Dodany: 2020-11-17 12:59|Autor: misiak297

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Co nam zostało
Gowda Shilpi Somaya

Gdy rodzina się rozpada


Zacznę od dygresji. Pamiętam, jak kilka lat temu z pewną rezerwą sięgnąłem po „Wszystko czego wam nie powiedziałam” Celeste Ng. Pomysł wydawał mi się ciekawy (dziewczynka ginie w nie do końca jasnych okolicznościach, jej rodzice i rodzeństwo muszą odnaleźć się na nowo w czasie żałoby), ale do wykonania byłem z góry uprzedzony. Obawiałem się, że zamiast emocjonującej historii dostanę płaskie czytadło jednorazowego użytku, książkę, na którą w gruncie rzeczy szkoda czasu. Czekała mnie wspaniała niespodzianka – odkryłem autorkę, której wszystkie kolejne powieści będę chciał przeczytać.

Dlaczego piszę o Celeste Ng? Bo „Co nam zostało”, powieść, której autorką jest Shilpi Somaya Gowda, ma podobny punkt wyjścia. Poznajemy rodzinę Olanderów. Keith ma skandynawskie korzenie, Jaya jest córką hinduskiego dyplomaty. Mimo dzielących ich drobnych różnic kulturowych tworzą zgodne, oddane sobie małżeństwo, oboje realizują się zawodowo (on jako bankier, ona pracuje w Instytucie Polityki), doczekali się dwójki dzieci – córki Kariny i syna Prema. Osiągnęli wysoki status społeczny, cała czwórka świetnie wkomponowała się w amerykański świat.

Nagle wydarza się tragedia – nieupilnowany przez Karinę Prem topi się w ogródkowym basenie. To szok dla całej rodziny. Każde z Olanderów próbuje sobie radzić inaczej. Keith podejmuje psychoterapię, do której nakłania także córkę. Jaya pogrąża się w sprawach duchowych, które – będąc żoną i matką – zarzuciła. Karina karze się i radzi sobie z bólem wewnętrznym, dokonując aktów autoagresji (bardzo to wiarygodnie przedstawiony wątek). Jak się okazuje, tak naprawdę nie radzi sobie żadne z nich. Zupełnie się od siebie oddalają, ich ścieżki wreszcie się rozchodzą. Choć Olanderowie pozostają rodziną, noszą to samo nazwisko, zaczynają funkcjonować osobno. Prem, już z zaświatów, nie bez poczucia winy komentuje tę sytuację w ten sposób:

„Powinienem był bardziej uważać. Powinienem był dłużej z nimi zostać. Nie wiedziałem, że to ja jestem spoiwem, które wszystko łączy”[1].

„Co nam zostało” początkowo jawi się jako powieść o różnych obliczach i konsekwencjach żałoby („Może wszyscy poruszają się równolegle do siebie po swoich ścieżkach żałoby, a spotkają się po przeciwnej stronie – nieokaleczeni albo nawet silniejsi?”[2]), radzenia sobie ze stratą, pogubienia po śmierci kogoś bliskiego, kiedy rodzina zmienia swój kształt. Taki jest zresztą oryginalny tytuł: „Kształt rodziny”. Te złożone procesy zostały oddane całkiem wiarygodnie.

Szkoda, że Shilpi Somaya Gowda nie trzymała się tej tematyki. Niby przeżywanie żałoby ze wszystkimi konsekwencjami jest obecne, ale powieść zupełnie się rozpada pod względem konstrukcyjnym. Rodzina została zastąpiona przez jedną bohaterkę, Keith i Jaya znikają na wiele rozdziałów i pojawiają się tylko sporadycznie. To Karinie autorka poświęca najwięcej miejsca. Wygląda to trochę tak, jakby chciała zamknąć w jednej książce dwie powieści – o żałobie i o funkcjonowaniu w komunie noszącej też znamiona niemal sekty (tutaj pojawia się wątek prawie kryminalny). Choć obie historie fabularnie są ciekawe, wydają się połączone trochę na siłę. Narracyjnie całość też się szczególnie nie wyróżnia – sporo tu streszczeń zastępujących opis.

„Co nam zostało” to nie jest zła powieść. Stanowi całkiem przyzwoite, niepozbawione pewnej głębi czytadło, ale – no właśnie – tylko czytadło. Spodziewałem się wiele więcej.

[1] Shilpi Somaya Gowda, „Co nam zostało”, tłum. Magdalena Iwińska, Prószyński i S-ka 2020, s. 130.
[2] Tamże, s. 100.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 435
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: