Dodany: 2020-03-23 16:40|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Prawd jest tyle, ile par oczu, ale warto się nimi dzielić


Kolejny zbiór reportaży Michniewicza nie zawiódł mnie, zapewniając mi to wszystko, czego od reportażu oczekuję, to jest: przedstawienie kawałka świata, do którego nie mam dostępu, oraz materiał do przemyśleń związanych czy to ze specyfiką owego miejsca, czy ze sposobem jego opisywania.

Eksplorując obszary tak różne, jak środowisko żołnierzy polskich sił specjalnych (w tym obóz treningowy, przygotowujący kandydatów do służby w tego rodzaju jednostkach) i afrykański rezerwat przyrody, nawiedzany przez bezwzględnych zbirów, codzienność adepta jednego ze sportów ekstremalnych i pakistańskich sufich, johannesburskie getta dla biednych i bogatych, amerykańskie więzienie o zaostrzonym rygorze i egipski „kombinat turystyczny”, autor stawia – bardziej sobie, niż czytelnikom – dwa pytania.

Pierwsze: czy reporter, opisując odwiedzane miejsca, jest w stanie powiedzieć o nich prawdę? Czy prawdą są jego spostrzeżenia, przefiltrowane przez system wcześniejszych informacji i przekonań, skoro nawet kompletności tych spostrzeżeń nie może być pewien, mogąc zajrzeć tylko tam, gdzie dopuszczą go ludzie stamtąd i wynosząc z owych zakątków „wizję ich świata równie nieprawdziwą, jak wysprzątany na pokaz salon, gdy idą goście”[1]? A jeśli nie są – jakiż ma sens objeżdżanie Ziemi wkoło po to, by raczyć innych fałszywymi wyobrażeniami?

Drugie pytanie dotyczy neutralności: czy rzeczywiście „reporter ma być świadkiem, nie uczestnikiem”[2], czy „patrzenie przez obiektyw zwalnia z moralnych obowiązków”[3]? I tu odpowiedź wcale nie jest prosta, bo nawet, gdyby reporterowi udało się donieść jedno głodujące dziecko do punktu żywienia albo opatrzyć ranę jednemu rannemu, czymże to będzie wobec faktu, że w tym samym kraju umierają z głodu tysiące dzieci, a na tym samym polu bitwy leżą setki rannych? Jeśli reporter zostanie ochotniczym sanitariuszem, bez wątpienia zrobi coś dla dobra ludzkości, ale czy poruszy w ten sposób sumienie świata – tej części świata, która w wojnie akurat nie bierze udziału, a która może mieć choćby pośredni wpływ na jej przebieg? A teza o potrzebie zaniechania neutralności przez obserwatora staje się tym bardziej kontrowersyjna, im bardziej dana nieprawidłowość wymaga rozwiązań na wielką skalę (o ile w ogóle jakieś rozwiązania istnieją): bo, na przykład, jak niby najodważniejszy nawet reporter miałby zapobiec zmuszeniu „świeżego” więźnia do wstąpienia do więziennego gangu, skoro nie potrafi tego zrobić cała armia strażników? A może miałby wkroczyć wprost do siedliska johannesburskich bandziorów, grzecznie ich prosząc, by nie deprawowali wychowujących się na ulicy ubogich dzieciaków i nie urządzali zbrojnych napadów na domy w lepszych dzielnicach?

Nie, nie sądzę, by ktoś tego od niego oczekiwał; oczekujemy natomiast, że zyskaną po odwiedzeniu danego miejsca wiedzę postara się upowszechnić, bo dzięki temu więcej ludzi będzie wiedziało, gdzie i jak się sprawy mają. I nawet, jeśli ta wiedza nie jest – bo być nie może – całą prawdą, jest ona prawdą na tyle, żeby poruszać umysły i sumienia tych, co w inny sposób do niej dotrzeć nie mogą. A bez poruszania umysłów i sumień świata zmienić się nie da…

Bez względu na to, jakie mamy podejście do wspomnianych pytań, warto ten zbiorek przeczytać, bo jest po prostu ciekawy: autor opisuje środowiska, w które przeciętny czytelnik raczej nie wejrzy (a jeśli wejrzy, to nie od tej strony, od której mógł się podkraść fachowiec z notatnikiem i aparatem), czyni to stylem barwnym, dynamicznym, przyciągającym uwagę, ilustrując opowieść ładnymi i równie kolorowymi zdjęciami.

[1] Tomasz Michniewicz, „Świat równoległy”, wyd. Otwarte, 2015, s. 7.
[2] Tamże, s. 361.
[3] Tamże, s. 362.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 105
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: