Dodany: 2013-06-07 19:05|Autor: misiak297

Ten magiczny dom


Są książki, które zapewnią czytelnikom chwilową rozrywkę - do przeczytania i od razu do zapomnienia. Są takie, które czyta się raz i nie ma się potrzeby powrotu do nich. A są takie - największe skarby - które przeczytało się czasem więcej niż raz i ciągle się do nich wraca. Bo uwiódł powieściowy świat, bo fabuła trafia w nasze potrzeby, bo treść mówi o nas samych albo o nas takich, jakimi chcielibyśmy się stać.

Dla mnie taką "książką-skarbem" jest "Sto lat samotności" Márqueza, powieść swego czasu spontanicznie wypożyczona z biblioteki. Pamiętam jak dziś, trzymałem stare, zniszczone wydanie w dłoniach (już po wyjściu z biblioteki), otworzyłem w przypadkowym miejscu, przeczytałem jeden akapit... i stwierdziłem, że porzucam dotychczasową lekturę dla sagi rodziny Buendiów. Wkrótce ich perypetie pochłonęły mnie bez reszty. Pożerałem wzrokiem kolejne rozdziały, przebywałem ze skazanymi na samotność członkami jednego plemienia, z wypiekami na twarzy śledziłem ich losy. Ten magiczny świat Macondo, w którym rodziły się dzieci ze świńskimi ogonami, z nieba spadały żółte kwiatki, śmierć zapowiadała swe przybycie z wyprzedzeniem, a miłość była tak ogromna, że sprowadzała śmierć, zafascynował mnie. I zaraz po dotarciu do ostatniej kropki zamknąłem książkę i udałem się do księgarni, aby nabyć własny egzemplarz. Stoi teraz na półce, zadbany, choć ze śladami wielokrotnego czytania. Bo ten świat nadal potrafi mnie pochłonąć, choć doskonale pamiętam wszystkie zdarzenia, postaci, nawiązania i znaczenia. Myślałem, że nigdy nie przeżyję już podobnej przygody czytelniczej. To znaczy w międzyczasie czytałem mnóstwo książek wywołujących różnorakie emocje, niedających się od siebie oderwać, wyjątkowych, niezapomnianych. Jednak nie sądziłem, że kiedyś mogę trafić do krainy podobnej do Macondo.

Cóż, myliłem się. Sięgnąłem po "Dom duchów" Isabel Allende. Chciałbym pozostawić Wam, czytający tę recenzję, przyjemność odkrywania fabuły. Powiem tylko, że to historia rodzinna rozgrywająca się w burzliwych czasach w Chile. Głównymi bohaterkami są kobiety, które otaczają zamożnego, despotycznego, zdeterminowanego Estebana Truebę - obcująca z duchami niezwykła i pełna życia (a jednocześnie od tego życia jakby się dystansująca) żona Clara, siostra Ferula ze swoją ogromną miłością zdolną zadusić, córka Blanca, której całe życie naznaczone zostanie jednym miłosnym uczuciem, wnuczka Alba, przyjmująca rolę kronikarki rodzinnej, czy wreszcie przedwcześnie (i przez tragiczną pomyłkę) zmarła Rosa, jakby zbyt piękna i niewinna dla świata, aby mogła wieść długie życie. To właśnie te niezwykłe i silne kobiety tworzą dom, który jest w stanie przetrwać dziejowe burze.

Bo "Dom duchów" to również opowieść o mierzeniu się człowieka z historią (zarówno tą wielką, jak i tą mniejszą, "rodzinną") niszczącą bezpieczny świat - i o zwycięstwie tegoż człowieka, który jest w stanie odbudować ów świat w innych warunkach. Esteban i kobiety jego życia po każdej prywatnej czy historycznej katastrofie próbują się odnaleźć, aby żyć dalej.

Sporo napisano na Biblionetce o pięknym języku, jakim posługuje się Isabel Allende, o opowieści, która wciąga tak, że nie sposób się oderwać, o barwnych postaciach zaludniających stronice i o interesującej narracji - to wszystko prawda. Chciałem się jednak skupić na aspekcie, który chyba jeszcze nie został poruszony.

"Dom dusz" w dużej mierze przypomina "Sto lat samotności" - i to nie tylko za sprawą realizmu magicznego (rzadziej obecnego u Allende), podobieństw jest więcej. Uderza przede wszystkim bardzo podobny styl - przewaga opowieści nad warstwą dialogiczną, więcej opowiadania niż szczegółowego opisu. Zniechęcające? Bynajmniej. Podobnie jak Márquez, Allende potrafi doskonale przedstawić historię rodziny - tak doskonale, że nie przeszkadza szybko tocząca się akcja. Historia po prostu uwodzi, opisywany świat pochłania, losy nietuzinkowych postaci (nakreślonych bardzo wyrazistą kreską) ciekawią, Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu W obu powieściach nie brakuje humoru, nie brakuje też dramatyzmu (choć obraz wykreowany przez Márqueza jest zdecydowanie bardziej ponury - Allende patrzy na swoich bohaterów z ciepłem i czułością, a "Dom duchów" tchnie optymizmem i nadzieją).

Znaczące podobieństwa między tymi książkami czytelnik na pewno wyłapie bez trudu. Zacznijmy od postaci: zarówno Urszula Iguarán Márqueza, jak i Clara del Valle Trueba stworzona przez Allende - choć skrajnie różne (pierwsza - sfrustrowana i twardo stąpająca po ziemi, druga - uciekająca przed prawdziwym życiem w świat wygód, duchów i taroka) to kobiety, które stanowią trzon domu i scalają rodzinę,Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu I tu, i tu jest epizodyczna postać życzliwej prostytutki, która ma znaczący wpływ na losy rodziny (u Márqueza - Pilar Ternera, u Allende - Transito Soto), pojawia się też niedostępna femme fatale, fascynująca swoją nieziemską urodą (w "Stu latach samotności" wniebowzięta Piękna Remedios/Rosa z "Domu duchów"). Na poziomie fabuły podobieństwa również są nietrudne do znalezienia - ustanawianie nowego świata (symbolizowanego przez Macondo/przez dom, który Esteban Trueba ponownie bierze we władanie), klęska zażegnana przez mądrego starca (u Márqueza to plaga bezsenności, u Allende - plaga mrówek), mnóstwo zakazanych miłości (w "Stu latach samotności" dominuje miłość kazirodcza - bohaterowie "Domu duchów" wikłają się w różne "mezaliansowe" związkiUwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu, rewolucja burząca dawny porządek. Podobieństwa można by mnożyć. Jednak ważniejsze jest to, że bazując na podobnym tworzywie, Isabel Allende tworzy coś zupełnie wyjątkowego, broni własnego stylu, historia przez nią przedstawiona fascynuje tak samo, jak perypetie rodziny Buendia. Atuty tej prozy sprawiają, że nawet na mankamenty przekładu chce się przymknąć czytelnicze oko (tłumacz, Zbigniew Marcin Kowalewski, nie zna najwyraźniej takiego pojęcia, jak "podmiot domyślny" - stąd w wielu zdaniach brzmi niezamierzony komizm), aby postawić "Domowi duchów" zasłużoną najwyższą notę.

Dobrze, nawiązania literackie na bok. "Dom duchów" fascynuje, wciąga, nie pozwala o sobie zapomnieć. Allende potrafi całkowicie przenieść czytelnika w opisywany przez siebie świat. To prawdziwa magia. Podczas lektury czułem się, jakbym razem z Estebanem przywracał dom do dawnej świetności, słuchał nieomylnej wróżbiarki Clary, która grała na fortepianie Chopina, nie dotykając klawiatury, wymykał się z Blancą na potajemne miłosne schadzki, dodawał Albie otuchy, gdy była dręczona. Perypetie tej rodziny mnie pochłonęły, a piękno opisu szczerze urzekło. Już wiem, że będę częstym gościem w domu Estebana i Clary. Znalazłem kolejne literackie miejsce, do którego chcę często wracać. Może i wy sięgniecie po "Dom dusz" i zachwycicie się prawdziwie wielką literaturą?

Niezależnie od tego, czy ten tekst skłoni kogokolwiek do zapoznania się z losami członków rodziny Trueba, czy nie, zachęcam Was do szukania swoich książek-skarbów. Może "Dom duchów" jest jedną z nich?


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 5890
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 9
Użytkownik: katie77 2013-06-07 20:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Są książki, które zapewni... | misiak297
Świetna recenzja! Miło było jeszcze raz zagościć w "Domu duchów".
Warto sięgnąć też po "Córkę fortuny" i "Portret w sepii", by przeczytać trylogię w całości. :) Ja też zaczynałam od trzeciego tomu i zachwycona nim, sięgnęłam po wcześniejsze...
Użytkownik: misiak297 2013-06-07 21:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Świetna recenzja! Miło by... | katie77
Dziękuję! Za jakiś czas na pewno sięgnę:)
Użytkownik: miro3 2013-06-30 21:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję! Za jakiś czas n... | misiak297
Super książka polecam gorąco.
Użytkownik: helen__ 2013-06-07 23:04 napisał(a):
Odpowiedź na: Są książki, które zapewni... | misiak297
Gratuluję recenzji, wspaniale oddaje to, czym urzeka powieść - jak i mnie urzekła, wiele, wiele lat temu. Aż się dziwię, że nie mam własnej - a przecież wracam do niej co jakiś czas. Jak i zresztą do wspomnianego przez Ciebie Macondo. Bo masz rację, Misiaku - obie te książkiu - od pierwszego zachwytu i przeczytania - zaczynają mocno w tobie mieszkać.
Użytkownik: gosiaw 2013-06-08 12:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Są książki, które zapewni... | misiak297
Tak Misiaku przekonująco zachwalasz, że gdybym nie czytała tej książki to pewnie czym prędzej zaczęłabym jej poszukiwać. Ale czytałam i nie jest to moja książka-skarb, z pewnością. Jest to jedno z moich większych rozczarowań. Widziałam kiedyś ekranizację i całkiem mi się podobała, dzieło ma w bnetce mnóstwo bardzo dobrych ocen i opinii, a jednak dla mnie okazało się to nudne, rozwlekłe, irytujące i nie wiem co jeszcze. Cały czas zadawałam sobie pytanie "czym tu się ekscytować?". Polecanki mi tego nie polecały, dziwiłam się dlaczego, ale teraz już wiem, że wiedziały co robią. ;) Dość często zresztą im się to zdarza.
Użytkownik: misiak297 2013-06-08 14:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak Misiaku przekonująco ... | gosiaw
Film bardzo mnie ciekawi, choć obawiam się, że 2,5 godziny to za mało, aby pomieścić całe bogactwo tej książki. Obejrzę przede wszystkim ze względu na Meryl Streep, którą uwielbiam:)
Użytkownik: emkawu 2013-06-08 23:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Film bardzo mnie ciekawi,... | misiak297
W filmie jest bardzo dużo zmian, ciekawa jestem, jak to jest, kiedy się najpierw przeczyta książkę (ja najpierw obejrzałam film, który bardzo mi się wtedy podobał i potem książka trochę mnie nużyła).
Użytkownik: rastanja 2013-06-12 16:39 napisał(a):
Odpowiedź na: Są książki, które zapewni... | misiak297
I Glenn Close w roli Feruli - fenomenalna!
Użytkownik: midori. 2013-08-21 22:12 napisał(a):
Odpowiedź na: Są książki, które zapewni... | misiak297
Już z doświadczenia wiem, że to co polecisz i mnie zainteresuje :) troszkę się tylko martwię, że te podobieństwa "Domu duchów" do "Stu lat samotności" będą mnie gryzły podczas czytania, przeszkadzały. "Sto lat..." bardzo lubię, mam swoje ulubione fragmenty i boję się, że "Dom..." to ich podróbka...
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: