Dodany: 2020-05-23 09:56|Autor: natanna51Opiekun BiblioNETki

Róża


Co sprawiło, że gdy się nadarzyła okazja, by móc przeczytać tę książkę Iwony Żytkowiak, matki czterech synów, nauczycielki z Barlinka - skorzystałam z niej? Jako wzrokowca oczywiście przyciągnęła mój wzrok klimatyczna okładka w moich ukochanych brązach, gdzie widać kobietę, która wystawia swą twarz na ciepło promieni słonecznych, przenikających przez szybę w oknie, poddając się ich łagodnej pieszczocie. Druga przyczyna wydaje się być jednak istotniejsza, a jest nią zasygnalizowana króciutko na tylnej części okładki treść, która zaintrygowała mnie na tyle, by stwierdzić, że ta książka trafi w mój gust. Im bowiem jestem starsza, tym bardziej lubię czytać powieści o kobietach różnych wiekowo, szczególnie o tych, z którymi w jakimś stopniu sama mogę się utożsamić, a z opisu wynikało, że książka opowiada o trzech pokoleniach kobiet żyjących na przestrzeni ubiegłego wieku. Lubię również bardzo, gdy w powieści wątki związane z teraźniejszością, w jakiej akcja jest osadzona, przeplatane są wątkami ukazującymi przeszłość bohaterów, i na tę własnie przyjemność w czytaniu "Tam, gdzie jest dom" również liczyłam. I nie zawiodłam się.

Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu

Opowieść o życiu głównej bohaterki książki, Róży, mojej prawie równolatki, przeplata się często i interesująco z historią życia jej babki i matki, kobiet skazanych na samotność przez czasy, w jakich przyszło im żyć , gdyż ich mężczyźni dokonali wyborów, w których dla ich rodzin miejsca nie było. Dla dziadka Róży najważniejsza była walka ideowa, a dla ojca tęsknota wynikająca z niemieckich korzeni. Ona sama najboleśniej odczuwa zdradę ojca, gdy ten, pożegnawszy się tylko z nią, opuszcza pod osłoną nocy dom, by wyjechać do Niemiec. Ma wtedy 12 lat, ale ten moment zapamięta już na zawsze i będzie on miał przełożenie na podejmowane decyzje w jej dorosłym życiu. W tym tę o cichym zniknięciu z życia mężczyzny, który pokochał ją i jej przypadkiem poczęte dziecko, i żywił nadzieję na posiadanie rodziny.

"Tam, gdzie Twój dom" to sentymentalna podróż w głąb siebie, w której Róża, mając już za sobą przeżyte pół wieku, wraca myślami do czasu minionego, wspominając różne epizody, istotne i te mniej istotne, ze swojego dotychczasowego życia - życia, które być może nie układało się po jej myśli, bo też, jak sama uważa, w większości było dziełem przypadku, ale też i nie przyniosło wielkich rozczarowań, gdyż przyjmowała go takim jakie było, nie przejmując się upływem czasu.

Życie Róży, jak i jej babki, a także matki toczyło się w czasach burzliwych i bogatych w wydarzenia historyczne, szczególnie tu, na ziemiach zachodnich, które po wojnie wracały do Polski. Na ich oczach zachodziły przemiany społeczno-polityczne na tych ziemiach, a to nie odbywało się bezboleśnie, czego na własnej skórze doświadczyły Ewa i Aniela, a szczególnie Aniela, ni to Polka, ni Niemka.
Wszystkie znalazły się we współczesnej już mi Polsce, co sprawiło, że oprócz wydarzeń, które mogłam znać tylko z przekazów, mogłam znów powrócić do tych z lat 50., 60. i 70., które podobnie, jak w ich przypadku, również w moim życiu działy się gdzieś poza mną. Natomiast - podobnie jak Róża - doświadczałam "klimatu i uroków" czasów PRL-u we wszelkich jego przejawach, stąd z dużą przyjemnością i ja odbywałam razem z nią tą emocjonalną podróż w przeszłość.

Z przyjemnością piszę, że "Tam, gdzie twój dom" to dobra, refleksyjna lektura, po którą warto sięgnąć, by zanurzyć się w obrazach z przeszłości, namalowanych piórem przez Iwonę Żytkowiak.
Muszę również przyznać, że w miarę czytania książki coraz bardziej poddawałam się urokowi nie tylko niebanalnie opowiedzianej historii o zwykłych codziennych sprawach - gdzie nie ma fajerwerków, lecz realne życie, z którym często trzeba się zmagać, by pokonywać jego trudy, które jednakże potrafi obfitować również w miłe chwile, byleśmy je chcieli dostrzec - ale również językowi, jakim została opowiedziana. A jest to język ładny, barwny, plastyczny i płynny, świadczący nie tylko o staranności pisania, ale i lekkim piórze autorki. I to dodatkowo sprawiło, że książkę czytało mi się bardzo dobrze i szybko, aż trudno od niej było się oderwać.

Szkoda tylko, że wydawca nie zadbał jak należy o korektę tekstu, a to sprawiło, że literówki drażniły w czasie czytania.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 57
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: