Dodany: 2016-05-05 12:39|Autor: julekkk

Książka: Człowiek Plus
Pohl Frederik

1 osoba poleca ten tekst.

Cyborg i statystyczny szwindel, czyli „Człowiek Plus” Frederika Pohla


Jak w każdej chyba dziedzinie sztuki, a literatury w szczególności, jest w fantastyce gros rzeczy słabych i miernych oraz niewielka garstka arcydzieł. Nie ma w tym zatem nic dziwnego, ale dramat jej tkwi w dysproporcji bardzo niekorzystnej dla liczby tych drugich. Może to kwestia tego, że fantastykę postrzega się zazwyczaj jako „literaturę łatwą” i często też sięga się po nią z takim nastawieniem. Zatem w myśl ekonomicznej tendencji, zgodnie z którą popyt tworzy podaż, mamy na półkach księgarń masę produkcyjniaków żenująco kiepskich, wśród których pozycje naprawdę wartościowe jawią się niby perły w szambie.

Powyższe – po kosmetycznych poprawkach – można by śmiało odnieść i do kryminału, a po dłuższym namyśle pewnie do każdej ze sztuk, lecz chwilowo na fantastykę się uwziąłem i o fantastycznej powieści chciałbym tu napisać. Prawdziwa bowiem wartość dzieła z tego gatunku polega nie tylko na literackim kunszcie i oryginalności pomysłu, ale również na logicznej i spójnej kreacji świata w nim przedstawianego. O tym zresztą niejednokrotnie wspominał już Stanisław Lem, do którego z przyjemnością odsyłam. Autor science fiction powinien zatem bazować na dogłębnej znajomości aktualnego dla się stanu wiedzy naukowej z zakresu dziedzin, które w dziele wykorzystuje, by nie popaść w jakieś paradoksy, by żaden złośliwiec nie mógł wytykać mu błędów i by dzieło to czytelnikowi rzeczywiście mogło się do czegoś przydać. No choćby do rozjaśnienia mu nieco w głowie.

Dla przykładu weźmy na tapet słynną powieść Frederika Pohla – „Człowiek Plus”. Wydana po raz pierwszy w 1976 roku, z miejsca została uznana za jedno z najwybitniejszych dokonań tego już wówczas cenionego i poczytnego autora. Czy słusznie?

Jest tutaj wizja świata na skraju zagłady, co dla SF typowe. Polityczno-gospodarcze napięcia między wschodem a zachodem grożą wybuchem nuklearnego konfliktu. Znamy tę sytuację i pewnie nie wszyscy lubimy. Pamiętajmy jednak, że rok 1976 to era zimnej wojny, a powieść pisał Amerykanin na potrzeby amerykańskiego rynku wydawniczego. Chwyt zatem banalny, ale rozwiązanie impasu jakże zaskakujące. Otóż okazuje się, że wynikiem skomplikowanych statystycznych analiz jest konkluzja, iż skolonizowanie Marsa rozładuje społeczne niepokoje i – mówiąc krótko – uratuje świat. Zaskakuje to nawet amerykańskich polityków i naukowców, którzy jednak nie tracąc czasu podejmują zbiorowy wysiłek zrealizowania tej recepty.

Do Marsa kawał drogi, podróże w tę i z powrotem kosztują góry dolarów, a warunki bytowe tam bynajmniej nieszczególne, więc najlepiej byłoby mieć ludzi mogących na tej niegościnnej planecie żyć bez przeróżnej wspomagającej aparatury. Pilotażowy program badawczy polega zatem na stworzeniu i wysłaniu na próbną ekspedycję tytułowego Człowieka Plus. Jest to istota ludzka tak zmodyfikowana, że może swobodnie funkcjonować na Czerwonej Planecie. I tutaj właśnie ujawnia się najpełniej genialne teoretyczne przygotowanie Pohla z zakresu wiedzy o ludzkiej percepcji oraz funkcjonowaniu ludzkiego ciała i umysłu. Zastąpienie bowiem większości organów danych nam przez ewolucję organami skonstruowanymi w laboratoriach powoduje ogromne zmiany w działaniu organizmu. Zwłaszcza zaś w tym, jak organizm ów porusza się i postrzega otaczającą go rzeczywistość. Pięknie skontrastowane są tu dwie sytuacje: Człowiek Plus na Ziemi i Człowiek Plus na Marsie, do którego warunków został przecież dostosowany.

Stopniowe zaopatrywanie bohatera – Rogera Torrawaya – w sztuczne narządy prowokuje filozoficzny dylemat: ile w Człowieku Plus pozostało rzeczywistego człowieka? Sięgamy tutaj do rozważań nad istotą natury ludzkiej, do tego, co naprawdę oznacza „bycie człowiekiem”. Pohl, przyznam, nie boi się tego typu rozważań ani psychologicznych analiz postaw bohaterów. Niemniej jednak dylematy filozoficzne rozpatruje z punktu widzenia chrześcijańskiej jedynie moralności. Czy to zarzut? Niekoniecznie. Pamiętajmy, iż bohaterowie powieści, o ile przyznają się do swego wyznania, są głównie metodystami i katolikami.

Pikanterii fabule dodają na pewno rozterki natury erotycznej: romans żony głównego bohatera, mechanika stosunku w próżni czy też żal po utraconej męskości. Być może Pohl stwierdził, że bez seksu powieść byłaby mniej poczytna, lecz porusza te kwestie ze smakiem, humorem i prawdziwą przenikliwością. Bardziej banalna wydaje się natomiast kreacja postaci amerykańskiego prezydenta – silnego, nieco despotycznego, oszlifowanego w politycznych bojach starego wygi.

No i jeszcze kwestia nie do końca logicznej narracji. Uwaga: po kliknięciu pokażą się szczegóły fabuły lub zakończenia utworu

Mimo tych mankamentów jest to jednak powieść naprawdę dobra. Nie można jej nazwać wybitną, ale z pewnością ocenić ją można bardzo pozytywnie. Mamy na rynku mnóstwo amerykańskiej SF niewysokich lotów, a ta pozycja wybija się wśród nich zdecydowanie in plus. Poza tym, co przecież niezwykle istotne, czyta się ją świetnie, a czasu spędzonego na lekturze z pewnością nie uznamy za zmarnowany.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 648
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: Freja_Draco 2018-03-27 14:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Jak w każdej chyba dziedz... | julekkk
Osobiście raziły mnie tu nie tyle kwestie technologiczno-komputerowe (bo te jak na 40+ letnie sf zostały wykoncypowane i wypredykowane prawie genialne), ale kreacja postaci. Zwłaszcza, że Polh potrafi tworzyć także dużo bardziej ludzkich ludzi, jak np. w "Gateway - brama do gwiazd".

Więcej moich wynurzeń w tej kwestii poniżej:
http://drakonica.pl/teksty/ksiazki/fredrich_pohl_c​zlowiek_plus
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: