Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

Recenzje

Książka: Wniebowstąpienie (Konwicki Tadeusz)

Strona 1 z 1

1

Tytuł tekstu: Niepozorne arcydzieło

Nie lubisz reklam? Chcesz pomóc BiblioNETce?
Zostań naszym Opiekunem!

Często słyszy się, że książki mają "klimat", tworzą ciekawy "nastrój" albo że emocje podczas czytania tworzą się i utrwalają w bardzo bliskiej nam formie. Tego typu argumentacjami niejako usprawiedliwia się własne inklinacje do powieści, które poza ową mocą wyzwalania subiektywnych silnych wrażeń nie oferują nic więcej.

W przypadku "Wniebowstąpienia" Tadeusza Konwickiego, opowieści wyjętej jakby z pogranicza snu, tego "czegoś więcej" jest dużo – na tyle dużo, że książkę tę, obok prozy Gombrowicza lub "Rękopisu..." Potockiego, uważam za jedną z lepszych w polskiej literaturze.

Akcja dzieje się w ciągu jednego dnia w Warszawie lat sześćdziesiątych. Jest nią krótka odyseja głównego bohatera-narratora po ulicach stołecznego miasta.

Budowa dzieła przypomina w dużym stopniu - i być może jest pewną jej zapowiedzią - późniejszą, głośniejszą, ale na pewno dużo słabszą powieść, „Małą Apokalipsę”. Również i tu główny bohater rozpoczyna swoją opowieść w krytycznym, zwrotnym punkcie swojego życia. Budzi się w parku, przykryty gazetami, nie pamiętając nic; ani tego, kim jest, ani tego, jak się tam znalazł. „Witaj, strudzony żniwiarzu” – słyszy z ust siedziącego nieopodal mężczyzny, z którym przyjdzie mu odbyć tę krótką podróż Ulissesa.

Fabuła dzieła i wywoływany nią „kontekst tabula rasa” - nieustannie dziwiącego się światem bohatera będącego porte parole Konwickiego - umożliwiły pisarzowi uchwycenie swoich najciekawszych punktów widzenia i przemyśleń w treści i formie, do których poziomu (odpowiednio) głębi i liryzmu wg mnie nigdy później się nie zbliżył.

Formułą, w jakiej można by przedstawić wartość intelektualną „Wniebowstąpienia”, mogłoby być kartezjańskie „dubio ergo sum”. Bohater swoim sposobem bycia, działania, myślami i wypowiedziami stwierdza: „Cały czas mnie wszystko dziwi. Chodzę w stanie ogromnego zdziwienia. Wszystkie wasze konieczności wydają mi się bezsensowne i śmieszne”[1]. Takie bezpośrednie wypowiedzi nie są jednak nadmierne, ich sens i tak najlepiej oddają te wszystkie społeczne sytuacje, dialogi i fabulacje bohatera, w ktorych on sam, w interakcji ze światem, odruchowo i naturalnie uświadamia sobie i nazywa rzeczy z dystansem, spokojem i melancholią, skroploną tu jakby z grafiki Dürera. „Starałem się uświadomić sobie sens tego ruchu, tej gorączkowej krzątaniny bliźnich, lecz w głowie czułem tylko miękką, a właściwie puszystą pustkę nasyconą leniwym zdziwieniem”[2].

Przytoczone powyżej dwa cytaty z książki mogą sprawiać wrażenie nieco ciężkich, spieszę jednak uspokoić, że w żaden sposób dzieło Konwickiego przytłoczyć nie może. Książka napisana jest w pięknym, lekkim stylu, ubarwiona nierzadko znakomitymi środkami stylistycznymi, a także licznymi dialogami, z których do mojego idiolektu trafiło więcej słów i powiedzonek niż z książek Wiecha albo Grzesiuka. Sama fabuła wciąga, a kilka zatrzymań akcji, w których autor grą wyobraźni próbuje skonstruuować swoją hipotetyczną przeszłość, to prawdziwe literackie majstersztyki, w których odtworzone i opowiedziane są w fabularyzowanej wersji idee młodości, miłości, sławy. Łatwość i lekkość, z jaką autor je wplata, pozostając prawie że w dialogu z czytelnikiem, przypomina genialną inwencję "Kubusia Fatalisty..." Diderota. Konwicki pięknie wyraża też tęsknotę za życiem, które zostało gdzieś daleko: „I wtedy pomyślałem raptem, że już nigdy nie będę budził się przed świtem z głośnym biciem serca, niespokojny o powodzenie dalekiej wyprawy, przepełniony wyobrażeniami o spotkaniach z nieznajomymi ludźmi, otruty smakiem niezakosztowanego jeszcze powiedzenia”[3].

Tadeusz Konwicki w „Pamflecie na siebie” napisał: „(...) śmiech lubi sąsiadować z tragicznością. Śmieszność jest śmieszniejsza, kiedy przytuli się do tragizmu. Tragiczność jest tragiczniejsza, kiedy obejmie się ze śmiesznością”[4]. Również we „Wniebowstąpieniu” amplituda uczuć i nastrojów tą metodą została pogłębiona. Uśmiech i śmiech wywoływane są często głosem społeczeństwa na ulicach lub w restauracjach, gdzie bohater spotyka robotników, taksówkarzy, pijaków, pisarzy (głównie pijanych), przedsiębiorców (również pijanych) czy filozofów (nie inaczej).

O zaletach tej fantastycznej ksiażki można by pisać dłużej. Jest ona głęboka, zabawna, poetycka, pobudzająca i bardzo lekko i mimo wszystko prosto napisana. Cytat z pana Bernarda (byłego pisarza, który jak mantrę przez całą powieść to powtarza) chciałoby się włożyć w usta jego twórcy, autora "Wniebowstąpienia" i rzucić w twarz niezdecydowanemu czytelnikowi:

"Ja, wiesz, piszę prosto spod jaj, o życiu, ty rozumiesz?"[5].



---
[1] Tadeusz Konwicki, "Wniebowstąpienie", wyd. Iskry, 1982, s. 105.
[2] Ibidem, s. 34.
[3] Ibidem, s. 64.
[4] Tadeusz Konwicki, "Pamflet na siebie", Niezależna Oficyna Wydawnicza, 1997, s. 18.
[5] Tadeusz Konwicki, "Wniebowstąpienie", op. cit., s. 162.

czytaj całość »

data dodania: 2008-03-28, autor: Flowenol, komentarzy: 3

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku