Dodany: 2014-11-06 22:31|Autor: olina

Ślamazarna świadomość


Wzrokowiec czy słuchowiec? Uwierzę na słowo, że ktoś przeczyta i już pamięta, usłyszy i potrafi powtórzyć, lecz pogodziłam się, że sama jestem upośledzona pod tym względem. Mimo to zdziwiłam się, gdy badanie przeprowadzone w grupie słuchaczy wykładu o komunikacji interpersonalnej wykazało, że byłam jedyną osobą na sali, u której przeważa odbiór kinestetyczny. Nie zauważam, jakie ktoś ma ubranie, rzadko pamiętam mijane obiekty, kod zapamiętuję jako ruch palca wciskającego odpowiednie cyfry na klawiaturze, a ludzie kojarzą mi się z emocjami, jakie budzą. Kilka dni później kolega polecił mi „Mózg incognito” amerykańskiego neurofizyka, Davida Eaglemana. Taaak, różowa okładka, mózg w kapeluszu. W sam raz dla mnie.

Czy Joanna d’Arc cierpiała na padaczkę skroniową? Czym jest zespół obcej ręki? Jak sekser kurcząt uczy się swego fachu? Eagleman podejmuje rozmaite tematy. Nasz mózg aktywnie interpretuje napływające dane, choć czasem wykracza poza swoje obowiązki i zmyśla. Nie chodzi o halucynacje, lecz o tzw. ślepą plamkę; fragment siatkówki, na którym nie ma fotoreceptorów, nie rejestruje obrazu. Co robi z brakiem danych mózg? Uzupełnia tłem, zakładając, że w miejscu, którego nie widzimy jest to samo, co wokół niego. Wystarcza mu sygnał, że w naszą stronę pędzi autobus lub że ktoś obdarzył nas zalotnym uśmiechem. W pierwszym przypadku mózg wydaje komendę, by uskoczyć, w drugim np. żeby się zarumienić lub odpowiedzieć uśmiechem. Świadomość dopiero po chwili dowiaduje się, co się stało. Zjawisko to von Helmholtz nazwał podświadomą inferencją. Ha! Myślimy, że kontrolujemy sytuację, a naprawdę zarządza ponadkilogramowa masa w ciemnej puszce.

Wydaje nam się, że sami decydujemy o swoim życiu, a wybór partnera czy drogi zawodowej to wyłącznie nasza zasługa. W rzeczywistości zależymy od biologii. Nasze zachowanie potrafią zmieniać hormony, substancje psychoaktywne, nawet takie maleństwo, jak wirus. Nie? Wirus wścieklizny atakuje m.in. neurony w płacie skroniowym. Ma średnicę 45 nm, a przejmuje władzę nad ciałem większym od siebie 25 milionów razy! Choroby neurodegeneracyjne, mutacje, urazy, nowotwory – mogą modyfikować nie tylko osobowość.

Ulegamy złudzeniom. Autor podaje przykład pasma Macha, powidoku ruchu (złudzenia wodospadu), badanego już w czasach Arystotelesa, zamieszcza ilustracje wyprowadzające świadome myślenie w pole. Błyskotliwie opowiada o możliwościach mózgu w sporcie. Jak bejsbolista może złapać piłkę lecącą z prędkością 180 km/h? Śledzi trajektorię piłki czy ją przewiduje? W bejsbol nigdy nie grałam, ale przemówił do mnie fragment o koszykarzu. Pamiętacie moment, kiedy przed rzutem osobistym wykonywany jest jakiś rytuał? Krótki szept o tajemnej treści, nucenie fragmentu ulubionej piosenki lub pozbawione finezji trzy kozły i rzut. Zawodnicy twierdzą, że się wówczas koncentrują. Badacz wyjaśnia, że w ten sposób wyłączamy świadomość. Przechodzimy na tryb intuicyjny, na pamięć ruchową i trafiamy. Aby „zdekoncentrować” przeciwnika, wystarczy pytanie: „Jak to robisz, że tak świetnie grasz?”. Gdy np. tenisista zacznie się zastanawiać nad swoim bekhendem, świadomość ruchu popsuje mu skuteczność. Dlatego mówi się, że ktoś gra jak maszyna. Trenerzy wrzeszczą, żeby sportowiec zaczął myśleć, lecz wystarczy właśnie przestać i zaufać ciału - a właściwie zarządzającemu nim mózgowi incognito.

Neurofizyk opowiada o Eriku Weihenmayerze, jedynym niewidomym, który wszedł na Mount Everest. Przytacza również historię pacjenta, któremu przywrócono wzrok po ponad czterdziestu latach od wypadku. Dlaczego sprawne oczy nie zagwarantowały mu widzenia? Prosta na pozór sprawa: korytarz. Dla niewidomego ściany pozostawały na całej długości równoległe; zoperowany początkowo nie mógł pojąć koncepcji zbiegających się linii perspektywy. Świadome doznania wzrokowe pojawiają się dopiero wtedy, gdy mózg jest w stanie właściwie przewidzieć konsekwencje zmysłowe. Poznajemy alfabet i z czasem zaczynamy czytać bez skupiania się na pojedynczych znakach (żeby nam to uzmysłowić, Eagleman pokazuje pismo klinowe, zdanie w chińskim tai lue i w irańskim języku beludżi). Tak samo jest z percepcją – uczymy się korzystać ze zmysłów, kojarzymy obrazy, dźwięki, zapachy. Daltonista mniema, że można zwariować, widząc wszystko w kolorze. Podobnie my uważamy, że synestetyk cierpi z powodu nadmiaru bodźców. Pies mógłby współczuć ludziom marnego węchu, choć nam wystarcza zdolność rozróżniania paru tysięcy zapachów (w autobusie i to czasem zbyt wiele). Dla każdej osoby jej odbiór zmysłowy jest „normalny” – bo mózg nauczył się sobie z nim radzić.

„W starożytnych żydowskich pismach można znaleźć wzmiankę o tym, że organizm ludzki składa się z dwóch wzajemnie oddziałujących na siebie części: ciała (guf), które zawsze chce dostać wszystko od razu, i myślącej długofalowo duszy (nefesh). Niemcy wymyślili ciekawe określenie dla osób próbujących odłożyć korzyści w czasie – mówią, że ktoś taki musi pokonać »inner Schweinehund« – co, ku zdumieniu całego świata, znaczy: »wewnętrznego świniopsa«”[1]. Eagleman wyjaśnia, czym jest kontrakt Odyseusza, jak podejmujemy z własnej woli decyzje wymagające od nas spełnienia jakiegoś warunku w przyszłości (np. pójdę wcześniej spać, ale jutro wygramolę się o piątej).

Autor odwołuje się do doświadczeń Kahnemana, dokonań Freuda i Leibniza. Rozważa, dlaczego pijany Mel Gibson ujawnił swój antysemityzm, co wyzwala podświadome uprzedzenia. Podaje przykład anosognozji, czyli braku świadomości własnej choroby, u sędziego „niewiedzącego” o swoim paraliżu. Do czego może posunąć się mózg? „(…) możemy posiadać algorytmy chroniące nas przed samymi sobą. W komputerach na przykład istnieją sektory startowe niedostępne dla systemu operacyjnego – są tak istotne dla działania komputera, że lepiej, aby systemy wyższego rzędu w żadnym wypadku nie mogły się do niego dostać”[2]. Nie chcemy dotrzeć za pomocą introspekcji do stu milionów neuronów kontrolujących działanie przewodu pokarmowego – ale do sektora startowego, którego pojęcie przekracza możliwości naszej świadomości, i owszem.

Kto potrafi jednocześnie rysować jedną ręką okrąg, a drugą trójkąt? Ponoć wszystko można opanować; decydujemy tylko o tym, czego chcemy się nauczyć. Świadomość – obecna na pierwszym etapie nauki – przestaje być potrzebna, kiedy umiejętność przesunie się na poziom podsystemów. „Jeśli monitorowanie fal mózgowych podczas wykonywania (…) zadania ujawnia niską aktywność, niekoniecznie oznacza to, że dana osoba wcale się nie stara – bardziej prawdopodobne, że w przeszłości poświęciła sporo wysiłku, aby wbudować odpowiedni program w swoje obwody”[3].

Szczególnie polecam rozdział o odpowiedzialności prawnej. Wykazano, że liczba przestępstw popełnianych rocznie w Stanach zależy od obecności pewnego zestawu genów – ośmiokrotnie zwiększa ona prawdopodobieństwo dokonania napadu z bronią w ręku, czterdziestokrotne – napaści na tle seksualnym. „Jeśli zaś chodzi o ów niebezpieczny zestaw genów – prawdopodobnie o nim słyszeliście. To chromosom Y”[4]. Stypendysta fundacji Guggenheima zastanawia się, kiedy wymierzanie kary jest jedynie żądzą zemsty, a kiedy ma na celu uspołecznienie winnego. Jedni są za karą śmierci, inni nie wierzą w linię obrony przyjmującą niepoczytalność sprawcy. Nie postawi się znaku równości między koprolalią w zespole Tourette’a a wulgarnością zamierzoną, nie można też porównywać zabójstwa w afekcie do morderstwa. Czy odsiadka zresocjalizuje pedofila? Naukowiec podkreśla, że nie popiera „puszczania wolno” chorych psychicznie. Osoby o uszkodzonym płacie skroniowym bez szans na poprawę zachowania powinny pozostawać pod nadzorem państwa lub odpowiednich instytucji.

Opisano ludzki genom. Euforia! Można rozpoznać wszystkie śrubki, lecz skąd wiadomo, do skręcenia jakiej suszarki do włosów czy odkurzacza zostaną użyte? Nie tylko geny decydują o naszej osobowości. Amerykanin potępia redukcjonizm, w myśl którego jesteśmy wytłumaczalni jako mozaika komórek czy cząsteczek zachowujących się zgodnie z zasadami chemii i fizyki. Para zakochanych to nie zbiór reakcji biochemicznych. Przed naukowcami wielkie wyzwanie: określić związek między materią a subiektywnym doświadczeniem. Da się? Jeśli nie założą, jak to się dzieje w przypadku plamki ślepej, że już MAJĄ wszelkie potrzebne informacje, to może… Twórca „Mózgu incognito” twierdzi, że na pewno za sto lat ludzie będą się zastanawiać, jak mogliśmy żyć w takiej niewiedzy.

Interesująca lektura dla każdego, komu „Truman Show” czy „Lot nad kukułczym gniazdem” dały do myślenia oraz napisany ze swadą podręcznik korzystania z „Best software ever! Brain 5.0”.


---
[1] David Eagleman, "Mózg incognito. Wojna domowa w twojej głowie", przeł. Julita Mastalerz, wyd. Carta Blanca, 2012, s. 156.
[2] Tamże, s. 265.
[3] Tamże, s. 185.
[4] Tamże, s. 211.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 4064
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 11
Użytkownik: Frider 2014-11-13 14:39 napisał(a):
Odpowiedź na: Wzrokowiec czy słuchowiec... | olina
Cała seria, w której została wydana ta książka, jest bardzo interesująca.
W odpowiedzi na pierwsze zdanie: wzrokowiec, ewidentnie wzrokowiec :-). Na studiach nie chodziłem na żadne wykłady, bo nie zapamiętywałem z nich absolutnie nic, a nie potrafię szybko notować. Natomiast przy czytaniu książki zdarza mi się fotograficznie zapamiętywać wygląd całych stronic.
Świetna recenzja.
Użytkownik: Suara 2014-11-14 20:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Cała seria, w której zost... | Frider
A jaka to seria?
Możesz cos więcej powiedzieć?
Użytkownik: Frider 2014-11-14 20:54 napisał(a):
Odpowiedź na: A jaka to seria? Możesz ... | Suara
Oczywiście. To są książki wydawnictwa Carta Blanca, seria „Pytajniki”. wszystkie książki są w tej samej szacie graficznej. Pytajniki . Mam kilka z tej serii (Podróże z Platonem, Piknik z Einsteinem, Mózg na manowcach, 70 minut na godzinę). Książki poruszają ciekawe zagadnienia, czasami zadają pytania (i udzielają odpowiedzi) na pytania, których sobie nie zadajemy, bo nigdy nie przyszły nam do głowy :). Mnóstwo ciekawostek, bardzo przystępna forma (nawet w przypadku trudnych zagadnień), często zabawne podejście do tematu. Ogólnie czyta się to jak popularnonaukowe artykuły pisane z drobnym przymrużeniem oka do czytelnika. Recenzja Oliny bardzo ładnie oddaje ducha tych książek. Szczerze polecam. Święty Mikołaj (dziwnym trafem kubek w kubek podobny do mnie) wrzucił te książki moim dzieciom pod choinkę. Cała rodzina biła się o kolejkę do nich :).
Użytkownik: Suara 2014-11-14 21:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Oczywiście. To są książki... | Frider
Wielkie dzięki za pełną informację. Recenzja "Mózgu incognito" jest tak świetna ( a i Twoje informacje bardzo zachęcające), że natychmiast sobie zakupię, bo akurat w mojej ulubionej księgarni internetowej jest w dobrej cenie.
Użytkownik: olina 2014-11-16 22:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Cała seria, w której zost... | Frider
Dziękuję :) Fotograficzna pamięć? Ale z Ciebie szczęściarz! Ja bez zaznaczania kolorowymi karteczkami mam małe szanse na znalezienie czegokolwiek w książce. W pracy rzucają się mi na pomoc, jak czegoś szukam i nie widzę ;) Istnieje teoria, że miażdżąca większość mężczyzn to wzrokowcy (pewnie potwierdzi to każda kobieta, na którą mężczyzna tak się zapatrzył, że wpadł na drzwi/latarnię uliczną lub wydzwonił w dowolny obiekt, który wyrósł mu na drodze, gdy intensywnie dostarczał informacji mózgowi via nerw wzrokowy). Serię „Pytajniki” upycham do schowka :D
Użytkownik: Frider 2014-11-16 22:46 napisał(a):
Odpowiedź na: Dziękuję :) Fotograficzna... | olina
Dopowiem Ci ciekawostkę. Pomimo, że jestem wzrokowcem, mam w jakiś sposób uszkodzoną (niewykształconą) pamięć przestrzenną. Wyraża się to na przykład w tym, że nie jestem sobie w stanie wyobrazić miasta jako całości. Nawet w miastach świetnie mi znanych nie potrafię powiedzieć jak dojść do jakiegoś miejsca, w jaki sposób łączą się ze sobą dzielnice. Jeżeli jestem na jakiejś ulicy oczywiście ją poznaję, w trakcie spaceru nią potrafię sobie jednak wyobrazić tylko kilka najbliższych przecznic, dalej moja wyobraźnia kapituluje. Podobnie jest przy układaniu różnego typu łamigłówek przestrzennych - katastrofa murowana.
Ps. Do Pytajników polecam Ci to: Co pije krowa?: Przydatna wiedza z psychologii życia codziennego (Kitz Volker, Tusch Manuel) .Chyba troszkę lżejsze, ale bardzo ciekawe. Oczywiście jeżeli nie czytałaś.
Pozdrawiam serdecznie.
Użytkownik: olina 2014-11-17 23:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Dopowiem Ci ciekawostkę. ... | Frider
O! Na pewno jest jakaś nazwa dla tej jednostki ;) Ostatnio układałam łamigłówki przestrzenne z sześciolatkiem. Może kiedyś mi wyjaśni, na czym to polega. Mały ma też GPS w głowie, więc, tak jak piszesz, to może mieć związek. I dzięki za podrzucenie tytułu!
Użytkownik: carmaniola 2014-11-13 14:44 napisał(a):
Odpowiedź na: Wzrokowiec czy słuchowiec... | olina
Wypatrzyłam w poczekalni, zaschowkowałam i będę szukać! Dziękuję! :)
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki 2014-11-13 16:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Wzrokowiec czy słuchowiec... | olina
Doskonała recenzja - a książka do schowka!
Użytkownik: Mantra 2014-11-15 22:52 napisał(a):
Odpowiedź na: Wzrokowiec czy słuchowiec... | olina
Świetna recenzja. Mnie też bardzo podobała się ta książka. Bardzo fajnym jej uzupełnieniem (jeżeli temat cię zainteresował) jest "Kto tu rządzi? Ja czy mój mózg" :)

Kto tu rządzi - ja czy mój mózg?: Neuronauka a istnienie wolnej woli (Gazzaniga Michael)
Użytkownik: olina 2014-11-16 22:20 napisał(a):
Odpowiedź na: Świetna recenzja. Mnie te... | Mantra
(Mózg incognito → pąs) Ślamazarna świadomość: Dziękuję wszystkim za miłe słowa! I za polecenie innych książek :) Oczywiście, że mnie temat zainteresował! Kto by nie chciał być bardziej zaawansowanym użytkownikiem software’u? ;)
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: