Dodany: 2011-03-25 12:09|Autor: in_dependent

Gibkość woskowa


W dawnych kulturach życie toczyło się nad wodą. Ludzie rodzili się, żyli, pracowali, zakładali rodziny i umierali w cieniu wielkich rzek dających im życiodajną siłę, a ponadto gaszących pragnienie, dających zatrudnienie i ochłodę. Ale rzeka to żywioł. Przez wieki marginalizowany, pomijany, teraz przybiera na znaczeniu, chociaż jest tak samo nieprzewidywalny, jak niegdyś.

Michał Marlowski nie ma w tym względzie żadnego doświadczenia. Jest co prawda z zawodu logistykiem, specjalistą od transportu śródlądowego, ale woli stąpać twardo po ziemi, a nie po pokładzie. Ten szczur lądowy, niewolny od problemów osobistych, dostaje jednak bardzo ciekawe i niezwykle opłacalne zlecenie. Ma przetransportować ze Szczecina do Sieradza ładunek wielkogabarytowy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby środkiem transportu nie była barka.

Dosyć niespotykana ekspedycja spokojną, wydawałoby się, i ułożoną ludzkimi rękami rzeką przeradza się jednak w przedziwny, nieco przerażający, a zarazem intrygujący ciąg zdarzeń. Zwariowana załoga w osobach kapitana i bosmana, tajemniczy przybysz, który śledzi bohaterów, nocne lęki - to wszystko wcale nie ułatwia Michałowi pojęcia, o co w tej całej podróży tak naprawdę chodzi. Bo przecież wyraźnie nie tylko o dostarczenie towaru do celu...

Marek P. Wiśniewski napisał piekielnie dobrą książkę. To pierwsze, co nasunęło mi się na myśl po zamknięciu "Rzeki szaleństwa". Potem już potoczyło się szybko - strumień myśli zalał mi umysł i nie wiedziałam, czy to przypadkiem nie autor wciąż zastawia na mnie psychologiczne pułapki, jak czynił to podczas powolnego podążania do głębi ludzkiej psychiki przez ponad trzysta stron powieści.

Trzeba przyznać, że opowieść jest bardzo schizofreniczna, momentami przywodzi na myśl conradowskie "Jądro ciemności". Tego podobieństwa autor się jednak nie wypiera - wręcz bawi się z Czytelnikiem w skojarzenia. Lecz majaki bohaterów to nie tylko zwykłe psychodeliczne wynurzenia. Z czasem nabierają bardzo konkretnego kształtu, powoli kumulują się i eksplodują w podmiotowość, w elementy niepozbawione płciowości, siły, a ponadto broniące się mocno przed utopieniem w ludzkim umyśle.

Debiut Marka Wiśniewskiego uparcie brodzi w testosteronie i pachnie dobrze wywarzonym piwem. Jego powieść jest męska do głębi, ale przy tym pozbawiona tej znanej powszechnie, nadętej dumy, unoszenia się honorem czy konieczności władania pilotem do telewizora. To kobiety są ogniwem, które spaja dwa przeciwstawne bieguny, przejmując jednocześnie kontrolę nad męską naturą. Dlatego mężczyzna u Wiśniewskiego nie boi się swoich uczuć, nie udaje odwagi, a wręcz momentami uzewnętrznia swoje lęki i obawy.

Główny bohater - Michał - jest nieświadomie dominowany, uczony pewnych zachowań już podczas podróży barką, ale wciąż jeszcze ma w sobie siłę, by oprzeć się hegemonii. Pozostałe postacie schemat zachowania mają w pełni wypracowany, udoskonalony, czasami nawet wyolbrzymiony.

Jeśli nie boicie się ostrej manipulacji, tłumionych namiętności, odważnych zabaw i trudnych wyborów, wybierzcie się w niespieszny rejs po "Rzece szaleństwa".


[Tekst opublikowałam wcześniej na swoim blogu]

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1205
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: