Dodany: 2014-01-09 02:51|Autor: tylkoburaknieczyta

Murakami i jego poszukiwaniu barw


Ostatni mój kontakt z twórczością Harukiego Murakamiego miał miejsce w 2008 roku, zostały mi po nim miłe wspomnienia; czytałem wówczas „Wszystkie boże dzieci tańczą”, książka ta nie wryła mi się jednak zbyt mocno w pamięć ani nie zrobiła tak pozytywnego wrażenia, bym sięgnął po inne pozycje tego autora, już wówczas ochoczo tłumaczonego na język polski.

Wydanie "Bezbarwnego Tsukuru Tazakiego i lat jego pielgrzymstwa" poprzedzała spora kampania reklamowa (zwieńczona sprzedażą książki z automatów ustawionych na największych polskich dworcach kolejowych), warszawskie wydawnictwo Muza zapłaciło największą w historii opłatę licencyjną.

Co roku, podczas noblowskiej gorączki, nazwisko Japończyka pojawia się wysoko w typowaniach. Ale czy taka nagroda nie byłaby zbyt wielką nobilitacją dla literatury popularnej? A może to coś więcej niż czytadło?

Powieść wciąga, choć już na pierwszy rzut oka można poznać, że nie jest to literatura wymagająca; język jest prosty, pozbawiony erudycyjnych wstawek, czasami autor próbuje go poetyzować, jednak od razu uderza pewna sztuczność tego zabiegu.

Wciąga fabuła. Historia tytułowego Tsukuru Tazakiego z pozoru nie ma w sobie nic szczególnego: ot, pewien mężczyzna żyje w Tokio, z tyłu głowy ma jednak ciągle przeszłość, która nie pozwala mu budować zdrowych relacji z ludźmi. Ongiś odrzucony został przez paczkę przyjaciół, nie dociekał jednak przyczyn tego rozstania.

Czy można żyć dobrze, gdy nie wie się za dużo o swoim życiu? Murakami pokazuje, że nie. Jego najnowsza książka zachęca do przepracowania swojej własnej przeszłości, dzięki czemu jesteśmy w stanie lepiej dookreślić siebie, pokolorować siebie, uciekając od szarości samoniewiedzy.

Murakami broni się więc w moich oczach, proponując pozycję, którą przyjemnie się czyta, ale o treści wcale nie aż tak lekkiej, pozostawiającą po lekturze niedosyt i skłaniającą do do-myślenia sobie niewyjaśnionych sytuacji i przewidzenia dalszego ciągu zdarzeń.


[Recenzję opublikowałem już na swoim blogu]


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 855
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: anndzi 2014-03-16 11:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Ostatni mój kontakt z twó... | tylkoburaknieczyta
Ostatnio wybrałam się do księgarni w poszukiwaniu książki. Nie miałam niczego konkretnego na myśli, po prostu czułam potrzebe zakupu książki. I oto natknęłam sie na Murakamiego, którego twórczość kilka lat temu mnie zachwyciła, ale potem jakoś nie było czasu do niej wrócić. Niestety, zawiodłam się, do tego stopnia, że żałuję wydanych pieniędzy. Nie wiem czy powodem jest to, że ja już jestem starsza, czy też po prostu Murakami się wypalił...

Opowieść o Tsukuru Tazakim wydaje się sztuczna. Jak wspomniała recenzentka, kiedy Murakami próbuje poetyzować język powieści, staje się on wymuszony. Śmieszne, nie pasujące do sytuacji metafory przywodzą mi na myśl Coehlo, nie wnoszą nic. Opisy scen erotycznych były dla mnie niesmaczne, wiele wątków wydaje się nie łączyć z całością, i chociaż wiem że Murakami zwykle nie domyka celowo różnych treści, teraz jednak miałam wrażenie że trochę się zapędził, że za dużo wszystkich drzwi otworzył i na końcu zabrakło mu pomysłu. Opisy codzienności, które kiedyś tak mnie urzekały, teraz były bezbarwne. Tsukuru wypił pół puszki piwa, zjadł rybę, posprzątał mieszkanie, włączyl muzykę klasyczną. I w kółko to samo.

Przesłanie powieści faktycznie jest: warto wracać do przeszłości, otwierać stare rany by nareszcie się zagoiły, "podnosić pokrywki". A jednak czy Tsukuru Tazaki rzeczywiście wysnuł taki wniosek? Każdy może różnie interpretowac zakończenie, jednak ja mam wrażenie, że autorowi zabrakło odwagi, żeby tę powieść dokończyć. Pozostawienie jej otwartej nawiązuje wszak do jego stylu...
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: