Dodany: 2022-06-18 10:17|Autor: Marylek

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Odziedziczone marzenia: Spadek po moim ojcu
Obama Barack

1 osoba poleca ten tekst.

Marzenia własne i cudze


Powiedzieć, że jest to książka o poszukiwaniu własnej tożsamości, to nic nie powiedzieć.

Barack Obama napisał „Odziedziczone marzenia” gdy miał nieco ponad 30 lat, studiował prawo na Harwardzie i został, jako pierwszy Afroamerykanin w historii, wybrany na prezesa studenckiego stowarzyszenia redagującego naukowe pismo prawnicze. Nie był znanym politykiem, jedynie zdolnym studentem, wyróżniającym się nie tylko wybitnym umysłem, ale i kolorem skóry. Miało więc w założeniu powstać coś na temat aktualnych stosunków rasowych w społeczeństwie amerykańskim, na bazie osobistych przeżyć i przemyśleń autora. A co powstało?

Powstała pasjonująca autobiograficzna opowieść, utkana ze wspomnień dziecka, rodzinnych historii i mitów, młodzieńczej szarpaniny, poszukiwań źródeł własnych wyborów. Emocjonalna, szczera, napisana świetnym językiem książka, od której trudno się oderwać.

Wspomnienia Obamy podzielone są na trzy części. Pierwsza obejmuje dzieciństwo spędzone w większości na Hawajach, z kilkuletnią przerwą na pobyt w Dżakarcie, gdzie matka małego Baracka wyjechała ze swoim drugim mężem, Indonezyjczykiem. Druga część, to kilkuletni pobyt w Chicago w charakterze pracownika socjalnego, po ukończeniu studiów licencjackich. Część ostatnia opisuje wizytę Baracka Obamy w Kenii, rodzinnym kraju jego ojca.

Barack, jako dziecko wychowane na Hawajach przez białą matkę i jej rodziców (ojciec wyjechał, gdy chłopak miał dwa lata), nie miał pojęcia o istnieniu rasizmu. Zdarzyło się, że kilkuletni Barry czekał na matkę załatwiającą jakieś sprawy, przeglądając czasopisma w miejscowej czytelni. Natknął się wówczas na reklamę środka wybielającego skórę. Umiał już czytać, był jednak tak zdziwiony, że nie potrafił zrozumieć, o co właściwie chodzi. Po co ktoś chciałby sobie rozjaśniać skórę? Jak dziwnie wyglądali ludzie na załączonych zdjęciach… Szok. Odłożył wtedy czasopismo i nic nie powiedział ani mamie, ani dziadkom. Został sam z niezrozumiałym problemem i usiłował go przemyśleć samodzielnie. Może wtedy narodziła się w nim świadomość odmienności rasowej?

Jak dalece rasa i kolor skóry determinują ludzki los, widzi Obama pracując w Chicago. Są lata osiemdziesiąte XX wieku, jednak w codziennym życiu ludzi wykluczonych z powodu rasy niewiele się zmienia. Gdy Kolorowi, dorabiający się i aspirujący do innego niż dotąd życia, przenoszą się do „lepszej” dzielnicy, Biali tę dzielnicę opuszczają. Znikają zakłady pracy, kurczą się możliwości zarobkowe. Jakby odium niższej wartości przemieszczało się wraz z człowiekiem. Z instytucji pozostają kościoły i ośrodki pomocy społecznej. Pozostaje też upokorzenie. Dzieciak, marzący w wieku kilku lat o zostaniu pilotem, jako nastolatek dostrzega, że Czarnych pilotów nie ma, a jeśli są, to on nie potrafi się o tym dowiedzieć. Wie za to, że istnieją drogi zamknięte na starcie przed osobami z niewłaściwym kolorem skóry. Wie, że jest gorszy, a to rodzi złość i bunt.

Czarny bowiem, nawet będąc najlepszym uczniem, pomocnym kolegą, dobrym współpracownikiem, pozostaje w oczach ustalającego normy białego społeczeństwa - innym. Odmieńcem. Nie musi już podróżować w tylnej części autobusu, nie istnieją szkoły wydzielone dla ludzi drugiej kategorii, jednak na rzeczywiste funkcjonowanie w społeczeństwie bezpośredni wpływ ma brak pracy czy lekceważenie odczuwane w urzędowych kontaktach. Czarny człowiek odnoszący sukcesy w świecie Białych, pozostaje ewenementem. Wyjątkiem od reguły. Wszak właśnie dlatego Barackowi Obamie zaproponowano napisanie książki!

Bycie Czarnym (podobnie jak Latynosem czy Azjatą) w Ameryce, to życie w obcej kulturze, kulturze Białego człowieka narzucającej swe wzorce. Czy więc Afroamerykanin urodzony i wychowany w kraju, który uważa za swój, musi szukać jakichś korzeni? Barack swojego ojca nie znał, spotkał go raz, gdy ten na krótko przyjechał z wizytą do Stanów. Dla dziesięcioletniego wówczas chłopca był to obcy człowiek, którego nie rozumiał, a nawet trochę się bał. Przez lata odsuwał od siebie myśl o podróży do Kenii. Może kiedyś… Praca w Chicago uświadomiła mu, jak bardzo może to być ważne.

Pierwsze, co odkrywa młody Barack podczas swojego pobytu w kraju przodków to fakt, że nie zdawał sobie sprawy z siły i znaczenia własnych korzeni. Zadaje sobie pytanie: dlaczego tak późno się zdecydował, dlaczego przez trzydzieści lat nie odbył tej podróży? Czego się obawiał?

Dla Obamy-ojca studia w Stanach były przepustką do lepszego życia; po powrocie do Kenii podjął pracę w ministerstwie. Dla syna najważniejszym, formatującym przeżyciem stała się wizyta w kraju przodków. Dopiero tam poczuł się pełnym człowiekiem. Opowieści babci pozwoliły mu zrozumieć i ojca, i dziadka (brak akceptacji którego przez lata kładł się ciężarem na jego życiu), i to, co najważniejsze: że nie można uciec od samego siebie. I jeszcze to, że nie można zbudować satysfakcjonującego życia bez oparcia w ludziach – rodzinie, przyjaciołach, współpracownikach. Nieważne czy w Kansas czy w Kenii, nieistotne, czy chodzi o towarzystwo przy pasaniu kóz, czy realizacji biurowego projektu. Pełnia człowieczeństwa, to akceptacja blasków i cieni, chaosu własnej niejednorodności.

Taka akceptacja może stać się największym sukcesem. Na niej można zbudować każde marzenie.



(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 602
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: