Dodany: 2019-05-01 12:41|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Opowieści przyjaciela zwierząt


Czy można było nie kupić książki z TAKIM zwierzęciem w tytule, w dodatku ozdobionej na okładce pięknym zdjęciem tytułowej bohaterki wraz z dwiema pociechami? Pewnie można, ale trzeba by nie być człowiekiem od dzieciństwa pożerającym nałogowo wszelką literaturę przyrodniczą, ze szczególnym uwzględnieniem tej traktującej o niedźwiedziach (najchętniej brunatnych, ale i inne mogą być), jak również systematycznie śledzącym zdjęcia i filmiki z życia wspomnianej niedźwiedzicy oraz jej potomstwa, zamieszczane w sieci przez leśnika-przyjaciela zwierząt. A skoro się kupiło, trudno byłoby ją odłożyć do kolejki, choć czeka w niej z pięć lektur w miarę pilnych i z pięćdziesiąt takich, które już leżą i leżą, wciąż spychane na koniec przez te ważniejsze… Ale też czytało się piorunem, bo raz, że temat mi bliski, a dwa, że i leśniczego Kazimierza Nóżkę, i dziennikarza spisującego jego opowieści obdarzyła natura gawędziarskim darem.

Prócz niedźwiedzicy Agi, jej dwóch synków Lesia i Grzesia i kilkorga ich niedźwiedzich sąsiadów, bohaterami zamieszczonych w książce historii są: wilki, kuny, rysie, jelenie, węże i jeszcze paru innych przedstawicieli bieszczadzkiej fauny, a także ludzie - emerytowany leśnik-pszczelarz, młody leśnik zwany Botanikiem, nieżyjący już smolarz - i same Bieszczady, kraina po przejściach, których ślady wciąż jeszcze nie całkiem zarosły lasem, choć od ostatniej wojny i następujących po niej wydarzeń minęło dobrze ponad pół wieku… Czego tu nie ma! Czym może się upić niedźwiedź i jak należy z takim nietrzeźwym osobnikiem postąpić? Dlaczego jedne wilki polują w grupie, zaganiając swoje ofiary w miejsce bez wyjścia, a inne samotnie zakradają się do zagród, skąd porywają wyłącznie domowe psy? Jakie zwierzę ma „puszysty ogon z charakterystyczną ciemną końcówką i czterema pręgami (…) białe skarpetki na tylnych i przednich łapach, w dodatku biały krawat, który biegnie od pyszczka aż po pierś”[1] i dlaczego nie jest dobrze, że ono istnieje? Czy „dudnienie, piski i charczenie”[2] na strychu to sprawka duchów? Co za sprytny złoczyńca uszkadza przewód elektryczny w zamkniętym na cztery spusty aucie? A kto oskrobuje z kory stuletnie jodły? Gdzie można zobaczyć „robaka hufcowego” [3]? Czy to możliwe, by zginęły dwa walczące ze sobą jelenie, choć żaden z nich nie zranił przeciwnika? Czy są „lisy wspinające się jak niedźwiedzie i niedźwiedzie polujące na myszy jak lisy”[4]?

Aż by się chciało zaraz ruszać w Bieszczady na fotograficzne „łowy”, ale zdrowy rozsądek podpowiada, że jednak lepiej, by zdjęcia (tak barwnych i tak wyrazistych jak to na okładce jest w książce mniej, niż czarno-białych, ale dla mnie to nie przeszkoda - wszak moje zamiłowanie do przyrody wykształciło się w czasach, gdy kolorowa fotografia była egzotyczną rzadkością) pochodziły z fotopułapek lub z aparatu kogoś, kto doskonale wie, do którego ze zwierząt może podejść na tyle blisko, by go nie spłoszyć ani nie rozdrażnić. A czytelnik spragniony widoków „na żywo” może odwiedzić strony nadleśnictwa w Baligrodzie, gdzie wciąż pojawiają się nowe filmiki z bieszczadzką fauną i florą w roli głównej.

[1] Marcin Szumowski, „Niedźwiedzica z Baligrodu i inne historie Kazimierza Nóżki”, wyd. Oficyna 4eM, 2018, s. 141-142.
[2] Tamże, s. 188.
[3] Tamże, s. 246.
[4] Tamże, s. 281.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 290
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: