Dodany: 2019-04-23 16:08|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Skoro do wojska nie wezmą, ratujmy kraj po swojemu!


W odróżnieniu od Jane Marple i Herculesa Poirota, którzy na przestrzeni jakichś 30 lat zdają się pozostawać niemal w tym samym wieku, Tommy’emu i Tuppence Beresfordom przybywa lat prawie zgodnie z kalendarzem – w „Tajemniczym przeciwniku”, którego akcja rozgrywa się zaraz po zakończeniu I wojny światowej, mają razem około 45 lat, a w obecnym tomie, „N czy M”, są parą małżeńską w średnim wieku, z dwojgiem dorosłych dzieci, Derekiem i Deborą. Co nie znaczy, że chronologicznie wszystko z nimi jest w porządku… Policzmy: zapewne pobrali się wkrótce po zaręczynach, a więc w roku 1919. Sześć lat po ślubie (zatem w 1925) byli wciąż bezdzietnym małżeństwem, dzięki czemu mogli pobawić się w pracę w agencji detektywistycznej. Rodzicami mogli byli zostać najwcześniej pod koniec tegoż roku lub na początku 1926. Obecnie mamy rok 1940, zatem jak by nie liczyć, w żaden sposób nie wyjdzie nam, że ich dzieci są pełnoletnie (a muszą, bo to są już czasy, kiedy piętnastolatka nikt by do wojska nie przyjął, ani panienki w tym wieku nie zatrudnił w Intelligence Service).

Cóż, nawet królowe (kryminału także) popełniają błędy…

Ale darujmy autorce ten mały kiks chronologiczny, a skupmy się na działaniach naszej miłej pary, która cierpi z powodu niemożności osobistego przysłużenia się obronności ojczyzny. Ich dawny szef, pan Carter, jest już na emeryturze, wydaje się więc, że ich marzenia o jakiejkolwiek pracy w wywiadzie spełzną na niczym. A jednak… jak na zawołanie zjawia się w ich domu następca Cartera, Grant, i składa Tommy’emu pewną propozycję, która jest co najmniej niebezpieczna: wyśledzenie przynajmniej jednego z dwojga wysokich rangą agentów niemieckiej V Kolumny. Trop prowadzi do niewielkiego nadmorskiego wczasowiska, a konkretnie do pewnego pensjonatu, gdzie też niebawem Tommy – a raczej pan Meadowes, bo takie nazwisko wraz z odpowiednim życiorysem przydzielono mu na czas wykonania zadania – wynajmuje pokój. Placówkę tę prowadzi energiczna Irlandka o hiszpańsko brzmiącym nazwisku Perenna wraz z uroczą i melancholijną córką Sheilą. Wśród gości znajdują się: major Bletchley – gadatliwy i temperamentny, zanudzający wszystkich opowieściami o swoich przygodach w koloniach; pani O’Rourke – dawna właścicielka sklepu z antykami o nieco przerażającej posturze; panna Minton – stereotypowa stara panna, zajęta głównie robótkami ręcznymi; schorowany (a raczej hipochondryczny i stetryczały) pan Cayley z potulną i niezbyt lotną żoną; roztrzepana i niepozbierana pani Sprot z dwuletnią córeczką Betty; emigrant z Niemiec, Karol von Deinim, któremu jako jedynemu z rodziny udało się ujść przed prześladowaniami ze strony nazistowskiego reżimu; i wreszcie pani Blenkensop, Patrycja Blenkensop, P.B.,… czy te inicjały coś nam mówią? Ależ tak, „pan Meadowes” ze zdumieniem rozpoznaje w tej damie własną małżonkę, Prudence Beresford! Jak to możliwe, skoro jednym z warunków otrzymania tej misji było zatajenie jej nawet przed najbliższą rodziną, którego to słowa Tommy solennie dotrzymał? Cóż, czy nie znamy Tuppence? Najwyraźniej znalazła jakiś sposób, by wejść w posiadanie zastrzeżonych informacji – nie pierwszy przecież i na pewno nie ostatni raz w życiu… Wkrótce mu to wyjaśni, ale na razie każde z nich osobno obserwuje nowych znajomych i wkrótce oboje dochodzą do tego samego wniosku: absolutnie nikt z gości nie wygląda na niebezpiecznego szpiega, no, może jedynie ten von Deinim, ale akurat jego, zgodnie z tym, co mówił Grant, prześwietlono na wylot. Skoro on odpada, to może gospodyni? A może ktoś, kto w pensjonacie nie mieszka, a tylko przychodzi tu do kogoś z gości? Albo nawet nie przychodzi, tylko się kręci w pobliżu, jak ta prawie niemówiąca po angielsku kobieta ze spojrzeniem pełnym jakiejś dziwnej determinacji i rozpaczy? Śledztwo jest długie i mozolne, a Beresfordowie są… cóż… tyleż ofiarni i odważni, co nierozważni, więc nie dziwmy się, jeśli któreś z nich (albo oboje, a może jeszcze i Albert, który co prawda od dawna jest już na swoim, ale na prośbę byłych chlebodawców zawsze gotów pospieszyć z pomocą) wpakują się w tarapaty… Zbytecznym byłoby zapewniać, że zadanie zostanie wykonane i że bohaterowie ocaleją, by znów się nam objawić w kolejnej odsłonie cyklu.

Cyklu, którego wiele osób nie lubi, uważając go za najmniej udaną część twórczości Lady Agathy. A ja.., cóż, za tematyką szpiegowską faktycznie nie przepadam, w związku z czym nawet nie mam pojęcia, na ile prawdopodobna jest intryga (a zwłaszcza jeden jej element, związany ze sposobem zamaskowania agenta).

Ale cóż za wspaniała galeria postaci, może troszkę przerysowanych, lecz uosabiających najprzeróżniejsze wady i dziwactwa typowo angielskiej społeczności! I cóż za przeurocza para ci Beresfordowie, których wzajemne uczucie i wyrozumiałość tak chwytają czytelnika za serce, a dowcipne przekomarzania tak bawią, że wybacza im się różne popełnione po drodze głupstwa, autorce zaś – wspomniane wcześniej niedociągnięcia w chronologii…

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 394
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: