Dodany: 27.06.2016 23:25|Autor: Camelki

Emiraty w oczach Polki


Zjednoczone Emiraty Arabskie – dla bardzo wielu osób (przynajmniej w Polsce) kraj często mylony z Arabią Saudyjską. Całkiem pokaźna liczba naszych rodaków przenosi stolicę Saudów z Rijadu do Dubaju.

Ogólna wiedza na temat tego kraju Zatoki Perskiej ogranicza się do nazw dwóch emiratów, czyli osławionego Dubaju, Abu Zabi, Burdż Chalifa, czyli najwyższej konstrukcji lądowej świata (póki co najwyższej, bo Saudyjczycy nie śpią i budują Jeddah Tower). Znany jest także hotel-żagiel, czyli Burdż Al-Arab oraz najdroższe samochody świata.

Autorka przybliża nam Emiraty jako kraj ludzi, a nie tylko budowli, ekskluzywnych sklepów, czy budzących podziw i zazdrość pojazdów. Opisuje historię powstania Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz życiorys Ojca-założyciela Emiratów, wielkiego wizjonera oraz znakomitego władcy szejka Zajeda ibn Sultana an-Nahjana, bez którego Emiratów, takich jakie znamy, po prostu by nie było.

Pani Aleksandra, pracując w ZEA, miała możliwość obserwacji Emiratczyków, a dzięki biegłej znajomości arabskiego także nawiązania bezpośrednich relacji z pokoleniem, dla którego angielski nie jest językiem obowiązkowym. To, że jest młodą, atrakcyjną Europejką, jest jednocześnie błogosławieństwem, jak i przekleństwem w zmaskulinizowanym świecie arabskim. Jak się okazuje, pewne zachowania, sposoby nawiązywania znajomości są jakby to określić – "ogólnozatokowe".

Współczesne technologie, młodość vs. tradycja, konserwatyzm religijny i prawo szariatu. Jak radzą sobie z ograniczeniami wynikającymi z rygorystycznych zasad islamu młodzi Emiratczycy, czy faktycznie przestrzegają surowych reguł narzuconych przez religię? O tym dowiecie się z tej książki.

Są dwie kwestie, w których nie zgadzam się z autorką. Po pierwsze – za „czarną owcę” krajów GCC autorka uznaje (podobnie jak jej znajomi Emiratczycy) Saudyjczyków. Sądzi, że Saudyjczycy to konserwa, dzicy Beduini, nie potrafiący się zachować w cywilizowanych Emiratach, bo szaleją po drogach, piją gorzałę w ilościach powalających słonie oraz są aroganccy w stosunku do kobiet. Jest to element pewnego patriotyzmu lokalnego, a największy kraj GCC, faktycznie rygorystycznie przestrzegający prawa szariatu jest najwygodniejszym przykładem, żeby pokazać, że my [Emirati] to kultura i cywilizacja Zachodu, z kolei Oni [Saudi] to barbarzyńcy i religijni fanatycy.

Ja też nie jestem wolny od lokalnego patriotyzmu, tylko nie emirackiego, a właśnie saudyjskiego i nie zgadzam się z taką oceną Saudyjczyków. Oczywiście, że jeżdżą jakby to w dalszym ciągu były wielbłądy, a nie kilkuset konne samochody, młodzi piją alkohol, kiedy są za granicą. Owszem, są tam również fanatycy religijni. Jednak zwykli Saudyjczycy, których spotykałem, są w porównaniu z Emiratczykami bardziej dojrzali.

W Saudi nie ma możliwości zapewnienia każdemu obywatelowi takiego socjalu, jak w ZEA – Saudyjczyków jest za dużo i nawet taka ilość pieniędzy, jaką dysponuje dynastia Saudów nie wystarczyłaby na zapewnienie podobnego standardu życia – jest to po prostu niemożliwe.
Władcy saudyjscy – szczególnie nieodżałowany Król Abdullach – inwestował w edukację, zbudował i rozbudował około 30 uniwersytetów. Rozpoczął realną aktywizację zawodową Saudyjczyków i Saudyjek.

Wiem, że każda liszka swój ogonek chwali, dlatego staję w obronie Saudyjczyków, co jest dość normalne w środowisku expatów. Każdy z nas będzie bronił „swoich” niezależnie, czy mieszka w ZEA, Katarze czy Omanie. Oczywiście, znamy wady krajów nas goszczących, niektóre sytuacje doprowadzają nas do furii, ale i tak uważamy, że „u nas” jest najlepiej.

Po drugie – za błąd uważam powielanie schematu popularnego wśród expatów, że „skończy się ropa, skończą się Emiraty”. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Dużo trudniej będzie Saudyjczykom ze względu na populację niż Emiratczykom. Uważam, że stwierdzenie „skończy się moda na wakacje w Dubaju, skończą się Emiraty” jest bliższa prawdy, ale i to nie oddaje całej złożoności problemu.

Jest kilka znakomicie funkcjonujących firm emirackich, które od posiadania ropy, nie są uzależnione.
Mówię o Etihad Airways, Emirates Airline czy portach lotniczych w Dubaju czy Abu Zabi. Odpowiecie, że to tylko dwie firmy i dwa lotniska. Jest jednak jedno „ale” – zyskowność tych przedsięwzięć. Będąc w Omanie usłyszałem w radio, że lotnisko w Dubaju podniosło opłaty lotniskowe o 10 dirhamów. Umówmy się, że podwyżka ceny biletu o równowartość mniej więcej 10 PLN jest przy ogólnej cenie biletów praktycznie niezauważalna. Natomiast przychód dla portu lotniczego w Dubaju jest szacowany na poziomie 2-2,5 mld. rocznie. I żadna z tych firm nie jest w pierwszej 50 największych firm w ZEA.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 734
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: