Dodany: 2021-05-02 15:47|Autor: idiom1983

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Ewangelia według Jezusa Chrystusa
Saramago José

3 osoby polecają ten tekst.

Krótka rozprawa między trzema osobami: Bogiem Ojcem i Panem, Synem Bożym i Szatanem


Na przełomie pierwszego wieku p.n.e. i pierwszego wieku n.e. w środowisku żydowskich uczonych w piśmie rozgorzał spór o prymat w interpretacji Tory pomiędzy szkołami dwóch ówcześnie najwybitniejszych nauczycieli, trudniących się wyjaśnianiem licznych zawiłości, zawartych w objawionym przez Boga Mojżeszowi Pięcioksięgu. Ortodoksyjna szkoła Szammaja, oparta na skrupulatnym i rygorystycznym przestrzeganiu wszystkich nakładanych na człowieka przez prawo zakazów i nakazów, starła się w walce o rząd dusz z liberalniejszą w założeniu szkołą Hillela, dla którego eteryczny duch prawa Bożego, trudny do wychwycenia, lecz właśnie dzięki temu tak usilnie przez wielu poszukiwany, był ważniejszy, niż sztywne konserwatywne podejście, mierzone liczbą postów, ofiar i rytualnych ablucji, oparte na jednostkowym autorytecie niepozostawiajacym szerokiego pola do debaty i konstruktywnego dialogu. Esencję sporu pomiędzy oboma antagonistami najlepiej obrazuje obrosła w legendę anegdota o cudzoziemcu, który zadeklarował chęć konwersji na judaizm pod warunkiem, że ktoś spośród Żydów wyłuszczy mu znaczenie całej Tory ze wszystkimi jej zawiłościami, podczas gdy on, stanąwszy na jednej nodze, zdoła wytrwać w tej niewygodnej pozycji do końca takiej niekonwencjonalnej katechezy. Cudzoziemiec ów udał się najpierw do Szammaja, który słynąc z gwałtownego i porywczego charakteru, usłyszawszy nietypową prośbę, wpadł w szał i doprowadzony do szewskiej pasji, przepędził zuchwałego młodzieńca na cztery wiatry. Niezrażony pierwszym niepowodzeniem, dociekliwy obcokrajowiec udał się następnie do Hillela, który, słynąc z kolei z niczym niewzruszonego opanowania i łagodnego i życzliwego usposobienia do innych ludzi, usłyszawszy to, o co poprosił go młody człowiek, uśmiechnął się tylko dobrotliwie i rzekł: "Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe. Oto jest cała Tora. Reszta to komentarz do niej. A teraz idź, czytaj, ucz się i poznaj go". W ten sposób, po raz pierwszy na gruncie judaistycznej etyki, została sformułowana tzw. "złota zasada'', znana z pism Konfucjusza czy Arystotelesa reguła postępowania, oparta na zasadzie wzajemności, nakazująca traktować innych ludzi dokładnie tak samo, jak sami chcielibyśmy być przez nich potraktowani. Twórczo rozwinie ją później Jezus Chrystus w Ewangelii według świętego Mateusza: "Co byście chcieli, żeby Wam ludzie czynili, i Wy im czyńcie" (Mt, 7,12). Wnukiem Hillela był Gamaliel zwany Starszym, mistrz i nauczyciel świętego Pawła z czasów, kiedy ten nosił jeszcze hebrajskie imię Saul i należał do grona najzagorzalszych przeciwników i prześladowców rodzącej się wspólnoty Kościoła. Gamaliel, choć podchodził sceptycznie do poglądów jakie głosili Apostołowie, wykazywał identyczny sceptycyzm wobec prób prześladowań i siłowego rozprawienia się z wyznawcami i zwolennikami nowopowstającego chrześcijaństwa. Swoje racje argumentował w ten sposób, uważając, że jeśli nowa nauka pochodzi od ludzi, rozpadnie się w toku toczonych przez tychże ludzi kłótni, sporów, waśni i niesnasek. Jeśli jednak prawdziwie pochodzi ona od Boga, żadna ludzka siła nie zdoła jej powstrzymać, i może się w przyszłości okazać, że ci, którzy próbują z nią walczyć, występują przeciwko woli samego Boga. Powieść José Saramago "Ewangelia według Jezusa Chrystusa" nie pozostawia najmniejszych wątpliwości co do tego, że jest w całości wyłącznie ludzkim wytworem, apokryficzną hipotezą i twórczym dociekaniem i rozważaniem wielu trapiących człowieka wątpliwości. Nie można jej zatem zaliczyć do uznawanych przez Kościół pism, spisanych przez natchnionego bożą łaską autora. Bazując na tym punkcie wyjścia, wypada teraz zmierzyć się z treścią powieści jedynego w historii portugalskojęzycznego laureata literackiej Nagrody Nobla.

Bluźniercza? Heretycka? Obrazoburcza? W najlepszym razie kontrowersyjna i budząca wiele wątpliwości i sceptycyzmu? Czy aby na pewno? Czy faktycznie Saramago w zawartych w swojej powieści prowokacyjnych tezach, celowo prokuruje pod swoim adresem gniew konserwatywnych chrześcijańskich środowisk, z premedytacją chcąc być przez nie odsądzanym od czci i wiary? A może tylko próbuje potrząsnąć utartym przez wieki stereotypowym wyobrażeniem Jezusa Chrystusa, czy może raczej postrzeganiem jego osoby przez ludzi, którzy choć zazwyczaj szczerze i pokornie składają ręce do modlitwy, równie często ochotnie grzeszą przeciw boskim i kościelnym przykazaniom? Takie dylematy bez wątpienia pojawią się w umysłach wielu czytelników powieści Saramago, kiedy przeczytają już ostatnie napisane przez autora zdanie. Nie ukrywam, że w moim przypadku dylematy również się pojawiły. Postaram się zinterpretować powieść portugalskiego noblisty na swój sposób, w pełni szanując i rozumiejąc odmienne punkty widzenia na ten temat.

Saramago nie był pierwszym pisarzem w historii literatury, który w swojej twórczości sięgnął po motyw alternatywnej wizji w spojrzeniu na zalążki powstawania i funkcjonowania wielkich religijnych wspólnot. Przed nim czynili to między innymi Michaił Bułhakow w "Mistrzu i Małgorzacie", gdzie Szatan jawi się jako posłuszny wykonawca boskich zamiarów, pomimo trawiącej go permanentnej chęci czynienia zła, czy Salman Rushdie w głośnych i obłożonych fatwą ajatollacha Chomeiniego "Szatańskich wersetach", odwracających fundamentalną do tej pory zależność między Bogiem a człowiekiem. Na kartach powieści Rushdiego pojawia się realna możliwość sprawowania politeistycznych kultów w islamie, najsilniej akcentującym ścisły monoteizm, a także po stokroć więcej obrazoburcza sugestia, że to nie Bóg człowieka, ale właśnie człowiek Boga stworzył sobie na swój obraz i podobieństwo, jako wygodne narzędzie do realizacji własnych, często niechlubnych celów, takich jak władza, bogactwo i ślepe posłuszeństwo innych ludzi, strwożonych ogromem i grozą wiekuistych piekielnych mąk.

W książce Portugalczyka codziennemu życiu rodziny cieśli Józefa, jego żony Maryi i licznej gromady ich dzieci z najstarszym synem Jezusem na czele, bardziej niż świetlisty nimb nabożnej pobożności, towarzyszy raczej mnogość sowicie okraszanych tzw. prozą życia konfliktów, wynikających ze współżycia pod jednym dachem w ubogich materialnych warunkach, wielu silnych i odmiennych względem siebie charakterów i typów osobowości. Trudno uznać sportretowaną w powieści rodzinę za dysfunkcyjną czy wręcz patologiczną. Tak samo trudno jednak postawić ją jako idealny wzór do bezkrytycznego naśladowania dla innych. Codziennemu życiu w realiach sprzed dwóch tysiącleci autor poświęca wiele uwagi, z pieczołowitą starannością odtwarzając ubóstwo i niepewność jutra, ciężką pracę, która często nie wystarcza do materialnego utrzymania i nakarmienia dużej rodziny, oraz niestabilność polityczną okupowanej przez Rzymian Palestyny, wstrząsanej wyzyskiem okupantów i rebeliami wzniecanymi przez licznych i samozwańczych Mesjaszów.

W książce Saramago Jezus jawi się raczej jako ułomny człowiek, targany licznymi wątpliwościami, poszukujący niedostępnych dla niego odpowiedzi na fundamentalne pytania o sens jego ziemskiego życia, niż jako gromowładny Bóg i Pan wszystkiego uczynionego przez Siebie stworzenia, jednym skinieniem wszechmogącej Prawicy gotowy zmusić najpotężniejszych ziemskich władców z królewskimi koronami na głowach do bezgranicznego poddania się Jego nieznoszącej sprzeciwu woli. Niepewność to chyba najwłaściwsze określenie, wypełniające życie Saramagowego Jezusa, która dotyka tę postać od tajemniczego zwiastowania przez anioła o wyglądzie żebraka, aż po kulminacyjny dla całej powieści moment spotkania Jezusa z Bogiem Ojcem z jednej i Szatanem z drugiej strony na środku spowitego gęstą jak zupa mgłą Jeziora Galilejskiego. Szatan, niczym Don Vito Corleone z "Ojca chrzestnego", przedstawia obydwu boskim osobom "niemoralną propozycję", mającą w sobie też coś z "propozycji nie do odrzucenia", która rozwiąże wszelkie trawiące ludzkość problemy i bolączki. Co to takiego? Tego oczywiście nie mogę tutaj zdradzić, gdyż odkryłbym przed potencjalnymi czytelnikami najgłębszy zamysł autora, który wyjawić odbiorcom powinna jedynie lektura samej powieści. Niepewność towarzyszy Jezusowi także pośród wielu innych życiowych perypetii. Kładzie się ona cieniem na relacji Jezusa z jego ojcem Józefem, dręczonym wyrzutami sumienia i koszmarami sennymi, z powodu tego, że nie ostrzegł rodziców betlejemskich dzieci przed rzezią niewiniątek, dokonaną z rozkazu króla Heroda. Niepewność rzutuje też na relacje Jezusa z matką i młodszym rodzieństwem, kiedy po przedwczesnej śmierci Józefa Jezus, zamiast podjąć obowiązki głowy rodziny, decyduje się opuścić swoich bliskich i pod opieką tajemniczego Pasterza wypasać największe stado kóz i owiec, jakie kiedykolwiek widziano na palestyńskich bezdrożach. Kim jest tajemniczy Pasterz? Czy kimś na kształt chrześcijańskiego Anioła Stróża, powołanego do opieki ludzkiej istoty przed podszeptami zła, czy czymś na kształt muzułmańskiego Karina - "nieodstępnego towarzysza", demona wiecznie kuszącego i namawiającego do grzechu? Jedynie Karin Proroka Mahometa pod wpływem głoszonych przez niego nauk porzucił swoje grzeszne usposobienie i stał się dobrą istotą. Walka z Karinem to nic innego jak osławiony dżihad, święta wojna z grzesznymi podszeptami pragnącego ludzkiej zguby Szatana. Niepewnością przesiąknięta jest też relacja Jezusa z Marią z Magdali, byłą nierządnicą sprzedającą za pieniądze swoje ciało, z którą Jezus żyje bez zawarcia błogosławionego przez prawo sakramentu małżeństwa. Czy więc taki grzesznik może zostać wybranym przez Boga, aby za jego pomocą dokonało się zbawienie świata i ludzkości?

W chrześcijańskiej tradycji dzień Nowego Roku, poprzedzony sylwestrową zabawą i hucznie świętowany głośną muzyką i pokazami fajerwerków, należy do grona radosnych świąt, których przeżywanie jest znakomitą okazją do wytchnienia od bolączek i kłopotów powszedniej codzienności. Tymczasem żydowskie święto Nowego Roku, zwane Rosz ha-Szana, rozpoczyna dziesięciodniowy okres zwany Jamim Noraim, czyli Strasznymi Dniami, kiedy Bóg dokonuje sądu nad światem i życiem każdego człowieka. W Niebie otwierane są trzy księgi: Księga Życia, gdzie zapisywane są uczynki ludzi pobożnych i sprawiedliwych, Księga Śmierci, gdzie zapisywane są nieprawości zatwardziałych grzeszników, oraz trzecia księga, w której zapisywane są uczynki ludzi, których nie można jednoznacznie zdefiniować. Skrucha, pokuta, pokora, post, modlitwa i jałmużna, dokonywana w tym czasie przez ludzi, może wpłynąć na boski werdykt, wydawany w Dzień Pojednania - Jom Kippur. Znamienne jest to, że w żydowskich wierzeniach każdy sam odpowiada za swoje czyny przed obliczem Boga, który jawi się bardziej jako surowy Pantokrator, skrupulatnie odnotowujący każdą plamiącą człowieka grzeszność i nieprawość, niż miłosierny Ojciec, gotowy złożyć własnego Syna na przebłagalną ofiarę za grzechy świata. Powieść Saramago stawia czytelnikowi ważkie pytanie, ku któremu z tych z dwóch wizji Boga skłania się jego wiara. Kiedy aż osiem na dziesięć przykazań dekalogu, a więc fundamentu Starego Testamentu, stanowią zakazy czynienia zła, Jezus przybywa z diametralnie innym przesłaniem aktywnego czynienia dobra. Słusznemu w intencji, lecz pasywnemu w działaniu zakazowi zabijania przeciwstawia postawę Dobrego Samarytanina, a więc pogardzanego przez ortodoksyjnych Żydów heretyka, który powodowany miłosierdziem udziela pomocy napadniętemu przez zbójców rannemu. Kiedy dekalog zabrania kradzieży, Jezus namawia innych, aby dzielili się swoimi dobrami z tymi, którzy żyją w biedzie i niedostatku. Wreszcie kiedy inni ostrzą miecze, aby zadawać nimi ciosy, skierowane w piersi dręczących kraj wrogów, Jezus wzywa do miłości względem nieprzyjaciół i prześladowców, których zalicza do grona bliźnich. Trudna to lekcja do odrobienia prawda? Z każdego poczynania galilejskiego kaznodziei wyziera dobitne przesłanie: Jeśli nie miłość, to co?...

Powieść Saramago nie ucieka od trudnych pytań i kontrowersyjnych argumentów. Niemniej jednak nigdy, przynajmniej moim zdaniem, nie kieruje się chęcią obrażania religijnych dogmatów ani uczuć wierzących w nie ludzi. To trudna w odbiorze, ale przy tym głęboko poruszająca i inspirująca lektura, traktująca o tym, że wszyscy, nie wyłączając samego Jezusa, mają prawo odrzucić wygodną ułudę przeznaczenia i predestynacji, i powiedzieć Bogu NIE, zamykając się na Jego obecność w swoim życiu. Jak pisał święty Augustyn: "Bóg stworzył Cię bez Ciebie, ale nie zbawi Cię bez Ciebie". Jednakowoż wszyscy, nie wyłączając nawet samego Szatana, mają prawo powiedzieć Bogu TAK, i - podobnie jak Karin Proroka Mahometa - porzucić grzeszną naturę w imię czynienia dobra, którego najpiękniejszą odmianą jest miłość.




(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 360
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: jolietjakeblues 2021-05-05 14:29 napisał(a):
Odpowiedź na: Na przełomie pierwszego w... | idiom1983
Dobry tekst.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: