Dodany: 2016-01-23 12:52|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Pan Misio
Trokowicz Bartłomiej

5 osób poleca ten tekst.

W Lesie jak w życiu


Pan Misio, jak samo jego miano wskazuje, jest niedźwiedziem rodzaju męskiego. Mieszka sobie w pewnym Lesie, żyjąc w zgodzie z całą pozostałą leśną fauną. Do szczęścia brakuje mu tylko żeńskiego towarzystwa, co, jak podkreśla autor (dyskretnie przy tym przemycając prawdziwą informację o sytuacji demograficznej jednego z najrzadszych krajowych zwierząt chronionych), jest problemem trudnym do rozwiązania, biorąc pod uwagę liczbę zamieszkujących w naszych lasach niedźwiedzi. A jednak pewnego dnia zjawia się Niedźwiedzica. Radość z jej poznania chwilowo przyćmiewają jednak Panu Misiowi kłopoty z najbliższym sąsiadem lasu – Człowiekiem – których pośrednią przyczyną staje się Lis. Ale, jak się okaże (na szczęście dla Pana Misia), Ludzie Ludziom nierówni…

Ta wdzięczna, bezpretensjonalna bajka, klimatem bardzo przypominająca „Pafnucego” Joanny Chmielewskiej, dość udatnie godzi potrzebę przybliżenia młodemu czytelnikowi wiedzy o naturalnych zachowaniach zwierząt (Pan Misio i pozostali bohaterowie mieszkają i odżywiają się tak, jak ich niebajkowe odpowiedniki: Lis podkrada się do kurnika, Mysz i Szczur uczą się unikać pułapek zastawianych przez Człowieka, Wilczęta trenują pozorowane walki itd.) i równocześnie uczłowieczenia ich w taki sposób, by dało się z ich postępowania wynieść jakieś nauki moralne. Zwierzęta przyjaźnią się lub kłócą, pomagają sobie lub robią złośliwe dowcipy, wymieniają doświadczenia albo plotki – no i w pewnym zakresie rezygnują z wyznaczonego przez naturę miejsca w łańcuchu pokarmowym, bo nawet Lis nie chce „robić krzywdy komuś, z kim da się pogadać”[1]. I, tak jak my, stają czasem w obliczu trudnych wyborów i pytań: niczym nieskrępowana wolność i wygoda czy podzielenie z kimś swej przestrzeni życiowej i nauczenie się kompromisów? Pełne bezpieczeństwo czy narażenie zdrowia albo i życia dla kogoś, kto akurat jest w potrzebie? Trzymać z takim, co jest mocny, ale wredny czy z maleństwem o dobrym sercu? Czy dbanie o własny interes jest naganne, jeśli się przy okazji komuś pomoże?

Jeśli nawet koncepcja fabuły nie jest stuprocentowo oryginalna, nie odbiera to czytelnikowi możliwości nieskrępowanego cieszenia się tą ciepłą, momentami wzruszającą, pełną pozytywnej energii opowieścią. Odrobinkę może przeszkadzać jedynie – umotywowany co prawda przerośniętymi siekaczami, ale fonetycznie trudny do zniesienia – sposób wypowiadania się Świnki Morskiej. Plusem są za to prześliczne grafiki autorstwa Dalii Żmudy-Trzebiatowskiej, w stylu podobne do tych, które zdobiły strony przyrodniczych opowieści Curwooda czy Setona (w moim prywatnym rankingu wygrywa okładkowy portret Pana Misia, zaraz za nim plasuje się ilustracja ze str. 47, ale piękne są naprawdę wszystkie!).

Dla czytelników, którzy dawno już wyrośli z wieku dziecięcego, jeśli tylko z zasady nie wzdragają się przed sięganiem po literaturę przeznaczoną dla młodszych pokoleń, przygotował autor dodatkową niespodziankę w postaci paru aluzji do nieznanej tym młodszym rzeczywistości, jak scena przemowy starego Bobra, zakończonej legendarnym pytaniem: „Pomożecie!?”[2].

A jeszcze milszy akcent znajdą w „Panu Misiu” wielbiciele słowa pisanego w każdym wieku. Otóż w obejściu Człowieka znajduje się skarb, z którego on sam nie korzysta, lecz nie sprzeciwia się, by korzystali zeń inni: „Całą podłogę zalegały sterty złota. Dziewczynka zamrugała. Wzrok po chwili przyzwyczaił się do blasku. Okazało się, że to jednak nie złoto. Owszem, góry złota nie byłyby złe, ale mogły sprawiać kłopoty. To, co widziała przed sobą, uznała za większy skarb. Sterty starych książek i gazet!”[3]. Dla Dziewczynki to tylko przyjemność, ale najmniejsi mieszkańcy Lasu, wspomagani przez swoją cywilizowaną daleką krewniaczkę, wykorzystają ów skarb, by zrobić coś naprawdę ważnego. A dla jednego z nich przygoda z literami i słowami będzie początkiem nowego życia: zamiast pracować dla „leśnych gangsterów”[4] i robić innym zwierzętom „drobne świństwa”[5] – „wejdzie na strych, ułoży się i wykorzysta ostatnie promienie słońca, by przeczytać kilka stron przed snem”[6]. Czyż to nie piękne zakończenie? Czytamy, więc stajemy się lepsi!


---
[1] Bartłomiej Trokowicz, „Pan Misio”, wyd. Sumptibus, 2015, s. 34.
[2] Tamże, s. 102.
[3] Tamże, s. 115.
[4] Tamże, s. 147.
[5] Tamże, s. 13.
[6] Tamże, s. 147.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1485
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: Pani_Wu 2016-01-31 23:47 napisał(a):
Odpowiedź na: Pan Misio, jak samo jego ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Brzmi zachęcająco! Ale czy jakakolwiek Twoja recenzja była inna? :)
Do schowka.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: