Dodany: 2021-07-21 18:12|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Obrazy spod gwiaździstego sztandaru


Recenzja oficjalna PWN

Recenzent: dot59

Wyjąwszy wiek mocno szczenięcy, gdy momentami żyłam w sporym oderwaniu od realności, fantazjując między innymi o wyjeździe na Dziki Zachód i zostaniu drugim Old Shatterhandem (ciekawe, czemu do mnie nie docierało, że wśród nieustraszonych westmanów Maya nie uświadczy się osób płci żeńskiej, tym bardziej takich, które boją się koni, węży i pająków, nie znoszą widoku krwi, a z wuefu nie mają trói tylko dlatego, że litościwa nauczycielka nie chciała psuć świadectwa?), nigdy nie marzyłam, żeby zamieszkać za oceanem. Może ewentualnie wybrałabym się na wycieczkę do parku Yellowstone, albo do Kanady, śladami ulubionej rudowłosej bohaterki z Wyspy Księcia Edwarda, ale w żadnym wypadku na stałe. Moi rodacy czynili to ostatnie notorycznie, od kilku pokoleń, poczynając od ubogich włościan, tłoczących się na dolnych pokładach parowców przez cały wiek XIX i połowę XX (była między nimi siostra babci, po której słuch zaginął, i brat dziadka, który odwiedził ojczyznę jeden jedyny raz, gdzieś pod koniec lat 60., przy okazji rozdając wszystkim ciotecznym i stryjecznym wnukom po dolarze), a kończąc na współczesnych młodych naukowcach czy innych wysokiej klasy profesjonalistach, wyjeżdżających na zaproszenia tamtejszych uczelni i firm, a po upływie okresu stażu czy kontraktu przyjmujących propozycję stałej pracy. Ja zaś miałam takiego pecha (albo takie szczęście?), że raz po raz natrafiałam na literackie i dziennikarskie wizje życia w najbardziej demokratycznym kraju świata, które nie zachęcały, albo nawet wręcz skutecznie zniechęcały do prób realizacji amerykańskiego snu. „Za chlebem” Sienkiewicza. „Znojny chleb” Umińskiego. „Delicje ciotki Dee” Hołówki. „Szczurojorczycy” Redlińskiego. I, sporo później, „Podróż po Ameryce” Fallaci. Nie znaczy to, że nie ciekawi mnie w jakiś sposób życie w Stanach; ciekawi, owszem, dlatego wciąż sięgam i po powieści autorów amerykańskich, i dwudziestowiecznych, i współczesnych, a także po książki reporterskie, opisujące jakieś aspekty bieżącej codzienności tego kraju.

Do tego gatunku należy „Rewolwer obok Biblii: W co wierzy Ameryka” Macieja Jarkowca, dziennikarza, który do przedstawianej tematyki ma stosunek poniekąd osobisty, bo mit amerykańskiego szczęścia naznaczył życie dwóch kolejnych pokoleń jego przodków, a przez nich i jego własne. Toteż, jak pisze na wstępie, złożył tę książkę z „amerykańskich doświadczeń, emigracji i powrotów, poznanych ludzi i opowieści, podróży prywatnych i doświadczeń reporterskich”[1]. Wspomnienia z dzieciństwa i rekonstrukcje rodzinnych losów przeplatają się z fragmentami z gatunku eseistyki historycznej i klasycznego reportażu, składając się w barwną, wyrazistą mozaikę, która po dołożeniu ostatniego kawałka ukaże nam… no właśnie, co?

Na pewno nie będzie to kompletny obraz USA, bo, aby taki zyskać, nie wystarczyłoby pewnie nawet przeczytanie wszystkich dotychczas napisanych książek o tym kraju, i beletrystycznych, i niebeletrystycznych; o ile bowiem Stany Zjednoczone Ameryki Północnej są organizmem o dość ściśle zdefiniowanej historii i jednolitej strukturze politycznej, o tyle każda część tej struktury, niejednokrotnie odpowiadająca powierzchnią i liczbą ludności jednemu całemu państwu europejskiemu, ma swój odrębny pejzaż, poczynając od klimatu, zasobów naturalnych i składu etnicznego, a kończąc na kuchni, folklorze i przepisach prawnych. Co jest prawdą na Alasce, nie musi być prawdą na Florydzie; czego się dowiemy od mieszkańców Maine, to niekoniecznie się przyda na Hawajach, i tak dalej. Raczej zatem zbiór obrazów, nie bez powodu natchnionych płótnami Edwarda Hoppera, gdzie „mieści się (…) cała Ameryka, z jej tęsknotą, samotnością i pięknem, z brutalnością i obietnicą, z przestrzenią i uwięzieniem”[2].

Zaginieni bez śladu szesnastowieczni osadnicy z wyspy Roanoke i nauczyciele z Oakland, strajkujący w roku 2019 w nadziei uzyskania podwyżki płac. Wódz Szejenów (w literaturze i filmie funkcjonujących raczej jako Czejenowie, ale oba warianty pisowni są dopuszczalne), Chudy Niedźwiedź, zastrzelony podczas próby odbycia pokojowej rozmowy z oficerem dowodzącym oddziałem kawalerii, i Michał, polski weteran z Iraku, proszący o jałmużnę na peronie metra. Milionerzy z czasów gorączki złota – John Studebaker, Levi Strauss, Leland Stanford – i malarz imieniem Cody, który odżegnuje się od amerykańskiego marzenia, by „mieć więcej i więcej”[3], a na tę ascezę może sobie pozwolić, będąc po części utrzymywanym przez byłą żonę. Emmett Till, czarnoskóry nastolatek, zatłuczony na śmierć i wrzucony do rzeki za to, że uśmiechnął się do białej sklepikarki, i Elon Musk, który „w wieku dziesięciu lat sprzedał swoją pierwszą grę komputerową, gdy miał lat czternaście, poprzysiągł sobie, że kiedyś poleci na Marsa”[4]. Franciszka, ciotka autora, „która po niemal sześćdziesięciu latach życia w USA powiedziała (…), że nie czuje się Amerykanką”[5], i fryzjer Friedrich Trump, który uciekł z Niemiec do Ameryki, by uniknąć powołania do wojska, a potem daremnie starał się o odzyskanie niemieckiego obywatelstwa. John Chivington, kaznodzieja metodystów i dowódca wojskowy, abolicjonista i zwolennik eksterminacji Indian w jednym, i Hugh Thompson, ćwierćkrwi Czirokez, właściciel zakładu pogrzebowego, „który wrócił do wojska, żeby walczyć za ojczyznę w Wietnamie”[6], a za nagłośnienie masakry w My Lai został okrzyknięty „zdrajcą i komunistą”[7].

Dziesiątki postaci idących z prądem lub pod prąd, sławnych lub prawie nikomu nieznanych, ofiar i sprawców, bohaterów i przeciętniaków, biednych i bogatych. Ich sylwetki, ich środowiska, okoliczności wydarzeń, w których brali udział – odmalowane z reporterską precyzją i wnikliwością, bez względu na to, czy żyli przed dwustu-trzystu laty, czy żyją w XXI wieku. Świetny język i styl: pełna, bogata, wyrazista polszczyzna, krótkie (albo nieco dłuższe, ale i wtedy nie tracące na wymowie), dobitne zdania, narracja podzielona na spójne scenki i od czasu do czasu przerywana, jak refrenem, interludiami, niezmiennie zatytułowanymi: „Pytanie/-a, które chciałbym zadać…(tu imię i nazwisko bohatera)”. Doskonała robota, idealnie wpisująca się w tradycje polskiej szkoły reportażu.

[1] Maciej Jarkowiec, „Rewolwer obok Biblii: W co wierzy Ameryka”, wyd. Agora, 2021, s. 11.
[2] Tamże, s. 11.
[3] Tamże, s. 261.
[4] Tamże, s. 281.
[5] Tamże, s. 255.
[6] Tamże, s. 179.
[7] Tamże, s. 201.

Ocena recenzenta: 5,5/6

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 208
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 3
Użytkownik: fugare przedwczoraj, 08:19 napisał(a):
Odpowiedź na: Recenzja oficjalna PWN ... | dot59Opiekun BiblioNETki
Ta świetnie napisana recenzja przypomniała mi o pewnym filmie. Bill Murray w latach swojej największej popularności nie był aktorem wybrednym i wziął udział w wielu produkcjach nie najwyższych lotów, ale zagrał też w filmie Jima Jarmuscha "Broken Flowers". Ten film oprócz perypetii głównego bohatera pokazuje jego podróż przez amerykańską prowincję. To taki trochę satyryczno-dramatyczny film drogi pokazujący świat małych miasteczek z perspektywy, która mnie kojarzy się trochę z filmami Emira Kusturicy. Kluczem do tego skojarzenia jest, jak się domyślam, bo książki nie czytałam, próba pokazania w niej jak jest naprawdę, bez nadmiernego zachwycania się i popadania w stany skrajnie przeciwne, czyli pojawiającej się dzisiaj coraz częściej fali krytyki "amerykańskiego mitu" w różnych publikacjach.
Użytkownik: dot59Opiekun BiblioNETki przedwczoraj, 09:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Ta świetnie napisana rece... | fugare
Ja z kolei filmu nie znam, Jarmusch mnie jakoś ominął, a dokładnie to ja go ominęłam, obejrzałam "Kawę i papierosy" i stwierdziłam, że dziękuję, to by było na tyle. Ale zerknąwszy na obsadę tego obrazu, zwłaszcza żeńską, i zobaczywszy Twoje porównanie z Kusturicą, nabrałam ochoty:-).
W książce zdecydowanie więcej jest spojrzenia krytycznego, ale ukierunkowanego na poszczególnych ludzi czy sytuacje, nie na zasadzie "o-jak-mi-się-tam-wszystko-nie -podoba!", tylko w schemacie: "patrzcie i zastanawiajcie się, dlaczego".
I technicznie mi się ona niezmiernie podoba, bo czasem nawet świetny obserwator i analityk w jednym potrafi przekazać swoje spostrzeżenia stylem płaskim, drewnianym, nużącym, a tutaj widać i oko reportera, i pióro reportażysty.
Użytkownik: fugare przedwczoraj, 11:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja z kolei filmu nie znam... | dot59Opiekun BiblioNETki
A ja nabrałam ochoty na książkę. Nie wiem, czy nie przesadziłam trochę z tym porównaniem, bo aż tak "odlotowy" jak filmy Kusturicy to on nie jest, ale pamiętam, że podobał mi się klimat filmu i nie mogłam się nadziwić "męskiemu" spojrzeniu na świat bohatera. Można go (film) potraktować jak rozdział w małym przewodniku po męskiej duszy, nie wiem tylko jaki miałby tytuł? Może:Typ - Casnova po przejściach.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: