Dodany: 2020-08-31 01:11|Autor: misiak297

„Awaria w samolocie co będzie Boże”[1].


9 maja 1987 roku miała miejsce największa katastrofa lotnicza w historii polskiego lotnictwa. Wówczas w Lesie Kabackim rozbił się lecący do USA samolot Lotu „Tadeusz Kościuszko”. Na miejscu zginęły 183 osoby. Nikt nie miał szans na przeżycie.

Wiedziałem, że taka katastrofa miała miejsce, znałem te fakty, a jednak bałem się zagłębić w szczegóły. Wolałem nie myśleć o tej sytuacji – o tym, że pasażerowie na długo przed tym, zanim samolot zmienił się w kulę ognia, musieli pojąć, że „Tadeusz Kościuszko” to ich trumna. Nie tak miało być. Pakowali bagaże, mieli plany, nadzieje, chcieli zobaczyć bliskich, może zacząć nowe życie (o tym, że niektórzy obawiali się tego lotu, przeczuwali, że już nie wrócą z Ameryki, że może nawet tam nie dolecą, pisze Marek Sarjusz-Wolski w przejmującym reportażu „Cisza po życiu”, powstałym na podstawie rozmów z bliskimi ofiar katastrofy). Tymczasem prawdopodobnie zrozumieli, że umrą, mieli dużo czasu na strach, na przerażenie, na świadomość tego, że już nie zobaczą tych, których kochają. Że czeka ich już tylko śmierć. Jedna z pasażerek, Halina Domeracka, napisała na stronie tytułowej Biblii „Dn. 9.05.1987 r. Awaria w samolocie co będzie Boże”[2]. Ten egzemplarz znaleziono na miejscu katastrofy. Ostatnie mrożące krew w żyłach słowa pilotów (które można dziś odsłuchać choćby na youtubie) „Dobranoc!!! Do widzenia!!! Cześć!!! Giniemy!!!”[3] stały się symbolem tej tragedii.

Tyle czasu, aby zrozumieć, że ma się przed sobą ostatnie chwile…

Do tego faktu nawiązuje Mirosław Kozłowski w tytule swojej książki „60 minut do śmierci. Zagadka katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim”. We wstępie pisze o tym, że jej celem jest ukazanie tragicznych zdarzeń z 9 maja 1987 roku w sposób przekrojowy.

To się udaje. Znajdziemy tu mnóstwo materiałów – dokładną analizę okoliczności katastrofy, informacje o zdarzeniach mało znanych, przemilczanych (włamanie do feralnego samolotu na niedługo przed jego ostatnim lotem, samobójstwo jednej z osób prowadzących dochodzenie w sprawie katastrofy, donosy), przytoczone unikalne artykuły prasowe, które pozwalają lepiej zrozumieć, co działo się już po katastrofie. Jakże poruszające są opisy zrozpaczonych ludzi, których bliscy wybrali się w tę ostatnią podróż bądź relacje świadków katastrofy, którzy natykali się na fragmenty rozczłonkowanych ciał „”Idę, idę. Potknąłem się. Patrzę, a to kawałek ręki. Tam tułów. Myślałem, że to manekin. Ale był to rozszarpany człowiek”[4], „na wysokości mojej twarzy wisiało ciało malutkiego dziecka na gałęziach”[5]). Z kolei szabrowanie w Lesie Kabackim tuż po katastrofie w poszukiwaniu wartościowych rzeczy przejmuje grozą. Książka zawiera także mnóstwo świetnej jakości zdjęć: fotokopie rozmaitych dokumentów (w tym pełnego raportu komisji rządowej, która badała okoliczności tamtego lotu), widok powalonych drzew Lasu Kabackiego, poszarpanych części maszyny, zniszczonych rzeczy należących do pasażerów, nadpalonych dolarów, wreszcie – wstrząsające fotografie przedstawiające fragmenty ciał. Mirosław Kozłowski snuje opowieść pełną szczegółów. Co najważniejsze – robi to nie tylko ze znawstwem, ale i z wielką empatią.

Dobrze, że pisze się o tej katastrofie (często mylonej z inną, o siedem lat wcześniejszą, w której zginęła m.in. Anna Jantar). To ważna i potrzebna książka.

A na zakończenie jeszcze inne poruszające w swej suchości słowa – kończące oświadczenie Prokuratury Wojewódzkiej w Warszawie, która umorzyła śledztwo w sprawie katastrofy, nie wskazując winnych śmierci 183 osób:

„Proszę również przyjąć wyrazy współczucia z powodu śmierci”[6].

[1] Mirosław Kozłowski, „60 minut do śmierci. Zagadka katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim”, MK Konsulting, 2018, s. 39. Interpunkcja zgodna z oryginałem.
[2] Tamże, s.39.
[3] Tamże, s. 28.
[4] Tamże, s. 74.
[5] Tamże, s. 38.
[6] Tamże, s. 219.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 534
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: Marioosh 2020-09-08 22:31 napisał(a):
Odpowiedź na: 9 maja 1987 roku miała mi... | misiak297
Do kompletu polecam sięgnąć po cyfrowe wydania dzienników z 11.05.1987., jest ich w internecie sporo, widać, jakie były wtedy priorytety: informacja o katastrofie w której zginęły 183 osoby sąsiadują z relacjami z kongresu PRON i obchodów Dnia Zwycięstwa; jest też informacja, że żałoba obowiązuje tylko na terenie Warszawy i województwa warszawskiego. Następnego zaś dnia mamy informację o pracach Prezydium Rządu - zapoznali się z przebiegiem prac komisji do zbadania katastrofy, a następnie zapoznali się z informacją o warunkach odchodzenia od reglamentowanej sprzedaży mięsa. O tempora, o mores!
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: