Dodany: 2019-06-13 17:51|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

„Nie ma spokoju dla emerytów”[1]


Byłam zdecydowana dociągnąć do końca cykl z Tommym i Tuppence, choć zostałam uprzedzona, że, łagodnie mówiąc, ostatnia jego część nie jest najwybitniejszym dokonaniem literackim autorki. Ale na tyle polubiłam głównych bohaterów – raczej jako parę małżonków niż parę detektywów – że postanowiłam zaryzykować.

Akcja toczy się najpewniej kilkanaście lat po „Domu nad kanałem”; tam Tommy szykował się do przejścia na emeryturę, czyli prawdopodobnie przekroczył sześćdziesiątkę (wiek emerytalny mężczyzn w Wielkiej Brytanii w latach powojennych wynosił, jak mi się zdaje, 65 lat, choć może dla resortu służb specjalnych mógł być niższy?), tutaj Tuppence jest nieco po siedemdziesiątce, zatem on, cztery czy pięć lat od niej starszy, ma co najmniej 75. Mając mnóstwo wolnego czasu, sporo energii, dobre zdrowie i przyzwoity status materialny, Beresfordowie nabywają dom do remontu w spokojnej nadmorskiej wiosce. I niemal zaraz napotykają, jakżeby inaczej, na intrygującą zagadkę: w starej książce dla dzieci, pozostawionej przez kogoś z poprzednich lokatorów, Tuppence odkrywa zaszyfrowaną wiadomość: „Mary Jordan nie umarła naturalną śmiercią. To było jedno z nas i chyba wiem, kto"[2]. Jak się można domyślić z samego wieku egzemplarza, musi ona pochodzić sprzed wielu lat. I rzeczywiście, po długim i mozolnym rozpytywaniu wszystkich mieszkańców Tuppence uzyskuje informację, że osoba o tym nazwisku przebywała w „Wawrzynach” – bo taką nazwę dziś nosi posiadłość – jeszcze przed I wojną światową. Jakiż sens ma dociekanie istoty czegoś, co się wydarzyło ponad pół wieku wcześniej? Nawet, jeśli miało to coś wspólnego z dotychczasową specjalnością zawodową Beresfordów? Ale, o dziwo, dawni koledzy Tommy’ego z MI5 wcale nie zniechęcają go do tropienia tej dziwnej sprawy, a nawet wydają się zadowoleni, że komuś zechciało się ją odgrzebać. Za to najwyraźniej jest i ktoś, komu się taki obrót rzeczy nie podoba, bo najpierw pada ofiarą nieznanego sprawcy osoba, która udzieliła Tuppence najistotniejszych informacji, a potem sama pani Beresford o mało nie dołącza do tych, co za posiadaną wiedzę muszą zapłacić życiem. A potem już wszystko staje się jasne…

Ale tylko dla bohaterów, bo wyjaśnienia są tak mętne, że czytelnik do samego końca nie jest pewien, co właściwie nieszczęsna Mary odkryła i dlaczego jest to tak ważne dla służb bezpieczeństwa, skoro od tej pory siły polityczne w Europie dwa razy się zmieniły. Jednak nie to jest w powieści najgorsze, lecz fakt, że Tommy i Tuppence, zawsze tak dowcipni i pełni uroku, zrobili się nadmiernie gadatliwi i zwyczajnie nudni. Strzępią języki po próżnicy, powtarzają po parę razy te same koncepty i te same wspomnienia, a rzeczy ważne mylą się lub całkiem wylatują im z pamięci (Tommy nie pamięta nazwiska starego ogrodnika Izaaka, a jego małżonka, która dopiero co odmieniała to nazwisko przez wszystkie przypadki, nie jest pewna, tylko jej się „zdaje”, że brzmiało ono tak a tak; nie dość tego, musi sobie specjalnie przypominać, jak ma na imię chłopiec, który dopiero co przez pół dnia jej pomagał. Beresfordom mylą się, o zgrozo, także własne wnuki: w jednej z rozmów któreś z nich wspomina „bliźniaki Debory”[3], podczas gdy niebawem okazuje się, że dzieci Debory to „piętnastoletni Andrew, jedenastoletnia Janet i siedmioletnia Rosalie”[4]) Można by to złożyć na karb ich starości… gdyby i inne postacie nie cierpiały na tę samą przypadłość. Matka wspomnianego wcześniej chłopca przedstawia się jako synowa Izaaka, zaś jej syn – czyli wnuk tamtego – nazywa go wujem. Albert natomiast zapomina imienia własnej żony, twierdząc, że „Amy smażyła pyszne pączki”[5], a przecież w „Domu nad kanałem” pani Albertowa nosiła imię Milly. Więc to chyba nie bohaterom coś się pokręciło…
Gdybyż jeszcze intryga była ciekawsza, dialogi bardziej błyskotliwe, postacie ciut wyrazistsze – ale nie, w tym tomie nie ma nic, co by go ratowało. To pierwsze moje mocniejsze rozczarowanie czymś, co wyszło spod pióra Lady Agathy.

[1] Agatha Christie, „Tajemnica Wawrzynów”, przeł.Agnieszka Bihl, wyd. Prószyński i S-ka, 2003, s. 108.
[2] Tamże, s. 20.
[3] Tamże, s. 119.
[4] Tamże, s. 199.
[5] Tamże, s. 33.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 143
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: