Najciekawsze recenzje
Recenzje
Dostępność książki: X
Polecają X

„Excentrycy”, czyli jazz w PRL-u

Autor: PolecaneOpiekun BiblioNETki

Książka: Excentrycy (Kowalewski Włodzimierz)

Data dodania: 2015-12-01 09:02

Redakcja BiblioNETki poleca!

5 osób poleca ten tekst.


Recenzent: Maria Długołęcka-Pietrzak


Jazz. Parafrazując wypowiedzi władz PRL-owskich: wytwór szkodliwego zachodniego imperializmu, zagrażający jedynej i najlepszej socjalistycznej kulturze, sączący negatywne ideologie w umysły młodych ludzi, którzy winni zająć się przede wszystkim wyrabianiem norm w pracy, a nie szukaniem rozrywki w obcych nurtach muzycznych. W ten sposób piętnowano i cenzurowano zasadniczo każdą twórczość „zza oceanu” w Polsce lat 50., zatem w najbardziej ortodoksyjnej dobie ustroju komunistycznego. Jazz (a wraz z nim swing i wczesny rock’n’roll) w owym czasie przechodził tzw. „okres katakumbowy” – zakazany w publicznych lokalach, potajemnie pojawiał się (mimo groźby nierzadko drastycznych represji i kar) jedynie w prywatnych mieszkaniach i na zamkniętych muzycznych imprezach*.

Taką sytuację w kraju zastaje Fabian Apanowicz, bohater książki Włodzimierza Kowalewskiego: powracający do Polski powojenny emigrant, puzonista grający przez ostatnie lata swing w znanych jazzowych klubach Anglii i na pływających do Ameryki transatlantykach. Jego celem jest Ciechocinek, w którym planuje zamieszkać u młodszej siostry – Wandy, lokalnej dentystki i przedwojennej śpiewaczki, aby tamże… oczywiście – tworzyć muzykę. Budzi to niebywałe zdumienie w jego najbliższym otoczeniu: nie dość, że wraca do Polski z krajów dobrobytu: kawy „Neski”, drogiej herbaty, nierwących się rajstop, przypraw, które dotychczas przysyłał w zawsze dokładnie przeszukiwanych przez odpowiednie służby paczkach, to jeszcze zakłóca spokój środowiska swoimi wywrotowymi pomysłami! Staje się jednak rzecz zadziwiająca: Fabian nie tylko zyskuje w Ciechocinku niebywałą sławę i poważanie, ale także udaje mu się jakimś cudem „wyciągnąć z podziemia” ukrywających się dotąd muzyków, w tym miejscowego doktora i… milicjanta, cały zastęp trębaczy, perkusistów, klarnecistów, z mistrzem klezmerki – emerytem Felicjanem Zuppe na czele. Zakładają oni na polskim komunistycznym gruncie niemalże amerykański jazzband; w pensjonacie zaczynają odbywać się próby, na których muzycy Fabiana grają (całkiem legalnie!) zakazane szlagiery najsłynniejszych kompozytorów, zdobywając stopniowo (przy irracjonalnej pomocy lokalnych władz, które również okazują się zafascynowane tą młodzieżową muzyką) lokalną sławę, przenoszącą się następnie na sceny ogólnokrajowe. W tym swingującym anturażu pojawiają się również miłość i intryga, a powieść bardzo sprytnie przeistacza się z obyczajowej w sprawnie skonstruowany szpiegowski thriller.

Nie można odmówić Kowalewskiemu językowej błyskotliwości i metaforycznej ironii: w „Excentrykach” mistrzowsko karnawalizuje szary okres PRL-u, nadając mu (nieco złośliwie) amerykański blichtr. Znakomicie również wyśmiewa absurdy ówczesnej rzeczywistości; wystarczy wspomnieć postawy powieściowych „towarzyszy” z UB czy kontrolujących bohatera milicjantów, tudzież nawiązującą do akcji „Hiacynt” homofobię Zuppego, który brawurowo stwierdza, że nawet „Mickiewicz był pedałem”.

Warto w tym momencie zwrócić uwagę na intertekstualne i interpersonalne konteksty powieści: oprócz wyżej wspomnianego Mickiewicza przywołani zostają zarówno amerykańscy jazzmani, jak i krajowi przed- oraz powojenni artyści: Leśmian, Tyrmand, Ordonka, Rodziewiczówna, Fredro, Tuwim… Kto zaś przeoczył Stachurę i Lechonia – ten trąba! Nawiązania do znanych pisarzy i muzyków tworzą w „Excentrykach” intelektualną, gęstą atmosferę kontrastującą z obrazem mało inteligentnych środowisk władz komunistycznych, na których tle wyjątkowo intensyfikują się fenomenalnie nakreślone postacie bohaterów: oprócz Fabiana i jego siostry koniecznie należy tu wymienić Bayerową – wiecznie pijaną (ale mającą zadziwiająco trzeźwy ogląd rzeczywistości) właścicielkę pensjonatu, w którym mieszka rodzeństwo Apanowiczów; doktora Cyryla Vogta, skrywającego nieodgadnioną przeszłość chirurga; tajemniczą Modestę – anglistkę, która pojawia się i znika w najbardziej zaskakujących momentach…

Trzeba jednak zauważyć, że w tej powierzchownie zabawnej powieści, z fabułą osadzoną niewiele lat po wojnie, żywo obecny jest temat Zagłady: zarówno w biograficznym rysie głównego bohatera, który podczas wojny stracił żonę i syna, jak w historii Reichmana: Żyda-artysty, który wyjechawszy z Ciechocinka „na chwilę” – nigdy już do niego nie powrócił, pozostawiając na miejscu swoje dość intymne zapiski i wspomnienia. Ambiwalentne zestawienie emocjonalnych płaszczyzn narracyjnych – zadumy nad przeszłością i postbarejowskiej groteski – przejaskrawia opisywaną rzeczywistość, sprawiając, że ostatecznie okazuje się, iż jest ona jedynie liryczną fatamorganą, a prawdziwy świat, który się pod nią skrywa, wygląda całkowicie inaczej.

„Excentrycy” Kowalewskiego gatunkowo nie są zatem (jak mogłoby się wydawać) ani powieścią naturalistyczną, ani reportażem z pogranicza realizmu peryferyjnego: w ramy quasi-historycznej PRL-owskiej codzienności została tu wpleciona zupełnie nowa, momentami niemalże fantastyczna opowieść o zaskakujących i nieprzewidywalnych zwrotach akcji, ze znakomitym, ironicznym, szpiegowskim zakończeniem – a czytanie jej to prawdziwie intelektualna uczta.


---
* Dopiero w roku 1954, wraz z utworzeniem krakowskiego festiwalu Zaduszki Jazowe, muzyka ta zaczęła w Polsce odżywać i pojawiać się w miejscach publicznych.




Autor: Włodzimierz Kowalewski
Tytuł: Excentrycy
Wydawnictwo: Marginesy, 2015
Liczba stron: 318

Ocena recenzenta: 5,5/6


Recenzentka jest autorką bloga Mea Culpa Bibliophilia

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Podziel się:

komentarzy: 1 | wyświetleń: 2294

Dodaj komentarz  

Pokaż: [drzewo komentarzy] [komentarze według daty dodania]

Użytkownik: FiloBook 2015-12-07 20:08 napisał(a):

Odpowiedź na: Recenzent: Maria Długoł... | PolecaneOpiekun BiblioNETki Pokaż rodzica

Czasy komuny, były czasami mrocznymi, ale gdy przeczytałem fragment władz PRL-u na temat kultury „zza oceanu”, że jest to:
"wytwór szkodliwego zachodniego imperializmu, zagrażający jedynej i najlepszej socjalistycznej kulturze, sączący negatywne ideologie w umysły młodych ludzi"
...to zacząłem się zastanawiać, czy nie zakrawa to na ironię fakt, że w ostatnich latach wzmagała się prawdopodobnie ilość osób skarżących się na nadmiar "amerykanizowania" kultury europejskiej (w tym Polskiej), a znalazłyby się również osoby, które argumentowałyby dekadencję literatury, kinematografii i społeczeństwa amerykańskiego?

Linka Odpowiedz

- książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę

- do książki dodano opisy lub recenzje

- książka dostępna w naszej księgarni

- książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)

- książka znajduje się w Twoim schowku