Dodany: 28.01.2010 13:27|Autor: Sluchainaya

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Fun Home: Tragikomiks rodzinny
Bechdel Alison

2 osoby polecają ten tekst.

Komiks jaki jest, każdy widzi?


„Koń jaki jest, każdy widzi” - głosiła pierwsza polska encyklopedia autorstwa Benedykta Chmielowskiego. I chciałoby się rzec, że komiks też jaki jest, każdy widzi. Ale to oczywiście nieprawda. Według współczesnego, internetowego słownika języka polskiego PWN komiks to „historyjka obrazkowa opatrzona tekstem (ograniczonym do wypowiedzi bohaterów), zwykle o charakterze sensacyjnym, także humorystycznym; wyd. w formie broszury, książki obrazkowej lub zamieszczana w czasopismach”[1]. I choć zaczęłam przygodę z komiksami dosyć niedawno (nie licząc tych nielicznych Kaczorów Donaldów pochłoniętych w dzieciństwie i mang typu yaoi i yuri, równie szybko odkrytych, jak i pozostawionych samym sobie w nieco późniejszym dzieciństwie), to mam wrażenie, że jestem wielką szczęściarą, bo zaczęłam ją od komiksów z górnej półki, do których pobłażliwe słowo „historyjka” nie pasuje, i które wcale w części tekstowej nie ograniczają się tylko do wypowiedzi bohaterów. Mowa tu oczywiście o odkrytym przeze mnie w tamtym roku „Mausie”[2] i, moim zdaniem, największym osiągnięciu wydawniczym roku 2009 w zakresie polskiej literatury LGBTQ[3], jakim bez wątpienia jest czekający dodruku „Fun Home. Tragikomiks rodzinny” autorstwa Alison Bechdel. Dziś będę jednak pisać o „Fun Home”, a porównanie go do klasyki komiksu, jakim jest „Maus” jest celowe, bo łączy się z tym, że komiks wcale nie musi dotyczyć tematów banalnych ani mieć charakteru wyłącznie sensacyjno-humorystycznego. A wreszcie: może być autobiograficzny - dotyczyć życia prawdziwego, którego przyzwyczailiśmy się szukać w zupełnie innych formach literackich niż komiks.

Alison Bechdel, pochodząca z Pensylwanii, z początku znana z komiksów „Dykes To Watch Out For” (mających się ukazać w wersji polskiej w 2010 roku nakładem wydawnictwa Abiekt.pl) , w 2006 roku przyciągnęła uwagę mediów właśnie komiksem „Fun Home”, który jest dosyć intymnym zapisem jej przeszłości. Nie sposób pominąć więc faktu, że Alison jest lesbijką, który to fakt ma kluczowe znaczenie zarówno dla samego komiksu, jak i dalszej części tej recenzji.

Nazwa „Fun Home” sama w sobie jest już przewrotna i oddaje charakter tej powieści graficznej, która, jak czytamy w podtytule, jest „tragikomiksem”. Myślę zatem, że skojarzenie z tragikomedią jest w tym przypadku zupełnie uzasadnione. Fun Home to skrót od angielskiego funeral home, a więc wyrażenia oznaczającego zakład pogrzebowy. Nie jest to jednak zwykły skrót, ponieważ samo słowo „fun” oznacza zabawę, co przeciętnemu czytelnikowi raczej nie kojarzy się z zakładami pogrzebowymi. Alison Bechdel jednak ma pełne prawo do takiego skojarzenia, ponieważ wychowywała się w neogotyckim domu, a jej pradziadek, dziadek, a następnie ojciec prowadzili zakład pogrzebowy. Jako mała dziewczynka niejednokrotnie bawiła się ze swoimi braćmi pośród trumien i zapachu pogrzebowych kwiatów. Może właśnie do tego nawiązuje dedykacja z początku książki: „Dla mamy, Christiana i Johna. Dobrze się bawiliśmy, pomimo wszystko”.

Sam komiks podzielony jest na siedem części, które stanowią siedem osobnych narracji związanych ze sobą historią, jaką próbują przekazać z różnych perspektyw. W pierwszej części poznajemy głównego (nie licząc postaci autorki) bohatera tego komiksu, Bruce’a (ojca Alison), jako rzemieślnika, którego pasją była renowacja zabytków, pasją „w każdym znaczeniu tego słowa. Libidinalnym. Maniakalnym. Męczeńskim”[4], i który swoje dzieci traktował głównie jako „ręce do pomocy” przy domowych pracach. Pierwsza część nie pozwala nam więc na sympatię do ojca autorki. W następnych rozdziałach jednak Alison podjęła się przedstawienia tej postaci z innych perspektyw, m.in.: z perspektywy romansów ojca z młodymi chłopcami, a także z perspektywy ojca, z którym była na tyle blisko związana, że rozmawiała z nim o swoim homoseksualizmie (paradoksalnie, to właśnie homoseksualizm ich do siebie w pewnym stopniu zbliżył). I właśnie może w tym kontekście – zbliżenia dzięki wspólnej odmienności – ostatnie zdanie tej graficznej powieści: „Lecz w tej skomplikowanej, odwróconej narracji, która pcha ku sobie nasze splecione historie, on tam był, żeby mnie złapać, kiedy skakałam”[5] nabiera ogromnego znaczenia i odbiera czytelnikowi jednoznaczną myśl, jaka pojawia się w jego umyśle na początku lektury, że ojciec Alison był oschłym i niedobrym ojcem.

Dramat rodzinny i wątki autobiograficzne to jednak nie jedyny atut tej powieści. Jej ogromnym i niezaprzeczalnym autem jest jej intertekstualność i odwołania do wielu klasyków literatury światowej. Książki są obecne niemal na każdej stronie komiksu, czy to w postaci leżącej obok ojca bawiącego się z Alison „Anny Kareniny”, czy w postaci książek, które miały lub mogły mieć wpływ na rozwój fabuły (a tym samym życia prawdziwych postaci), jak „Śmierć szczęśliwa” Camusa czy „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta. Książki towarzyszą Alison w momencie, gdy odkrywa swoją seksualność, „To, że jestem lesbijką, odkryłam w wieku dziewiętnastu lat. Było to przeżycie iście intelektualne”[6]. Może to wydać się dziwne, ale jeśli wierzyć tej autobiografii, Alison odkryła swoją seksualność dzięki książkom, w których pojawiały się wątki homoseksualne. Z czasem zaczęła czytać wyłącznie tego typu książki, „zdradzając” tym samym rozpoczętego „Ulissesa” Joyce’a. Nawet jej pierwszemu kontaktowi fizycznemu towarzyszyła literatura: „Joan była poetką i matriarchistką. Przez resztę semestru rzadko wychodziłam z jej łóżka. Łóżka zawalonego książkami, trzeba dodać, co było dla mnie swoistym połączeniem teorii i praktyki”[7]. Zresztą nawet tytuły niektórych rozdziałów odnoszą się do literackiej klasyki: „W cieniu zakwitających dziewcząt” (znów Proust) czy „Kanarkowy karawan śmierci” (nawiązanie do karawanu pana Ropucha z „O czym szumią wierzby”).

Kończąc mój nieco już przydługi wywód na temat tego niezwykłego komiksu, chciałam tylko dodać, że jest on bez wątpienia najlepszym dowodem na to, że ani komiks, ani też literatura LGBTQ nie muszą wcale przedstawiać historii banalnych. A uważanie tych gatunków za często zbyt dosłowne, proste, a także niejednokrotnie wulgarne, może być krzywdzące i w przypadku „Fun Home” jest z pewnością nieuzasadnione.



---
[1] Źródło: internetowa strona sjp.pwn.pl.
[2] Autobiograficzny komiks Arta Spiegelmana o nim samym oraz o jego ojcu Władku Spiegelmanie, który ocalał z Holocaustu.
[3] Literatura LGBTQ – skrót LGBTQ pochodzi od angielskich słów Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender, Queer i dotyczy mniejszości seksualnych. Literatura LGBTQ to literatura poruszająca tematykę mniejszości seksualnych.
[4] Alison Bechdel, „Fun Home. Tragikomiks rodzinny”, tłum. Sebastian Buła, Wojciech Szot, wyd. Timof i Cisi Wspólnicy, 2009, s. 15.
[5] Tamże, s. 240.
[6] Tamże, s. 82.
[7] Tamże, s. 88.

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 3615
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 2
Użytkownik: cuayatl 30.01.2010 19:20 napisał(a):
Odpowiedź na: „Koń jaki jest, każdy wid... | Sluchainaya
zakręcona, ale bardzo zachęcająca recenzja :) na pewno się skuszę
Użytkownik: Sluchainaya 30.01.2010 22:41 napisał(a):
Odpowiedź na: zakręcona, ale bardzo zac... | cuayatl
Czemu zakręcona?:)
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: