Dodany: 2013-11-24 23:56|Autor: AnnRK

O jednym z pierwszych polskich kryminałów


Książka objęta patronatem BiblioNETki.


Dziś przeniesiemy się w czasie za sprawą kryminału Aleksandra Błażejowskiego "Sąd nad Antychrystem". Powędrujemy do czasów współczesnych autorowi, możemy być więc spokojni o dobrze odwzorowane realia. Cofniemy się nie tak znowu daleko, bo do lat dwudziestych ubiegłego wieku. Zajrzymy do stolicy, gdzie - między wojną a wojną - żyją obok siebie zwolennicy cara i komunistyczni agenci bezpieki.

Jest lipcowy poranek, mimo wczesnej pory Warszawa tętni życiem. Zatłoczonymi tramwajami robotnicy jadą do pracy. Ulicami kursują wozy z pieczywem, mlekiem i jarzynami. Senną atmosferę przerywa okrzyk roznosiciela gazet: "»Kurier«! »Kurier«! Bestialskie morderstwo w hotelu Mincerowej!"[1].

Dzień wcześniej w komisariacie policji zjawił się zdenerwowany stróż z pewnej kamienicy. Chciał się widzieć z komisarzem, nikim innym. Wszak morderstwo - rzecz niebagatelna, zwłaszcza jeśli się jest tym, kto znalazł trupa rosyjskiego emigranta. Ledwie mężczyzna dokonał makabrycznego odkrycia, popędził na policję. Jeszcze nie zdążył ochłonąć, wciąż przed oczami miał bowiem czerwień krwi i nienaturalną pozycję martwego lokatora. "Otworzyłem drzwi, a tu story spuszczone i ciemno jeszcze w pokoju; ledwie krok zrobiłem, nastąpiłem butem na coś twardego na ziemi. Patrzę: mój Moskal leży na podłodze brzuchem do ziemi, a głowę przyłożył tak do podłogi, jakby czegoś tam słuchał... Widzę: jakieś papiery porozrzucane na podłodze i na stole, wszędzie dużo krwi, a stół w pokoju tak dziwnie otwarty, blatem jakoś do góry..."[2].

Kto mógł chcieć śmierci biednego uciekiniera, co to niby zwiał od bolszewików? Komu mógł on podpaść tak mocno, że skończył "z rozkrzyżowanymi ramionami, jakby pełzał po ziemi"[3], szklanymi oczyma, zmiażdżonym tyłem głowy, włosami sklejonymi krwią i fragmentami mózgu? Dwie szklanki z niedopitą herbatą sugerują, że denat przed śmiercią miał towarzystwo. Na miejscu zbrodni stróż widział młodego mężczyznę, który zbiegał po schodach kamienicy, a w oczach jego czaiło się przerażenie. Kim był i czy łączyło go coś z ofiarą? Tego niestety nie wiadomo. Do akcji wkraczają śledczy.

Tymczasem wielbiciele kultury i sztuki spieszą do teatru, gdzie premierę ma spektakl "Sąd nad Antychrystem". Oczywiście wspominam o tym nie przypadkiem, w śledztwie ten wątek będzie miał pewne znaczenie. Czy kluczowe, czy może jedynie jako subtelna wskazówka naprowadzająca na ważny trop, tego nie zdradzę.

Powieść Aleksandra Błażejowskiego to moje drugie spotkanie z pozycjami wznawianymi w ramach serii wydawniczej Kryminały przedwojennej Warszawy. W cyklu tym odkurzane są książki dawno już zapomniane, napisane przed prawie stu laty, których akcja rozgrywa się w stolicy. Wcześniej miałam okazję przeczytać "Człowieka, który zapomniał swego nazwiska" Stanisława Wotowskiego, ale nie przypadł mi on do gustu, głównie z powodu przewidywalności oraz kiepsko nakreślonego tła akcji. "Sąd nad Antychrystem" wypada dużo lepiej. Bardziej rozbudowane opisy pozwalają na dużo precyzyjniejsze odtworzenie realiów, a wątek kryminalny jest o niebo ciekawszy i rozwiązanie ma nie tak oczywiste, połączenie zbrodni i sztuki okazało się świetnym pomysłem. Język, jakim pisarz opowiada historię, nie sprawia trudności podczas lektury. Brak tu tej przedwojennej maniery, która tak irytowała mnie u Wotowskiego.

"Sąd nad Antychrystem" to druga powieść Błażejowskiego. Debiutancki, napisany w 1925 roku, "Czerwony Błazen" uznawany jest za najstarszy polski kryminał. Po wojnie, podobnie jak inne dzieła tego autora, trafił on na listę książek zakazanych, a sam pisarz został w 1940 roku zamordowany przez NKWD. O jego twórczości zapomniano i dopiero niedawno doczekała się wznowień.

Przyzwyczajona do innego stylu, zaczytująca się raczej emocjonującymi thrillerami, nie do końca jestem usatysfakcjonowana lekturą. Kryminały w starym stylu, z detektywem rozwiązującym zagadkę w roli głównej, to wciąż dla mnie przede wszystkim te stworzone przez Agathę Christie, dostarczające mi wspaniałej rozrywki w postaci rozwiązywania zagadki, której finał i tak mnie zaskoczy. Trzeba jednak przyznać, że nie musimy się wstydzić naszych pierwszych kroków w pisaniu "zbrodniczych fabuł". Polski pisarz opowiedział ciekawą historię, przy okazji utrwalając wspomnienia o przedwojennej Warszawie.

Myślę, że każdy miłośnik kryminałów powinien sięgnąć po twórczość Błażejowskiego, poznać dorobek pierwszego polskiego autora powieści należących do gatunku godnie reprezentowanego obecnie przez takich twórców, jak Marek Krajewski, Zygmunt Miłoszewski czy Mariusz Czubaj.


---
[1] Aleksander Błażejowski, "Sąd nad Antychrystem", wyd. Ciekawe Miejsca.net, 2013, s. 31.
[2] Tamże, s. 15-16.
[3] Tamże, s. 18.


[Recenzję wcześniej opublikowałam na moim blogu]



(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1106
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: