Dodany: 2017-10-16 13:22|Autor: PolecaneOpiekun BiblioNETki

Nordycką teorię miłości zamienię na amerykański sen



Recenzentka: Dorota Tukaj


Stany Zjednoczone to dziwny i zastanawiający zakątek świata; licząc sobie niecałe dwa i pół wieku, w porównaniu z innymi państwami, których historia sięga czasem paru tysiącleci, są niczym nowo narodzone dziecię, a jednak to właśnie do nich, niemal od samego początku ich istnienia, ściągają w poszukiwaniu szczęścia obywatele tych wszystkich krajów-seniorów. Literatura światowa aż pęka w szwach od tytułów dokumentujących, czy to w formie beletrystycznej, czy faktograficznej, napływ rozmaitej etnicznie ludności do kraju potocznie zwanego Ameryką: od „Za chlebem” czy „Latarnika” Sienkiewicza, „Znojnego chleba” Umińskiego i – a jakże! – paru utworów Karola Maya (wszak dzielny Old Shatterhand był emigrantem z Niemiec), poprzez „Amerykę” Kafki, „Emigrantów” Moberga, „Popiół i żar” McCourta, „Vitę” Mazzucco, „Mistrzynię przypraw” Divakaruni, „Szczurojorczyków” Redlińskiego, liczne powieści Lisy See i Amy Tan, aż po „Cesarza Ameryki” Pollacka i „Wyspę klucz” Szejnert. To tylko kropla w morzu podobnych opowieści, a nie wliczamy tu przecież niemal równie licznych pozycji wspomnieniowo-reportażowych autorstwa osób, które w Stanach przebywały jedynie czasowo. Nie ma wątpliwości, że w ciągu ostatnich lat w większości krajów Europy sytuacja polityczno-gospodarcza poprawiła się na tyle, by nie skłaniać ich mieszkańców do emigracji z przyczyn czysto ekonomicznych i nie wymuszać na nich ucieczki przed tyrańskimi reżimami, skutkami wojen etc. W niektórych (w tym we wszystkich państwach skandynawskich) poziom bytu polepszył się do tego stopnia, że rokrocznie trafiają na czołowe miejsca w tzw. Światowym Raporcie Szczęścia. A jednak ludzie wciąż z nich wyjeżdżają, by po jakimś czasie złożyć przysięgę wierności przed gwiaździstym sztandarem…

Bo co na przykład ma zrobić fińska dziennikarka, która właśnie pokochała z wzajemnością amerykańskiego literata? Czy nowojorczyk zechce się przeprowadzić tam, gdzie – o zgrozo – „przez cały tydzień pobytu […] widział słońce zaledwie przez trzy godziny”[1], a gdyby nawet zechciał, jakie ma perspektywy zatrudnienia, nie znając języka? Anu dzięki fińskiemu systemowi edukacji mówi biegle po angielsku, więc wkrótce zapada decyzja, że to ona, nie Trevor, zostawi za sobą wszystko, co do tej pory było jej bliskie: rodzinę, przyjaciół, pracę. Rzecz jasna, wyjściowo stoi na znacznie lepszej pozycji niż Nilssonowie z powieści Moberga, którzy niecałe dwa stulecia wcześniej opuszczali Półwysep Skandynawski bez grosza przy duszy, z perspektywą pożegnania ojczyzny raz na zawsze i utrzymywania się na obczyźnie wyłącznie z ciężkiej pracy fizycznej. Współczesna fińska trzydziestolatka – niezależnie od umiejętności zawodowych – dysponuje bez porównania większą wiedzą o świecie, ma możliwość kontaktu słownego i wizualnego z pozostawionymi w kraju krewnymi i znajomymi, a jeśli tylko będzie ją na to stać, może choćby raz w miesiącu polecieć tam na weekend. Ale czy ta wiedza i dostępność nowoczesnych środków komunikacji oraz transportu przekładają się na to, jak ułoży się jej życie w Stanach? Czy znajdzie tam wszystko, do czego się przyzwyczaiła w Finlandii: powszechną i niedrogą opiekę zdrowotną, takąż edukację dla dzieci, kilkutygodniowy urlop wypoczynkowy, wielomiesięczny urlop macierzyński? Czytelnik, który wcześniej zapoznał się choćby z jedną pozycją opisującą doświadczenia Europejczyka przebywającego w USA w charakterze nieturystycznym, może sobie od razu odpowiedzieć na to pytanie: nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Ale czytelnika, siedzącego w swoim europejskim domu, chwilowo to nie przeraża, zaś Anu Partanen wyjścia nie ma: chce być z ukochanym – musi się zmierzyć z amerykańską codziennością, sprawdzić na własnej skórze, jak się w tym nowym kraju wykupuje abonament telewizyjny, a jak ubezpieczenie, jak się pracuje i płaci podatki…

Jeśli jednak oczekujemy barwnej i, powiedzmy sobie prawdę, mocno ironicznej relacji ze zmagań autorki z amerykańskimi realiami – takiej na przykład, jaką swego czasu nas poczęstowała Teresa Hołówka w „Delicjach ciotki Dee”, a Włochów Oriana Fallaci w „Podróży po Ameryce” – to „Ameryka po nordycku” naszych nadziei nie spełni. Partanen bowiem, zamiast skupiać się głównie na powszednich drobiazgach, lokalnych dziwactwach i irytujących przeszkodach, dokonuje analizy czynników składających się na różnice w poziomie szczęścia odczuwanego przez Amerykanów i Skandynawów ze szczególnym uwzględnieniem Finów. Swoje rozważania, do których bodźca dostarczyły zarówno jej własne doświadczenia, jak i rozmaite zasłyszane czy przeczytane opowieści o przeżyciach innych osób, podbudowuje imponującą bibliografią (wykaz piśmiennictwa liczy 28 stron, dość drobną czcionką!), dzięki czemu domniemana historia emigracyjnej doli i niedoli zmienia się w solidną rozprawę publicystyczną. Autorka ma jednak cenną umiejętność ujmowania treści – nawet w najtrudniejszych merytorycznie partiach – w słowa zrozumiałe i płynnie się układające, dzięki czemu jej pracę czyta się o wiele łatwiej niż niejeden prasowy tekst o pokrewnej tematyce. Ten gawędziarski styl sprawia, że nie rażą prawie dosłowne powtórzenia niektórych myśli w kolejnych rozdziałach; jeśli słuchamy kogoś, kto z pasją opowiada o swoich przemyśleniach na jakiś zajmujący temat, też nie zwracamy uwagi na to, iż parę razy powraca do tej samej kwestii… W polskim przekładzie umknęła uwagi zespołu redakcyjnego tylko jedna drobna nieścisłość – użycie amerykańskiego („Dziewczyna z tatuażem”), a nie polskiego, idealnie wiernego oryginałowi („Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” = „Män som hatar kvinnor”) tytułu najsłynniejszej powieści Stiega Larssona – i kilka drobnych literówek, co zupełnie nie zaburza komfortu czytania. Zatem czytelnik ciekaw ostatecznej konkluzji fińskiej dziennikarki, czy lepiej się żyje w jej prawdziwej, czy przybranej ojczyźnie, a co za tym idzie, czy nie żałuje ona podjętej przed paru laty decyzji, te blisko trzysta stron właściwego tekstu przeczyta niemal jednym tchem. Potem zaś może sam zadecydować, czy wolałby żyć w systemie opartym na „nordyckiej teorii miłości”[2], czy w takim, gdzie większą wagę przywiązuje się do „wolności, niezależności, indywidualizmu i szans”[3].


---
[1] Anu Partanen, „Ameryka po nordycku. W poszukiwaniu lepszego życia”, przeł. Aleksandra Czwojdrak, wyd. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2017, s. 18.
[2] Tamże, s.44.
[3] Tamże, s. 12.





Autor: Anu Partanen
Tytuł: Ameryka po nordycku. W poszukiwaniu lepszego życia
Tłumacz: Aleksandra Czwojdrak
Wydawca: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2017
Liczba stron: 352

Ocena recenzenta: 5/6


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1144
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: