Dodany: 2020-04-04 17:16|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

2 osoby polecają ten tekst.

Trzy razy podejrzane zarazy


Ponieważ wszędzie w mediach dominuje temat zarazy, skusiło mnie wybranie się w literacką podróż po epidemiach, ze skupieniem się na tych książkach, których jeszcze nie czytałam lub czytałam na tyle dawno, że nie pamiętam. Nie było to takie łatwe, bo większość z posiadanych przerobiłam, szykując się do biblionetkowego konkursu o zarazach. W końcu stwierdziłam, że muszę sobie Cooka przypomnieć, bo zdaje się, że coś z ocenami pokręciłam; nie miałam ocenionej Zaraza (Cook Robin), którą na pewno czytałam, miałam ocenioną Epidemia (Cook Robin), której chyba nie czytałam (na pewno oglądałam film, niebędący jednak ekranizacją, tylko bardzo luźną eksploracją motywu), a została jeszcze Pandemia (Cook Robin).

Najstarsza z nich „Epidemia” jest jedną z dwóch powieści, których bohaterką jest Marissa Blumenthal. Zrezygnowała z pediatrii na rzecz epidemiologii i niedawno rozpoczęła pracę w słynnej centrali CDC w Atlancie. Mimo niepozornej budowy jest kobietą ogromnie atrakcyjną; ledwie rozstawszy się z poprzednim narzeczonym, spotyka się na przemian z dwoma kolegami po fachu: nieśmiałym rówieśnikiem Tedem i znacznie starszym, zamożnym i ustosunkowanym Ralphem, a nie są oni jedynymi, którzy ją darzą zainteresowaniem… Jej pierwszym samodzielnym poważnym zadaniem jest rozpracowanie ogniska zagadkowej (i prawie w każdym wypadku śmiertelnej, jak się okaże) choroby, na jaką zapadło kilka osób w Los Angeles; „pacjentem zero” był okulista z prywatnej kliniki, a wszyscy pozostali albo się u niego leczyli, albo mieli z nim bliski kontakt w innych okolicznościach. Ale gdzie on sam się zaraził? Zanim Marissa zyska odpowiedź na to pytanie, trochę popsuje sobie notowania u przełożonego (nie z powodów fachowych) i będzie musiała polecieć do St. Louis, gdzie pojawiły się identyczne zachorowania, a pierwszą ofiarą – uwaga! – znów jest lekarz okulista. A potem znów w inny zakątek kraju. Im bardziej będzie się zagłębiała w detale, tym silniejsze będzie jej przekonanie, że tej epidemii – a wiadomo już, że to Ebola -nikt nie przywlókł w sposób naturalny z Afryki. Ale kto i dlaczego miałby rozprzestrzeniać szczepy wirusa przechowywane w laboratorium? Odpowiedź na to pytanie okaże się podwójnie szokująca…

„Zaraza” jest drugą powieścią z cyklu z Jackiem Stapletonem i Laurie Montgomery (pierwszej, „Oślepienia”, nie czytałam, ale o ile się nie mylę, występuje w niej tylko sama Laurie), której akcja rozgrywa się w roku 1996. Tu jeszcze nie są parą, nie są nawet szczególnie zaprzyjaźnieni, ot, po prostu pracują w tym samym zakładzie medycyny sądowej, do którego trafiają wszystkie ofiary przestępstw, wypadków, podejrzanych zachorowań z całego Nowego Jorku. Także pewien pacjent dużego szpitala, zmarły na nierozpoznaną infekcję o piorunującym przebiegu (a przyjęty z zupełnie innego powodu). Ku swojemu zdumieniu Jack odkrywa w jego ciele zmiany charakterystyczne dla dżumy. Kiedy próbuje dociec źródła zakażenia, spotyka się z niezrozumiałą niechęcią ze strony personelu szpitala, a także i z dezaprobatą własnych przełożonych, którzy sądzą, że szuka winy z zemsty (jego niechęć do AmeriCare, organizacji zarządzającej Manhattan General, jest ogólnie znana, choć nie wszyscy wiedzą, co jest tego przyczyną). Zanim uda mu się rozwikłać tę zagadkę, w tym samym szpitalu pada ofiarą innej rzadkiej choroby zakaźnej młoda kobieta. Potem znów mężczyzna, od którego zarażają się w dodatku pojedyncze osoby z personelu. A to jeszcze nie koniec – najbardziej przerażający mikrob dopiero się objawi… Jack w międzyczasie będzie dzielił swój czas na dalsze dociekania epidemiologiczne, obiecującą znajomość z piękną Teresą z agencji reklamowej (która, tak się składa, właśnie wykonuje zlecenie dla koncernu rywalizującego z AmeriCare) oraz uniki i ucieczki przed tajemniczymi prześladowcami, którzy najpierw chcą go tylko zniechęcić do śledztwa, a potem, cóż, wyeliminować. Gdyby nie Laurie, której się zwierzy z problemu, i nie jej przyjaciel, detektyw Lou Soldano, a także… znajomi z ulicznej drużyny koszykówki, straciłby życie co najmniej ze trzy razy (no, dobrze, powiedzmy, że trochę też zawdzięcza własnej przezorności, którą wykaże się dopiero tuż przed końcem).

„Pandemię” trudniej umiejscowić w czasie, bo dat rocznych, inaczej niż większość pozostałych powieści, nie zawiera. Wiadomo, że dzieje się po roku 2012, bo w prologu autor wspomina o pewnej publikacji z tego roku, opisującej odkrycie, które w momencie rozpoczęcia akcji miało już zastosowanie praktyczne. Ale na pewno nie w czasie rzeczywistym, tzn. w roku wydania powieści, bo nie pasują inne szczegóły chronologiczne. Urodzony w roku 2008 („Interwencja”) syn Jacka i Laurie liczy sobie 8 lat, co wskazywałoby na rok 2016. Natomiast wspominane w tekście „Pandemii” wydarzenia z „Zarazy” w jednym miejscu datowane są na „niemal dwadzieścia lat wcześniej” – co by pasowało – a w innym na „niemal dziesięć lat wcześniej”. Pewien zamęt jest także z wiekiem rodziców i dzieci: w „Oślepieniu”, którego akcja rozgrywa się w 1991 r., Laurie ma 32 lata, czyli jest z rocznika 1959. Łatwo policzyć, że rodząc JJ’a ma ni mniej, ni więcej, tylko 49, a skoro występująca w „Pandemii” Emma jest młodsza od brata o 5 lat, znaczy to, że musiała przyjść na świat, gdy matka liczyła sobie lat 54! Niby to nie jest fizycznie niemożliwe, ale jednak nie takie oczywiste; Jack i Laurie są lekarzami, musieliby przecież zastanawiać się, żywić jakieś obawy przed tak późnym macierzyństwem, tymczasem o tym nie ma ani słowa. Jest też jedna niekonsekwencja niechronologiczna, o której można by napisać na końcu, ale skoro się już rozpędziłam… Przy „Zarazie” wspomniałam, że w pewnym momencie z inspiracji Laurie Lou Soldano wkracza do akcji, ratując Jacka z opałów, w które ten wpadł, tropiąc źródła groźnych zakażeń. Tymczasem tutaj Lou, który przez tych dwadzieścia lat zdążył się i z Jackiem zaprzyjaźnić, zdaje się w ogóle nie wiedzieć o owej słynnej akcji, a Jack opowiada mu o tym w taki sposób, jakby się dopiero co poznali… Ale wróćmy do treści: na stół sekcyjny Jacka trafiają zwłoki młodej kobiety, która ciężko zaniemogła podczas krótkiej podróży metrem i zmarła mimo prób udzielenia pomocy. Autopsja wskazuje na gwałtowną infekcję płuc, podobną do tej, jaką wywoływały najbardziej zjadliwe odmiany wirusa grypy, a także na pomyślnie przebyty przeszczep serca, jednak badania w kierunku grypy i pokrewnych zakażeń są ujemne, a w organizmie brak śladów leków immunosupresyjnych, koniecznych dla zapobiegania odrzuceniu przeszczepu. Coś się nie zgadza, ale żeby wiedzieć, co i dlaczego, trzeba by wiedzieć, kim zmarła była – a tego nie wiadomo, bo zanim zabrała ją karetka, ktoś skradł jej portfel i telefon. Zaginięcia też nie zgłoszono. Jack bierze sprawy w swoje ręce, wypytując po kolei w nowojorskich ośrodkach kardiochirurgicznych o pacjentkę z charakterystycznym tatuażem – i trafia w dziesiątkę. Jednak nie wszystkie szczegóły jej historii wydają mu się spójne; wyprawia się do szpitala, z którego ją przysłano, zawiera znajomość z charyzmatycznym chińskim biznesmenem z branży medycznej i otrzymuje od niego propozycję pracy… a przy okazji znów wpada w kłopoty. A czas goni, bo pojawiają się kolejne zachorowania; gdyby czynnik chorobotwórczy był tak zaraźliwy jak grypa, ani chybi dojdzie do pandemii…

Nie mogę powiedzieć, żeby któraś z tych powieści była źle napisana w sensie technicznym; szczegółom medycznym też trudno cokolwiek zarzucić. Jeśli się ktoś gdzieś potyka, to najwyżej tłumacz (w „Zarazie” „Riva Mehta (…) była niską kobietą o indiańskim pochodzeniu” – w oryginale było pewnie „of Indian origin”, a ponieważ „Indian” znaczy i „hinduski/indyjski”, i „indiański”, warto byłoby pomyśleć, z którego z tych obszarów etnicznych może pochodzić osoba o takich personaliach). Ale głównym problemem jest to, że przeczytawszy sporo thrillerów medycznych, dostrzegam powtarzalność schematów: w każdym przypadku te dziwne choroby są skutkiem celowego działania jakichś szaleńców albo nie całkiem obliczalnych naukowców, którzy za ich pomocą chcą się na kimś odegrać, coś ugrać dla siebie, coś komuś udowodnić, i są w tym dążeniu tak zapamiętali, że gotowi są na dzielnego bohatera nasłać całą zgraję profesjonalnych zbójów, którym tenże bohater konsekwentnie się wymyka, a w końcu albo sam im daje do wiwatu (jak drobniutka i niewysportowana Marissa, wyłączająca z gry dwóch potężnych bandziorów!), albo zostaje uratowany dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności i/lub nagłemu wkroczeniu na scenę niespodziewanych sojuszników.

Ten rodzaj literatury fajnie się czyta, zwłaszcza, gdy potrzebuje się lektury „dla wyluzowania”, ale szybko może się znudzić.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 174
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: misiak297 2020-04-04 17:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Ponieważ wszędzie w media... | dot59Opiekun BiblioNETki
To teraz czekam na recenzję "Pomoru". To jednak trochę inna półka:)
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: