Dodany: 2020-08-17 19:57|Autor: sapere

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Cyganie
Yoors Jan

1 osoba poleca ten tekst.

"Protest przeciwko zapomnieniu"[1]


Jan Yoors, autor książki pt. „Cyganie”, usiadł tyłkiem na dwóch koniach, chociaż według jego przybranej (wybranej?) rodziny nie da się tego uczynić. Jan Yoors, dwunastoletni syn artystów mieszkających w Holandii, zapatrzył się pewnego dnia na przejeżdżającą nieopodal cygańską karawanę i niepostrzeżenie do niej dołączył. Jakimś zrządzeniem losu wtopił się w tę zamkniętą społeczność, wędrował z nią przez wiele sezonów, aby po latach napisać miłosną pieśń – piękną wspomnieniową książkę.
Sięga w niej pamięcią do lat 30. XX wieku. Można by więc powiedzieć, że od tamtych dni upłynęło wiele wody w rzekach, nad którymi zwykli byli rozkładać swoje obozy Cyganie. Przede wszystkim dziś „prawdziwych Cyganów już nie ma”, z europejskiego krajobrazu znikły romskie karawany. Europa też się zmieniła.

W swojej książce Jan Yoors opisuje kompanię Puliki, „rozpraszającą się i przegrupowującą, niczym przepływ wody, dostosowującą się do wszystkich okoliczności, ustawicznie zmienną, lecz zarazem zgodną w swej istocie z naturą niezmiennych Rom”[2]. Pulika, niezwykle mądry, stateczny Cygan usynawia bohatera, a wtedy inni również przyjmują go jak swojego. Zadziwia prostota tego wydarzenia – zwykłe przytulenie, pogłaskanie głowy, bez zbędnych słów: „Pulika podał do powszechnej wiadomości, że od tej pory bierze na siebie całą odpowiedzialność za mnie”[3].
Nie raz, nie dwa narrator tej książki podkreśla brak formalizmu w środowisku romskim. Nie potrzebowali oni dokumentów, nazwisk, ubezpieczeń itp. Jeśli się o nie starali, to tylko po to, aby usatysfakcjonować Gadżów, zirytowanych ich odmiennym sposobem bycia. Wielu zaś nie-Cyganów chętnie przebywało w ich obozach, aby tam nawdychać się tej atmosfery całkowitej swobody, umiłowania wolności: „(…) ów policjant (…) powiedział, że zazdrości im rozległych i pełnych przygód wędrówek i wyjątkowego daru korzystania z życia w całej pełni”[4].

Myślę, że wielu czytelników będzie zazdrościć tego samego. Lektura książki zupełnie oszałamia. Każda strona przynosi nowe zdziwienie. Można nie gromadzić? Można nie mierzyć czasu? Można mieć w pogardzie kąpiele, a jednocześnie nie otworzyć ust do sąsiadów, jeśli się wpierw nie umyje? Można całkowicie rozdzielać światy kobiecy i męski, a jednocześnie być pełnym szacunku wobec osób innej płci? Można biesiadować, tańczyć i śpiewać bez obaw o to, co przyniesie jutro? Można…?

Nie wiem, jak wygląda życie Romów w XX wieku. Pewnie w dużej mierze zależy ono od zamożności całego kraju, w którym przyszło im się osiedlić. Widzę jednak, że przynajmniej na zewnątrz wyglądają i zachowują się tak, jak ich pobratymcy opisani przez Jana Yoorsa. Widzę ich szacunek wobec starszych, ich wielopokoleniowe rodziny żyjące wspólnie. Zauważam odrębność stroju i sposobu bycia, a nawet pewną hałaśliwość wynikającą być może z przebywania w dużej grupie.
O tym również jest cała książka. Dla Europejczyka wychowanego bądź co bądź w kulturze pisanej niepojęte jest, jak olbrzymiej społeczności udało się zachować pewne zasady życia, całą hierarchię stosunków społecznych bez ich skodyfikowania. Jednocześnie to samo budzi szacunek. Być może relacje międzyludzkie opisane przez Yoorsa wydadzą się wielu dość prymitywne, bo oparte nie na szlachetności, lecz na „świadomości wzajemności”[5], ma to jednak swoją wartość. Zindywidualizowany współczesny świat rządzi się według egoistycznych praw, dobro jednostki przedkłada się nad dobro społeczności, tymczasem „samorząd ogólnoplemienny nie istniał (…). Jeśli Rom pogrążyli się w nędzę na skutek choroby, śmierci, nieszczęśliwego wypadku bądź szykan Gadżów, mogli wtedy przyłączyć się do przebywających w innych krajach hord swoich bliższych lub dalszych krewnych. Krewni przyjmowali ich zawsze z otwartymi ramionami”[6].

Autor wędrował z Cyganami przez wiele lat. Poznał ich życie od podszewki. Z drugiej strony – pochodził z rodziny intelektualistów, wychował się w innym środowisku, swoje spostrzeżenia potrafił przeanalizować, nadać im jakąś formę. Przywołał w swoich wspomnieniach bajki, przesądy, opowieści i przysłowia cygańskie, na pewno egzotyczne, bo odwołujące się do koczowniczego trybu życia. Życia spędzonego w całkowitym zespoleniu z przyrodą. Yoors przejął od swojej przybranej rodziny płynną frazę. Kiedy odwołuje się do swoich wspomnień, wykorzystuje właśnie tę śpiewność, kiedy przytacza fakty dotyczące życia koczowniczych plemion – zamienia się w naukowca, obserwatora. W każdym zdaniu jednak można odnaleźć szacunek i miłość do ludzi, wśród których żył.
Naprawdę przyjemnie się to czyta.

[1] Jan Yoors, "Cyganie", przeł. Henryk Czajkowski, Wydawnictwo Literackie, 1973, s. 7.
[2] Tamże, s. 362.
[3] Tamże, s. 115.
[4] Tamże, s. 138.
[5] Tamże, s. 172.
[6] Tamże, s. 172.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 815
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: