Dodany: 2015-12-22 19:33|Autor: dot59

Recenzja nagrodzona!

Książka: Krzyk Czarnobyla
Aleksijewicz Swietłana
Autor: lutek01

Monologi o atomie, który niszczył światy


"Dużo przeżyli. Pamiętają wojnę, powojenny głód, lata stalinizmu, sens XX Zjazdu... Są dorośli. Są rozważni. Wiedzą, że ich praca nie tylko pozwala zajrzeć do tajemnic jądra atomu, lecz że przy tym jest to praca pewna, stabilna, potrzebna. I będzie potrzebna zawsze. Wiadomo, jaka jest rola fizyki w dzisiejszym świecie. To znaczy – ich rola"[1].

Tak pisała o zawodzie fizyka w roku 1972 Hanna Krall w swoim zbiorze reportaży "Na wschód od Arbatu". Fizycy radzieccy byli elitą ówczesnego świata nauki. Obdarzeni szczególnym statusem, przywilejami i zaufaniem społecznym, dostali od rządzącej partii komunistycznej specjalny mandat: mieli zaprząc w służbę ludzkości atom. "Pokojowy atom" – bo tak mówiła o elektrowniach jądrowych w ZSRR partia, a za nią media (by stanowczo odciąć się w ten sposób od bomby atomowej zrzuconej przez Amerykanów na Hiroszimę).

Czternaście lat później przyszło człowiekowi zapłacić za nieodpowiedzialną ingerencję w naturę i wytworzenie energii, której nie był w stanie opanować. "Pokojowy atom" produkowany w bloku energetycznym nr 4 wybuchł, i chyba nie ma dorosłego człowieka, który nie wiedziałby, jakie były tego skutki – ekologiczne, polityczne, społeczne.

"Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości", reportaż Swietłany Aleksijewicz, podejmuje temat katastrofy w Czarnobylu oraz spustoszeń, jakie wywołała ona w tej części społeczeństwa białoruskiego, które było bezpośrednio narażone na skutki awarii. Autorka, często zajmująca się tematem wojen i jej skutków, tym razem pisze o wojnie nietypowej, bo z atomem. Tak jak w innych swoich tekstach, nie koncentruje się na ścisłych faktach, liczbach czy datach – te albo się zna, albo można bez trudu znaleźć w dowolnych mediach – lecz pisze kolejny reportaż humanitarny, całkowicie zogniskowany na człowieku. Właściwie nawet nie pisze, ona słucha, rozmawia i spisuje. Z dialogów powstają monologi. Aleksijewicz pozwala wybrzmieć emocjom, które często są niewypowiedziane, niewykrzyczane, nierzadko nawet nieuświadomione. Często słyszy "niech pani to zapisze", tak jakby jej rozmówcy chcieli, aby świat usłyszał o ich stłamszonym bólu, cierpieniu, strachu i niepewności jutra, o miejscach do życia, które im zabrano, o światach, w których żyli, a które unicestwiono. Myślę, że to właśnie wziął pod uwagę Komitet Noblowski, przyznając Swietłanie Aleksijewicz literacką Nagrodę Nobla w 2015 r. Samej sobie autorka zostawia niewiele miejsca na komentarz, a to, co pisze, jest właściwie echem tego, co usłyszała od swoich rozmówców:

"Noc 26 kwietnia 1986 roku... W ciągu jednej nocy przenieśliśmy się w inne miejsce w historii. Wykonaliśmy skok w nową rzeczywistość, której nie była w stanie ogarnąć nie tylko nasza wiedza, ale nawet wyobraźnia. Czas uległ rozpadowi... Przeszłość nagle okazała się bezużyteczna: nie było w niej nic, na czym moglibyśmy się oprzeć, wszechobecne (jak sądziliśmy) archiwum ludzkości nie zawierało odpowiednich kluczy, którymi moglibyśmy otworzyć te drzwi. Niejednokrotnie w tamtych dniach słyszałam: »Nie znajduję słów, żeby przekazać to, co widziałam i przeżyłam«; »Nikt wcześniej nic podobnego nie odpowiadał«; »W żadnej książce, w żadnym filmie nic takiego nie było«. Między czasem, w którym doszło do katastrofy, a czasem, kiedy zaczęto o niej opowiadać powstała luka. Chwila oniemienia... Wszyscy ją pamiętają... Gdzieś na górze podejmowano jakieś decyzje, sporządzano tajne instrukcje, wysyłano helikoptery, wprawiono w ruch olbrzymie ilości sprzętu, a na dole ludzie czekali na informację i bali się, wspominali wojnę, żyli plotkami. Wszyscy jednak milczeli na temat tego, co najważniejsze – co się właściwie stało. Nie znajdowali słów dla nowych uczuć i nie znajdowali uczuć dla nowych słów, nie umieli się jeszcze wyrazić, stopniowo jednak zagłębiali się w atmosferę nowego myślenia – tak można dzisiaj określić nasz ówczesny stan. (...) Szukałam zatem tego wstrząśniętego człowieka..."[2].

Szukała z powodzeniem. Na kartach reportażu odnajdujemy wielu wstrząśniętych ludzi. O różnych postawach, poglądach i statusie społecznym, zarówno tych, którzy zostali najbardziej, bo bezpośrednio dotknięci awarią reaktora – mieszkańców miast i wsi w okolicy elektrowni, inteligentów, chłopów, dygnitarzy partyjnych, jak i tych, którymi, często bez pytania ich o zdanie, posłużono się do likwidowania awarii i jej skutków – likwidatorów, żołnierzy, a także ich żon. Nie zabrakło również głosów dziecięcych. Rozmówców Aleksijewicz zwykle łączy jedno: niezrozumienie, nieumiejętność poukładania sobie tego, co się stało. Opisują absolutną dezinformacje w pierwszych tygodniach katastrofy, chaos, strach, w dalszej kolejności niewypowiedziany ból – ten fizyczny, spowodowany powolnym umieraniem w wyniku choroby popromiennej, i ten psychiczny, wynikający z utraty członka rodziny czy zwierzęcia, z konieczności przesiedlenia. Bohaterowie Aleksijewicz próbują przedstawić światu, co ich spotkało, rozliczyć siebie i innych z postaw i działań w te apokaliptyczne dni, znaleźć jakikolwiek sens lub po prostu opowiedzieć, by mniej bolało. Terapeutyczny, wręcz katartyczny charakter przeprowadzonych rozmów jest siłą rażenia tej książki.

Ale "Czarnobylska modlitwa" traktuje nie tylko o katastrofie i jej ofiarach. To kolejny reportaż o człowieku radzieckim, choć jego portret pojawia się na kartach książki niejako mimochodem. Rozmówcy Swietłany Aleksijewicz, świadomie bądź nie, definiują siebie jako naród radziecki. To, co być może niedostrzegalne było wówczas dla nich samych, nie umknie uwagi czytelnika współczesnego.

"Mówiono nam, że musimy zwyciężyć. Kogo? Atom? Fizykę? Kosmos? Zwycięstwo u nas nie jest wydarzeniem, ale procesem. Życie to walka. Stąd taka miłość do powodzi, pożarów... Trzęsień ziemi... Potrzebne jest miejsce akcji, żeby »przejawić męstwo i bohaterstwo«. I zatknąć sztandar. Oficer polityczny czytał nam artykuły z gazet o »wysokiej świadomości i sprawnej organizacji«, o tym, że już kilka dni po katastrofie na czwartym reaktorze zatknięto czerwoną flagę. Powiewała. A po kilku miesiącach zniszczyło ją promieniowanie. Zatknięto nową flagę. Potem jeszcze jedną... A stare darli na pamiątkę, wpychali kawałki pod kurtkę, koło serca, potem wieźli do domu... Pokazywali z dumą dzieciom. Przechowywali... Bohaterskie wariactwo!"[3]

"Nasz system, w sumie wojenny, w sytuacjach nadzwyczajnych działa doskonale. Wreszcie człowiek jest tam wolny i niezbędny. Wolność! W takich chwilach Rosjanin pokazuje, jaki jest wielki! Wyjątkowy! Nigdy nie będziemy Holendrami czy Niemcami. I nie będzie u nas ani porządnego asfaltu, ani zadbanych trawników. Ale bohaterowie zawsze się znajdą"[4].

"Czarnobylska modlitwa" ujmuje jeszcze jednym aspektem, którego próżno by szukać w innych pozycjach literatury faktu, zwłaszcza tak mocno skoncentrowanych na jednostkach ludzkich. Autorka, opisując gwałt zadany naturze przez człowieka, nie zapomina o cierpieniu zwierząt, nie pomniejsza go i nie bagatelizuje. Jako równoprawny element przyrody, świata, który zaatakowano, zwierzę jest też równoprawnym depozytariuszem cierpienia, które na ten świat sprowadzono. Pisze o nim sama Aleksijewicz, mówią jej interlokutorzy. To rzadka wrażliwość, dostrzec przerażenie zwierzęcia wśród ogromu tragedii, która spadła na ludzi.

"Czarnobylska modlitwa" nie odbiega stylem ani jakością od pozostałych książek noblistki o człowieku radzieckim. Prosta, lecz bardzo trudna. O rzeczach niewyobrażalnych, a jednak bardzo ludzka. Chaotycznie skonstruowana, ale logicznie objaśniająca świat przed i po. Dokument, który powinien był powstać i na szczęście powstał. Stamtąd. Z Czarnobyla.


---
[1] Hanna Krall, "Fizycy", w: tejże, "Na wschód od Arbatu", wyd. Dowody na Istnienie, 2014, str. 65.
[2] Swietłana Aleksijewicz, "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości", wyd. Czarne, 2012, str. 33.
[3] Tamże, str. 106.
[3] Tamże, str. 88.


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 4575
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 15
Użytkownik: joanna.syrenka 2016-02-04 02:17 napisał(a):
Odpowiedź na: "Dużo przeżyli. Pamiętają... | lutek01
Właśnie skończyłam. Świetny reportaż!
W recenzji właściwie streściłeś wszystko, o czym jest ta książka. Te same aspekty rzuciły mi się w oczy, zwłaszcza studium "człowieka radzieckiego" wychodzi Aleksijewicz po mistrzowsku!
"Co roku dwudziestego szóstego kwietnia zbieramy się - ci, którzy tam byli. Ci, którzy dotąd jeszcze są. Wspominamy tamten czas. Byliśmy żołnierzami na wojnie, byliśmy potrzebni. Zapomnieliśmy o tym, co złe, co nam zostało. To, że bez nas nie mogli się obejść... Że nas wykorzystali... Nasz system, w sumie wojenny, w sytuacjach nadzwyczajnych działa doskonale. Wreszcie człowiek jest tam wolny i niezbędny. Wolność! W takich chwilach Rosjanin pokazuje, jaki jest wielki! Wyjątkowy! Nigdy nie będziemy Holendrami czy Niemcami. I nie będzie u nas ani porządnego asfaltu, ani zadbanych trawników. Ale bohaterowie zawsze się znajdą!" [Wyd. Czarne, s. 88]
- czy to nie jest genialne?
Użytkownik: lutek01 2016-02-04 22:55 napisał(a):
Odpowiedź na: Właśnie skończyłam. Świet... | joanna.syrenka
Dziękuję za słowa uznania :-)
Cóż powiedzieć? Mogę chyba tylko powtórzyć to, co mówiłem już wielokrotnie. Aleksijewicz jest dla mnie jedną z najważniejszych pisarek współczesnych. Jej książki będą uczyć przyszłe pokolenia o historii.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-02-08 15:14 napisał(a):
Odpowiedź na: "Dużo przeżyli. Pamiętają... | lutek01
Nie umniejszając negatywnych, potwornie katastrofalnych skutków Czarnobyla (nawyższy, siódmy stopień INES), chciałbym jednak zaprotestować przeciwko promowaniu negatywnego obrazu energetyki jądrowej w powyższej recenzji ("zapłacić za nieodpowiedzialną ingerencję w naturę i wytworzenie energii, której nie był w stanie opanować", "pisze o wojnie nietypowej, bo z atomem", "gwałt zadany naturze przez człowieka"), oraz chciałbym zapobiec powstawaniu fałszywych implikacji budowania reaktorów. Rozumiem, że tak może to być przedstawiane przez autorkę, ale tym mocniej sprostowanie jest potrzebne.

Powodem katastrofy nie było immanentne rzekomo niebezpieczeństwo związane z eksploatacją energii atomowej, lecz rażące zaniedbania ludzkie, postępowanie wbrew elementarnym regułom ostrożności. Ogólną okolicznością był eksperyment, towarzyszący symulacji sytuacji awaryjnej. Personel elektrowni nie był wystarczająco poinformowany o wadach reaktora i ich skutkach. Splot koszmarnych okoliczności doprowadził do tragedii, której przyczyną w głównej mierze była ludzka nieudolność - wstrząsający jest nawet suchy opis z wikipedii: https://pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_elektrown​i_j%C4%85drowej_w_Czarnobylu

Osobną sprawą było zwielokrotnienie zasięgu i skutków z powodu ukrywania przez władze sowieckie owego wybuchu (a właściwie wybuchów): KPZR rozpoczęło "blokowanie informacji w nadziei, że skutki katastrofy jakoś same znikną, albo że nikt ich nie zauważy". [o czym jeszcze może świadczyć taki porażający fragment: "Strażacy nie zostali poinformowani o niebezpieczeństwie kontaktu z radioaktywnym dymem i odpadami, a możliwe jest też, że w ogóle nie zdawali sobie sprawy, że wypadek to coś więcej niż zwykły pożar instalacji elektrycznych. „Nie wiedzieliśmy, że to reaktor. Nikt nam tego nie powiedział”"?? Nie wiem, czy u Aleksijewicz wspomniane jest też o heroizmie ratowników, idących na pewną śmierć, aby zapobiec jeszcze większemu wybuchowi: "Trójka inżynierów zgłosiła się na ochotnika i dotarła do zbiornika [wody], by otworzyć dwa zawory główne."]

Szczęśliwie (szczęście w nieszczęściu) potencjalne skutki dla zdrowia okazały się dużo mniej groźne i bardziej krótkotrwałe niż przewidywano. Prócz tego elektrownie atomowe wytwarzają najczystszą formę energii, są także najbardziej bezpieczne - podobnie jak podróż samolotem jest najbezpieczniejszą formą transportu, jakkolwiek każda taka katastrofa jest niestety bardzo spektakularna. Współcześnie buduje się również dużo "łagodniejsze" elektrownie torowe zamiast uranowych. Ale i klasyczne są bardzo mało awaryjne, zaś czynią wiele dobrego nie tylko na polu energetyki - o czym świadczy chociażby działanie podotwockiego reaktora Maria:
https://www.facebook.com/notes/narodowe-centrum-bada%C5%84-j%C4%85drowych/ponad-755-mln-os%C3%B3b-otrzyma%C5%82o-ju%C5%BC-pomoc-od-marii/1116308081735981

"Z napromienianych w Narodowym Centrum Badań Jądrowych (NCBJ) tarcz uranowych uzyskuje się molibden-99. Polska zapewnia blisko 20% światowego zapotrzebowania na ten izotop, niezbędny w medycynie nuklearnej ratującej ludzkie życie. (...) Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) do 2020 roku liczba chorych na raka podwoi się, dlatego też kluczową rolę odgrywa efektywna diagnostyka, do celów której niezastąpiona jest medycyna jądrowa. Im wcześniej lekarze wykryją zmiany nowotworowe tym wyższe jest prawdopodobieństwo wyleczenia chorego."

Uczmy się na błędach, lecz nie wylewajmy dziecka z kąpielą! Wojna przeciwko rozwojowi energetyki atomowej to niedźwiedzia przysługa, czyniona całej ludzkości.
Użytkownik: lutek01 2016-02-09 00:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie umniejszając negatywn... | LouriOpiekun BiblioNETki
Hmmm, na energii atomowej znam się jak ta przysłowiowa kura na pieprzu, więc nie podejmuję się dyskutować, czy jest to energia dobra czy zła. Kojarzy się z Czarnobylem, to naturalne, ale zgodzę się, że może być to skojarzenie krzywdzące. Żeby oddać sprawiedliwość książce i autorce, ona też nie podejmuje tematu, dlaczego do katastrofy doszło, kto zawinił, kto został skazany itd., nie to jest dla niej najważniejsze.

Dla mnie właściwie też nie. Nie jest istotne, kto był wtedy na zmianie, że przeprowadzano eksperyment, że personel nie był dostatecznie poinformowany. Ktoś (czytaj władza), decydując się na takie posunięcie jak budowa i eksploatacja takiego czy innego zakładu, bierze bądź powinien wziąć za niego odpowiedzialność - za jego funkcjonowanie bądź niefunkcjonowanie, za wszystkie skutki pracy tego zakładu, również za wyrządzone przez niego szkody. W tym wypadku - jak sam zauważasz - władza poszła na łatwiznę, udawała, że nic się nie stało i liczyła na to, że sprawa rozejdzie się po kościach. Ale wielu ludzi kosztowało to życie, zdrowie, utratę kogoś bliskiego bądź domu. O tym jest ta książka i to próbowałem w tej recenzji ukazać.

Sugerujesz, Louri, że robię tą recenzją czarny PR energetyce jądrowej, ale nie do końca tak jest. Nie mam ostatecznego zdania na temat budowy elektrowni jądrowych, bo, tak jak napisałem na początku, zbyt mało wiem na ten temat, żeby wyrobić sobie opinię. Owszem, mam pewne obawy, ale zdaję sobie sprawę, że mogą one wynikać z niewiedzy. Natomiast tak właśnie widzę decyzję o budowie i eksploatacji reaktorów w Czarnobylu - była to ingerencja w naturę i wytworzenie energii, której nie udało się opanować, o czym świadczą same fakty. Pisząc o ingerencji w naturę i wojnie z atomem, nie miałem na myśli jakiejś magicznej siły, która nagle wydostała się z jakiejś puszki Pandory i zaczęła siać spustoszenie; miałem na myśli ludzi, którzy nie poradzili sobie ze skutkami decyzji, które podjęli - stworzyli energię, której nie opanowali, bo: a) źle przeszkolili personel, b) nie mieli sprawnych planów awaryjnych, c)..., etc, przy czym a), b), c) etc nie są ważne. Ważne, ze zawinił człowiek sprowadzając katastrofę ekologiczną i społeczną. "Taką samą" katastrofę (choć oczywiście o innych skutkach i zasięgu) można sprowadzić źle gospodarując wysypiskiem śmieci czy doprowadzając do katastrofy tankowca na morzu (pierwsze, co mi przyszło do głowy) - to nieważne. Chodzi o to, że jest to działalność człowieka, nie natury, i to on bierze za nią odpowiedzialność.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-02-09 11:41 napisał(a):
Odpowiedź na: Hmmm, na energii atomowej... | lutek01
Oczywiście, piętnowanie czynnika ludzkiego jest tutaj jak najbardziej na miejscu - po prostu zabawa niebezpiecznymi zabawkami wymaga ostrożności i pomyślunku - a że wówczas ważniejsza była propaganda...

Zgadzam się z Tobą, że taka książka jest ważna - opis, wspomnienia z tragedii, namysł nad tym, co zrobić, by to się znów nie powtórzyło - bardzo ważne.

Piszesz: "Natomiast tak właśnie widzę decyzję o budowie i eksploatacji reaktorów w Czarnobylu - była to ingerencja w naturę i wytworzenie energii, której nie udało się opanować, o czym świadczą same fakty." Ja jednak starałem się pokazać, że fakty są trochę inne. To trochę tak, jak powiedzmy z jazdą grupki pijanych, nieodpowiedzialnych gówniarzy samochodem po autostradzie - dajmy na to pod prąd (oczywiście celowo przesadzam). Skutki mogą być opłakane, jednak nikt nie będzie winił samochodu ani nie będzie dążył do zakazania poruszania się autostradami - co najwyżej będzie próbował wprowadzić przepisy pomagające wykluczyć powtórkę takich przypadków. Natomiast samo określenie "wojna z atomem" jest wg mnie przemocą symboliczną oraz stereotypowym określeniem - może powinno podpadać pod "mowę nienawiści" ;)

Co do Twoich przykładów ingerencji w naturę - rozumiem, co chcesz przekazać, jednak trzeba pamiętać, że "łatwość" wystąpienia katastrofy gra tu rolę (reaktory jądrowe naprawdę rzadko ulegają awarii), oraz różna może być skala za sprawą liczności - wysypiska są przecież w prawie każdej miejscowości...

I taka jeszcze wiadomość "z ostatniej chwili" ;)

"W zeszłym tygodniu, do sieci elektroenergetycznej podłączony został rosyjski reaktor prędki BN-800.

BN-800 to w tej chwili największy na świecie reaktor czwartej generacji, jest chłodzony ciekłym sodem i ponieważ reakcja rozszczepienia zachodzi w nim dzięki neutronom prędkim - nie potrzebuje moderatora.

Wydaje się, że reaktory prędkie to przyszłość energetyki jądrowej - umożliwiają nie tylko wykorzystanie powszechnie występującego na Ziemi uranu 238 jako paliwa (ściśle mówiąc materiału paliworodnego), lecz także potrafią utylizować odpady pochodzące z wypalonego paliwa jądrowego, domykając tym samym cykl paliwowy.

W tej chwili na świecie pracuje pięć sodowych reaktorów prędkich, z których dwa z rosyjskiej serii BN to pełnoskalowe reaktory energetyczne."

http://www.powermag.com/russian-fast-reactor-connected-grid/#.Vq-_CSy5Y60.twitter


Może zabrzmi to paradoksalnie, ale energia "wiatrowa" jest de facto dużo bardziej "brudna" od atomowej. I dużo bardziej kosztowna:

"The towering symbols of a fading religion, over 14,000 wind turbines [in USA], abandoned, rusting, slowly decaying. When it is time to clean up after a failed idea, no green environmentalists are to be found. Wind was free, natural, harnessing Earth’s bounty for the benefit of all mankind, sounded like a good idea. Wind turbines, like solar panels, break down. They produce less energy before they break down than the energy it took to make them. The wind does not blow all the time, or even most of the time. When it is not blowing, they require full-time backup from conventional power plants."

https://americanelephant.wordpress.com/2013/07/07/​14000-abandoned-wind-turbines-litter-the-united-states/

Podobnie sprawa ma się z "ekologicznymi" samochodami hybrydowymi czy na prąd - zapomina się, że prąd także trzeba wytworzyć, czasem generując równie wiele zanieczyszczeń, co idzie ze spalin. No i produkcja ogniw wymaga nie tylko większych nakładów finansowych, ale i produkuje masę zanieczyszczeń. Ale pewne idee pięknie brzmią, dlatego są realizowane... w ww. artykule można przeczytać tę samą diagnozę:

"With governments facing financial troubles, the subsidies are unaffordable. It was a nice dream, a very expensive dream, but it didn’t work."

Dalej jeszcze można przeczytać o tym, jak to "ekologiczne" turbiny wiatrowe zabijają ROCZNIE ok. 10000 ptaków, w tym orły, sowy, sokoły...
Użytkownik: lutek01 2016-02-09 15:08 napisał(a):
Odpowiedź na: Oczywiście, piętnowanie c... | LouriOpiekun BiblioNETki
Prawda, nie zawsze to, co uznajemy za ekologiczne i dobre dla środowiska może takie być. Często się nad tym zastanawiam. Ekologia to dziś modne słowo, ale trzeba być rzeczywiście ekspertem i zgłębić temat, by faktycznie móc stwierdzić, co jest bardziej przyjazne dla środowiska a co nie. Ja ekspertem nie jestem, mam tylko jakieś fragmenty wiedzy na różne tematy i swoją intuicję.

Przykład z samochodem mi się podoba, tu przyznaję rację, teoretycznie też jest to maszyna i energia, nad którą można stracić kontrolę, ale może chodzi tu o skalę zjawiska: wypadki samochodowe, również te spowodowane głupotą, są codziennie, w jakiś sposób nauczyliśmy się przechodzić nad nimi do porządku dziennego, są elementem codziennych serwisów informacyjnych, jedyne co możemy zrobić jako społeczeństwo, to mocniej kontrolować, kto dostaje uprawnienia bądź maszynę (samochód) do ręki. W przypadku energii jądrowej społeczeństwo nie ma nic do powiedzenia. Tutaj też ktoś dostaje maszynę (reaktor) do ręki i działa. A skutki katastrofy są dużo bardziej dalekosiężne niż wypadku samochodowego (chociaż znów może to być względne, jeśli się weźmie pod uwagę np. straty w ludziach spowodowane wybuchem reaktora i straty w ludziach w wyniku wypadków samochodowych na całym świecie...)

Rozmówcy Swietłany Aleksijewicz często podkreślali, że nie wiedzieli, co znaczy wybuch reaktora. Nikt im nie pokazał wcześniej w książce, na filmie czy w programie telewizyjnym, co to jest i jak sie zachować, jaki kanon zachowań obowiązuje. Mieli tylko, choć też nie wszyscy, swoją intuicję, instynkt, który podpowiadał im, że nie jest dobrze.

Piszesz, że określenie "wojna z atomem" jest dla Ciebie stereotypowe i jest "przemocą symboliczną". Jeżeli dobrze pojąłem te ostatnie słowa, chodzi Ci o to, że dokonałem pewnego nadużycia w nazwaniu faktu usuwania skutków katastrofy. Ale jeszcze raz podkreślam, że nie chodziło mi tu o żaden manifest ekologiczny czy lobbowanie przeciwko energii jądrowej. Owszem, uznałem budowę tej elektrowni za ingerencję w naturą, ale również stworzenie samochodu, który produkuje spaliny czy pobiera energię również można by - co do zasady - uznać za ingerencje w naturę. Nie znaczy to jednak, że jest to z gruntu złe i mamy się z tego wycofać - postęp techniczny jest faktem i jest nie do odwrócenia. Pisząc o ingerencji w naturę, mam na myśli mniej reaktor sam w sobie, a bardziej całość faktów związanych z budową reaktora, jego złym eksploatowaniem i wybuchem.

Słowa "wojna" użyłem umyślnie, ponieważ jest to swojego rodzaju słowo-archetyp, ważne w rosyjskiej kulturze, mentalności czy propagandzie. Sami rozmówcy Aleksijewicz używali go w tym kontekście. Tak jak pisałem powyżej nie byli nauczeni (a kto był?) radzić sobie z takim problemem jak wybuch reaktora, musieli to jakoś nazwać, do czegoś przyrównać, jakoś oswoić. Pomogła oczywiście propaganda. Nie mam teraz mojego egzemplarza, żeby przywołać odpowiedni fragment, ale sama władza mówiła o postępach na froncie wojny z atomem. Słowo "wojna" jest tu znamienne i ja je kontekstowo przejąłem.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-02-09 15:38 napisał(a):
Odpowiedź na: Prawda, nie zawsze to, co... | lutek01
Myślę, że z mojej strony mogę uznać, że się po tych dość obszernych obustronnych objaśnieniach zrozumieliśmy :)

Zapomniałem jeszcze tylko napisać a propos "ingerencji w naturę", że przecież występuje również zjawisko naturalnej promieniotwórczości, wykorzystywanej oczywiście w inny sposób niż pozyskiwanie energii. No i same gwiazdy są co do zasady właściwie ogromnymi reaktorami jądrowymi... Natura naprawdę wiele nas uczy!

Jeszcze tylko jedno to słowa "wojna" - powyższe twoje wyjaśnienie jest IMHO bardzo potrzebne, ponieważ wcześniej rozumiałem, że używasz go w odniesieniu do bycia przeciwnym BUDOWANIU elektrowni atomowych i WYKORZYSTYWANIU energii rozpadu promieniotwórczego w ogólności, a nie jako usuwanie skutków katastrofy. I dlatego też uznałem, że potrzeba sprostowania tudzież apologii atomistyki... Dodatkowo "wojna" zakłada istnienie dwóch aktywnych stron, zaś ze strony atomu - no cóż, był jak mleko, które wykipiało, bo gospodyni się zagapiła i mało rozgarnięta była, a sprzątanie kuchni i mycie garnka wojną trudno nazwać, nawet jeśli ogień wciąż buzuje pod owym garnkiem z mlekiem ;)
Użytkownik: lutek01 2016-02-09 16:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Myślę, że z mojej strony ... | LouriOpiekun BiblioNETki
Louri, kończąc, zachęcam Cię - jeżeli jeszcze nie czytałeś (oceny nie widzę, wiec chyba nie) - do sięgnięcia po tę lekturę. Oraz po inne. W reportażu Aleksijewicz słowo "wojna" zawsze ma inną definicję niż ogólnie obowiązująca. :-)
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-02-09 18:37 napisał(a):
Odpowiedź na: Louri, kończąc, zachęcam ... | lutek01
Czytałem Czasy secondhand: Koniec czerwonego człowieka (Aleksijewicz Swietłana) i wystawiłem 5.5 :) Z dobrym timingiem - wziąłem się do czytania w dniu ogłoszenia literackiego Nobla! Na razie niestety mam dość napięty grafik czytelniczy, a jako że niedawno kilka reportaży czytałem, to przez jakiś czas będą niedoreprezentowane... Ale może kiedyś sięgnę jednak po coś dalszego Aleksijewicz.
Użytkownik: ketyow 2016-04-11 12:20 napisał(a):
Odpowiedź na: Myślę, że z mojej strony ... | LouriOpiekun BiblioNETki
Podpisuję się pod Twoimi wypowiedziami o energetyce rękami i nogami. Napisałem zresztą w tym temacie nawet pracę inżynierską. Ewidentnie w przypadku Czarnobyla złem nie była energia jądrowa, a władze ZSRR. Zdaje się, że 11 reaktorów RMBK (takich jak w Czarnobylu) wciąż pracuje. Chciałbym jeszcze zauważyć, że również strasznie kole mnie w oczy owa "ingerencja w naturę", jest to nic innego jak przejaw ignorancji, bo już abstrahując od naturalnie występującego promieniowania, mogą nawet istnieć (i istnieją na Ziemi) naturalne reaktory jądrowe, w których zachodzą procesy podobne do tych w elektrowniach.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Naturalny_reaktor_ją​drowy

Kolejna rzecz to bezpieczeństwo. Owszem, Czarnobyl był spektakularny, ale nawet energetyka wiatrowa jest bardziej śmiertelna w przeliczeniu na ilość produkowanej energii od jądrowej*. Energetyka węglowa to nie tylko zanieczyszczenia powietrza, ale i zgony w kopalniach, a nasze kopalnie przy chińskich można uznać za bezpieczne. Największe katastrofy w energetyce dotyczą energetyki... wodnej. Pęknięcia tam po tajfunie w 1975 r. w Chinach doprowadziły do śmierci ponad 170 000 osób (przy czym większość nie zginęła natychmiast a w wyniku głodu i chorób)**. Po czymś takim w energetyce jądrowej cały świat zamykałby elektrownie, a o wodnej się nie krzyczy i tamy się odbudowuje. W wyniku awarii elektrowni w Fukushimie nie zginęła ani jedna osoba, a media rozpisywały się o niej, jakby to był atak obcych na naszą planetę. Oczywiście elektrownie pozamykano (ale już uruchamiają ponownie), a Niemieccy zieloni skakali z radości, że będzie można wciskać kit i sprzedawać wiatraki.

* http://nextbigfuture.com/2011/03/deaths-per-twh-by-energy-source.html

** http://io9.gizmodo.com/5783526/what-is-the-worst-kind-of-power-plant-disaster-hint-its-not-nuclear
Użytkownik: Marylek 2016-02-11 15:24 napisał(a):
Odpowiedź na: Oczywiście, piętnowanie c... | LouriOpiekun BiblioNETki
Inne spojrzenie, inna perspektywa: Grząskie piaski

Cytatów jest za dużo i są one zbyt długie, żeby je umieszczać tutaj.
Użytkownik: Marylek 2016-02-11 15:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Oczywiście, piętnowanie c... | LouriOpiekun BiblioNETki
"To trochę tak, jak powiedzmy z jazdą grupki pijanych, nieodpowiedzialnych gówniarzy samochodem po autostradzie - dajmy na to pod prąd (oczywiście celowo przesadzam). Skutki mogą być opłakane, jednak nikt nie będzie winił samochodu ani nie będzie dążył do zakazania poruszania się autostradami - co najwyżej będzie próbował wprowadzić przepisy pomagające wykluczyć powtórkę takich przypadków."

To nie jest, moim zdaniem, dobra analogia, bo niezależnie od rozmiarów katastrofy samochodowej, natychmiast po usunięciu jej skutków można bezpiecznie dalej użytkować drogę i okolice miejsca zdarzenia. Po katastrofie nuklearnej - kiedy?
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2016-02-15 13:28 napisał(a):
Odpowiedź na: "To trochę tak, jak powie... | Marylek
Hm, analogia gdzie indziej kładła punkt ciężkości, niż na długotrwałości następstw - chodziło mi bardziej o pokazanie, że tak jak w przykładzie nie jest winna droga, tylko ci, którzy z niej korzystają niezgodnie z przeznaczeniem (a nawet WBREW zasadom), tak z atomistyką i Czarnobylem - katastrofa (niezależnie od jej wielkości) powstała z winy ludzkiej.

Co do "Grząskich piasków" - efektowne literacko opisy, także działające na wyobraźnię i emocje, ale także wykazują pewną ignorancję - wynikającą zapewne z tego, że autor coś przeczytał w krótkim urywku z gazety, który z założenia musi przyciągać uwagę oraz wywoływać określone, potencjalnie mocne wrażenie.

A czytałaś w jednej z moich poprzednich wypowiedzi o reaktorze szybkim BN-800, który "potrafi utylizować odpady pochodzące z wypalonego paliwa jądrowego, domykając tym samym cykl paliwowy"? To jest krok w kierunku rozwiązania problemu odpadów radioaktywnych - zaś obecnie nieustannie prowadzone są badania w tym kierunku.

Polecam poczytać sobie szczególnie punkty 1., 5., 6. i 10. z tekstu:
http://www.world-nuclear.org/information-library/nuclear-fuel-cycle/nuclear-wastes/radioactive-wastes-myths-and-realities.aspx

parę ważniejszych zdań:

- "Today, safe management practices are implemented or planned for all categories of radioactive waste. Low-level waste (LLW) and most intermediate-level waste (ILW), which make up most of the volume of waste produced (97%), are being disposed of securely in near-surface repositories in many countries so as to cause no harm or risk in the long-term. This practice has been carried out for many years in many countries as a matter of routine.
High-level waste (HLW) is currently safely contained and managed in interim storage facilities. The amount of HLW produced (including used fuel when this is considered a waste) is in fact small in relation to other industry sectors"

- "In fact, after 40 years there is only about one thousandth as much radioactivity as when the reactor is switched off to unload the used fuel." więc nie setki tysięcy lat...

- "In the long-term however, appropriate disposal arrangements are required for HLW, due to its prolonged radioactivity. Disposal solutions are currently being developed for HLW that are safe, environmentally sound and publicly acceptable. The solution that is widely accepted as feasible is deep geological disposal, and repository projects are well advanced in some countries, such as Finland, Sweden, France and the USA."

- "The radioactivity of high-level wastes decays to the level of an equivalent amount of original mined uranium ore in between 1,000 and 10,000 years. (...) Most nuclear wastes produced are hazardous, due to their radioactivity, for only a few tens of years and are routinely disposed in near-surface disposal facilities. A small volume of nuclear waste (~3% volume of total waste produced) is long-lived and highly radioactive and requires isolation from the environment for many thousands of years."

- co do zagrożeń geologicznych: "Nature has also provided good examples of nuclear waste 'storage'. About two billion years ago, in what is now Gabon in Africa, a rich natural uranium deposit produced spontaneous, large nuclear reactions which ran for many years. Since then, despite thousands of centuries of tropical rain and subsurface water, the long-lived radioactive 'waste' from those 'reactors' has migrated less than 10 metres. Furthermore, deposits of uranium ore exist underground without any expression of this by release of radionuclides at the surface (e.g. at Cigar Lake in Canada and Olympic Dam in South Australia)."
jakkolwiek szuka się miejsc o ustalonej strukturze, nieaktywnych geologicznie od wielu milionów lat

dodatkowe szczegóły:
http://www.world-nuclear.org/information-library/nuclear-fuel-cycle/nuclear-wastes/radioactive-waste-management.aspx
https://en.wikipedia.org/wiki/Radioactive_waste#Na​tional_management_plans
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2018-09-06 09:27 napisał(a):
Odpowiedź na: Nie umniejszając negatywn... | LouriOpiekun BiblioNETki
W tematyce paranoi antyjądrowej, w której instrumentalnie jest wykorzystywana przez GreenPeace tragedia czarnobylska, w ciekawym artykule wypowiada się między innymi i nasz Admin :
https://www.totylkoteoria.pl/2018/09/Greenpeace-ocena-organizacji.html
Użytkownik: tomp 2016-04-11 10:30 napisał(a):
Odpowiedź na: "Dużo przeżyli. Pamiętają... | lutek01
Książka ta jest wstrząsająca. Pomijając jednak cały aspekt zaniedbań, które doprowadziły do czarnobylskiej katastrofy, reportaż ten warto przeczytać, aby zobaczyć jak władza sowiecka (i chyba władza w ogóle) instrumentalnie traktowała obywateli. Trudno otrząsnąć się z niepokoju, jaki pozostawia ta książka. Gorąco polecam.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: