdzie w oryginalnym brzmieniu. Przyznam, że nawet chętniej bym widziała je wszystkie w pełni spolszczone, czy raczej ześląszczone – tak się robi swojsko, gdy człowiek natrafia na „Świyntego Wilusia”[3], „Jōnka kopidoła”[4] czy „Hanka Gołymbia”[5] – ale nie wszystkie imiona i nazwiska tak łatwo „przekludzić (…) na ślōnski grōnt”[6], a już z miejscowościami to zgoła niemożliwe – byłoby to chyba jednak pewne nadużycie wobec oryginału. Błąd udało mi się wyłapać tylko jeden: w zwrocie „Daddie Auld”[7] „Auld” oznacza to samo, co w „Auld Lang Syne”, czyli po prostu stary, zatem w przekładzie zamiast „Taty Aulda”[8] powinien być „tato/tatulek stary”; ale tak sobie teraz myślę, że starego tatulka w dopełniaczu ciężej byłoby wpasować w metrum wiersza, więc może to celowy zabieg tłumacza? Ale poza tym, tak czy inaczej – majstersztyk!

Dawno się tak nie ubawiłam, więc polecam każdemu, komu bliska angielska poezja romantyczna i ślōnskō gōdka.

[1] Robert Burns, „REMEMBER TAM O’SHANTER’S MARE - SPŌMNIJCIE SE TAMOWÃ KLACZKÃ: Wiersze i śpiywki Roberta Burnsa ze ślōnskimi translacyjami ôd Mirka Syniawy”, przeł. Mirosław Syniawa, wyd. Silesia Progress, 2016, s. 16.
[2] Tamże, s. 148.
[3] Tamże, s. 33.
[4] Tamże, s. 53.
[5] Tamże, s. 61.
[6] Tamże, s. 17.
[7] Tamże, s. 70.
[8] Tamże, s. 71.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 763
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 5
Użytkownik: misiak297 2019-07-11 19:05 napisał(a):
Odpowiedź na: Zachciało mi się poczytać... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ten tekst powinien się znaleźć w polecanych:)
Użytkownik: Pani_Wu 2019-07-17 01:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Zachciało mi się poczytać... | dot59Opiekun BiblioNETki
Dziękuję Ci Dot za ten tekst. Właśnie wróciłam ze Szkocji i odwiedziłam miejsce urodzenia, muzeum oraz otoczony pięknym ogrodem monument ku czci Burnsa. Ze zdumieniem stwierdziłam, że nie miałam bladego pojęcia o tym poecie, tymczasem to ceniony szkocki wieszcz. W podstawie monumentu jest pomieszczenie, w którym znajdują się naturalnej wielkości figury przedstawiające Tama o’Shantera, Souter Johniego i Nanse Tinnock, bohaterów poematu "Tam o’Shanter". Czujnik, gdy tylko zarejestruje obecność gościa włącza płytę, na której aktor deklamuje poezje Burnsa.
Słuchałam też w autobusie wycieczkowym pieśni w stylu poezji śpiewanej ze słowami napisanymi przez szkockiego wieszcza i wśród nich, naturalnie, „Auld Lang Syne”, którą zna cały świat. Wszyscy uczestnicy wycieczki śpiewali tę pieśń na głos.
Okazuje się więc, że Burns jest obecny w naszym życiu, a ja nic o nim dotychczas nie wiedziałam. Niestety ślōnskie translacyje ôd Mirka Syniawy są poza moim zasięgiem, równie dobrze mogłabym czytać oryginał i podobnie niewiele bym zrozumiała.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2019-07-17 09:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję Ci Dot za ten te... | Pani_Wu
Ojeju, zazdroszczę Ci tej wycieczki, bo o ile reszta Wysp Brytyjskich aż tak mnie nie pociąga, to Szkocja i owszem, zwłaszcza z powodu sentymentu do "Rob Roya" (albo raczej Neesona w roli Rob Roya :-).
Co do samego Burnsa, to z lekkim zdumieniem znalazłam w zbiorku piosenkę, którą zapamiętałam z czasów zgoła dawnych, kiedy jeszcze telewizja była czarno-biała; pewnie wtedy w napisach na końcu programu podawali, kto jest autorem oryginalnego tekstu, ale które dziecko czyta napisy? A piosenka podobała mi się ogromnie. Udało mi się znaleźć nowsze wykonanie, bardzo zresztą urocze:

https://www.youtube.com/watch?v=3gXqPCXPUjs
Użytkownik: Tano-Niha 2019-07-21 12:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Zachciało mi się poczytać... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ta ciekawa recenzja z pewnością zachęci niejednego do sięgnięcia po śląskie tłumaczenia Burnsa. Chciałbym tylko dodać do niej, że tłumacz nie popełnił błędu odnośnie "Daddie Auld", jako że w tym wierszu chodzi o nazwisko Auld, a konkretnie o Williama Aulda, który w latach 1742 - 1791 był pastorem w Mauchline.

Czekam na kolejne recenzje.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2019-07-21 14:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Ta ciekawa recenzja z pew... | Tano-Niha
A, to faktycznie moje niedopatrzenie! Na swoje usprawiedliwienie mam jedynie tyle, że czytając oryginał, trudno się tego domyślić - to pieszczotliwe "Daddie" nasuwa na myśl raczej własnego ojca autora, i gdyby jeszcze dawniej protestanckich duchownych, tak jak katolickich, zwyczajowo nazywano "ojcami" czy zdrobniale "ojczulkami", to łatwiej byłoby o prawidłowe skojarzenie.
Cóż, nie podejrzewam, żeby tłumacz do Biblionetki zajrzał, takie cuda to się rzadko zdarzają, ale gdyby, to mam nadzieję, że jeśli przeczyta i recenzję, i niniejsze wyjaśnienie, nie będzie mi tego potknięcia miał aż tak bardzo za złe.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: