Dodany: 2021-05-16 09:49|Autor: Meszuge

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Daleko, coraz bliżej
Schulman Alex

1 osoba poleca ten tekst.

Przyszłość przegrana wczoraj


Do moich rąk trafia ostatnio sporo różnych książek, z rozmaitych źródeł. Zapewne więcej, niż w czasach, kiedy to tylko kupowałem je w księgarniach stacjonarnych. Gdy nadchodzi czas ich czytania, często nie pamiętam już, co mną kierowało przy wyborze i skąd w ogóle ta akurat pozycja się u mnie wzięła. Dokładnie tak było z „Daleko, coraz bliżej”.
Czytałem strona za stroną, kartka za kartką, rozdział za rozdziałem i zastanawiałem się, o czym jest ta książka i jaki to gatunek literacki. Oczywiście wystarczyło poczytać opinie w internecie albo choćby tekst na okładce (blurb), ale to by było zbyt proste. Zorientowałem się po około 25 procentach przeczytanej objętości.

To nie tylko umiarkowanie ciekawa anegdota – to także ocena, wysoka ocena, warsztatu Alexa Schulmana: chciało mi się czytać mimo niewiedzy, o co tu w ogóle chodzi.

Dom i parę gospodarczych zabudowań nad jeziorem na półwyspie. Bardzo, bardzo, bardzo daleko od szosy. Matka, ojciec, trzech synów (Benjamin, Nils, Pierre) i żadnych innych ludzi w zasięgu wzroku. Rodzina spędzała tu wakacje.

„Są tam dom i jezioro. Dom sterczy samotnie na cyplu, na tle nigdy do końca nieciemniejącej czerwcowej nocy. To prosty drewniany budynek o zaburzonych proporcjach, sięgający nieco wyżej, niż powinien”[1].

W części pierwszej historia relacjonowana jest dwutorowo, bo z jednej strony są to opowieści o letnich przygodach dzieciaków, a z drugiej, to spotkanie nad jeziorem dorosłych już braci, którzy umówili się tam i zebrali, by nad wodą rozsypać prochy matki. Tego ona sobie ponoć życzyła.
Same wydarzenia są zwyczajne, typowe, banalne, ale… w miarę czytania zyskiwałem pewność, że z tą rodziną coś jest nie tak. Ich relacje są momentami solidnie zaburzone, wręcz nienormalne.
Chłopcy znajdują w lesie stację transformatorową. Benjamin zostaje poważnie porażony prądem, traci przytomność, pies, którego trzymał na rękach, traci życie. Kiedy chłopak dochodzi do siebie zauważa, że jego bracia zniknęli – okazało się, że Nils wrócił do domu i bez słowa położył się spać. Naśladował w ten sposób częste zachowanie matki, która w momentach kryzysowych oznajmiała, że musi się położyć i znikała w swojej sypialni.

Benjamin, Nils i Pierre – bohater rodzinny, niewidzialne dziecko (zwane też dzieckiem we mgle), maskotka – role, jakie przybierają dzieci w rodzinach dysfunkcyjnych. I nie zawsze musi to być dysfunkcja rażąco patologiczna typu narkomanii, czy alkoholizmu.

„…widząc, jak Pierre układa kupkę z ogryzków frytek, dostrzega w nim coś niepokojącego, bo przecież ten, kto brzydzi się wziąć do ust coś, czego sam przed chwilą dotknął, w jakimś sensie nie chce mieć do czynienia z sobą samym”[2].

W drugiej części książki, dramatu psychologicznego, pokazane są dalsze losy dorastających i dorosłych braci (Nils wyjeżdża z domu natychmiast po maturze itd.), ale i one przerywane są wspomnieniami z dzieciństwa, które głównie dotyczą problematycznych postaw i zachowań rodziców. Wniosek jest oczywisty, choć bardzo smutny, dzieciństwo w rodzinie dysfunkcyjnej odciska swoje piętno na zawsze, do końca życia.

Pewnego razu mój nauczyciel języka polskiego w klasie maturalnej zadał nam pytanie: kiedy powinno się zacząć wychowywać dziecko? Okazało się, że prawidłowa odpowiedź brzmi: dwadzieścia lat przed jego urodzeniem. Po lekturze książki Schulmana zaczynam wierzyć, że ten stary belfer miał rację.

[1] Alex Schulman, „Daleko, coraz bliżej”, przekład Ewa Wojciechowska, Muza, 2021, s. 9.
[2] Tamże, s. 175.

Opinię o książce publikuję w różnych miejscach.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 568
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 3
Użytkownik: carmaniola 2021-05-17 10:22 napisał(a):
Odpowiedź na: Do moich rąk trafia ostat... | Meszuge
Ja wciąż nie mogę zrozumieć/pogodzić się z tym jak wiele w tej rodzinie było miłości i jak bardzo niejednoznaczne były postawy jej członków.

Od samego początku widać było, że coś z tą rodziną jest nie tak, jeszcze przed wydarzeniami, które ich wg Benjamina całkowicie rozdzieliły. Symptomy nieprawidłowości były widoczne już podczas niby to sielskich wakacji i nawet bez dodatkowych tragedii było źle. Autor niemal ukrył chorobę alkoholową przykrywając ją tragedią. Ale ona nie była skutkiem tego, co się wydarzyło nad jeziorem, była obecna wcześniej i te dzieciaki już odczuwały jej skutki. Były jednak momenty, kiedy to wszystko przestawało mieć znaczenie - nie tylko dla dzieci, ale i dla rodziców. Te momenty szczęścia były zdolne przyćmić ponurą codzienność.
Użytkownik: Meszuge 2021-05-17 17:10 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja wciąż nie mogę zrozumi... | carmaniola
Niejednoznaczne postawy dzieci wynikają w takich rodzinach z niejednoznacznych postaw rodziców.

Bracia, którzy się biją i to na poważnie, ale jednocześnie nadal ze sobą rozmawiają - przecież to wariacja!
Użytkownik: carmaniola 2021-05-18 10:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Niejednoznaczne postawy d... | Meszuge
Dzieci mniej mnie dziwią - one odpychane i lekceważone często walczą o każdy okruch uczucia i tym bardziej uzależniają się od chwiejnych dorosłych. A mieli właściwie tylko siebie - piękna ta scena na jeziorze przy boi.

Bardziej zastanawiają mnie rodzice. Początkowo faworyzowałam ojca, matce przypisując (poza alkoholizmem) chorobę dwubiegunową i ogólnie nieczułość. Miałam wrażenie, że traktuje dzieci jak przytulanki, które w każdej chwili można odstawić na półkę. No i te jej napastliwe akcje - brzozowe witki. Ale niektóre wspomnienia Benjamina temu przeczą, no i jej list... Kiedyś coś się zmieniło i to przed kluczowym wydarzeniem.

Dalej mam w głowie mętlik. Może też dlatego, że wszystko czego się dowiadujemy to narracja Benjamina, bardzo subiektywna i jednostronna. I do końca nie wiadomo, co z jego wspomnień było prawdziwe. Autor - mistrz mieszania w głowach czytelników. ;)
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: