Dodany: 2016-07-27 14:15|Autor: Pingwinek

Moje ulubione wiersze Bolesława Leśmiana (właśc. Bolesław Lesman)


(Czytatka zdradza co nieco.)

W szkole nie wyrobiłam sobie szałowych opinii o Leśmianie. A pisał ciekawie. Ujęłam wszystko w jedną czytatkę - wiersze z tomów "Sad rozstajny", "Łąka", "Napój cienisty", "Dziejba leśna" i poezje rozproszone (na podstawie posiadanego przeze mnie egzemplarza "Dzieła wszystkie - Poezje zebrane" Państwowego Instytutu Wydawniczego).

"Słońce zgasło. O, jakże zwinne są i młode
Zmierzchy czerwca, nim w północ głuchą się przesilą!
Po wargach twoich dłonią, kształt czującą, wiodę,
Jak po koralach, morzu wydartych przed chwilą...

Spleć stopy, przymknij oczy - i nazwij to cudem,
Żeśmy razem, dalecy od dziennego znoju!
Jakże łatwo zwiać szczęście, z takim oto trudem
Rozniecone w ciemnościach twojego pokoju!

Łatwiej, niż rozpleść złotą warkocza zawiłość,
Niepojętą dla zmierzchów, co zgadnąć nie mogą,
Czemu te słowa: cisza i wieczór i miłość -
Napełniają mi serce zabobonną trwogą?...

Czemu ciebie, poległą snem na mej rozpaczy,
Pieszczę tak, jakby w szczęścia przepychu dostatnim
Każdy mój pocałunek miał być już - ostatnim...
Słońce zgasło... O, błagam, nie całuj inaczej!..."
-> "O zmierzchu" - o ironio, tęsknię za czerwcem...

"Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz,
Ale w innym sadzie, w innym lesie -
Może by inaczej zaszumiał nam las,
Wydłużony mgłami na bezkresie...

Może innych kwiatów wśród zieleni bruzd
Jęłyby się dłonie, dreszczem czynne -
Może by upadły z niedomyślnych ust
Jakieś inne słowa - jakieś inne...

Może by i słońce zniewoliło nas
Do spłonięcia duchem w róż kaskadzie,
Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz,
Ale w innym lesie, w innym sadzie..."
-> Spotkać Ciebie znowu pierwszy raz? W innym miejscu? Och...

"Czy nie słyszysz, jak obłok porusza się senny?
Jak nic ciszą pogłębia dna ciekawy strumień?
A w alejach szeleści niepokój płomienny
Księżycowych powikłań i nieporozumień...

Śpiesz się, dziewczę, spragnione pieszczoty bezkreśnej!
Śmierć i miłość zna tryumf umówionych godzin!
Twój kochanek cię czeka od dnia swych narodzin,
Wierny tobie współtrwogą, tęsknotą - rówieśny!

Niech twe lico dla niego zakwitnie różowiej,
Niech osłabną ramiona, białych piersi stróże!
Burzą włosów upojnych marzenia mu owiej,
By miał w życiu tę jedną, nie wrogą mu burzę!

Lecz nic nie mów o sobie - czemu tak nieznana?
Skąd przybywasz i dokąd odejdziesz za chwilę?
I dlaczego twe nogi tak we krwi i w pyle,
Że całować je mało od nocy do rana?

Ani jego nie pytaj, dlaczego spotkanie
Tak opóźnił? Dlaczego oczyma nie śledzi
Twych oczu? I czy kocha? Bo wszelkie pytanie
Jest wrogiem mimowolnym własnej odpowiedzi!...

Milcz i całuj! - Milczeniem pieszczota się krzepi,
I niezgorsze wesele tkwi w dobrej żałobie!
Wszak nie można się kochać żarliwiej i ślepiej,
Jak tak właśnie: nic wzajem nie wiedząc o sobie!"
-> "Schadzka" - czy doczekam się naszej?

"Wieczory moje, minione wieczory,
Widmem pierścieni złotych i bransolet
Zdobiące sosen pordzewiałe kory
I brzóz biel nikłą!
Szkarłat i fiolet
Snem powikłanym znoją się na chmurach,
Nim się chmur brzegi mgłą zieleni omszą
I w dym zszarzeją w spalonych lazurach.
Głębina parku staje się znajomszą
Nozdrzom, co węszą całe gniazda woni
W zagąszczach krzewów, bo nabrzmiałe zmierzchem,
Kwiaty rozpustniej swych pyłów rozpierzchem
Draźnią powietrze, przypadłe do skroni
Ziemi, podziemnym opętanej szałem
I czyhającej na zejście niebiosów
Do jezior głębi...
W uciszeniu białem
Oparów, w nic się złocących powoli,
Włóczy się mrowie snów, przysiąg i losów
Niczyich, własnej zostawionych doli,
Nieprzynależnych, prócz siebie, nikomu!
Dusza w tym mrowiu szuka po kryjomu
Wróżb na dzień zeszły... Zaś dłonie obiedwie,
Choć nieruchome zadumy drzemotą,
Czują się - niby wyciągnięte w złotą
Dal - w taką złotą, że widną zaledwie
Oczom - że aż się w oczach dzieją zmory!...

Wieczory moje, minione wieczory!
Gdziem was nie widział? Na łąkach, obłokiem
Kwiecia zbryzganych! I w lasu przestrzałach,
To tu - to ówdzie wyszperanych okiem
Wśród pni, zestawnych w dowolne szpalery...
Na kołach wozu, które senny wałach
Słońcu na pokaz wlecze - wszystkie cztery
W ruchliwy koral mieniąc pracowicie...
Na stepach, kędy niespodziane drzewo
Tak się przestrzeni narzuca obficie,
Że się niebiosom czarna staje wnęka!...
W stodół szczelinie, zaprószonej plewą -
W szparach opłotów, gdzie przez wybój sęka
Błękit przecieka potajemną strugą
Kropla po kropli - pokrzywom na liście...
Na stogach siana, co parząc za długo
Zieleń na słońcu, błękitnieje mgliście...
Wśród wierzb, pokłonnych swych gałęzi zwisem
Nurtom ruczajów... I na wzgórzu łysem,
Rudym od szczawiu rdzy i dziennych spiekot...
Na strzech jedwabiu, co w bociani klekot
Wsłuchane, w gnuśnej grzybieją tęsknocie...
Na zgromadzonym w skrzętny wieniec złocie
Splotów dziewczęcych - i na srebrze starczem
Jakowejś brody wędrownego dziada!...
W zielonych szybach rozszalałych karczem,
Skąd wrzask pijany, wybuchając, wpada
W pobliski cmentarz, co przekrwawia w pąsy
Krzyże przejrzałe i brzóz nagłe wstrząsy
I swych jarzębin ogniste paciory!...

Wieczory moje, minione wieczory,
Pełne zarazy urojonych sprzyjań
Duszy, na żmudny sen o szczęściu chorej
I zasłuchanej w szmer waszych przemijań
Obłoków skrajem!...
Gdziekolwiek zwidziane -
Wszystkie was wlokę w ślad mojego cienia,
Co źdźbłem błękitu kołacze we ścianę
Chaty, wyśnionej stopom w dniu zmęczenia...
Żadnego nie brak! Wszystkie pamięć złocą,
Jako dłoń skąpca wszystek skarb sygnetów -
Bom zawiekował duszą w fioletów
Waszych mgławicy, zapodzianej w sobie!
Śmierć mi nie będzie wiekuistą Nocą,
Lecz wiekuistym Wieczorem!... Gdy w grobie
Zdziwię się nagle - bezniebny, beztęczny,
Szparom i trafom byle jakim wdzięczny
Za przypomnienie byle jakich rzeczur,
Kałużysk brudnych lub żabich poziewań -
Zlećcie się ku mnie - złotsze i zaklętsze -
Na ten ostatni, wiekuisty Wieczór,
Na tę ostatnią dolę zanieśpiewań!
Niech mej mogiły zamieszkałe wnętrze
Rozwidnią wasze, purpurowe zorze!
Niech widny Bogu do snu się ułożę
Na wznak - a skronią ugrzęznę w tym błędzie,
Że śmierci nie ma, nie było, nie będzie!
Są tylko zajścia zórz za ciemne bory...

Wieczory moje, minione wieczory!..."
-> Wieczory moje, nieminione...

"... Że mi się dziewczę upatrzone wzbrania,
Nieobecnością ciała w mym objęciu
Pustosząc ducha, co w nic się rozdzwania —

Więc ja na przekór sobie i dziewczęciu
Tej się nieznanej podjąłem podróży,
By wlec swe głody po morzach dziesięciu!

Lecz i mórz dziesięć, zaprawdę, nie znuży
Tego, co zaznał pragnienia pieszczoty,
Na którą nawet nie upadł cień róży.

Ale najgorzej, gdy właśnie zmierzch złoty,
W oczach twych dziewczę zastawszy — powoli
W sen je rozemgli dla drwiny lub psoty...

W sen tym pewniejszy, że nawet nie boli,
A w bezbolesność patrzysz, jak w przynętę
Dla swej niemocy i swojej niedoli.

Lecz dokąd skrzydeł skierujesz zniechętę
Bez tej, co ziemię odarła ci z cudów?
Czym są twe wargi — jej wargą nie tknięte?...

Czym dłonie, które nie zaznały trudów
Przy piersiach, śpiewnych westchnienia hałasem?
Marniejąc, więdną w tej próżnicy nudów!...

A gdy je spleciesz — to tylko tymczasem,
A gdy rozpleciesz — to tylko tak sobie —
Głaszcząc ich szorstkość wspomnienia atłasem...

Ale ich przed się nie ściągniesz w tej dobie,
By zrywać kwiaty lub zgarniać słońc złoto:
Na wszystko czasu zbraknie ci w żałobie!...

Z piersią dziewczyny zmóc się chciałeś po to,
Aby wykrzesać śpiew z duszy na usta,
Lecz niewzajemność zwarła je niemotą!

O, jakże zdradna i krwawa, i pusta
Jest baśń, co tęczą przesłania grzech straty!
Na skroń skazańca narzucona chusta...

Choćbyś piękniejszą dziewczynę przez kwiaty
Innych ogrodów wypatrzył w podróży —
Cóż ci z jej piękna, ty — bólu skrzydlaty?

Czar, dobrze znany, już się nie powtórzy...
A inny? — Nie chcesz innego w tej głuszy
Odczarowanej, co słońcem się mruży!

Już żadna w tobie nie wskrzesi tej duszy,
Którąś miał, patrząc w źrenice, gdzie pała
Twój los, nim ciebie w jęk i w pył pokruszy!

A wszakci dusza w szczęściu się stawała
Podobną ślepo do głosu jej brzmienia,
Do warg purpury, do zapachu ciała!

Naśladująca we śnie poruszenia
Jej ukochanej za wszystko postaci,
Brała z niej — powab, chrzest brała imienia!

Brała, nie wiedząc, że nagle utraci
Wszystko, co wzięła, nim jeszcze posiadła —
Że za wyznanie — tym skarbem zapłaci!...

A gdy pojęła ten mus — to pobladła,
Czując wstyd nędzy i próżnię, i ciemność,
Jak odwrócone do muru zwierciadła!...

To jedno było jej żądzą: wzajemność —
Reszta — wygnaniem w przerażeń samotę,
Poza kres ziemi, lub kędyś w podziemność!

Ku życiu wieko rozchyliła złote —
Dziś — trumna, której skarb ciała odjęto,
Zwraca wieczności — pustkę i ciemnotę!...

A jakże długo czekała na święto
Nagłych zrozumień, by ująć w ład ścisły
Słów określonych — dolę rozpierzchniętą!

Jeśli te słowa w noc twoją rozbłysły,
To wiedz, że śledzę twe noce i dni twe,
I że miłosne nie mylą domysły!

I ciebie życie gna w jakąś tam bitwę...
Jam chciał cię unieść ku niebu rąk mocą,
Jak nagą, z włosem rozwianym modlitwę!

Dziś — nie mam czym się pomodlić ni o co…
A zasię Bogu cóż po takich dłoniach,
Które się w znoju i w grzechu nie spocą?

Więc wciąż uboczem a wciąż po ustroniach
Płyń, zbiegu życia, co poszło w lamenty!
Płyń, póki jeszcze krew śpiewa we skroniach!

I wypłynąłem na morskie odmęty..."
-> "Nieznana podróż Sindbada Żeglarza" (I).

"Tyżeś to przyszła, wiosenna godzino
Miłosnych przygód i pierwszej rozmowy
Z nie znaną jeszcze dotychczas dziewczyną?"
-> Jw. ale z II.

"Tyżeś mię zdybał, zawrocie mej głowy?
Kto od pierwszego nie szalał wejrzenia -
Ten nie zna szału i sen ma jałowy!"
-> Takowoż. Tak, tak.

"Czar, dobrze znany, już się nie powtórzy -
A inny? Nie chcesz innego! Chcesz właśnie
Tych samych dreszczów i tej samej burzy!"
-> A teraz z IV. Prawdziwa poezja!

"I chcę i nie chcę i muszę
Dziś jaśnieć razem z pogodą,
Co niepokoi mi duszę
Złotego szczęścia urodą.

A szczęście lśni od niechcenia,
A ja przezywam je: «Ono» —
I rozkosz porozumienia
Poufnie wzdyma mi łono!

A Ono w słońcu się szerzy,
Na rzęsach światłem osiada,
Ale do siebie należy,
I nikt go, nikt nie posiada!

A Ono teraz w obłoku,
A teraz — w środku trawnika,
Pociesznie przynaglam kroku,
Niech krok do szczęścia nawyka.

Brnę w słońcu po samo gardło,
Co snami łka niecierpliwie,
Twarz mam odwiecznie umarłą,
A w nogach radość mi żywie...

I błogosławię swej twarzy,
I wdycham wiarę od słońca,
Że się na pewno coś zdarzy,
Coś się poszczęści bez końca!

Że Ono drogą rozminną
Zbliża się wciąż bezhałaśnie,
I że tak stać się powinno,
I że tak stanie się właśnie!

I czynię kroki niezgrabne,
Ze szczęściem nieoswojone, —
I bezdomnieję i słabnę
I nie wiem, w którą biec stronę?

Trzeba nic nie mieć prawdziwie,
Żyć tylko tym, że się żyje,
By dłoń wyciągać łapczywie
Po takie szczęście niczyje!"
-> Wspaniała "Pogoda".

"W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.

Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
Owoce, przepojone wonią twego ciała.

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu,
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
Porwałem twoje dłonie — oddałaś w skupieniu,
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła."
-> Cudeńko :)

"Śledzą nas... Okradają z ścieżek i ustroni,
Z trudem przez nas wykrytych. Gniew nasz w słońcu pała!
Spieszno nam do łez szczęścia, do tchów naszych woni,
Chcemy pieszczot próbować, poznawać swe ciała.

Więc na przekór przeszkodom źrenicą bezradną
Chłoniemy się nawzajem, niby dwa bezdroża,
A gdy powiek znużonych kotary opadną,
Czujemy, żeśmy wyszli z uścisków i z łoża.

Nikt tak nigdy nie patrzał, nie bywał tak blady,
I nikt do dna rozkoszy ciałem tak nie dotarł,
I nie nurzał swych pieszczot bezdomnej gromady
W takim łożu, pod strażą takich czujnych kotar!"
-> Marzę o tym, bym Ci mogła sprawić przyjemność swoją pieszczotą...

"Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze
Żaden szelest, co chętnie taje w niej i ginie.
Czerwieniata wiewiórka skacze po sośninie,
Żółty motyl się chwieje na złotawym koprze.

Z własnej woli, ze śpiewnym u celu łoskotem
Z jabłoni na murawę spada jabłko białe,
Łamiąc w drodze kolejno gałęzie spróchniałe,
Co w ślad za nim — spóźnione — opadają potem.

Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady
I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem,
A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady,
Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem."
-> Cykl pełen radości i erotyzmu.

"Hasło nasze ma dla nas swe dzieje tajemne:
Lampa, gdy noc już zdąży świat mrokiem owionąć,
Winna zgasnąć w tej szybie, a w tamtej zapłonąć.
Na znak ten oddech tracę. Już schody są ciemne.

Czekasz z dłonią na klamce i gdy drzwi otwiera,
Tulę tę dłoń, co jeszcze ma chłód klamki w sobie,
A ty w zamian przyciskasz moje ręce obie
Do serca, które zawsze u drzwi obumiera.

Wchodzę ciszkiem, jak gdyby krok każdy knuł zbrodnię,
Między sprzęty, co dla mnie są sprzętami czarów.
Sama ścielesz swe łóżko według swych zamiarów,
By szczęściu i pieszczotom było w nim wygodnie.

I zazwyczaj dopóty milczymy oboje,
Dopóki nie dopełnisz podjętego trudu.
Ileż w dłoniach twych pieczy, miłości i cudu!
Kocham je, kocham za to, że piękne, że twoje."
-> Kocham Twe dłonie i ich rozkoszną pracę dla mnie.

"Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie
Pragnę w tobie mieć czujną na byle skinienie
Sługę, co pieszczotami gasi me pragnienie,
A ty jesteś tak zmyślna i zwinna w pieszczocie!

Gdy twój warkocz, jak w słońcu wybujałe ziele,
Tchem rozwartych ogrodów mą duszę owionie,
Głowę twą, niby puchar, ujmuję w swe dłonie
I wargami w ślad dreszczu prowadzę po ciele.

I raduję się, śledząc tę wargę, jak zmierza
Do mej piersi kosmatej, widnej w niedomroczu,
W której marzę pierś w lesie ryczącego zwierza
I staram się, gdy pieścisz, nie tracić go z oczu."
-> Umiał pisać Leśmian...

"Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona!
Lecz jakiś kwiat z twych włosów zbiegł do stóp ołtarzy,
A choć brak tego zbiega nie skalał twej twarzy,
Serce me w tajemnicy przed twym sercem kona...

Dusza twoja śmie marzyć, że w gwiezdne zamiecie
Wdumana, będzie trwała raz jeszcze i jeszcze —
Lecz ciało? Któż pomyśli o nim we wszechświecie,
Prócz mnie, co tak w nie wierzę i kocham i pieszczę?

I gdy ty, szepcząc słowa, w ust zrodzone znoju,
Dajesz pieszczotom ujście w tym szepcie, co pała,
Ja, zamilkły wargami u piersi twych zdroju,
Modlę się o twojego nieśmiertelność ciała."
-> I jeszcze to. Nie ma co, "W malinowym chruśniaku" robi wrażenie! :)

" W mgłach daleczeje sierp księżyca,
 Zatkwiony ostrzem w czub komina,
 Latarnia się na palcach wspina
 W mrok, gdzie już kończy się ulica.
 Obłędny szewczyk — kuternoga
 Szyje, wpatrzony w zmór odmęty,
 Buty na miarę stopy Boga,
 Co mu na imię — Nieobjęty!

 Błogosławiony trud,
 Z którego twórczej mocy
 Powstaje taki but
 Wśród takiej srebrnej nocy!

 Boże obłoków, Boże rosy,
 Naści z mej dłoni dar obfity,
 Abyś nie chadzał w niebie bosy
 I stóp nie ranił o błękity!
 Niech duchy, paląc gwiazd pochodnie,
 Powiedzą kiedyś w chmur powodzi,
 Że tam, gdzie na świat szewc przychodzi,
 Bóg przyobuty bywa godnie!

 Błogosławiony trud,
 Z którego twórczej mocy
 Powstaje taki but
 Wśród takiej srebrnej nocy!

 Dałeś mi, Boże, kęs istnienia,
 Co mi na całą starczy drogę —
 Przebacz, że wpośród nędzy cienia
 Nic ci, prócz butów, dać nie mogę.
 W szyciu nic nie ma, oprócz szycia,
 Więc szyjmy, póki starczy siły!
 W życiu nic nie ma, oprócz życia,
 Więc żyjmy aż po kres mogiły!

 Błogosławiony trud,
 Z którego twórczej mocy
 Powstaje taki but
 Wśród takiej srebrnej nocy!"
-> "Szewczyk", a w głowie od razu krąży muzyka...

"Pójdziemy śladem cienia i szelestu
Po ścieżce, która wzdłuż rosą połyska.
Popód krzewami sztywnego agrestu
Pachną na słońcu świeże kretowiska.

W powiędłych liściach, pokurczonych chłodem,
Lśnią srebrne resztki wczorajszej ulewy,
Nad zapuszczonym od dawna ogrodem
Słychać gawronów trzepoty i śpiewy.

Obok jabłoni — przypadkowa sosna
Swe igły w bladym zanurza błękicie.
O, jakże prędko przeminęła wiosna,
Pozostawiając przelęknione życie!

Coraz to mocniej otulasz się w chustę,
W której pierś twoja, jak w gnieździe, się chowa,
Trzeba nam było rzec dawniej te słowa,
Co dzisiaj zabrzmią — spóźnione i puste!

Trzeba nam było spleść dłonie uparte
I z zamkniętymi iść w słońce oczyma!
Dzisiaj te oczy zostaną — otwarte,
Dzisiaj się warga w pół drogi zatrzyma..."
-> Czy zdarzy się, choćby i "Schadzka spóźniona"?

"Dziś w naszego spotkania rocznicę
Pozawrzemy szczelnie okiennice,
By powtórzyć wśród nocnej ciemnoty
Dawne nasze, najpierwsze pieszczoty.
Dawne słowa z dni pierwszych kochania,
Chociaż każde dziś ustom się wzbrania,
Każde snem się nieśmiałym kolebie,
Nas niepewne i niepewne siebie.
Lecz stłumiwszy nieufność rozsądku,
Powtórzymy wszystkie od początku."
-> A moje wspomnienia - czy to warte w ogóle...?

"Przybyła dusza na klęczkach do nieba w bożą obczyznę,
Nie chciała patrzeć na gwiazdy i na wieczności pierwszyznę.

Nie chciała ulec weselu, ni nowym jaśnieć obliczem,
Ani wspominać nikogo, ani zapomnieć o niczem.

I rozpuściła warkocze, i pomyślała w błękicie,
Że w niekochanych objęciach przemarnowała swe życie.

Bez zdrady i bez oporu, starannie kryjąc swą ranę,
Pieściła usta nielube i oczy niemiłowane.

I trwała dla nich bezwolna, i kwitła dla nich bezduszna,
I przezywała je — losem i była losom posłuszna.

A nie kochała tak tkliwie, a nie kochała tak czule,
Że nikt w jej jasnym uśmiechu nie trafił myślą na bóle.

Lecz teraz nagle pojęła, że wobec Boga i nieba
Już nic nie wolno ukrywać i nic ukrywać nie trzeba.

Śmierć w niej obnaża pośpiesznie prawdę tak długo tajoną,
Tą prawdą skrzą się źrenice, tą prawdą błyska się łono!

I dusza lękiem spłonęła, że wkrótce po jej pogrzebie
Przyjdzie w ślad za nią kochanek, aby odnaleźć ją w niebie.

Wyciągnie ku niej ramiona, ziemskiej wyzbyte rozpaczy,
I zajrzy w oczy, i dawne jej niekochanie zobaczy."
-> "Dusza w niebiosach".

"Pamiętam ów ruchliwie rozbłyskany szron
I śniegu ociężałe w gałęziach nawiesie,
I jego nieustanny z drzew na ziemię zron,
I uczucie, że w słońcu razem z śniegiem skrzę się.

A on ciągle narastał tu w kopiec, tam — w stos,
I drzewom białych czupryn coraz to dokładał,
Ślepił oczy i łechtał podbródek i nos,
I fruwał — i tkwił w próżni — i bujał i padał.

I pamiętam ów niski, wpół zapadły dom,
I za szybami włóczek różnobarwne wzory.
Kto tam mieszkał? Pytanie — czy człowiek, czy gnom?
Byłem dzieckiem. Śnieg bielą zasnuwał przestwory.

Dotknąłem dłonią szyby, mimo strachu mąk,
I uczułem ślad hojny, niby czarów zbytek.
Tą dłonią dotykałem mych sprzętów i ksiąg
I niańki, by ją oddać na baśni użytek...

Serce marło, gdym w dłoni unosił ten ślad
W ciszę śniegu, co prósząc, weselił się w niebie.
Śnieg ustał — i minęło odtąd tyle lat,
Ile trzeba, by ślady zatracić do siebie.

Jakże pragnąłbym dzisiaj, gdy swe bóle znam,
Stać, jak wówczas, przed domu wpół zapadłą bramą
I widzieć, jak śnieg ziemię obiela ten sam,
Śnieg, co fruwa i buja i pada tak samo.

Z jakimż płaczem bym zajrzał — niepoprawny śniarz —
Do szyby, by swą młodość odgrzebać w jej szronie —
Z jakąż mocą bym tulił uznojoną twarz
W te dawne, com je stracił, w te dziecięce dłonie!"
-> "Śnieg", o, kochałam śnieg niegdyś.

"Ty nie słuchaj, dziewczę moje, starej matki trwożnych rad!
Jej się złoci - próg rodzinny, nam się złoci - cały świat!

Co ją nęci - nas przeraża! Nienawiścią do niej spłoń -
Nienawiścią, która do ust odtrąconą tuli dłoń...

Mam ja w piersi - śpiewną burzę, - ty w zanadrzu - wonny los!...
Wiedz, że będzie stara matka przeklinała siwy włos!

W szyb opalu tkwi ukosem odbitego nieba skrót -
Błękitnieje, złociścieje... Razem - w życie! Razem - w cud!

Nierozsądni, nieoględni wywędrujem w taki jar,
Gdzie się czai - nieskończoność i gdzie czyha - wieczny czar!

Nie ociągaj się ze szczęściem! Daj mi tylko dłonią znak -
Dość zamyśleć, dość zapragnąć, by się stało właśnie tak!

Będę ja się w trudach pieszczot zmagał z tobą w mrok i znój -
W twym objęciu i zaklęciu spełnię się - sen skryty twój!

I spełniony, i zjawiony rozpanoszę się śród zórz,
A tych dłoni, co się splotły, nie rozplotę nigdy już!

Przenocujem nicość w słońcu, a za taką w słońcu noc
Oddaj spokój, co uwięził twego ciała czar i moc!

Słyszysz burzy zew znajomy? Złoty miecz przy boku mam.
Pójdźże, dziewczę, w niewiadomość, w bezpowrotność - tylko tam!

To nieprawda, żem cię podszedł pogrążoną jeszcze w śnie
I że nie ma żadnych cudów! To - nieprawda! Nie i nie!

Czemuż trwonisz czas na wróżby? Naszym będzie cały świat!
Ty nie blednij - ty nie słuchaj starej matki trwożnych rad!"
-> "Namowa"... Nie słucham! :-(

"Wiedzą ciała, do kogo należą,
Gdy po ciemku obok siebie leżą!
Warga - wardze, a dłoń dłoni sprzyja -
Noc nad nimi niechętnie przemija.
Świat się trwali, ale tak niepewnie!...
Drzewa szumią, ale pozadrzewnie!...
A nad borem, nad dalekim borem
Bóg porusza wichrem i przestworem.
I powiada wicher do przestworu:
«Już nie wrócę tej nocy do boru!» -
Bór się mroczy, a gwiazdy weń świecą,
A nad morzem białe mewy lecą.
Jedna mówi: «Widziałam gwiazd losy!»
Druga mówi: «Widziałam niebiosy!» -
A ta trzecia milczy, bo widziała
Dwa po ciemku pałające ciała...
Mrok, co wsnuł się w ich ściśliwe sploty,
Nic nie znalazł w ciałach, prócz pieszczoty!"
-> "Po ciemku" - marzyłam, że się przydarzy...

"Różowieje o zmierzchu twój spłowiały liścik...
Wóz turkocze za oknem. Może sen mój właśnie
Tak odjeżdża w złą ciemność — śpiewnie i kolaśnie...
W niebie — drobnych obłoków napuszysty wyścig!

Reszta Boga — w niebiosach! Zachód, tlejąc, zrudział.
O, uwierzyć w tę Resztę i potrwać w tym błędzie!
W dziejach gwiazdy najdalszej brać zawrotny udział
I zawczasu już srebrnieć tym, co kiedyś będzie...

Lub tam, gdzie żale świata na szczytach się śnieżą,
W tym śniegu, w tym wzbielalym ku zaciszom zgonie
Znaleźć dwie załamane, dwie bez jutra dłonie
I całować, nie wiedząc, do kogo należą...

Gdym twe dłonie w wiosennej całował zamroczy,
Cóżem wiedział o tobie? Nic — śnie mój nietrwały!
A kochałem twe dreszcze, i duszę, i oczy,
I świat cały — i usta — i znowu świat cały!"
-> "Zmierzch bezpowrotny" - zadzwoń, napisz, przecież czekam!

"Gdy po śmierci w niebiosów przybyłam pustkowie,
Bóg długo patrzał na mnie i głaskał po głowie.

«Zbliż się do mnie, Urszulo! Poglądasz, jak żywa...
Zrobię dla cię, co zechcesz, byś była szczęśliwa».

«Zrób tak, Boże - szepnęłam - by w nieb Twoich krasie
Wszystko było tak samo, jak tam - w Czarnolasie!» -

I umilkłam zlękniona i oczy unoszę,
By zbadać, czy się gniewa, że Go o to proszę?

Uśmiechnął się i skinął - i wnet z Bożej łaski
Powstał dom kubek w kubek, jak nasz - Czarnolaski.

I sprzęty i donice rozkwitłego ziela
Tak podobne, aż oczom straszno od wesela!

I rzekł: «Oto są - sprzęty, a oto - donice.
Tylko patrzeć, jak przyjdą stęsknieni rodzice!

I ja, gdy gwiazdy do snu poukładam w niebie,
Nieraz do drzwi zapukam, by odwiedzić ciebie!»

I odszedł, a ja zaraz krzątam się, jak mogę -
Więc nakrywam do stołu, omiatam podłogę -

I w suknię najróżowszą ciało przyoblekam
I sen wieczny odpędzam - i czuwam - i czekam...

Już świt pierwszą roznietą złoci się po ścianie,
Gdy właśnie słychać kroki i do drzwi pukanie...

Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni!
Serce w piersi zamiera... Nie!... To - Bóg, nie oni!..."
-> "Urszula Kochanowska". Ty! Już nie wierzę...

"Płomienny uśmiech nietrwałych zórz
(O, złoć się dłużej!) - umiera już.

I jeszcze jedna z różowych chmur
Skrajem dogasa na grzbiecie gór.

I jeden jeszcze przeżyty dzień
(O, złoć się dłużej!) - odchodzi w cień."
-> Martwy, martwy dzień, jeszcze jeden martwy dzień!

"Zwoływali się surmą na wrzawę-zabawę,
A jam gadał z mogiłą...
W s z y s c y n a k o ń j u ż s i e d l i, by jechać po sławę,
Lecz mnie z nimi nie było.

Sny moje zaniedbane marnieją w dolinie...
Weź pług w dłonie i oraj!
Płynie życie bez jutra, a w ślad za nim płynie
Moje życie - bez wczoraj!"
-> Bez wczoraj, bez jutra i bez dzisiaj...

"Rozełkanych rusałek nagłe sto tysięcy
Wypłynęło na księżyc, by istnieć mniej więcej.

Wodo, wodo — gdzie jesteś? Tu jestem, gdzie płynę!
Pogłaskały powierzchnię, miłując głębinę.

Ile ciał — tyle smutków... A woda spojrzysta,
By zobaczyć je do cna — ze świateł korzysta.

Bada światłem, a sprawdza umówionym cieniem,
Falując aż do brzegu podwodnym spojrzeniem.

Ale to — nie spojrzenie! To raczej — spojrzystość,
Co nie może tam dotrzeć, gdzie łka rzeczywistość.

Ślepym srebrem zaledwo spojrzyścieje w światy.
Srebru śni się, że szumi i polewa kwiaty.

Woda roi, że mgły się za ręce w blask wiodą,
Lecz ciał zlęklych nie widzi. Co począć z tą wodą?

Okna twoje — otwarte. Sny oczu nie strzegą,
A ty na mnie nie patrzysz. Dlaczego, dlaczego?"
-> Spójrz na mnie ;(

"Śniło mi się, że znika treść kwiatów wątpliwa,
I że ogród, istnienia zlistwionego syt -
Ginie, szepcąc twe imię, dziewczyno wróżb chciwa -
A śmierć szarpie na strzępy twój spieszczony byt.

Ginie w złoto i jedwab postrojone życie,
I cmentarz, gdzie rozpacza zapomniany trup -
I las znika, gdzie ślad swój wyryła niezbicie
Zwycięska rzeczywistość moich dzielnych stóp.

Znikło miasto, gdzie wrzała bezzasadna praca
I gdzie się rozbudował śmiech, niebyt i żal.
Nadaremnie się obłok - słońcu przypodzłaca:
Znikł obłok - żywot wieczny - bóstw kilka - i dal.

Lecz ja trwam, by śnić jeszcze na mogile nieba
Mrok, któremu śmierć chmurne rozczesuje brwi.
I mój pokój trwa także - dlatego że trzeba
Mieć pokój - we wszechświecie... I zamknąłem drzwi...

Świerszcz piosenką zapiecną oszołamia ciszę -
Anioł miga białawo w zaokiennej mgle -
A ja wiersz ten dla świerszczy i aniołów piszę -
I tak mi źle na świecie - tak mi strasznie źle!"
-> "Sen" - tak mi strasznie źle! ;(

"W czas zmartwychwstania Boża moc
Trafi na opór nagłych zdarzeń.
Nie wszystko stanie się w tę noc
Według niebieskich wyobrażeń.

Są takie gardła, których zew
Umilkł w mogile - bezpowrotnie.
Jest taka krew - przelana krew,
Której nie przelał nikt - dwukrotnie.

Jest takie próchno, co już dość
Zaznało zgrozy w swym konaniu!
Jest taka dumna w ziemi kość,
Co się sprzeciwi - zmartwychwstaniu!

I cóż, że surma w niebie gra,
By nowym bytem - świat odurzyć?
Nie każdy śmiech się zbudzić da!
Nie każda łza się da powtórzyć!"
-> "W czas zmartwychwstania" - oho!

"Czemu obcą mi wioskę z zwykłych lip gromadą
Wspominam, jak dostępną niegdyś tajemnicę,
Gdzie owiec znakowanych natłoczone stado
Napełniło - już znikłą na zawsze ulicę?...

Czemu dziś we wspomnieniu tak pilnie je śledzę?
Ruch każdy, snem sprawdzony, odtwarzam zawzięcie.
Czas mijał... One - w czasu wbłądziły niewiedzę
I nagle bezładniejąc, znikły na zakręcie.

I czemu czuję w piersi zdławiony płacz boży
Na myśl, że nie zaszumią tamtych pól powiewy,
I że się nie rozwidnią światłem tamtej zorzy
Zgubioną wełną owiec pośmiecone krzewy?"
-> "Krajobraz utracony" - który to mój? A niejeden?

"Zamknij okno... W ogrodzie - zbyt śpiewno.
Oczy do snu lub do śmierci zmruż.
Krzywda nasza kończy się na pewno!...
Życie - mija... Wolno spocząć już...

Dzień się nowy na obłoków bieli
Nie zatrwoży, że ciał naszych brak...
Lecz to wszystko, cośmy przecierpieli,
Niechaj we mgle ma choć drobny znak!

Bo czym zgrozę odkupić zagłady,
Łez wysiłek i ten pusty czas,
Gdy śmierć zniszczy nawet ran tych ślady,
Ran, co niegdyś tak bolały nas?"
-> "Krzywda" - zapomniana, lecz wiele dzieje się teraz.

"Com uczynił, żeś nagle pobladła?
Com zaszeptał, żeś wszystko odgadła?
Jakże milcząc poglądasz na drogę!
Kochać ciebie nie mogę, nie mogę!
Wieczór słońca zdmuchuje roznietę.
Nie te usta i oczy już nie te...
Drzewa szumią i szumią nad nami
Gałęziami, gałęziami, gałęziami!

Ten ci jestem, co idzie doliną
Z inną - Bogu wiadomą dziewczyną,
A ty idziesz w ślad za mną bez wiary
W łez potęgę i w oczu swych czary -
Idziesz chwiejna, jak cień, co się tuła -
Wynędzniała, na ból swój nieczuła -
Pylną drogę zamiatasz przed nami
Warkoczami, warkoczami, warkoczami!"
-> Kochaj mnie!

"Gdy zmierzch na oknie naszym już dosięga kwiatów,
My, w cień wspólny związani na znajomej ścianie -
Myślami do dwu różnych odbiegamy światów,
Dłońmi zwarci w tym ziemskim, jak na pożegnanie.

Wędrówka myśli naszych, stroniących od ciała,
Każe pod grozą straty trwać w znieruchomieniu -
Dech przy tchu, skroń przy skroni, ramię przy ramieniu
I unikać wszystkiego, co szumi lub pała...

Czuję ucho twe miękkie - zgrzane przy mym uchu,
Lecz go nie śmiem ochłodzić wilgotnych warg brzegiem,
By dreszczem nieobacznym lub pieszczot zabiegiem
Nie skłócić nabytego od zmierzchów bezruchu."
-> "O zmierzchu", a my ciągle osobno, nie razem...

"Czemuśmy się zgodzili na brzemię pokory?
Na istnienia naszego - ból, krzywdę i strwon?
Czemuśmy nie wyryli choćby kreciej nory,
By dać szczęściu - kryjówkę i nocleg i schron?

Zaniedbaną pieszczotą chcemy zmóc rozpacze -
Na ustach słów spóźnionych zbytecznieje gwar...
I płacz ciągle nas ściga, choć już nikt nie płacze -
Bo i cóż nam zostało? - To jedno: twój czar!...

O, nie znuż się ostatnim czarowania trudem!
Wytrwaj w jawie, co męczy zbyt usilnym snem!
Nie wiesz nawet, czym dla mnie w mroku - poza cudem
Są twe dłonie!... Ja tylko, gdy całuję, wiem..."
-> "Prośba" - pragnę dotykać Twoich dłoni, pozwól mi.

"Wracam, wracam po długiej rozłące -
Dłonie twoje, niecierpliwie lgnące!

Wszystko - dawne, a niby na nowo -
Drogi oddech - znajomy ruch głową...

Znów prowadzisz przez wszystkie pokoje,
I idziemy, idziemy oboje...

Nowej sukni nie postrzegłem wcale -
Śmiech Twój dzwoni, że patrzę niedbale.

Pokazujesz dłonią niespodzianie
Nowe w kwiaty obicia na ścianie

I list do mnie zaczęty na stole -
«Pełen żalu... Niech leży... Tak wolę.»

Okno nagle otwierasz w głąb nieba -
Niepotrzebnie, a właśnie tak trzeba.

Dłoń mą tulisz do serca, więc słyszę,
Jak uderza - choć w ustach masz ciszę...

I w tej ciszy, w straszliwym milczeniu
Skroń mi, płacząc, składasz na ramieniu."
-> Nienawidzę rozłąki.

"Lubię szeptać ci słowa, które nic nie znaczą -
Prócz tego, że się garną do twego uśmiechu,
Pewne, że się twym ustom do cna wytłumaczą -
I nie wstydzą się swego mętu i pośpiechu.
Bezładne się w tych słowach niecierpliwią wieści -
A ja czekam, ciekawy ich poza mną trwania,
Aż je sama powiążesz i ułożysz w zdania
I brzmieniem głosu dodasz znaczenia i treści...
Skoro je swoją wargą wyszepczesz ku wiośnie -
Stają mi się tak jasne, niby rozkwit wrzosu -
I rozumiem je nagle, gdy giną radośnie
W śpiewnych falach twojego, co mnie kocha, głosu."
-> Twój głos, ach!

"Coś srebrnego dzieje się w chmur dali.
Wicher do drzwi puka, jakby przyniósł list.
Myśmy długo na siebie czekali.
Jak ruch w niebiosach! Słyszysz burzy świst?

Ty masz duszę gwiezdną i rozrzutną.
Czy pamiętasz pośpiech pomieszanych tchnień?
Szczęście przyszło. Czemuż nam tak smutno,
Że przed jego blaskiem uchodzimy w cień?...

Czemuż ono w mroku szuka treści
I rozgrzesza nicość i zatraca kres?
Jego bezmiar wszystko w sobie zmieści,
Oprócz mego lęku, oprócz twoich łez..."
-> "Szczęście" - pośpiech pomieszanych tchnień.

"Ciało me, wklęte w korowód istnienia,
Wzruszone słońcem od stóp aż do głów,
Zna ruchy dziwne i znieruchomienia,
Które zeń w śpiewie przechodzą do słów.

Zna pląsy gwiezdne, wszechświatów taneczność
I wir i turkot rozszalałych jazd -
Pieśnią jest życie i pieśnią jest wieczność
W takt mego serca i nie moich gwiazd!

Gdy wieczór na noc do snu się układa,
Zmierzchami tłumiąc purpurowy żal,
Bóg, niby z nieba strącona kaskada,
W pierś mą uderza i rozdzwania w dal...

I drgają w piersi rozdzwonione losy,
Bije do głowy rozśpiewana krew,
I pieśnią całe ogarniam niebiosy,
I ziemię całą widzę poprzez śpiew!"
-> Nie pieśń - a zawodzenie ;(

"Śni się lasom - las,
Śnią się deszcze.
Jawią się raz w raz
Znikłe Maje.

I mijają znów,
I raz jeszcze...
A ja własnych snów
Nie poznaję."
-> Obcość.

"Mrok na schodach. Pustka w domu.
Nie pomoże nikt nikomu.
Ślady twoje śnieg zaprószył,
Żal się w śniegu zawieruszył.

Trzeba teraz w śnieg uwierzyć
I tym śniegiem się ośnieżyć -
I ocienić się tym cieniem
I pomilczeć tym milczeniem."
-> Tęsknię.

"Boże, pełen w niebie chwały,
A na krzyżu - pomarniały -
Gdzieś się skrywał i gdzieś bywał,
Żem Cię nigdy nie widywał?

Wiem, że w moich klęsk czeluści
Moc mnie Twoja nie opuści!
Czyli razem trwamy dzielnie,
Czy też każdy z nas oddzielnie.

Mów, co czynisz w tej godzinie,
Kiedy dusza moja ginie?
Czy łzę ronisz potajemną,
Czy też giniesz razem ze mną?"
-> Czy istniejesz?

"Jesień, przez górskie idąc przełęcze,
Miast serca - liść mi szkarłatny wkłada -
Miast oczu - wtula dwie drobne tęcze
I śpiewa: «Ziemia kona już - blada,
Liść bez zieleni, kwiat bez motyli
Krew tysiącbarwną wysącza z siebie,
Jakby chciał w jednej odtworzyć chwili
Kolory wiosny - po jej pogrzebie!...
Tyś moim liściem, tyś moim kwiatem,
Bez żalu z całym żegnaj się światem!
Pij czar wspomnienia z jesiennej mgły!
Konaj i ty!»

- Konam! po całej konam przestrzeni
Od pól kobierca - do chmur kobierca!
Lecz pomnij - śmiercią piękna jesieni:
Człowiek jest kwiatem innego serca!...
Odkwitną kwiaty z śniegów powicia,
Gdy się odzłoci słońce na nowo!
Wyrwiesz je ze snu złotym kłem życia
I dawnych szeptów napełnisz mową!
Ale po mojej wiosny pogrzebie
Już nie odtworzysz blasków na niebie
I bezwładnego - w głębokim śnie -
Nie zbudzisz mnie!..."
-> Nie chcę jesieni.

"O! płyń na marzeń rozognionej fali
I szukaj słodkiej bachantek nagości!
Nic naszej piersi bogowie nie dali,
Ach! nic nie dali, prócz tylko miłości!

A tej miłości - tej perle jedynej,
Co ma zastąpić wszystkich snów klejnoty,
Nic już nie dano z niebieskiej krainy,
Ach! Nic nie dano, prócz tylko pieszczoty!

Więc ty, gdy staniesz u miłości proga,
Nimfo serc ludzkich, mów: «Otom - uboga!»
I ty, przed miłą gdy zginasz kolano,
Mów jej, strwożony bezmiarem tęsknoty:
«Niebo chcę posiąść! Lecz nic mi nie dano,
Ach, nic nie dano, prócz tylko - pieszczoty!»"
-> Urody nie dano! Atrakcyjności brak!

"1

Ach tylko raz, jedyny raz
Widziałem cię, dziewczyno!
A już ku tobie szumi las,
Ku tobie rzeki płyną -
Ku tobie każdy leci ptak
Na skrzydłach mej tęsknoty
I pod twe stopy każdy szlak
Swój rąbek ściele złoty!...
I czymże jest ten martwy czas
Dla serc, co kipią szałem?
Czyż kocham mniej, że tylko raz,
Raz tylko Cię widziałem?
Czyż kocham mniej, że oto śnię
W dali od twego świata?
Wszak, niby motyl, imię twe
Do lasów mych przylata!
Raz do uścisku dałaś dłoń,
Odchodząc w kraj daleki!
Śmierć tylko raz całuje w skroń,
A sen jej trwa na wieki!

2

Kto tam w okna me kołacze,
Pięścią bije w bram podwoje?
Nie!... To - wicher, co tak płacze,
Że wypłakał oczy swoje!

Kto tam, kto przez mgieł odmęty
Woła na mnie - pieśni składa?
Nie!... To - bór, ten bór zaklęty,
Co się nigdy nie nagada!...

Popłynęły sny twe - rzeką...
Połóż, połóż dłoń na ranę!
Dziewczę twoje tak daleko,
Jak te gwiazdy niedojrzane!"
-> "Z dziennika".

"I

Są inne światy, są niebieskie łąki,
Gdzie się tajemnic rozchylają pąki...
Tam - blade róże i lilie żałobne
Do ziemskich lilij i róż - niepodobne!

Gdy stopa twoja dotknie owych światów -
Usłyszysz pieśń mą w poszumie ich kwiatów,
Zrozumiesz wtedy, ty - piękna i biała,
Żeś tam - na ziemi do mnie należała!...

Zrozumiesz wszystko - i lęk cię ogarnie,
Żeś płomień ust mych stłumiła tak marnie,
Że tam - na ziemi wbrew słońcu, co płonie,
Obce, nie moje, pieściły cię dłonie!

II

Snem mi się stałaś, złotym snem,
I moją już niezłomnie!
Chociaż nie kochasz - wszakże wiem,
Że nocą przyjdziesz do mnie!...

Przyjdziesz, by razem lecieć w dal
I razem konać w dali -
Twe oczy - sen z błękitnych fal,
Twe usta - sen z korali!

Twe usta wciąż całują mnie
I szepczą, zgrzane lotem:
«Wszak ja się tobie tylko śnię -
Nie zapominaj o tem!...»

Nie zapominam... Ciągle wzwyż
Wzbijamy się oboje...
O, jak ty cudnie mi się śnisz!
O, ty - kochanie moje!..."
-> "Z dziennika".

"... Przyjemnie czasem zgnieść w sobie rozsądek,
Jak pasożyta, co niszczy marzenie,
I z lądu życia uciec na przylądek
Samotnych rojeń! Jedno oka mgnienie -
I już tam jestem!...
Znów się czuję dzieckiem
W krótkich spodeńkach, jak niegdyś, przed laty,
Kiedym u Boga siedział za przypieckiem,
Goniąc motyle i zrywając kwiaty,
Gdym, wierząc w czary i drżący ze strachu -
Ciemnych pokojów badał tajemnice,
Gdym po choinki poznawał zapachu,
Że Bóg się rodzi - i gdym swoje lice,
Tulił do kolan panien na wydaniu,
A płeć rozróżniał tylko po ubraniu...

Mieszkałem wówczas w starej kamienicy
Razem z mym koniem drewnianym i batem,
Przez okna w głębie patrzałem ulicy,
Co mi się zdałam niezbadanym światem,
Nieskończonością!... Firanek perkale
W słońcu się w błonę mieniły ze srebra,
Żeś widział przez nie obłoków owale
I ram okiennych ciemniejące żebra.
W oknach - donice w koszulach z papieru:
Mirt niby lokiem pokryty i szklisty.
Kaktus, jeż kwiatów, sterczący bez szmeru,
I heliotropu wonne ametysty.
Przy ścianie - szafa, zabawek skarbnica,
I łóżko z kapą w rurczaste falbany.
O gniazdko moje! Któż dziś cię zaszczyca
Swą obecnością? A nuż staruch jaki
Wtargnął tam dzisiaj między twoje ściany
I dymem fajki lub prochem tabaki
Płoszy sny moje, które dotąd może
Drzemią po kątach w kurzu, jak rupiecie,
I swojej własnej złorzeczą niedoli,
Bo je stróż opój o zwyczajnej porze
Stamtąd wymiata co dzień, aż powoli
Wszystkie wymiecie!

W tym to pokoju, wpośród zabaw zgiełku,
Pod matczynego ramienia opieką
Czułem się dobrze, jak lalka w pudełku...
A kiedy indziej - jak motyl nad rzeką!

I tylko czasem coś we mnie pobladło,
Coś tam zadrżało w myśli pajęczynie...
Wtedy lubiłem spoglądać w zwierciadło
I ujrzeć w jego wymownej głębinie
Własny mój pokój, odbity tak żywo,
Choć ze zmienioną nieco perspektywą...
Niby mój własny, ten sam co na jawie -
A jednak inny, tajemniczy, głuchy
I niedostępny, i tak straszny prawie,
Jakby w nim same przebywały duchy!
Toć sprzęty, lustra oddane przezroczom,
Jak sny się moim przedstawiały oczom!
Sprawdzić - te same, a jednak odmienne,
Rzekłbyś bez wagi i zrobione z ciszy...
Gdy tupnę nogą, to mego tupnięcia,
Wiem, że się w tamtym pokoju nie słyszy...
Wszystko tam takie bezdenne i senne,
I takie pełne czaru i zaklęcia,
Tak niepodobne do jawy, tak cudne,
Aż mię coś wlokło w te głębie bezludne,
Jakieś zachwyty wlokły nieczłowiecze
I nie wiedziałem, co mię tam tak wlecze?
Co się w mej piersi tak tajemnie miota?
I nie wiedziałem, że to jest tęsknota,
Ta, która kiedyś ma utworzyć przedział
Pomiędzy duszą mą a między życiem!
Lecz anioł-stróż mój coś tam o tym wiedział,
Bo z skrzydeł szmerem i ze serca biciem
Stawał nade mną, kiedym spoczął we śnie,
I patrzał w oczy lękliwie, boleśnie,
I coś mi szeptał z pochylonym czołem,
Lecz ja słów jego wtedy nie pojąłem,
Tylko do piersi przyciągał go blisko!
Dopiero później - zrozumiałem wszystko."
-> "Ze wspomnień dzieciństwa" (fragment).

"I

Szumią ptaków loty.
Łąk szeleszczą runa,
W słońcu - pożar złoty,
A na rzece - łuna.

Co za wonność płynie!
Co za cisza w niebie.
Nie płacz - świat nie zginie,
Gdy mu zbraknie ciebie...

II

Straszny w polu zagrzmiał jęk,
Jak żałosny burzy szczęk,
A to motyl blady łka,
Załamuje skrzydła dwa!

«Oj! ze czterech świata stron
Przyszedł do mnie zimny zgon
I uwiędnie niby kwiat
Marzeń moich cały świat!

Oj, ponieście trupa w las
I postawcie na nim głaz,
I postawcie na nim głaz,
I zapłaczcie wszyscy wraz!...

A wyryjcie napis tam -
U zamkniętych śmierci bram,
Że w tym grobie śpiący cień
Był motylem kilka mgnień!...»

III

Gdy między tobą a twoim kochankiem
Pewnego razu zaszła sprzeczka drobna,
On był pochmurny, tyś była żałobna!
I rzekł ci smutny: «Za to, żem przez ciebie
Tak się zachmurzył nad miłości rankiem -
Przeproś mnie teraz!»

I tyś ramion wiankiem
Oplotła jego, a gwiazdy na niebie
Widziały, nim się noc jasna ulotni,
Was dwoje - w szczęściu, a mnie - w mej samotni,
I na jeziorze drgnęła lilia biała,
Gdyś ty kochanka swego przepraszała...

A mnie - odpowiedz - za każdą godzinę,
Co bije razem z serca mego biciem,
Za to, że więdnę i konam, i ginę,
Za to, że życie już nie jest mi życiem;
Za to, że gaśnie marzeń mych ognisko
Od łez ulewy, co je wiecznie rosi,
Za jęk bez echa, za wszystko, za wszystko -
Któż mnie przeprosi?..."
-> "Z dziennika".

"Wzlata nad ziemię, wzlata nad morze
Rozsokolony mój duch,
Jedno mu niebo szumi w przestworze,
A drugie - pod nim, w jezior odwzorze,
Zazdrosny - buja we dwóch!

Z niedoścignienia i z przedaleka
Przybył na ziemię w sam żar,
I nie on na nią, lecz ona czeka.
By wił się po niej, niby ptak-rzeka,
Wił i rozwijał swój czar!

Nieprzymuszony i mimowolny
Złotą zasępia się brwią,
On - wszechobecny i wszechokolny,
I ponadleśny, i ponadpolny,
Rozrzutny śpiewem i krwią!

Jesień i zima, wiosna i lato,
Zdwojone jeziora dnem,
Wszystkie się wspólnie złożyły na to,
By mu być łożem, sadem i chatą,
I wiecznym mieniem, i snem...

Ale nie jemu z piór swych bez skazy
Leniwe gniazdo wić!
On wie, słonecznej chciwy zarazy,
Że mu nie wolno konać dwa razy,
Dwa razy życiem żyć!

Raz tylko z niebem w złące-rozłące
Miłosnych spróbuje cisz -
Raz tylko skrzydła, już konające,
A jeszcze chętne, jeszcze gorące,
Bogom ułoży w krzyż.

Raz tylko śmiechem zdepcze bezkarnie
Skończoność, zwłokę i czas -
Raz tylko w słońcu spłonie pożarnie,
Raz tylko światy całe ogarnie,
Raz tylko, jeden raz!..."
-> "Wzlata nad ziemię" - niechaj wzlecę, ten raz!...

"Dziewczyna do miłości wstępuje krainy,
Tym iż milcząc odsłania tajemnicę ciała -
I mieczowi nieobca ta mądrość dziewczyny,
Gdyż tylko obnażony - zwycięża i pała!...

I duch mój, w tych przyrównań ponętę wpatrzony,
Zrywa szaty pozłotnej zbyt rozwiewne brzemię!
Wielki marzeń bezwstydem - ciska je o ziemię:
Chce zwyciężać i kochać bez żadnej osłony!

Miecz - na wojnie, dziewczyna ta wszakże w pieszczocie
Nie wstydzą się nagości! Pieszczotą i wojną
Duch grozi tajemnicy, co mgłami jest zbrojną!
Nagi - pragnie się tarzać w słońc kurzu i złocie!

Cokolwiek w sobie znajdzie - jad, zgrozę lub płomień,
To obnaży na słońce w południa godziny!
Nie chce żadnych tajemnic, złudzeń ni poskromień,
Upojony mądrością miecza i dziewczyny!"
-> Cóż to za tajemnica ciała :(

"Pieśni me jeziornym przyrównałem dnom
I wysyłam w drogę ku Wam - panie Janie -
Aby przeszły w błysk i w grom
Poprzez Wasze posłuchanie!

Jeszcze się nie śniło, co się oczom śni,
A już duch się Snowi oddał na ofiarę,
Bom ja dożył owych dni,
Gdy się wierzy w samą wiarę...

Gdy modlitwa sercu bliższa niźli Bóg,
A zaś Bóg - jak łodzią niedotknięta rzeka -
Gdy wrzos, chaber i głóg,
Zapatrzyły się w człowieka!...

Roślinnieje dusza, człowieczeje świat,
Tajemnicom śpieszno w liliach się zaśnieżyć
I raz jeszcze cały świat
Od początku chce się szerzyć!..."
-> Z tym się zgodzę, co do modlitwy.

Uf, wreszcie mam za sobą tę czytatkę. Wszystkie pozycje na 5.

Sad rozstajny (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Napój cienisty (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Łąka (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Dziejba leśna (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Poezje zebrane (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Poezje zebrane [Algo] (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Wiersze (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Wiersze wybrane (antologia; Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Poezje wybrane [LSW] (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Wybór poezyj (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Bolesław Leśmian: Wybór poezji (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Bolesław Leśmian: Antologia (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Wyznanie spóźnione: Wybór (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Liryki najpiękniejsze (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Najpiękniejsze wiersze (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
W malinowym chruśniaku (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Trzy róże (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Spojrzystość (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Gad i inne wiersze (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Zwiedzam wszechświat (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Jesteś moją rozkoszą (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Cudotwory miłosne (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Nieskończoność róży (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Rok nieistnienia (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Sen miałem (Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław))
Poezja erotyczna: Wiersze polskich poetów (antologia; Przerwa-Tetmajer Kazimierz (Tetmajer Kazimierz), Żeleński Tadeusz (pseud. Boy), Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław) i inni)
Ogród miłości: Tetmajer, Leśmian, Staff (antologia; Przerwa-Tetmajer Kazimierz (Tetmajer Kazimierz), Leśmian Bolesław (właśc. Lesman Bolesław), Staff Leopold)
Bukiet poezji miłosnej (antologia; Arnsztajnowa Franciszka, Asnyk Adam (pseud. El...y), Bieder Edmund i inni)
Kwiaty ojczystej ziemi (antologia; Konopnicka Maria, Lechoń Jan (właśc. Serafinowicz Leszek), Lenartowicz Teofil i inni)
Kwiatami ku niebu... (antologia; Mickiewicz Adam, Słowacki Juliusz, Kruszewska Felicja i inni)
Niebo złote ci otworzę (antologia; Baczyński Krzysztof Kamil, Nawrocki Stanisław (1947-2004) (pseud. Bartnicki Marek), Broniewski Władysław i inni)
Przylądki lepszych nadziei (antologia; Staff Leopold, Miłosz Czesław, Mioduszewski Stanisław i inni)
Pory roku: Wybór wierszy (antologia; Naruszewicz Adam (Naruszewicz Adam Tadeusz Stanisław), Karpiński Franciszek, Koźmian Kajetan i inni)
Złota księga wierszy polskich (antologia; < autor nieznany / anonimowy >, Asnyk Adam (pseud. El...y), Baczyński Krzysztof Kamil i inni)
Bóg czyta wiersze: Antologia poezji polskiej (antologia; Władysław z Gielniowa, Kochanowski Jan, Wujek Jakub i inni)
128 bardzo ładnych wierszy stworzonych przez sześćdziesięcioro ośmioro poetek i poetów polskich (antologia; Kołakowski Leszek, Kochanowski Jan, Szarzyński Sęp Mikołaj i inni)
Sto wierszy polskich = Hundert polnische Gedichte [Wyd. Literackie] (antologia; Nowak Tadeusz (1930-1991), Asnyk Adam (pseud. El...y), Baczyński Krzysztof Kamil i inni)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 6932
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: