Dodany: 2016-05-18 12:22|Autor: PolecaneOpiekun BiblioNETki

"Małe życie" – wielka powieść?



autor: Izabela Osiadacz


„Male życie” Hanyi Yanagihary to zdecydowanie jedna z najbardziej wyczekiwanych powieści tego roku. Obszerna, ponad 800- stronicowa opowieść o losach czwórki przyjaciół na przestrzeni kilkudziesięciu lat, nazwana „najgłośniejszą amerykańską powieścią 2015 roku”, jest z pewnością najszerzej komentowaną książką w ostatnim czasie.

Studium traumy i przyjaźni

„Małe życie” już w momencie publikacji wzbudziło wielkie emocje. Szereg znakomitych recenzji w prasie, a także nominacje do najważniejszych nagród literackich – powieść Hanyi Yanagihary znalazła się chociażby na krótkiej liście nagrody Bookera. Rzadko też zdarza się, aby książka była tak szeroko dyskutowana – negatywna recenzja Daniela Mendelsohna na łamach „The New York Review of Books”[1] wywołała poruszenie. Na tekst Mendelsohna odpowiedział w otwartym liście sam wydawca Yanagihary[2]. Powieść ukazuje się właśnie w Polsce i warto podkreślić, że polskie tłumaczenie jest drugim na świecie po krajach anglosaskich. To zdecydowanie jedna z najważniejszych premier tego roku.

Historia współczesna, ale jakby zawieszona w bezczasowości. Nowy Jork, środowisko artystów, aktorów i prawników. Willem, Malcolm, JB i Jude – poznajemy ich w wieku dwudziestu lat, by prześledzić losy każdego z nich na przestrzeni kilku dekad. Yanagihara początkowo opisuje całą grupę przyjaciół, poświęcając pojedyncze rozdziały każdemu z bohaterów. Z biegiem czasu na plan pierwszy wysuwa się Jude St. Francis – prawnik o tajemniczej, traumatycznej przeszłości. Wokół niego rozgrywa się cały dramat, lecz także wielkie misterium miłości i przyjaźni.

Skupiając się na postaci Jude'a, autorka rezygnuje z poczwórnego bildungsromanu, jednak nie można jej zarzucić braku zainteresowania innymi postaciami. Choć Malcolm i JB usuwają się w cień, do Jude'a dołącza Willem, a także para nowych bohaterów – Harold i Julia (adopcyjni rodzice Jude'a).

Inspirację dla Yanagihary z pewnością mogła stanowić „Grupa” Mary McCarthy. Wielkim przedsięwzięciem byłoby skomponowanie takiej powieści, gdzie historia każdego z czwórki bohaterów stanowiłaby odrębną całość. Jednak pisarka w centrum umieściła Jude'a, w którym ogniskują się wszystkie najważniejsze tematy „Małego życia” – trauma, cierpienie, rola przyjaźni i miłości, a także pytanie o sens życia osoby, która doświadczyła i doświadcza ogromnego bólu. Nie wydaje się, by Yanagihara grała na emocjach odbiorcy, choć w wywiadach przyznaje, że w trakcie pracy nad powieścią zastanawiała się z wydawcą, „ile czytelnik jest w stanie znieść”. Pewien szantaż emocjonalny kryje się raczej w samych relacjach bohaterów, ich intensywnych przyjaźniach i związkach, indywidualnych problemach i rozterkach.

Głosy krytyki dotyczą warstwy literackiej, która w przypadku historii przedstawionych w „Małym życiu” schodzi na dalszy plan. Jednak to, że autorka nie stawia na stylistyczne efekty, niecodzienne rozwiązania formalne – narracja jest niemal zupełnie „przezroczysta” – stanowi zaletę tej pozycji. Wydaje się, że stawką jest tutaj nie literackość, lecz autentyczność.

Dzięki emocjonalnemu i niezwykle realistycznemu sportretowaniu bohaterów powieść staje się niezwykle ludzka. W jej przypadku można uwierzyć w terapeutyczną, wyzwalającą rolę literatury. Literatury dosięgającej życia, a nie będącej opowieścią o papierowych postaciach, których losy oglądamy z bezpiecznej, lecz także nieemocjonalnej perspektywy. „Małe życie” porusza, ale nie szokuje, jest lekturą dojmującą, ale raczej nie epatuje cierpieniem. Mimo że nagromadzenie bolesnych doświadczeń wzbudza wątpliwości, pozostaje jednak w granicach psychologicznego prawdopodobieństwa.

Autorka nie boi się stawiać niewygodnych pytań – jak uszanować prawo drugiego człowieka do tajemnicy, jak poradzić sobie z traumatyczną przeszłością, czy dzięki miłości i przyjaźni jesteśmy w stanie uratować bliską nam osobę? W niewygodnej sytuacji stawia także czytelnika – „Małe życie” zmusza do przyjęcia emocjonalnego modelu lektury, nie sposób pozostać wobec niego obojętnym.

Yanagihara portretuje ludzi z krwi i kości, a przede wszystkim świetnie pisze o skomplikowanych relacjach. Rzadko zdarza się, by literaccy bohaterowie wzbudzali aż tyle emocji, w przypadku „Małego życia” można powiedzieć, że w pamięci wielu czytelników pozostaną oni na dłużej. Zastanawiające jest, jak wielkie poruszenie wywołuje ta powieść. Brigid Delaney na łamach „Guardiana”[3] pisze o społecznym, a może raczej społecznościowym, zasięgu „Małego życia” – to zwykli czytelnicy dzielą się swoimi wrażeniami na Twitterze i innych portalach. Powieść o cierpieniu i traumie czy współczesna historia o wielkiej miłości i prawdziwej przyjaźni?

„Wielkie cierpienie nie gwarantuje jeszcze wielkiej literatury”[4] pisała Justyna Sobolewska na łamach „Polityki”. Jednak Hanya Yanagihara zaproponowała nam powieść, w której cierpienie zostaje odkupione przyjaźnią i poświęceniem. „Cierpliwość, Upór, Miłość”: tak swój stosunek do Jude'a podsumował najbliższy mu przyjaciel, Willem. W przypadku „Małego życia” warto uwierzyć w zbawczą moc literatury.


---
[1] Daniel Mendelsohn, „A Striptease Among Pals”, „The New York Review of Books” 03.12.2015 (wersja internetowa).
[2] Gerald Howard, reply by Daniel Mendelsohn, "Too Hard…To Take", „The New York Review of Books” 17.12.2015 (wersja internetowa).
[3] Brigid Delaney, „Hanya Yanagihara »A Little Life«: why everyone should read this modern-day classic”, „The Guardian” 20.01.2016 (wersja internetowa).
[4] Justyna Sobolewska, „Głębokie cięcie”, „Polityka” 26.04. 2016 (wersja internetowa).




Autor: Hanya Yanagihara
Tytuł: Małe życie
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Wydawnictwo: W.A.B, 2016
Liczba stron: 816


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 2529
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: misiak297 2016-06-16 13:10 napisał(a):
Odpowiedź na: autor: Izabela Osiadacz... | PolecaneOpiekun BiblioNETki
Iza, myślę, że to bardzo trafna recenzja.

"Pewien szantaż emocjonalny kryje się raczej w samych relacjach bohaterów, ich intensywnych przyjaźniach i związkach, indywidualnych problemach i rozterkach." - nie ująłbym tego lepiej. Dawna historia Jude'a jest oczywiście straszna. Ale to głębia relacji (niespotykana jest ta intensywność) wyciska z oczu łzy.

Mam duży problem z oceną tej książki. Narracja jednak jest trochę zbyt raportowa, autorka rzadko przybliża kamerę (ale kiedy już to robi, robi to perfekcyjnie). Natomiast emocje, które wzbudza ta książka, są po prostu niemożliwe. Czytałem w tym roku mnóstwo świetnych książek, ale żadna tak mocno mnie nie poruszyła pod względem emocjonalnym. Mówiąc wprost - przepłakałem ostatnie 100 stron.
Użytkownik: WiadomościOpiekun BiblioNETki 2016-06-16 14:09 napisał(a):
Odpowiedź na: Iza, myślę, że to bardzo ... | misiak297
Ostatnie strony czytałam już, powiem szczerze, z mniejszym zainteresowaniem. Nieco zawiodło mnie "rozwiązanie" wątku Willema.

U mnie narracja na duży plus - tak łatwo popaść w patos, płaczliwy ton, przekroczyć granicę "emocjonalnego kiczu". Yanagihara zachowuje prostotę, jak się cieszę, że nie ma tu żadnych stylistycznych ozdobników...

Dla mnie jest niezwykle autentyczna, nieprzekłamana, gdy mówi o uczuciach, skomplikowanych relacjach. I na mnie też o wiele większe wrażenie wywarła relacja Willem-Jude, niż sama przeszłość Jude'a (choć niektóre sceny manipulacji były naprawdę poruszające).

I tak, intensywność, głębia, prawdziwość.

I.
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: