Dodany: 2003-10-08 16:52|Autor: EPA!

Książka: Pantaleon i wizytantki
Vargas Llosa Mario

1 osoba poleca ten tekst.

bez tytułu


Zaniepokojone powtarzającymi się przypadkami gwałtów w miejscach bliskich stacjonujących wojsk, dowództwo Sił Lądowych Peru decyduje się na utworzenie tajnej służby o nazwie SWGPGO (Służba Wizytantek przy Garnizonach, Posterunkach i innych Obiektach). Szumne to określenie oznacza oddział prostytutek powołanych do świadczenia regularnych usług wojsku.

Do spełnienia tej ściśle tajnej misji zostaje wyznaczony wzorowy żołnierz, kpt. Sił Lądowych Pantaleon Pantoja - w życiu prywatnym wzorowy syn i mąż. Pantaleona cechuje również ponadnormalna sumienność i dokładność. Z SWGPGO tworzy wzorowe przedsiębiorstwo z hierarchią "urzędników", własnym transportem lądowym, wodnym i powietrznym, opracowanym drobiazgowo harmonogramem usług - włącznie z określeniem ich systematyki, czasu trwania, podziału "klientów" między "usługodawczynie", rozdziałem kosztów itp. Wszystko poparte precyzyjnymi danymi statystycznymi oraz wiedzą teoretyczną. Historia SWGPGO jest przedstawiona w formie raportów wojskowych, krążących między kapitanem Pantoja a osobami z dowództwa zainteresowanymi misją. Zderzenie urzędowego języka tych raportów z pikantnym charakterem misji jest przekomiczne.

"Pantaleon i wizytantki", to jednak nie tylko śmieszna historia. Jakby nieco mimochodem pobudza do refleksji nad problemami dotyczącymi nie tylko Sił Zbrojnych Peru, ale powiedziałabym ogólnoludzkimi (zbyt górnolotnie?). Zamyśliłam się więc czytając "Pantaleona..." nad tym, jak małe znaczenie dla urzędniczej machiny (w tym przypadku wojska) ma los jednostki (w tym wypadku Pantaleona Pantoi).

Zamyśliłam się nad ludzką potrzebą posiadania moralnych autorytetów, która powoduje, że mogą być wielbieni bałwochwalczo osobnicy pokroju występującego tu Brata Francesco - charyzmatycznego przywódcy sekty. To uwielbienie, rozszerzające się prawem psychologii tłumu doprowadza do tragedii. I jeszcze manipulacja informacją, tu zaprezentowana "wzorcowo" przez redaktora lokalnego radia, zwanego "Walecznym".

Ogólnie bardzo dobrze czytało się tę książkę. Również ze względu na zróżnicowaną formę przekazywania faktów: a to przez wspomniane już raporty wojskowe, a to przez przytoczenie pełnego scenariusza audycji radiowej, a to przez listy, a w końcu finał wydarzeń jest zrelacjonowany poprzez artykuły prasowe.

Polecam.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 6565
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: