Dodany: 26.02.2024 18:43|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Nie poradnik, lecz podsumowanie


Przyznam, że dzieła, których tytuły sugerują, iż zawarta w nich jest recepta na zbawienie świata od jakiejkolwiek bolączki, klęski lub plagi, traktuję mocno sceptycznie, tym bardziej, jeśli pisane są przez osobistości z pierwszych stron gazet, bo zawsze mam wątpliwości, czy aby na pewno modelki znają się dostatecznie na wychowywaniu dzieci, politycy na medycynie, podróżniczki na dietetyce, przedsiębiorcy na ekologii etc. A wątpliwości moje bywają jeszcze większe, jeśli te osobistości są obywatelami Stanów Zjednoczonych, bo jest to kraj, w którym ukazuje się gigantyczna liczba poradników dotyczących absolutnie wszystkiego i na ogół dostosowanych poziomem do odbiorcy, który kupi wszystko, co mu się wmówi, o ile to „wszystko” poparte jest odpowiednią reklamą („sprzedano już 1 200 000 egzemplarzy, a 120 krajów ubiega się o prawa do przekładu”, „X uzyskał za tę publikację doktorat honoris causa Wyższej Szkoły Tego-I-Owego w Alamakocie”). Toteż pewnie nie sięgnęłabym po tę książkę, gdyby mi jej nie podsunęła osoba godna zaufania.

I jakże byłam mile zaskoczona, stwierdzając, że człowiek, który ciężkie miliardy zarobił na innowacjach technologicznych, wymagających raczej operowania cyframi i symbolami, niż słowami, potrafi wypowiadać się tak zgrabnie i zrozumiale; mam wrażenie, że gdyby w ten sposób pisali autorzy podręczników szkolnych do przedmiotów ścisłych i przyrodniczych, wiedza sama wchodziłaby uczniom do głowy. Dane, które podaje, są spójne i udokumentowane odpowiednimi pozycjami bibliograficznymi. Powtórzenia trafiające się w paru miejscach nie wyglądają na wpadki z gatunku „zapomniałem-że-już-to-powiedziałem”, lecz na celowe elementy, utrwalające podane wcześniej treści. Co więcej, Gates nie kreuje się tu na jakiegoś guru prawdy objawionej i nie udaje świętego, który natychmiast po zorientowaniu się, co grozi światu, przestał jeść mięso i nabiał, latać samolotami i nosić ubrania wyprodukowane w sposób nieekologiczny, ale też nie straszy, że już na wszystko za późno; robi raczej wrażenie człowieka, który tak zwyczajnie i po prostu chce się podzielić z innymi posiadaną wiedzą, wierząc, że wykorzystają ją dla własnego (i cudzego) dobra, i unikając przy tym stwierdzeń kategorycznych (zamiast na przykład głosić wszem i wobec, że bezwzględnie konieczne jest w ciągu tylu a tylu lat zlikwidowanie takiego-a-takiego źródła emisji CO2, powiada: byłoby dobrze, gdyby…, ale jest to niemożliwe, ponieważ…, więc należy rozważyć to-i-tamto i prowadzić badania nad tym-i-owym). Nie twierdzi, że każdą kwestię da się rozwiązać bez problemu, nie ma też patentowanej recepty na to, jak skłonić rządy poszczególnych krajów (nawet własnego, a cóż tu mówić o innych!), by stworzyły ustawodawstwo sprzyjające korzystnym zmianom i warunki umożliwiające realizację tych zmian. Nie jest więc jego wywód poradnikiem sensu stricto, raczej wskazaniem kierunku, w którym można pójść taką lub nieco inną drogą, w takim lub innym tempie.

Czy można powiedzieć, że przy pomocy podanych przez niego wskazówek da się spektakularnie i trwale poprawić stan obecny? Prawdę mówiąc, nie wiadomo. Czy w takim razie w ogóle warto sobie tym zaprzątać głowę? Tak, choćby dlatego, że kropla drąży kamień, a z ziarnka do ziarnka zbiera się miarka. Ktoś pójdzie do sklepu pieszo, zamiast podjechać autem, ktoś wymieni żarówki na energooszczędne, ktoś dopilnuje paru innych ktosiów, by ci nie spartaczyli izolacji cieplnej budowanego bloku – i te małe działania zmniejszą ślad węglowy o jakiś ułamek. Nieduży, to jasne, ale przecież i tak lepiej, by był on nieduży, niż żaden!

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 229
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: