Dodany: 2020-07-30 10:01|Autor: Marylek

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Abominacja
Simmons Dan

2 osoby polecają ten tekst.

Zabili go i uciekł, czyli Dan Simmons w pułapce thrillera


Powieść z gatunku "historical fiction".

Jest rok 2011. Pisarz Dan Simmons otrzymuje manuskrypt zmarłego dziewiętnaście lat wcześniej podróżnika i wspinacza, Jake'a Perry'ego, którego zdarzyło mu się poznać osobiście kilka miesięcy przed jego śmiercią. Manuskrypt opisuje okoliczności prywatnej wyprawy na Mount Everest w roku 1925, której dwudziestodwuletni wówczas Perry był uczestnikiem.

W powieści Simmons udatnie miesza fakty i fikcję. Duża dbałość o realia historyczne i szczegóły techniczne wspinaczki przywodzi na myśl "Terror" tegoż autora. Przy okazji czytelnik otrzymuje też nieco informacji na temat stosunków społecznych i politycznych po I wonie światowej w Europie, Indiach i Nepalu. Fikcyjni członkowie opisywanej wyprawy spotykają ówczesnych rzeczywiście działających wspinaczy, a nawet polityków.

Książka podzielona jest na trzy części: "Wspinacze", "Góra", "Ohyda". Część pierwsza obejmuje przygotowania do wyprawy, druga - wspinaczkę z pominięciem ostatnich dwóch dni, trzecia - te dwa dni właśnie oraz, w dużym skrócie, wydarzenia następujące bezpośrednio po nich. Ostatni rozdział dotyczy roku 1941.

Simmons żmudnie i monotonie koncentruje się na szczegółach, dowodząc, z jaką dokładnością zbadał epokę. Szczegóły architektoniczne budynków, budowy mebli, samochodów, krajobrazy. Przede wszystkim jednak opisy wspinaczki, cała używana do dziś terminologia górska, wszystkie te półki, przewieszki, uskoki, rysy, szczeliny, i cała techniczna strona wspinaczki sprzed stu lat: od sposobów pokonywania ściany po budowę stosowanych podówczas lin. Można poznać materiały, z jakich robiono ubrania i buty na wyprawy górskie, działanie butli z tlenem, zaworów, masek, gogli, budowę ówczesnych raków, czekanów, konstrukcję różnych typów namiotów, szczegóły, szczególiki, detale. No i, oczywiście, problemy z aklimatyzacją, klasyka w relacjach z wypraw w góry wysokie. Powinien to być miód na serce miłośnika literatury górskiej. Niestety, nie jest.

Przez dwie trzecie opasłej powieści akcja toczy się niespiesznie, niczym nieudana wspinaczka górska. Zatrzymujemy się przy każdej rynnie, zaglądamy do każdej szczeliny, analizujemy pokrywę śnieżną, wiatr, chmury i samopoczucie wspinaczy. Ponieważ narracja jest pierwszoosobowa, patrzymy na całą wyprawę oczami naiwnego młodzieńca i zdolnego wspinacza, Perry'ego, przejmujemy jego sympatie i obawy. Mimo tej indywidualizacji spojrzenia, książkę czyta się mozolnie, co po pewnym czasie wręcz zdumiewa. To, co u Simpsona, Krakauera, Kukuczki zapiera dech w piersiach, u Simmonsa nuży. Wciąż jednak pozostajemy w zgodzie z realiami klimatycznymi Himalajów i reakcjami organizmu ludzkiego na przebywanie na ekstremalnych wysokościach.

Akcja znacznie przyspiesza po 430 stronach, w ostatniej części powieści. Autor rozkręca się wyraźnie i nagle okazuje się, że na wysokości, siedmiu, ośmiu, ośmiu i pół tysiąca metrów nad poziomem morza, w tak zwanej strefie śmierci, wpinacze zaczynają prowadzić długie, logiczne polemiki przy użyciu skomplikowanych, wielokrotnie złożonych zdań. Gdzież podziały się problemy z oddychaniem, z zabójczym niedotleniem organizmu, z trudnościami w poruszaniu się? Od czasu do czasu Simmons przypomina sobie o tym i wkłada w usta Perry'ego refleksję o narastającym zmęczeniu. Za chwilę jednak znów grupa dzielnych wspinaczy pędzi wręcz w górę pokonując kolejne przeszkody: "(...) wyciągnął prawą nogę najdalej jak potrafił i wskoczył na gładki kamień kolumny"[1]; "Pasang spokojnie podszedł do krawędzi skalnego występu obok Reggie i rzucił linę (...)"[2]. Na tejże wysokości kilkakroć dochodzi do strzelaniny. Strzały w zbocza Everestu, w nawisy śnieżne, jakoś nie wywołują lawin, choć jest koniec maja, tuż przed porą monsunową, a narrator co jakiś czas wspomina o niepewnym podłożu i zagrożeniu lawinowym. Mało tego, na wysokości ponad 8500 metrów dzielni wspinacze, pragnąc zapewne ułatwić sobie zadanie, zaczynają się pozbywać odzieży: "zdjął z dłoni wszystkie warstwy okrycia, prócz cienkich jedwabnych rękawiczek"[3]; "zdjęła rękawice i położyła gołe dłonie na znoszonej wełnie i gabardynie anoraka (...)"[4]; "zdjąłem już wierzchnie warstwy ubrania i zostałem w wełnianej kurtce, wełnianych spodniach, i cienkich jedwabnych rękawiczkach. Całą resztę wcisnąłem do plecaka"[5]. Ci natomiast, którzy nie pozbywają się dla celów taktycznych krępującej odzieży, i tak pozostają nadludzko sprawni: "Jake, Passang, przygotujcie się - zawołała Reggie. - Jean-Claide przetnie zaraz starą linę. Otworzył już scyzoryk"[6]. Ten akurat wspinacz heroicznie otwiera scyzoryk na wysokości 8500 m n.p.m. nie pozbywając się kilku nałożonych na siebie par coraz grubszych rękawic. I, oczywiście, wszyscy wciąż prowadzą długie, analityczne rozmowy, pełnymi zdaniami, zapominając chyba z emocji o problemach z oddychaniem, logiczną analizą zmieniającej się sytuacji, działają szybko, wykonują precyzyjne czynności, jak wyjmowanie papierów z kopert czy przeglądanie pojedynczych zdjęć, tym razem już w grubych wielowarstwowych rękawicach.

W ostatniej części "Abominacja" przestaje być fikcją polityczną, a staje się fantastyką, niepotrzebnie osadzoną w tak żmudnie przedtem opisywanych realiach. Czytelnik ze zdumieniem coraz szerzej otwiera oczy - jak można było poświęcić całą wcześniejszą rzetelną analizę warunków wspinaczkowych dla efektu szybkiej akcji, jaka w opisywanych warunkach po prostu nie mogła mieć miejsca? Akcja w strefie śmierci na Mount Evereście jest tak nieprawdopodobna, że niszczy wrażenie dopracowania realiów, jakie czytelnik miał wcześniej. Nie da się też całości podciągnąć pod fantasy, z uwagi na występowanie postaci historycznych, które są osią całej skomplikowanej intrygi. Nota bene, intryga ta jest również dość mocno naciągana, jako że choć autor z rozmachem przerzuca pomost między polityką Wielkiej Brytanii wobec Republiki Weimarskiej po I wojnie światowej, a zarzuconą operacją Lew Morski z II wojny światowej, pomost ten jest jednak kruchy niczym lodowa kładka nad śnieżną szczeliną na Evereście.

Nie potrafię określić, dla kogo przeznaczona jest ta pozycja. Dla miłośników wspinaczki górskiej? Nie, nielogiczności psują odbiór książki. Dla fanów historii szpiegowskich? Też nie, bo wątek ten nie jest odpowiednio wyeksponowany i zaczyna mieć znaczenie dla czytelnika stosunkowo późno. Dla lubiących tajemnice historyczne i teorie spiskowe? Być może, choć bardzo grubymi nićmi szyta jest tutaj rzeczona tajemnica. Dla miłośników fantastyki? Nie, bo postaci fantastycznych i elementów nadnaturalnych brak. Może, po prostu, dla zatwardziałych zwolenników twórczości Dana Simmonsa?

"Abominacji" brakuje równowagi wewnętrznej. Nie udało się autorowi pogodzić pomysłu na intrygę z realiami fizyczno-geograficznymi środowiska, w jakim zdecydował się umieścić klimaks powieści. Nie ma równego tempa narracji, opowieść rozpada się wewnętrznie na potoczystą, niespieszną, realistyczną relację wspinaczkową i historię ucieczek, pościgów i strzelanin, bogatą w nieprawdopodobne wydarzenia i zwroty akcji, co być może jest efektem zamierzonym, ale męczy i utrudnia czytanie. A entuzjaści rzeczowych opowieści o wspinaczkach wysokogórskich wręcz nie powinni się za tę pozycję zabierać.

[1] Dan Simmons, „Abominacja”, przeł. Janusz Ochab, wyd. Vesper, 2020, s. 538.
[2] Tamże, s. 543.
[3] Tamże, s. 544.
[4] Tamże, s. 548
[5] Tamże, s. 561.
[6] tamże, s. 546.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 237
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: