Dodany: 2010-03-05 11:32|Autor: koczowniczka

A czy to matki wina, że nie umie pokochać swojego dziecka?


Ta książka chwilami przypominała mi "Piąte dziecko" Lessing. Zarówno Harriet, jak i Ewa najpierw czuły wielką niechęć do potomka rosnącego w ich brzuchu, potem podejrzewały, że urodziły jakąś niezwykłą istotę, złośliwą, wrogą, nienadającą się do życia w społeczeństwie. Dziwnymi pomówieniami starały się usprawiedliwić brak miłości. Nazywały swoje dziecko płodem, bestyjką, bałwanem.

Ben, jak wiemy, odszedł bez słowa. Wyprowadził się, nie okazał żalu. Natomiast syn Evy, Kevin, nie pozwolił o sobie zapomnieć. Zemścił się na matce za brak uczuć, za swoją pustkę wewnętrzną, za "bałwana" i za "małego śmiecia".

Narratorką książki "Musimy porozmawiać o Kevinie" Shriver Lionel jest właśnie Eva, a od tragicznego wydarzenia minął rok i kilka miesięcy. Tragiczne wydarzenie to strzelanina w szkole, potoki krwi, dzieciaki zabite przez Kevina.

Książka napisana jest w formie listów Evy do męża, który z pewnych niezależnych powodów z nią się rozstał; w tych listach Eva wskrzesza utracony dom, okres ciąży i dzieciństwa Kevina, ujawnia drastyczne szczególiki związku matka - syn. Jej wynurzenia szokują, bo to nie jest to, co zwykle mówią matki.

Bycie matką mordercy to jedna z najtragiczniejszych kombinacji losu kobiety. Staje się ona osobą znaną, ale to nieprzyjemna sława, objawiająca się podejrzliwymi spojrzeniami, odrzuceniem, tabunami wścibskich dziennikarzy. Mało kto ją pożałuje, pomyśli, że ona także straciła bardzo wiele. Obwinia się ją o tragedię, oskarża o nieczułość wobec dziecka, błędy wychowawcze. Czy za mało razy przytuliła? Może zgotowała synowi takie piekło, że stracił sens życia i zechciał się zemścić? Z kolei inni oczekują, że będzie ich raczyła mrożącymi krew w żyłach historyjkami z dzieciństwa śmiercionośnego potomka. Jest też narażona na dyskomfort podczas zakupów, bo może pojawić się ktoś z rodziców zabitych dzieci i patrzyć na nią oskarżycielsko...

Eva nie chce na siebie wziąć całej winy, bo, jak pyta, czy to matki wina, że nie umie pokochać jednego ze swoich dzieci? Czy to jej wina, że dzieci nie można sobie wybierać? Że nie można sobie zażyczyć: nie chcę grubasa! Nie chcę dziecka upośledzonego! Nie chcę tego, tamtego i jeszcze tamtego! Są dzieci (według niej), których nie da się kochać, a ona, choć nie kochała, to przecież postępowała według zasad. Co ileś tam godzin wymuszone pocałunki, rozmowy. Starała się!

"Musimy porozmawiać o Kevinie" wyrywa z czytelnika bardzo wiele emocji, przemyśleń, a także łez. W głowie kołacze się myśl: czy tak musiało się stać? Czy, gdyby Eva i jej mąż byli inni, Kevin chodziłby na dyskoteki, zamiast celować do ludzi? Miałby wtedy wyższe uczucia i sens życia?

Być może relację Evy inaczej odbierze matka, inaczej osoba bezdzietna. Bo myślę, że kobieta, która trzymała w ramionach własne słodkie maleństwo wie, jak dziecko jest bezbronne, podatne na ciosy i smutki i nie da wiary kobiecie, która, choć wykształcona, inteligentna, ze śmiertelną powagą twierdzi, że urodziła bestię, że syn już w życiu płodowym ją prześladował itp.

To narracja pierwszoosobowa, na świat trzeba będzie spojrzeć Evy oczami, ale te jej oczy patrzą tak ostro, nieczule i strasznie... Jest to książka tak sugestywna i wciągająca, że wymusza na czytelniku, by opowiedział się po którejś ze stron. Trzeba uwierzyć albo matce, która zdecydowała się na dziecko tylko dlatego, że tak wypada, albo przylgnąć sympatią do Kevina.

Czytając książkę Shriver po raz kolejny uświadomiłam sobie, że brak matczynej miłości to pustka, której niczym się nie da zastąpić. Uczucia dziecka są zamrożone, a tego, co stracone, nigdy nie uda się odzyskać.

Jest coś skrajnie wstrętnego w matce, która odrzuca własne dziecko, twierdzi, że przemoc domowa może być pożyteczna i składa zażalenie, że nie można wybierać dzieci. To tak, jakby świat się walił, jakby już nic nie było ważne, wartościowe. Powieść wstrząsnęła mną i nawet nie zastanawiałam się nad tym, czy ma jakieś wady i niedociągnięcia.

Najsmutniejsze jest to, że choć bronię Kevina i zżymam się na jego rodziców (a przecież o ojcu nic nie napisałam, sami zobaczycie, jaki z niego numer!), nie chciałabym, by po wyjściu z zakładu ten chłopak zamieszkał w moim sąsiedztwie. Mam przecież dzieci, bałabym się o ich bezpieczeństwo. Kevina można porównać do mleka, które zostało wylane. Bardzo żal tego mleka, ale nie da się już z niego przyrządzić smacznego napoju. Chyba nie do końca wierzę w resocjalizację.

Książka jest bestsellerem w świecie, otrzymała w roku 2005 nagrodę Orange Prize i aż dziwne, że w tym serwisie nie dyskutuje się o niej.

Polecam miłośnikom psychologicznej prozy i tym, którzy nie uciekają od trudnych pytań.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 14682
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 48
Użytkownik: misiak297 2011-01-06 14:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Ta książka chwilami przyp... | koczowniczka
Oj, do schowka!
Użytkownik: koczowniczka 2011-01-10 09:06 napisał(a):
Odpowiedź na: Oj, do schowka! | misiak297
Myślę, że książka Ci się spodoba. Autorka burzy mit, że po broń sięgają dzieci łagodne, prześladowane, nieśmiałe i że ich czyn jest dla otoczenia zakoczeniem. Na podstawie historii o Kevinie widać, że przyszły morderca już wcześniej wysyłał bardzo wiele sygnałów ostrzegawczych i prawie wszyscy od dawna się go bali, unikali go. Było w nim okrucieństwo, brak normalnych zainteresowań, spłycenie uczuć. A uczucia jego matki Evy też wydały mi się jakieś płytkie... Ona po tej tragedii (a wydarzyły się też inne rzeczy, o których nie mogę napisać, bo dowiesz się o nich dopiero pod koniec książki) nawet nie wpadła w depresję! Jest to co najmniej dziwne...
Użytkownik: misiak297 2011-01-10 14:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Myślę, że książka Ci się ... | koczowniczka
Już sobie ją zlokalizowałem w bibliotece - a jednak będzie musiała troszkę poczekać. Właśnie jestem w połowie "Gry ze śmiercią w tle" Ostrowskiej i wiem, że po tej książce długo będę musiał oszczędzać swoje nerwy...
Użytkownik: misiak297 2014-12-10 15:42 napisał(a):
Odpowiedź na: Myślę, że książka Ci się ... | koczowniczka
Koczowniczko, po trzech latach w końcu przeczytałem "Kevina...". Wstrząsnęła mną ta książka. Duszna, gęsta proza, wywołująca mnóstwo emocji. Wiele razy miałem ochotę rzucić nią o ścianę. Tylko dlaczego? Skoro portrety psychologiczne były tak świetne? I doczytałem.

Myślę, że w książce Shriver tkwi pewna pułapka. Narracja wymusza na nas jako czytelnikach poznanie punktu widzenia Evy. I teraz możemy jej uwierzyć na słowo (i w sumie ja jej wierzę): Kevin to potwór, psychopata, który dręczył matkę i inne dzieci. Z drugiej strony co go ukształtowało? Czy sam dystans Evy i jej depresja poporodowa mogły spowodować takie spustoszenia w jego psychice? Pewnie tak... Wiesz, wydaje mi się, że Eva przede wszystkim kochała Franklina (jeśli nie tylko jego). Dla Franklina urodziła dziecko (rewelacyjna jest scena, w której Eva czeka na męża w panice - a potem decyduje się zajść w ciążę). Nie umiała pokochać Kevina naprawdę Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu. Ja bym jej nie winił.

Tak naprawdę współczucia godne są wszystkie postaci - i Eva, która pragnie normalnego życia, i Franklin żałosny poczciwiec, który widział tylko to, co chciał widzieć i dał sobą manipulować, Najbardziej żal Celii - dziecka dobrego, cichego, najmłodszej ofiary tej całej chorej sytuacji domowej. Jakoś najmniej współczucia mimo wszystko mam dla Kevina.

Książka, która zostanie w mojej pamięci, a o której chciałbym zapomnieć.
Użytkownik: koczowniczka 2014-12-13 19:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Koczowniczko, po trzech l... | misiak297
Cieszę się, że przeczytałeś, bo warto. Trzeba przyznać, że autorce udała się ta książka. Chyba mało który czytelnik potraktuje "Kevina" obojętnie. Miałam zamiar po kilku latach powtórzyć sobie tę książkę, ale teraz myślę, że nie zdobędę się na to - była zbyt straszna, zbyt źle się po niej czułam.
Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2014-12-14 00:11 napisał(a):
Odpowiedź na: Koczowniczko, po trzech l... | misiak297
W takim razie ciekaw jestem, jakie jest Twoje zdanie na temat tekstu O Kevinie trzeba rozmawiać, który uważam za z jednej strony wyłamujący się z pozostałych interpretacji, a z drugiej za prezentujący co najmniej równie dobry, jak nie lepszy punkt widzenia?
Użytkownik: margines 2011-01-06 20:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Ta książka chwilami przyp... | koczowniczka
No, do schowka, no!...
I weź tu się człowieku opanuj z tym rozpychaniem schowka - CIEKAWE JAK:P?!
Użytkownik: koczowniczka 2011-01-10 08:48 napisał(a):
Odpowiedź na: No, do schowka, no!... I... | margines
"Kevina" bardzo Ci polecam, choć to niełatwa książka, porusza bardzo trudne problemy, stawia mnóstwo pytań: jak wielki wpływ rodzice wywierają na dziecko? Bo przecież mnóstwo ludzi postępuje wobec potomstwa jeszcze gorzej i głupiej niż Eva i jej mąż, a jednak dzieci nie zostają mordercami. I czy można czuć sympatię do matki mordercy? Ta książka wywołuje tyle emocji, że warto ją przeczytać, przemyśleć, przeżyć. Czytaj, Marginesku, zachęcam Cię serdecznie, to nie będzie zmarnowany czas.
Użytkownik: margines 2011-01-10 09:20 napisał(a):
Odpowiedź na: "Kevina" bardzo Ci poleca... | koczowniczka
Po tej RECENZJI(:)!) widzę, że ABSOLUTNIE nie będzie zmarnowany!
Dziękuję za AŻ TAKI wyrazisty opis:)!
Już widzę, że książka podpasuje mi jak nic:)
Użytkownik: norge 2011-01-10 11:15 napisał(a):
Odpowiedź na: "Kevina" bardzo Ci poleca... | koczowniczka
Bardzo, bardzo dobra recenzja. Jestem pewna, że książka by mnie zainteresowała. Też pakuję do schowka.
Użytkownik: koczowniczka 2011-01-13 10:31 napisał(a):
Odpowiedź na: Bardzo, bardzo dobra rece... | norge
Bardzo dziękuję za miłe słowo.
Użytkownik: aleutka 2011-01-13 12:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Ta książka chwilami przyp... | koczowniczka
Trzymac w ramionach wlasne slodkie malenstwo to tylko pewien aspekt zwiazku z dzieckiem.
Zawsze sie irytuje, kiedy ktos tylko o tym opowiada.

Z twojego opisu wynika, ze Eva mogla byc w klinicznej depresji poporodowej. Podobno takie kobiety opisuja swoje uczucia w ten sposob. Nie potrafia nawiazac kontaktu, czuja sie jakby to byl jakis kosmita z obcej planety, niekiedy zlosliwy wrecz, ktos kto przesladuje, nie daje odetchnac itp. A cale otoczenie oczekuje ze nawiaze sie z dzieckiem jakas Mistyczna Wiez natychmiast po porodzie, wiec dodaje sie do tego poczucie niekompetencji, osamotnienia (bo przeciez nie mozna nikomu o tym opowiedziec, wszyscy oczekuja itd...) Notoryczny brak snu nie pomaga.

Standardowo w Irlandii okolo tygodnia po narodzinach dziecka wypelnia sie formularz pozwalajacy okreslic na ile jest sie zagrozonym depresja wymagajaca interwencji klinicznej. To bardzo proste pytania ale wiele mnie nauczyly. Najwyrazniej sa kobiety, ktore pragna przestac istniec po narodzinach dziecka, godzinami placza, albo mysla o samookaleczeniu albo przyznaja, ze czasami mysla o skrzywdzeniu samego dziecka. I trzeba im pomoc a nie wyglaszac komentarze w rodzaju "nie daje wiary, ze ktos moze tak myslec" O ile dobrze rozumiem twoj opis (ksiazki nie czytalam) Eva probowala sobie radzic technicznie, na czysto pragmatycznym poziomie, natomiast nie szukala pomocy kogos, kto by pomogl jej sie zmierzyc z jej rzeczywistymi emocjami.

Użytkownik: koczowniczka 2011-01-14 11:17 napisał(a):
Odpowiedź na: Trzymac w ramionach wlasn... | aleutka
Tak, tak, oczywiście, Eva mogła być z depresji, choć w książce o depresji nie ma mowy. Właśnie tak myślała o dziecku - że ją prześladuje. Ona w ogóle nie chciała urodzić dziecka, zdecydowała się na nie tylko dlatego, że "tak wypada". Po porodzie przysięgła sobie, że nigdy, przenigdy nie ujawni nikomu, iż narodziny dziecka jej nie wzruszyły. Oparcia istotnie nie miała w nikim. Pomocy psychologicznej nie szukała, choć miała dużo pieniędzy.

Z drugiej strony nieleczona depresja poporodowa trwa do kilku lat, potem mija albo też przekształca się w długotrwałą depresję. Tymczasem Eva po tym strasznym wydarzeniu twierdzi, że nie czuje depresji (a przecież nie leczyła się), że po największej nawet tragedii ona umie się podnieść. Więc nie wiem... W jej charakterze widać jakieś zamiłowanie do przemocy, ona - SPOILER - rzuciła kiedyś małym Kevinem przez pokój, aż uderzył głową w stół i trafił na pogotowie. I poczuła wtedy rozkosz, upojenie.

Masz rację, że są inne aspekty macierzyństwa, sama jestem mamą, chodziło mi o to, że my, czytelnicy, nie możemy iść torem rozumowania tej kobiety, bo ona, postawiona przed sądem, bardzo silnie potępiona przez społeczeństwo amerykańskie pragnie się rozgrzeszyć, oczyścić, odsunąć od siebie poczucie winy. I w jaki sposób może to zrobić? Robi to kosztem syna - twierdzi, że Kevin od urodzenia był potworny, przytacza na to mnóstwo "dowodów" - Kevin zniszył tort w wieku kilku lat, ktoś tam bał się go w przedszkolu itp. Nie chcę trzymać jej strony, bo to, co zrobiła dziecku to niewyobrażalna krzywda. Starała się, owszem. Dwa razy dziennie bardzo monotonnym tonem mówiła synowi, że go kocha. A czasami tym samym tonem mówiła mu, że jest on małym śmieciem.

Czytam akurat Lód i woda, woda i lód (Axelsson Majgull) i Axelsson, którą bardzo cenię, mówi wprost, że bycie złą matką "jest to najgosza zbrodnia, jaką może popełnić człowiek. Zbrodnia ostateczna. Jedyna". A Eva była bardzo złą matką...
Użytkownik: jakozak 2011-01-14 11:48 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak, tak, oczywiście, Eva... | koczowniczka
< twierdzi, że nie czuje depresji >
Depresji często się nie czuje.
Wyraża się poprzez objawy, które wcale nie muszą być brane przez chorego za depresję. Nie są nawet brane za jakiekolwiek schorzenie.
Nie czytałam książki i nie chcę jej nawet widzieć. Krzywda dzieci bardzo mnie porusza. Nie chcę.
Ale motywy postępowania, przyczyny, skutki, inne powiązania są strasznie skomplikowane i nie da się - niestety - nacisnąć guziczka i zresetować, zmienić się od już i inne podobne odruchy. A wola? Gdyby była powszechna zdrowa silna wola to by pewnie schorzeń psychicznych nie było. Tu jest - moim zdaniem - pies pogrzebany.
Ja nie pochwalam tej matki (wiem o tym jedynie z tego, co tu napisaliście), ale tak jak wyżej napisałam. Większość odruchów, objawów, dolegliwości, jak zwał tak zwał pozostaje z nami do końca życia, mimo że nam się to strasznie nie podoba. Tacy jesteśmy.
Użytkownik: aleutka 2011-01-14 12:49 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak, tak, oczywiście, Eva... | koczowniczka
Typowe, typowe. Tytanem jestem, a prosba o pomoc to slabosc. Wcale nie jestem w depresji, powinnam sobie poradzic sama sila woli. Powinnam obudzic w sobie milosc (w sensie - pozytywne emocje) wylacznie sila woli, STARAJAC sie. Nie do zrobienia.

Dlugotrwala depresja nie musi dawac jakichs spektakularnych objawow. Sama osoba na nia cierpiaca moze nie miec pojecia ze oto cierpi na depresje.
Ten spoiler ktory opisujesz wskazuje dosc wyraznie, ze Eva potrzebowala pomocy na rowni z Kevinem. Dziwi mnie ze to pogotowie nie zareagowalo kiedy Kevin tam trafil. O ile dobrze rozumiem to co kiedys czytalam w Stanach kazdy przypadek, kiedy chocby mgliscie podejrzewa sie uzycie przemocy wobec dziecka powinien byc przez personel szpitala zgloszony do Social Services. Nie tylko po to, zeby powstrzymac ewentualnego psychopate, ale wlasnie zeby pomoc, jesli to konieczne, poniewaz osoba w depresji moze nie wiedziec ze pomocy potrzebuje. A Eva wlasnie nie potrafi sobie z soba poradzic ale nie dostrzega tego.
Nie zamierzam jej wybielac - robila rzeczy potworne z tego co opisujesz, okrutne. Rownoczesnie bylaby zaszokowana, gdyby ktos jej o tym powiedzial.

Tych slow o jedynej zbrodni nie mowi zapewne Axelsson, tylko jedna z jej postaci. Nic nie wiem o tejze postaci, wiec nie moge sie odnosic. Jest to przesadne, w sensie - z pewnoscia sa inne zbrodnie. Ta postac po prostu tak to odczuwa - skrajnie. Ja zgadzam sie z jakims psychologiem, ktory powiedzial, ze najlepsze co jako matka mozesz zrobic dla dziecka to pracowac nad soba i wspolpracowac z dzieckiem. Nie mozesz byc idealna matka. Z pewnoscia bedziesz popelniac bledy.
Użytkownik: agafisza 2013-01-18 16:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak, tak, oczywiście, Eva... | koczowniczka
Ale to przecież nie jej wina, że nie była w stanie pokochać dziecka. Nie można zmusić się do miłości. Eva na dziecko zdecydowała się, żeby uszczęśliwić swojego męża. Sama nigdy nie odczuwała potrzeby bycia matką. W trakcie czytania książki, nasunęło mi się pytanie, czy przypadkiem okres ciąży nie miał wpływu na charakter i osobowość Kevina. Myśl o ciąży i dziecku nigdy nie sprawiała Evie przyjemności. Nie czuła tego, co podobno czują z reguły, kobiety w ciąży. Nie cieszyła się. Zastanawiam się, czy to nie sprawiło, że w Kevinie wykształciła się już wtedy niechęć do świata, apatia, jałowość, niezadowolenie.
Użytkownik: Panterka 2014-06-28 13:03 napisał(a):
Odpowiedź na: Tak, tak, oczywiście, Eva... | koczowniczka

Sprzeciw! "I mimo że doktor Rhinestein oferowała mi depresję poporodową prawie jak prezent - tak jak usłyszenie, że jest się nieszczęśliwym miało przywrócić nam uśmiech - nie płaciłam profesjonalistom za to, by słyszeć oczywiste rzeczy, opisane w inny sposób. Ten termin był mniej diagnostyczny, niż tautologiczny: byłam w depresji po urodzeniu Kevina, bo byłam w depresji po urodzeniu Kevina" (s.99 wyd.Videograf II). "Powstrzymywałam się przed wyłożeniem na stół, niczym trofeum, tej oczywistej diagnozy depresji poporodowej, ale postanowiłam zachować to dla siebie." (s. 106)
Co do "nigdy, przenigdy" - to było wymuszenie Franklina. To on zażądał, by nigdy, przenigdy nie mówiła, że nie pragnęła dziecka, narodzin, ciąży.
Jak się dobrze przyjrzeć, to Eva ma wiele cech Kevina (wiem, powinno być odwrotnie, ale to jego poznajemy bardzo dokładnie i obrazowo, jej natomiast musimy się uczyć i tworzyć własną układankę). Ukryte w drobiazgach - czuje zadowolenie, kiedy uwaga skierowana jest na nią - jak syn w dniu morderstwa, które to sytuacje porównuje. Chce być inna, chce się wyróżniać. Jedyne, co ją odróżnia od syna to fakt, że nie pozwoliła sobie pójść na całość. Ona poza tym wystrzelałaby wszystkich ludzi z nadwagą jak mniemam...
Użytkownik: jakozak 2011-01-14 11:39 napisał(a):
Odpowiedź na: Trzymac w ramionach wlasn... | aleutka
Są takie testy? To wspaniale! U nas chyba to nikogo nie obchodzi.
Użytkownik: misiak297 2011-01-14 12:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Trzymac w ramionach wlasn... | aleutka
Z zainteresowaniem przeczytałem Twoją wypowiedź. Wydaje mi się, że to taki odgórny mit, że matka musi być od razu związana z dzieckiem i hiphiphurrować na samo jego pojawienie. Zauważcie jakie mamy określenie na ciążę - stan błogosławiony, kobieta w ciąży to świętość. Co więcej, wydaje mi się, że w Polsce pokutuje jeszcze takie równanie kobieta = matka. A co z tymi, których nie interesuje małżeństwo ani macierzyństwo? Co z tymi, które przedkładają karierę nad życie rodzinne i nie chcą dzieci (a mają do tego prawo). Bardzo podobała mi się "Polka" Gretkowskiej właśnie przez to, że obalała ten mit stanu błogosławionego. Zresztą wystarczy sięgnąć do naszych historii rodzinnych. Moja kuzynka na przykład powiedziała po wielogodzinnym porodzie, że nie chce więcej dzieci. Moja siostra choć cieszy się na dziecko, czuje się nieatrakcyjna jako kobieta ciężarna. Moja młodziutka ciotka nie mogła doczekać się porodu, bo źle znosiła ciążę.

Szkoda, że u nas nie ma takich testów dla matek.

Koczowniczko, ale Axelsson jakkolwiek mówi źle o wyrodnych matkach, jednocześnie wydaje mi się, że je usprawiedliwia. Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu
Użytkownik: Eida 2012-02-27 14:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Z zainteresowaniem przecz... | misiak297
Zgadzam się z Twoją wypowiedzią. W Polsce ciągle panuje przekonanie, że powołaniem każdej kobiety jest macierzyństwo, a kiedy któraś z nich nie może sprostać wyśrubowanym oczekiwaniom, albo macierzyństwo zaczyna ją przytłaczać i nie radzi sobie z nim, to powszechną reakcją jest najczęściej święte oburzenie.

Sama recenzja bardzo mnie zaciekawiła, książkę dodaję sobie do schowka i w najbliższej przyszłości postaram się na nią zapolować.
Użytkownik: koczowniczka 2012-02-27 19:03 napisał(a):
Odpowiedź na: Z zainteresowaniem przecz... | misiak297
Kochany misiaku, a ja nie zgodziłabym się z uwagą, że kobieta w ciąży to w Polsce świętość. Wystarczy zobaczyć, jak ta "świętość" traktowana jest w autobusie. Na palcach jednej ręki policzę, ile razy ustąpiono mi miejsca, gdy byłam w ciąży... Prawie zawsze stałam. I czułam się nie jak świętość, lecz jak zawalidroga :-)
"A co z tymi, których nie interesuje małżeństwo ani macierzyństwo?" Odpowiedź jest prosta: niech nie wychodzą za mąż i niech nie rodzą dzieci. Kto im każe? Nie istnieje przecież żaden odgórny nakaz, by rodzić dzieci. Trzeba kierować się swoimi przekonaniami, mieć trochę odwagi i nie ulegać presji społecznej.

Użytkownik: Szeba 2012-02-27 20:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochany misiaku, a ja nie... | koczowniczka
Czasem to coś więcej, niż tylko presja społeczna, a czasem i sama ona wystarczy, żeby umilić życie.
Piszesz m.in. o tym jak zostałaś potraktowana i słyszę w tym żal, w każdym razie negatywne emocje, całkowicie zrozumiałe. Tylko że sama piszesz trochę w podobnym tonie o innych (_innych_) - bez zrozumienia, którego sama byś oczekiwała?
Nie chcę, żebyś odebrała to jako agresję, czy krytykę z mojej strony, po prostu mnie to uderzyło w twojej wypowiedzi :(

A jeśli chodzi o matki i ich traktowanie, to macie oboje trochę racji, i ty i Misiak, bo matki bywają traktowane i tak, i tak, zależy to od tego, jak się akurat komuś podoba, jak potrzeba, w każdym razie na pewno każdy wie lepiej od danej kobiety, co jest dla niej dobre, lepsze i najlepsze, także dla jej dziecka, rodziny, tak samo dla jej związku, kariery itp. itd., czy jest samotna, w wolnym związku, czy ma jedno dziecko, czy sześcioro. Naprawdę nie zauważyliście tej prawidłowości, tego absurdu "tak źle i tak niedobrze"? Popychadło i przedmiot do przestawiania, ot co.
Użytkownik: koczowniczka 2012-03-01 09:02 napisał(a):
Odpowiedź na: Czasem to coś więcej, niż... | Szeba
Żal? Ależ nie, jaki tam żal. Napisałam to, bo chciałam udowodnić Misiakowi, że ciężarna kobieta nie jest w Polsce traktowana jak świętość.
Nie zawsze ustępuje się jej miejsca w tramwaju, nie jest w sklepach obsługowana poza kolejnością itp.
Twojej wypowiedzi nie odbieram źle, uważam, że należy szczerze pisać o tym, co się myśli, w przeciwnym wypadku dyskusja nie ma sensu.
Użytkownik: misiak297 2012-02-27 21:16 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochany misiaku, a ja nie... | koczowniczka
Na pewno masz swoje racje - ale odnoszę wrażenie, że mówimy z innych trochę perspektyw. Mnie bardziej chodziło o to, że od kobiety się wymaga małżeństwa i dzieci - np. moje rówieśnice ciągle słyszały jak dorastaliśmy "Kiedy wyjdziesz za mąż" (a po co się wychodzi za mąż? Oczywiście, żeby założyć rodzinę! Jasne, że upraszczam). A potem słyszy się tylko: kiedy będą dzieci. Pierwszy przykład z brzegu - na pewno znasz filmowy "Kogel-mogel", a raczej jego IIgą część. Zauważ, że kobieta jest tam od tego, żeby rodzić dzieci - nie liczą się ambicje bohaterki, niechęć do macierzyństwa, wszyscy naciskają na dzieci - mąż, rodzice, teściowie. A końcówka? Okazuje się, że bohaterka jest w ciąży, szczęśliwe zakończenie, tylko sama ciężarna płacze, bo chciała iść na studia, ale co tam... Ostatnio mnie to uderzyło, kiedy robiłem sobie powtórkę z filmu. Chodzi mi o pewną presję zamążpójścia i macierzyństwa. Zauważ jak do niedawna chętnie szafowano określeniami "stara panna" (przynajmniej ja to tak pamiętam), dziś przy modzie na niesformalizowane związki może odczuwa się to mniej.

Piszesz: "Odpowiedź jest prosta: niech nie wychodzą za mąż i niech nie rodzą dzieci. Kto im każe? Nie istnieje przecież żaden odgórny nakaz, by rodzić dzieci. Trzeba kierować się swoimi przekonaniami, mieć trochę odwagi i nie ulegać presji społecznej." To się łatwo mówi - ale mało to choćby w literaturze mamy przykładów, kiedy kobiety wychodziły za mąż/rodziły dzieci, bo tak "wypada"? Czasami kobiety wychowywane od maleńkości na żonę i matkę nie umieją się przeciwstawić. Oczywiście nie dotyczy to tylko kobiet. Również mężczyźni są przygotowywani do określonych ról społecznych - i to jest w sumie krzywdzące (na przykład facetowi nie wypada płakać - kiedy płacze, słyszy: nie bądź baba...). Chłopcom nie wypada bawić się lalkami, dziewczynkom samochodzikami. Przykłady można mnożyć... Wiem, że to co piszę jest chaotyczne, ale mam nadzieję, że rozumiesz, co mam na myśli.
Użytkownik: norge 2012-02-27 22:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Na pewno masz swoje racje... | misiak297
Masz rację, misiaku, pisząc o tym z góry założonym "przygotowywaniu' do roli dobrej matki, świetnej żony itd. Co najdziwniejsze, wszystko to dzieje się tak automatycznie, że kobieta często nawet sobie nie zdaje sprawy, że na przykład nie chce wcale za mąż wychodzić, ani nie ma ochoty mieć dzieci. Oczekiwanie i presja społeczna jest tak olbrzymia, że ona nawet nie wie, że w ogóle mogłaby nie chcieć! Brzmi to okropnie, ale naprawdę się zdarza częściej, niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić.
Użytkownik: alva 2012-02-27 22:42 napisał(a):
Odpowiedź na: Masz rację, misiaku, pisz... | norge
Przepraszam, że się wtrącam do dyskusji, ale uderzyła mnie w ledwie zabliźnioną ranę.

Nawet jak kobieta zdaje sobie sprawę, że nie chce wychodzić za mąż ani rodzić dzieci, to często te myśli ukrywa sama przed sobą, bo zwyczajnie się boi, że jest jakaś "nienormalna", że coś z nią jest nie tak, no bo jak to: kobieta nie chce mieć dzieci?! To co z niej za kobieta? Masz rację, presja, szczególnie ze strony rodziny, jest wręcz niszcząca, a już na pewno dławi osobowość.

Kiedy po maturze szłam na studia (a nie było to tak dawno temu), moja babcia bardzo mnie za tę ideę pochwaliła, mówiąc, że nowe miasto to doskonałe miejsce na znalezienie męża i jak się dobrze zakręcę, to wystarczy mi jeden rok, a potem już nie będę musiała studiować (sic!). A na dworze XXI wiek...
Użytkownik: norge 2012-02-27 22:49 napisał(a):
Odpowiedź na: Przepraszam, że się wtrąc... | alva
A ja pamiętam jak moja mama promieniała z dumy, kiedy wychodziłam za mąż w wieku 21 lat. Nie musiałam, ale wyszłam :) Nieraz nawet nie potrzeba słów, alvo...
Użytkownik: alva 2012-02-27 22:56 napisał(a):
Odpowiedź na: A ja pamiętam jak moja ma... | norge
O wiele gorzej jest, kiedy tych słów jest za dużo, kiedy powiedziane są w dobrej wierze, a i tak cisną na psychikę, na poczucie własnej wartości, uderzają wprost w starannie leczone kompleksy...
Użytkownik: Chilly 2012-02-28 07:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Kochany misiaku, a ja nie... | koczowniczka
Bo ta "świętość" to w słowach tylko, nie przekłada się na rzeczywiste traktowanie kobiet w ciąży (i nie tylko). Dużo krzyku, górnolotne hasła i nic z tego nie wynika. Nic dobrego w każdym razie. Najważniejszy jest symbol, a nie żywy człowiek. Podobnie z walką do ostatniej kropli krwi o jakieś teoretyczne, wirtualne dzieci przy zupełnej obojętności na los tych już będących na świecie i potrzebujących pomocy (czasami tuż za ścianą)... Smutne i przerażające to wszystko.
Użytkownik: koczowniczka 2012-03-01 08:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Bo ta "świętość" to w sło... | Chilly
Właśnie. W pełni się z tym zgadzam.
Użytkownik: Eida 2012-03-01 10:13 napisał(a):
Odpowiedź na: Bo ta "świętość" to w sło... | Chilly
Dokładnie. Nie ujęłabym tego lepiej.
Użytkownik: Szeba 2012-02-27 21:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Z zainteresowaniem przecz... | misiak297
Nic nie jest za darmo. Wyniesienie na piedestał wiąże się z tym większymi oczekiwaniami i wymaganiami oraz odpowiedzialnością, z baczniejszym patrzeniem "na ręce", a w rezultacie z tym ostrzejszą krytyką i oceną.
A książka do schowka, na lepszy czas.

Przy okazji Axelsson - współcześni Skandynawowie to chyba mają trochę bzika na punkcie rodziny a głównie matki, tj. pisarze.
Użytkownik: norge 2012-02-25 18:12 napisał(a):
Odpowiedź na: Ta książka chwilami przyp... | koczowniczka
Bardzo dobra recenzja, Koczowniczko. I bardzo dobra książka! Dzięki tobie po nią sięgnęłam i rzeczywiście, tak jak piszesz, można ją polecić miłośnikom psychologicznej prozy i tym, którzy nie uciekają od trudnych pytań.

Jak kochać, kiedy się nie kocha? Jak dawać, kiedy się nic do dania nie ma? Macierzyństwo może być niewyobrażalnie trudne, choć tak niezręcznie, wręcz niegodnie jest się do tego przyznać... "Zgodnie z mitami dotyczącymi rodziny, krążącymi w społeczeństwie, rodzice są obdarzeni nieproporcjonalnie wielką ilością władzy. Ja nie jestem tego taka pewna. Dzieci? One mogą złamać nasze serca, to tak na początek. Mogą nas zawstydzić, mogą sprawić, że zbankrutujemy, a ja osobiście mogę zapewnić, że umieją również sprawić, iż będziemy żałować, że się w ogóle urodziliśmy." Tak mówi narratorka i o tym jest ta książka. Wstrząsająca, łamiąca słodkie stereotypy, jakimi karmi nas nasza kultura.

Jedyną rzeczą, co do której mam zastrzeżenia jest nadużywanie przez autora długich, wielokrotnie złożonych i poplątanych zdań. To męczyło, zwłaszcza, że znajdowałam je na niemal każdej stronie i zdarzało się, że nie rozumiałam, o co chodzi. Często, zbyt często, musiałam się cofać, zaczynać od wielkiej litery i analizować sens takiego zdania.

Daję pierwszy z brzegu przykład, bo jest tego na pęczki:
"Nie mogę udawać, że tego nie zrobił, nie mogę udawać, że nie chciałam, żeby tak się stało, a jeśli porzuciłabym ten szczęśliwy, równoległy wszechświat, którego kurczowo trzymają się moje towarzyszki z poczekalni zakładu karnego w Claverack, rezygnacja z moich prywatnych domysłów wynikałaby bardziej z ograniczonej wyobraźni, niż z pogodzeniem się z tym, co się stało."
Użytkownik: Pani_Wu 2012-02-25 18:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Bardzo dobra recenzja, Ko... | norge
Do schowka. Jakoś przebrnę przez te zdania-tasiemce.
Użytkownik: koczowniczka 2012-02-27 10:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Bardzo dobra recenzja, Ko... | norge
Długie zdania? Owszem, są, mi one jednak nie przeszkadzały. Narratorka jest osobą wykształconą, bardzo inteligentną, spostrzegawczą, więc taki sposób wypowiadania się pasuje do niej.
Ech, Eva niepotrzebnie zdecydowała się na dziecko. Nie chciała być matką, nie czuła w sobie instynktu macierzyńskiego, zaszła w ciążę tylko po to, by zadowolić męża i innych ludzi, by żyć tak jak wszyscy. Gdyby posłuchała swojego głosu wewnętrznego, nie doszłoby do tylu nieszczęść...
Dziękuję Ci za miłe słowo.
Użytkownik: norge 2012-02-27 11:58 napisał(a):
Odpowiedź na: Długie zdania? Owszem, są... | koczowniczka
Oj, nie chodzi mi o dlugie zdania, bo te, jesli sa napisane skladnie i logicznie, w ogole mi nie przeszkadzaja. Przeszkadzalo mi, ze ksiazka zawierala zdania, ktore byly zbyt czesto gramatycznie niepoprawne, poplatane, niezrozumiale. Nie wiem czy to wina autora czy moze tlumacza, ale nie zgodze sie, ze tego typu zawilosc wypowiedzi swiadczy o wyksztalceniu, inteligencji czy spostrzegawczosci. Wedlug mnie jest to raczej wynik nieudolnosci przelewania swych mysli na papier :) Co nie znaczy, ze ksiazka nie jest swietna. Dalam 5,5. A bylaby 6, gdyby nie te drobne usterki...

Wczoraj w norweskich wiadomosciach podali, ze Anders Breivik (ten od mordu na wyspie Utøya) napisal i wyslal dlugi list do swojej matki. Wynikaloby z tego, ze go nie odwiedzila. Nie moglam sie powstrzymac od myslenia o tej nieznanej mi przeciez kobiecie podczas czytania "Musimy porozmawiac o Kevinie". Ogladalam tez kilka miesiecy program, w ktorym wypowiadal sie do kamery ojciec i ojczym Breivika. Wyciagnieto tez jakies archiwa, ktore poswiadczaja, ze problemy zaczely sie juz w jego wczesnym dziecinstwie. Kiedy chlopiec mial trzy lata, matka nie potrafila sobie z nim poradzic. Pomagal jej jakis psycholog z Barnevernet (organizacja chroniaca dzieci). Ale czy to dziecko bylo zle i trudne, czy tez nie potrafiaca ani kochac, ani dawac matka go odrzucila, a moze obydwie te sprawy wystapily naraz - tego nie wiemy i nigdy sie pewnie dowiemy. Tak samo jak nie poznamy jedynej i prawdziwej odpowiedzi na pytania dotyczace ksiazkowego Kevina.
Użytkownik: koczowniczka 2012-02-27 12:14 napisał(a):
Odpowiedź na: Oj, nie chodzi mi o dlugi... | norge
Gramatycznie niepoprawne... To na pewno wina tłumacza, bo nawet jeśli w oryginale autorka napisała niegramatycznie, tłumacz powinien te błędy poprawić.
A ludzie wykształceni nadzwyczaj często wyrażają się zawile i niezrozumiale :-)
Użytkownik: Eida 2012-02-27 14:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Gramatycznie niepoprawne.... | koczowniczka
"To na pewno wina tłumacza, bo nawet jeśli w oryginale autorka napisała niegramatycznie, tłumacz powinien te błędy poprawić"

Niekoniecznie. Bardzo często niegramatyczne zdania to celowy zabieg, więc poprawianie ich przez tłumacza byłoby dalece niewskazane...
Użytkownik: Panterka 2014-06-28 12:45 napisał(a):
Odpowiedź na: Oj, nie chodzi mi o dlugi... | norge
Przez te długie zdania, niepotrzebnie rozdmuchane do monstrualnych rozmiarów, poprzez swoją pretensjonalność obniżyłam ocenę książki bardzo znacząco.
Nienawidziłam tej dziwnej maniery.
"Słowa hymnu w kraju wolności nabrały nieco przewrotnego znaczenia, co brzmiało dla mnie jak jesz teraz dla nas, kochanie. Dla ponad dwustu milionów wścibskich ludzi, których głównym celem jest sprawdzanie, czy jesteś w dobrym nastroju na pełnowartościowy posiłek, złożony z warzyw i zbóż, zawierający w sobie pięć najważniejszych składników odżywczych." - to opis ciąży
"W końcu, i to może wydać Ci się zbytnim uproszczeniem, kochałam Cię, kochałam Cię, Franklinie" - na niezapominajkę to "zbytnie uproszczenie" w zdaniu?
I tak dalej.
Możliwe, że dużym osiągnięciem jest stworzenie tak doskonałej antybohaterki. Nie miałam do niej ani krztyny współczucia. Moim zdaniem, niemal wszystko, co się jej przydarzyło, było jej i tylko jej winą! Przy okazji omawiania "Piątego dziecka" Lessing przeszukaliśmy internet w poszukiwaniu odpowiedzi, czy istnieje zło absolutne, które zostaje zaimplementowane do mózgu w chwili poczęcia.
Pomijając fikcję literacką - nie. Jeśli dziecko rodzi się "złe" to przyczyna tkwi w drobnym uszkodzeniu mózgu płodu. Uszkodzenie najczęściej wynika z zaniedbania ciąży - a Eva piła alkohol, w ostatnim trymestrze skakała po kanapie...
Kiedy Eva czuła się naprawdę szczęśliwa? Kiedy mówiła dziecku dokładnie to, co do niego czuje. Kiedy była górą nad synem - obojętnie czy miał sześć lat, czy siedemnaście i odpyskowuje mu podczas widzeń w więzieniu.
Jest zimna, cyniczna, pretensjonalna, dumna - świetnie podsumowuje ją Kevin po niewinnym (z pozoru) pytaniu, czego ona nienawidzi w Amerykanach.
Użytkownik: norge 2014-06-29 11:42 napisał(a):
Odpowiedź na: Przez te długie zdania, n... | Panterka
Czytałam niedawno "Piąte dziecko". Podobna tematyka, prawda? Jednak książka kompletnie mnie nie wciągnęła, wręcz nudziła, a główna bohaterka doprowadzała do szału albo powodowała zniechęcenie swoją głupotą...

Oceniłam ją zdecydowanie niżej niż tą o Kevinie dając 3, ale zastanawiając się nad 2. Nie rozumiem zachwytów i nagród przyznanych za to przereklamowane "arcydzieło" Piąte dziecko (Lessing Doris).
Użytkownik: misiak297 2014-06-29 11:53 napisał(a):
Odpowiedź na: Czytałam niedawno "Piąte ... | norge
Diano, znów jesteśmy zgodni:)
Użytkownik: zochuna 2012-02-25 22:21 napisał(a):
Odpowiedź na: Ta książka chwilami przyp... | koczowniczka
Ja czytam tę książkę od tygodnia, po trochu, bo to bolesna lektura. Dopiero przeczytałam początkowe rozdziały, jeszcze się nawet Kevin nie urodził, a ja już jestem zakłopotana tym, co czuję i tym,co sądzę o bohaterce. Choć to kobieta zupełnie do mnie nie podobna pod względem osobowości i stylu życia, w dodatku żyjąca w zupełnie innych warunkach, również materialnych, na razie często ją rozumiem. No ale jestem dopiero na 80 stronie (drobny druk, wydanie kieszonkowe), a książka jest grubaśna. Lekturę "Piątego dziecka" mam już dawno za sobą i bardzo cenię tę powieść/powiastkę. Rzeczywiście wygląda na to, że obie autorki dotykają podobnych problemów.
Użytkownik: koczowniczka 2012-02-27 11:25 napisał(a):
Odpowiedź na: Ja czytam tę książkę od t... | zochuna
Ja też nie przeczytałam tej książki jednym tchem... To nie ten rodzaj literatury. Z Evą zupełnie nie umiałam się utożsamić, przerażała mnie ta osoba, nie rozumiałam, dlaczego ona Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu
Użytkownik: iiii15 2012-03-04 13:43 napisał(a):
Odpowiedź na: Ta książka chwilami przyp... | koczowniczka
A ja nie rozumiem Kevina. Dlaczego nie był normalnym dzieckiem, tylko wiecznie niezadowolony, znudzony. Nawet dla swoich kolegów i koleżanek był złośliwy i chamski, sprawiał im dużo przykrości, mścił się, tylko za co? za to że żyją?. Widział, że ojciec się stara, matka była beznadziejna i narzekająca, ale dało się przeżyć, są na świecie gorsi ludzie( właśnie tacy jak on) . Najbardziej mi żal jego siostry, najmniejszej, najsłabszej i najbardziej bezbronnej. Prawdopodobnie nienawidził ją za to, że mama okazywała jej więcej uczucia niż Kevinowi, ale żeby tak skrzywdzić niewinną istotę to już trzeba być kretynem pozbawionym wyrzutów sumienia. Kevin, mnie osobiście, tak zdenerwował, że brak słów dla jego nastoletniej rozrywki jaką była rzeź. A matka potrafiła być dobra, tylko trzeba byłoby ją też zrozumieć, że może być takim 'bałwanem' zmęczona.

Ogólnie ksiażka ciekawe, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Kevin, inteligentny, ale nie zyskał mojej sympatii, ojciec palant, ale starał się wychowując kevina, jednak za bardzo mu pobłażał, nie zawsze dziecko ma racje, rodzic też nie. Mogliby normalnie usiądź przy stole i pogadać o tym co czują i dlaczego tak jest, zdjąć z twarz te maski i starać się żyć nie ubliżając sobie.
Czy to takie trudne dojść do kompromisu? Albo rozejść się każdy w inną strone.

Ja nie chciałabym mieć takiego dziecka jakim był Kevin. Jemu nigdy nic nie pasowało, no bo jak mu dogodzić skoro wszystko dla niego jest 'durne'.
Użytkownik: koczowniczka 2012-03-05 10:02 napisał(a):
Odpowiedź na: A ja nie rozumiem Kevina.... | iiii15
Takiego dziecka jak Kevin raczej nikt by nie chciał mieć.
Ja też ogromnie żałowałam jego siostry. Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu
Użytkownik: alicja225 2013-04-10 12:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Ta książka chwilami przyp... | koczowniczka
"Jest to książka tak sugestywna i wciągająca, że wymusza na czytelniku, by opowiedział się po którejś ze stron. Trzeba uwierzyć albo matce, która zdecydowała się na dziecko tylko dlatego, że tak wypada, albo przylgnąć sympatią do Kevina."

Nie mogę zgodzić się z tym stwierdzeniem. W większości komentarzy widzę krytykę matki, jednak nie do końca jest ona równoznaczna z wyrazem poparcia dla Kevina. Nie potrafię stanąć po jednej stronie. Czytam, że Eva była złą matką, czy nie zapominamy, że miała też córkę i dla niej była dobrą matką? Każde dziecko ma dwoje rodziców. Na sugestie matki, że Kevin nie jest słodkim chłopcem, ojciec reaguje zawsze tak samo- matka przesadza. Nie potrafię rozgryźć zachowania syna. Według mnie ze strony matki (ojciec był zbyt ślepy, żeby na to wpaść) zabrakło jednego- wizyty u specjalisty. W książce jest napisane: "Z mojego doświadczenia wiem, że ludzie pozostawieni sami sobie osiągną jedną z dwóch rzeczy: nic więcej lub nic dobrego." Szkoda, że Eva nie wykorzystała tej wiedzy.

Książka jest naprawdę warta polecenia.
Użytkownik: koczowniczka 2013-04-10 13:10 napisał(a):
Odpowiedź na: "Jest to książka tak sug... | alicja225
O córce nie chciałam pisać, by nie zdradzać za wiele akcji...
Właśnie fakt, że Eva od początku nie kochała syna, a tak mocno pokochała urodzoną potem córkę, świadczy moim zdaniem źle o Evie. Bo ona była jednak zdolna do miłości macierzyńskiej, odrzuciła tylko jedno ze swoich dzieci.
A właśnie, dlaczego Eva nie skorzystała z wizyty u specjalisty? Może obawiała się tego, że specjalista zauważy, że nie tylko Kevin zachowuje się nieprawidłowo, ale także i ona? Takie złe, toksyczne matki raczej nie przepadają za wizytami u specjalistów.
Użytkownik: alicja225 2013-04-10 14:05 napisał(a):
Odpowiedź na: O córce nie chciałam pisa... | koczowniczka
Powyżej mojego komentarza jest wzmianka o córce, dlatego poruszyłam ten wątek.

Zgadzam się, że Eva była zdolna do miłości macierzyńskiej. Może dlatego starała się o drugie dziecko, żeby coś sobie udowodnić? Jej ogromnym błędem było zajście w ciążę "pod presją".

Trudno mi odpowiedzieć, dlaczego nie poszła do specjalisty. Myślę, że ona doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest dobrą matką. Z drugiej strony nikt prócz niej o tym nie wiedział. Bardzo ciężko jest jednoznacznie ją przekreślić. Cała historia opisana w książce jest dla mnie trudna do zrozumienia i jednoznacznej oceny.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: