Dodany: 2015-10-31 18:49|Autor: zsiaduemleko

O przepraszaniu potrąconego krzesła


Mam taki notesik, już chyba czwarty z kolei, w którym bazgrzę sobie podczas lektury: utrwalam spostrzeżenia, zapisuję lokalizację godnych uwagi cytatów i w ogóle podchodzę do sprawy profesjonalnie, muszę jedynie opanować robienie notatek bez odrywania wzroku od lektury. Staram się przy tym być zwięzły i standardem jest, że powieść o objętości "Kompleksu Portnoya" zajmuje w owym notatniku stronę, czasem półtorej, ale nie przesadzajmy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy spostrzegłem, że kończę trzecią stronę uwag do książki Rotha. Owszem, jedną z nich w całości zaanektowały cytaty, ale to mimo wszytko niecodzienna sytuacja. A nie zapowiadało się, bo w porównaniu z tym, co dzieje się na dalszych stronach "Kompleksu Portnoya", sam początek historii jest w miarę zachowawczy, jakby nieśmiały i nawet niewinny. To pewnego rodzaju zapoznanie się z warunkami oraz okolicznościami, przypominające stanięcie w zimnej wodzie po kolana i chlapanie się nią po całym ciele tuż przed całkowitym zanurzeniem. To natomiast może okazać się mało przyjemnym, często dramatycznym, choć jednocześnie śmiesznym doznaniem. Bo Aleksander Portnoy na kozetce u swojego psychoanalityka doktora Spielvogela wyzna nam wszystko – podzieli się obawami, zdradzi krępujące epizody ze swojego życia, w uniesieniu pochwali się niemałymi podbojami seksualnymi i tym, ile odwagi one wymagały, ale przede wszystkim uzewnętrzni swoją nienawiść (do rodziców, partnerek, społeczeństwa i zwłaszcza do samego siebie).

"(...) bo fakt faktem, że sobie nie radzę. Jestem usiany od stóp do głów represjami niczym mapa samochodowa. Można przemierzać moje ciało wzdłuż i wszerz po autostradach wstydu, nieśmiałości i lęku"[1].

Aleksa Portnoya nie sposób nazwać szczęśliwym człowiekiem. Ani trochę i ani przez moment. A przecież dysponuje on cechami, które upoważniają go do bycia spełnionym, pewnym siebie i zadowolonym z życia mężczyzną. Jest diabelnie przystojny, wykształcony, ma IQ 158, a kobiet niewiele mniej (no, przynajmniej mógłby mieć). Niestety, ma też coś, czego się nie wybiera – doprowadzających go na skraj rozpaczy, nadopiekuńczych, żydowskich rodziców. Jego matka to prawdziwa kobieta-orkiestra, potrafiąca wszystko bohaterka, której do zbawienia potrzebuje świat. Ojciec talentów ma znacznie mniej, ale w zamian może pochwalić się zjawiskowo permanentnym zatwardzeniem, a jego próby wypróżnienia się noszą znamiona wielkiego heroizmu. Jednocześnie oboje są zalanymi betonem konserwatyzmu Żydami, więc nastoletni Aleks wchodząc w jakże burzliwy okres dojrzewania, postanawia przejść go po swojemu i łatwo zgadnąć, że będzie w związku z tym śmiesznie. Wyjątkowo pobudzony seksualnie młodzieniec wyraźnie nie radzi sobie z natężeniem swojego pożądania i masturbuje się nałogowo. Sam siebie określa Raskolnikowem masturbacji ("lepkie dowody zbrodni są wszędzie"[2]) i jeśli można mu czegoś pozazdrościć, to z pewnością godnej pochwalenia wyobraźni, która stale podsuwa mu pomysły na świeże doznania płynące z prozaicznego pocierania penisa. No i ta wątróbka... Chylę czoła.

"Przyznałem się już chyba do wątróbki, którą kupiłem u rzeźnika i wyjebałem za słupem ogłoszeniowym w drodze na lekcję przed bar micwą. Chciałbym, Wasza Wielebność, wyznać całą prawdę. Ta... to... nie był mój pierwszy kąsek. Pierwszego kąska zakosztowałem w zaciszu własnego domu, owinąwszy go sobie na kutasie w łazience pół do czwartej... a następnie pół do piątej na widelcu razem z innymi nieszczęsnymi, nic nie podejrzewającymi członkami rodziny.
Ufff. Teraz wie już pan o mnie najgorsze. Przejebałem obiad swojej rodziny"[3].

A to jedynie początek pełnego utrapień i kompleksów życia Aleksa Portnoya. Już w dzieciństwie, kiedy konfrontował rozmiar własnego penisa z ojcowskim "szlongiem" i porównanie nie wypadało korzystnie, w chłopaku coś pękło, a powstałej szczelinie nigdy nie było dane się zasklepić. Wręcz przeciwnie, bo bohater przez całą powieść jawi się nam jako człowiek zdruzgotany, przepełniony niewiarą w samego siebie i oczekujący tragedii, którą według niego musi się zakończyć życie, bo zasłużył. Zapis jego wizyt u terapeuty to pełna rozpaczy i samokrytyki spowiedź, Aleks opisuje swoje kolejne romanse i kobiety, które najpierw nieśmiało bzyka, a następnie porzuca. I za zaistniałą sytuację w pierwszej chwili obwinia partnerki, ale jego kruchy szkielet moralny ostatecznie bierze na siebie także ten balast, przeklinając fakt, że wybrał wyzwolenie seksualne kosztem klasycznego modelu rodziny. Na pierwszy plan wysuwa się specyficzna relacja Aleksa z Małpką (bo to dziewczyna z namiętnością do banana) – relacja w całości oparta na wątpliwościach, wzajemnym wytykaniu sobie wad i niedoskonałości. On ma ją za tępą, nierozgarniętą, choć niewątpliwie atrakcyjną kobietę za pieniądze, ona bezustannie na niego bluzga, w złości i obronie nazywa go sutenerem, kurwiarzem i nadętym żydłakiem. A jednak są ze sobą, bo obojgu brakuje odwagi, by z tym skończyć.

"Ważnym rekwizytem w »Empire« są kapelusze. Za przejściem między rzędami pięćdziesiąt lat starszy ode mnie, podobny nałogowiec spuszcza się w kapelusz. We własny kapelusz, panie doktorze! Oj, niedobrze mi. Zbiera mi się na płacz. Tylko nie w kapelusz, ty chuju, musisz go potem włożyć na głowę! Musisz go włożyć, wyjść na ulicę i przejść przez cały Newark, z czołem ociekającym spermą. Jak ty zjesz obiad w tym kapeluszu!"[4]

Czytanie monologu Portnoya nie wymaga większego wysiłku i może nawet sprawić przyjemność. Wpływ na to mają doskonale wyważone proporcje i urozmaicenie tonu. Raz jest entuzjastyczny i z ironicznym, iskrzącym dowcipem, raz elektryzuje dosadnością i wachlarzem emocji. Samokrytycyzmu Aleksowi z pewnością nie brakuje, dzięki czemu łatwo czytelnikowi sympatyzować z bohaterem i śmiać się (przez łzy) z jego kolejnych podbojów miłosnych – z Sary, która w wyrazie miłości postanawia zrobić ukochanemu loda i mało się przy tym nie dusi, czy też z Naomi, która w dramatycznych okolicznościach była zmuszona poczuć język w uchu, a wszyscy wiemy, że nic skuteczniej nie zabija zmysłowej atmosfery. Aż dreszcze przechodzą. Nudzić się nie sposób i "Kompleks Portnoya" zyskuje z każdą przeczytaną stroną, by w ostateczności stać się po trosze: manifestem pokoleniowego buntu, wyznaniem winy, dramatem obyczajowym oraz komicznym rozliczeniem się z tradycjami i seksualną pruderią amerykańskich Żydów.

Było lepiej, niż śmiałbym oczekiwać. Możesz mi zaufać, jestem przecież anonimowym ludkiem z Internetu.


---
[1] Philip Roth, "Kompleks Portnoya", przeł. Anna Kołyszko, wyd. Da Capo, 1994, str. 108.
[2] Tamże, str. 23.
[3] Tamże, str. 117.
[4] Tamże, str. 116.


[opinię zamieściłem wcześniej na blogu]


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 2351
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 5
Użytkownik: helen__ 2015-11-03 23:50 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam taki notesik, już chy... | zsiaduemleko
Jeszcze było jabłko chyba i butelka...-;)
Użytkownik: goodann 2015-11-04 09:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam taki notesik, już chy... | zsiaduemleko
I stanik siostry wyciągnięty z brudów...
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 2015-11-04 10:25 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam taki notesik, już chy... | zsiaduemleko
Jeden z moich ulubionych cytatów (z pamięci):
"Dlaczego do cholery nie miałbym się trochę zabawić? Dlaczego każda najdrobniejsza rzecz, którą robię dla przyjemności, okazuje się być zakazana, podczas gdy cały świat tarza się ze śmiechem w błocie?!"

To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałem w życiu!
Użytkownik: agnesines 2015-11-04 11:36 napisał(a):
Odpowiedź na: Jeden z moich ulubionych ... | LouriOpiekun BiblioNETki
Dodaję do schowka!
Użytkownik: sowaOpiekun BiblioNETki 2015-11-05 21:07 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam taki notesik, już chy... | zsiaduemleko
"Było lepiej, niż śmiałbym oczekiwać": podejrzewam, że takie miłe zaskoczenie stało się udziałem sporej liczby czytelników, którzy (jak ja) sięgnęli po tę powieść raczej wbrew niż z powodu opinii, że to prawie porno i w ogóle bógwico. Bo pod tą wierzchnią warstwą prowokacji jest bardzo głęboka, bardzo przenikliwa, bardzo smutna analiza psychologiczna (bardziej) i społeczna (też). I jak to jest fantastycznie napisane!

Fragment z mojego pudełka na cytaty:

"Zahamowania nie rosną na drzewach – wymagają cierpliwości, skupienia, oddanych i pełnych poświęcenia rodziców, no i posłusznego, pracowitego dziecka, a już po kilku latach wyrośnie z niego wiecznie spięty, zablokowany człowiek".
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: