Dodany: 2017-06-25 18:26|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Zaraza
Ambroziewicz Jerzy

3 osoby polecają ten tekst.

Zabójczy wirus nad Odrą


Spisana w kilka lat po wydarzeniu, o którym mało kto już pamięta i wznowiona po ponad pół wieku, ta reporterska opowieść może się wydać dzisiejszemu czytelnikowi bardzo egzotyczna; ze względu nawet nie na sam przedmiot relacji – bo choć ospę już ze świata wykorzeniono, lukę po niej wypełniły inne paskudne wirusy, jak świńska grypa czy ebola – lecz na realia, trudne do wyobrażenia dla kogoś, kto większości życia nie spędził w PRL-u.

Pewne rzeczy są zasadniczo niezmienne: ludzki lęk przed czymś, co nieznane i nieokiełznane, a namacalnie groźne; ludzka skłonność do zagłuszania tego lęku zachowaniami irracjonalnymi, brawurowymi, nieobliczalnymi. Zapewne i dziś, gdyby się podobna epidemia gdzieś przydarzyła, znalazłby się mąż, który udałby chorego, byle tylko zostać przy naprawdę chorej żonie, i rodzice, którzy „zapomnieli” odebrać dziecko ze szpitala, i szajka spryciarzy, zaopatrująca w używki ludzi poddanych kwarantannie, i ksiądz, który w obawie przed zarażeniem wymigałby się od oddania ostatniej posługi umierającemu. Zapewne i dziś, gdyby zaistniała nagła konieczność odizolowania setek ludzi w miejscu nieprzystosowanym do celów mieszkalnych, spowodowałaby masę konfliktów i przeszkód natury organizacyjnej. Ale rzecz działa się w czasach, kiedy z najbliższym nawet miastem nie dało się porozumieć bez pośrednictwa osób trzecich, czyli telefonistek z centrali międzymiastowej, a żadnej wiążącej decyzji w skali ponadjednostkowej nie można było podjąć ani żadnej informacji upublicznić bez udziału partyjnych funkcjonariuszy wysokiego szczebla. I żeby tylko to!

Dzisiejszy odbiorca oczy przeciera ze zdumienia, czytając, jak pewnego (wymienionego zresztą z nazwiska) pracownika fabryki oddelegowano do ospowego izolatorium z misją „ukrócenia wpływu abnegatów życiowych na resztę zamkniętego społeczeństwa”[1], uznając, że „bez działaczy partyjnych nie da się opanować sytuacji”[2], zatem „trzeba trafić do nich, utworzyć kolektyw”[3]. Co by się stało, gdyby ów delegat nie był porządnym, sumiennym i chyba obdarzonym niezła intuicją człowiekiem, można dziś tylko domniemywać. Ponieważ jednak był, jaki był, jego sukces w zakresie komunikacji międzyludzkiej przedstawiono jako sukces partii i dopilnowano, by reporter opisał ten czyn odpowiednimi słowami.

Wnikliwy czytelnik zauważy też (jeśli zaś nie zauważy, w posłowiu zwróci mu na to uwagę Szymon Słomczyński), że w drobiazgowej relacji Ambroziewicza z dochodzenia epidemiologicznego zabrakło informacji o „pacjencie 0”, tym, który przywlókł ospę do Wrocławia, a w zamieszczonych w aneksie fragmentach publikacji medycznych potraktowano tę kwestię bardzo oględnie – był nim bowiem „wysoki rangą oficer Służby Bezpieczeństwa, który powrócił ze służbowej podróży do Indii”[4]. Wspominano natomiast, a jakże, że w opanowaniu epidemii „bardzo pomocna była Milicja Obywatelska”[5].

Biorąc pod uwagę owe znaki czasu – z dzisiejszego punktu widzenia poniekąd mankamenty – czy dobrym pomysłem było wznawianie po latach tego reportażu? Zdecydowanie tak, bo jest on przede wszystkim świadectwem, że bez względu na czas, miejsce i okoliczności – czy chodzi o dżumę w średniowiecznej Europie, czy o cholerę na Podhalu pod koniec XIX wieku, ospę we Wrocławiu, SARS w Chinach – ludzkie postawy wobec epidemii niewiele się różnią. A poza tym jest to ponadprzeciętny reportaż literacki, ujęty w formę powieści, choć niezawierający ani szczypty fikcji (najwyżej pewne nieścisłości, mogące wynikać z „zawodności ludzkiej pamięci, skłonności do upiększania rzeczywistości i wyręczania życia w gromadzeniu konfliktów”[6], czego przykłady udało się autorowi dostrzec), spisany świetną polszczyzną. Różnicę między dziełami rasowego reportera i amatora widać, kiedy się „Zarazę” zestawi z napisaną prawie dwadzieścia lat później „Variola vera” Zbigniewa Hory, wrocławskiego lekarza, który zebrał więcej szczegółów niż Ambroziewicz, skorygował wspomniane nieścisłości, a jednak nie udało mu się stworzyć aż tak porywającej opowieści.


---
[1] Jerzy Ambroziewicz, „Zaraza”, wyd. Dowody na Istnienie, 2016, s. 122.
[2] Tamże, s. 121.
[3] Tamże, s. 122.
[4] Tamże, s. 162.
[5] Tamże, s. 155.
[6] Tamże, s. 96.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 874
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: