Dodany: 2018-01-01 12:16|Autor: dot59Opiekun BiblioNETki

Czytatnik: Czytam, bo żyję

Czytatka-remanentka XII 17


Grudniowe lektury, skwitowane tylko krótkimi notatkami:

RockMann czyli Jak nie zostałem saksofonistą (Mann Wojciech) (4)
Sympatyczna gawęda o tym, jak z chłopca, który śpiewał (hm… w każdym razie sprawiał wrażenie śpiewającego) w ostatnim rzędzie harcerskiego chóru i chciał grać na saksofonie, a nie na klarnecie, wyrósł jeden z najsłynniejszych polskich dziennikarzy muzycznych i prezenterów radiowych. Taki misz-masz, o wszystkim po trochu: o radiu, o płytach, o organizacji koncertów i festiwali, o muzykach, których autor miał okazję poznać. Najciekawsze i najzabawniejsze wspomnienia pochodzą z czasów PRL; pracować wtedy w mediach to dopiero było wyzwanie… Największe zaskoczenie? Informacja, że pan Wojciech jest autorem tekstu wdzięcznej piosenki o muszli znalezionej na plaży, którą baaardzo dawno temu śpiewał Zbigniew Wodecki.

Jane Austen (Wollaston Emily) (3)
Publikacja z gatunku „na skróty o…” – w tym przypadku o jednej z najbardziej znanych i lubianych pisarek angielskich, zdecydowanie zasługującej na więcej. Trudno powiedzieć, co to właściwie jest – nie biografia, bo opowieść o życiu Austen zajmuje ledwie kilka stron (co prawda bardzo drobnym drukiem), nie analiza twórczości, bo obok dość dokładnych streszczeń wszystkich utworów jest ledwie parę zdawkowych zdań podsumowania… A oprócz tego co nieco o ekranizacjach poszczególnych powieści i o instytucjach/organizacjach zajmujących się kultywowaniem pamięci pisarki. Najwłaściwiej chyba byłoby powiedzieć, że to mocno okrojona książkowa wersja któregoś z serwisów internetowych o Austen, przeznaczona raczej dla początkujących, niż dla prawdziwych fanów (bo na co komuś, kto wszystkie jej powieści czytał po parę razy, kilkanaście stron streszczeń?).

Niepamięć (Stelar Marek (właśc. Biernawski Maciej)) (4,5)
Swoim pierwszym cyklem kryminalnym z komisarzem Krugłym i prokuratorem Michalczykiem Stelar wywalczył sobie miejsce w pierwszej lidze współczesnych polskich autorów powieści kryminalnych. Drugi cykl również zapowiada się dobrze, choć do tej konkluzji możemy dojść dopiero po przeczytaniu „Niepamięci” do końca. Bo początek trochę dezorientuje. Rzadka w tym gatunku narracja pierwszoosobowa i fabuła skoncentrowana na życiu osobistym głównego bohatera, podinspektora Dariusza Sudera. Zaniedbywana i sfrustrowana żona, ambitna i wymagająca kochanka, nastoletnia córka prowadząca dużo bardziej dorosłe życie, niżby sobie tego życzył, a gdzieś na boku sprawy zawodowe, mianowicie prowadzona wspólnie przez policjantów polskich i niemieckich akcja tropienia przemytu narkotyków. Gdybym nie wiedziała, że właściwy wątek dopiero nadejdzie i będzie o wiele bardziej dramatyczny, może bym po tych kilkudziesięciu stronach spasowała. Ale ponieważ zostałam uprzedzona, że warto przejść dalej, wytrzymałam. Faktycznie było warto. Bo wszystko zaczyna się dopiero później, gdy Suder budzi się w niemieckim szpitalu jako ofiara zamachu, w którym zginęły dwie najbliższe mu osoby. Budzi się – i orientuje się, że jego ostatnie wspomnienie pochodzi sprzed kilku dni przed napadem. A zaraz potem dowiaduje się, że nie jest to ostatnia tragedia, jaka się wydarzyła: gdy on leżał nieprzytomny w klinice, kilkoro kolegów zginęło podczas próby przejęcia transportu narkotyków. Ci, którzy udzielają mu informacji, są zadziwiająco powściągliwi i z jakąś niezrozumiałą niechęcią przyjmują jego dociekania. Musi działać na własną rękę. Im bardziej zagłębia się w sprawę, tym bardziej przerażające fakty wyłaniają się z informacyjnego chaosu. Czy będzie w stanie znieść prawdę, jaka się ukaże spod sterty fałszywych tropów i skrawków odzyskiwanej pamięci?
Udało mi się co prawda stosunkowo wcześnie wytypować jedną z osób odpowiedzialnych przynajmniej za część zbrodniczych czynów, ale co do reszty, autor zwodził mnie tak długo i tak skutecznie, że w kulminacyjnym momencie doprawdy mi, trywialnie mówiąc, szczęka opadła. Istnienie ludzi tak do gruntu złych, zdolnych do tak wyrachowanego postępowania zawsze budzi we mnie instynktowny sprzeciw i w pierwszym odruchu gotowa byłam obniżyć ocenę za podważanie mojej wiary w człowieka, ale przecież to nie autora wina, że zjawisko, jakie naprawdę się zdarza, tylko ubrał w literacką szatę i zaangażował w nie tak wyraziste postacie…
Bo podinspektor Suder nie jest pozbawiony wad; nawet niekoniecznie trzeba go lubić, ale nie da się z nim nie solidaryzować. A jeśli w tej sprawie, to może i w następnej?

Nowe formy powieści: Twórczość Ivy Compton-Burnett (Bałutowa Bronisława) (4)
Interesująca rozprawa o twórczości stosunkowo jeszcze mało u nas znanej brytyjskiej pisarki. Miejscami, jak to zwykle bywa w tego rodzaju pracach, tekst jest po brzegi naładowany fachowymi terminami i przez to ciężkostrawny dla przeciętnego czytelnika. Ale z tych partii, w których autorka z literaturoznawczym żargonem nie przesadziła, można się sporo dowiedzieć i nabrać nadziei na to, że ktoś zechce przełożyć kilkanaście pozostałych powieści Compton-Burnett.

Podwójne życie reporterki: Fallaci; Torańska (Grzela Remigiusz) (4,5)
Ciekawa próba pomieszczenia w jednej opowieści biografii dwóch dziennikarek; jedna z nich była Włoszką, druga Polką, jedna zyskała sławę światową, druga tylko lokalną, ale łączyło je to samo zainteresowanie polityką, taka sama dociekliwość, bezkompromisowość i dbałość o jakość własnych tekstów. Historie obu bohaterek snute są równolegle, z zachowaniem układu chronologicznego – od narodzin do śmierci każdej z nich. Autor włożył mnóstwo pracy w to, by zrekonstruować ich koleje losu i, co jeszcze ważniejsze, stworzyć pełnowymiarowe, plastyczne portrety; zwłaszcza w przypadku Fallaci wymagało to szczególnego zapału i wytrwałości, bo jedyna żyjąca jej siostra (w ostatnich latach mocno z nią skłócona) odrzucała wszelkie próby kontaktu z dziennikarzami, a innych osób, które mogłyby pomóc, trzeba było szukać na obu kontynentach. Lektura byłaby fantastyczna, gdyby nie przyjęta przez autora – i znacznie utrudniająca czytanie – dziwna maniera wplatania części cytatów w tekst bez cudzysłowu, bez wyodrębnienia innym krojem czcionki.

...i wieloryb wysadził Jonasza na ląd: Czy biblijne cuda z udziałem zwierząt mogły zdarzyć się naprawdę? (Dröscher Vitus B.) (5)
Tym razem słynny niemiecki przyrodnik i zoopsycholog nie zabiera nas w sensu stricto świat zwierząt, lecz oferuje nam… studiowanie biblijnych tekstów pod kątem roli, jaką w występowaniu zjawisk uznawanych dawniej za nadprzyrodzone mogły odegrać najzwyklejsze prawa natury. Niejeden czytelnik może się zdziwić, dowiadując się, że opisy plag egipskich zawierają w sobie tylko tyle przesady i nieścisłości, ile mogło wynikać z zaskoczenia ludzi niepojmujących związków między jednym a drugim fenomenem przyrody, albo, że Daniel naprawdę mógł był przeżyć w jaskini lwów. A cała rzecz króciutka, na góra dwie
godziny lektury, i napisana ładnym językiem.

Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał (Gavalda Anna) (4)
W ostatniej chwili udało mi się jeszcze wcisnąć w czytelniczy grafik debiutancki zbiorek opowiadań Gavaldy, do której – jak do paru innych francuskich prozaików, z przewagą płci żeńskiej – czuję sentyment od pierwszego czytania (jeśli ktoś się zdziwi, spojrzawszy na oceny, przypominam, że u mnie czwórka oznacza „po prostu dobre”).
Tekstów jest 13 – większość o miłości (w różnych ujęciach), pozostałe o… no, cóż, najprościej będzie powiedzieć, że o zdarzeniach wywierających ważny wpływ na życie bohaterów i związanych z nimi emocjach.
Najlepsza w zbiorku – na 5+ – jest dwustronicowa miniaturka „Ten mężczyzna i ta kobieta” (bardzo lapidarny i bardzo wyrazisty portret pary, tak zagubionej w świecie wartości materialnych, że nic nie pozostało z łączącego ich uczucia).
Bardzo dobre - „IIG” (dramat niespełnionych nadziei na macierzyństwo), „Wydarzenie dnia” (historia przedstawiciela handlowego, który dopiero po fakcie dowiaduje się, jakie były skutki jednego nieostrożnego manewru na jezdni), „Epilog” (autoironiczna opowiastka o rozczarowaniu, jakiego doznaje wielu początkujących pisarzy).
Trochę więcej niż dobre - „Obyczaje Dzielnicy Łacińskiej” (jeden dzień z życia dziewczyny tęskniącej za miłością) i „Klik-klak” (dylematy młodego mężczyzny, zakochanego w koleżance z pracy).
Dobre - „Ambre”(w zmęczonym, zblazowanym muzyku budzi się dusza za sprawą młodej oryginalnej fotograficzki) i „Przez te wszystkie lata” (wspomnienie pierwszej miłości, powracające przy spotkaniu, które – to już prawie na pewno wiadomo – będzie ostatnim).
Trochę poniżej dobrego – bardzo ładne technicznie, ale z mało wyrazistą, momentami nijaką fabułą - „The Opel touch” (zagubiona, samotna dziewczyna ma jedyne wsparcie w siostrze), „Przepustka”(chłopak z kompleksem niższości wobec brata odkrywa, iż ten poderwał jego sympatię z dzieciństwa) i „Junior” (z lekka satyryczna historyjka o „bananowym” młodzieńcu, który dla zaimponowania koledze pożycza bez pytania samochód ojca).
Bez oceny - „Katgut”(młoda lekarka weterynarii mści się na mężczyznach, którzy ją skrzywdzili. Strasznie czarne to opowiadanie. I choć technicznie dobre, odrzuca mnie).

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 212
Dodaj komentarz
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: