Dodany: 2015-10-14 21:23|Autor: Pingwinek

Czytatnik: Pingu-pingu-ping! ;)

1 osoba poleca ten tekst.

Moje najukochańsze wiersze Haliny Poświatowskiej


(Czytatka zdradza co nieco.)

Zaczęło się od "Wszystkich wierszy" (6). Lecz postanowiłam cytować z podziałem na tomiki.

Wiersze z tomiku "Hymn bałwochwalczy" (6). Ciekawe.

"Scheila - masz brunatne ramiona
ciepłe
oplatające jak węże
szyję kochanka

Scheila - masz wargi
na których siadają pszczoły
złote chrabąszcze brzękiem
opowiadają o ich cierpkiej
słodyczy -

Scheila - masz skórę
która jest żywą tkaniną
z jedwabiu -
poprzez nią siatka
jasnoróżowej krwi

Scheila - spojrzałaś ciemno
i rzęsy dotknęły twarzy -
tego który spał w twoich ramionach
bezradny jak dziecko"
-> Intrygujące jest to, na jak dziwne utwory - jak ten wiersz bez tytułu (których bardzo wiele w twórczości H. P.) - zwracałam uwagę, dziewczęciem będąc.

"całuję we wszystkich kolorach świata
srebrno i złoto
ciemną czerwienią całuję

twoje wargi osuwają się ze mnie
fioletowo i chmurnie
gdy milczysz

błyskiem zębów
potrafię ubrać niebo
w najpiękniejszy wschód miłości

południe - dusznym zapachem pomarańczy
zniża się ku nam
bierze nas w siebie
rozżarzone niebieskie słońce

nic nie mówimy nocy - noc jest głucha
czarno całujemy się o zmroku
ręką gładząc sypką kocią sierść"
-> "Pocałunki"... Całujmy się tak o każdej porze dnia i w nocy, we wszystkich kolorach świata...

"to są nasze noce
rozsypane
na gwiazdy na słońca
lśniące uparcie
światłem jak drżeniem
przeszywające mrok

to są nasze dni
ociemniałe bezgłose
żebrzące na rogu ulicy
wyciągające strzępki rękawów
po jałmużnę
z ptasich rąk

to są nasze śmierci
jednakie
przypieczętowane czworokątnie
na czerwonych bokach kamienic
kamieniom oddane
odżegnane
samotne"
-> "Bilans" - moje noce, dni, śmierci samotne - niech staną się nasze, wspólne...

"Berenika nie wiedziała o tym
że listy idą drogą
na pięciokątnych nogach
z księżyców spadłych z liści

dlatego w czworokątnym oknie
słońce gasnąć nie chciało
ale światłem oczu płowiało
dzień noc

ona skrzydeł od niskich chmur
listonoszom prosiła drżała
niecierpliwość włosami wiała
wplątanymi w najszybszy wiatr

aż raz w trójwymiarze ze srebra
zamieszkał biały gołąb
w dziobie niósł wiadomość wesołą
śpiewał

zaskrzypiały świątyni drzwi
kazirodne nożyczki - potem
to co było na ustach
na niebie
zawisło niezmiernym złotem
WARKOCZ BERENIKI
dla ciebie
choć nie wierzę w powroty"
-> "Z tytułem i dedykacją na końcu" - o, pamiętam, cytowałam ten tekst w swoim pamiętniku, takim prawdziwym, piórem pisanym w zeszycie... Dzisiaj wciąż zastanawiam się, czy wierzę w powroty.

"krzyk umierającego ptaka
poprzez rozsnute pręty włosów
stężała cisza oparta
o chwiejne ramię melodii

brunatny dzień po dachach
mokrymi stopami chodzi
plączą się palce deszczu

wlokąc za sobą cień
pijaną wiatrem ulicą
miłość odeszła"
-> A "Niedziela" - och, jak ważna dla mnie wówczas!

"do kogo będą modlić się wróble
strachu w słomianym kapeluszu
pożeglowałeś z wiatrem
zamieszkałeś w różowej chmurze

porowata porosła
twoja twarz jak twarz ziemi
pachniała mlekiem i czosnkiem
wyżej - tkwił słomiany kapelusz

ucieczko złodziei
jehowo na zwykłych nogach
tkwiących w butach namokłych
rzucający mannę grochu
w słońcem pieszczone zagony

pożeglowałeś z wiatrem
zapomniałeś o kłosach o chlebie
świegocące płochliwe
śmiało
chwytajmy słomiany kapelusz
żeby nie mógł zamieszkać w niebie"
-> "Odloty" - nadal niezrozumiałe, nadal urzekające.

"Jestem Julią
mam lat 23
dotknęłam kiedyś miłości
miała smak gorzki
jak filiżanka ciemnej kawy
wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły

odeszła

Jestem Julią
na wysokim balkonie
zawisła
krzyczę wróć
wołam wróć
plamię
przygryzione wargi
barwą krwi

nie wróciła

Jestem Julią
mam lat tysiąc
żyję -"
-> W wieku 15 lat napisałam nawet "Parafrazę Poświatowskiej"! Wiersz znam chyba na pamięć (przy czym w ogóle kojarzę mnóstwo utworów Haliny, nawet tych, do których nie pałam największym uczuciem).

"szukam cię w miękkim futrze kota
w kroplach deszczu
w sztachetach
opieram się o dobry płot
i zasnuta słońcem
- mucha w sieci pajęczej -
czekam..."
-> Kot i dobry płot - optymizm w wydaniu mojej ulubionej poetki :)

"chcę pisać o tobie
twoim imieniem wesprzeć skrzywiony płot
zmarzłą czereśnię
o twoich ustach
składać strofy wygięte
o twoich rzęsach kłamać że ciemne
chcę
wplątać palce w twoje włosy
znaleźć wgłębienie w szyi
gdzie stłumionym szeptem
serce zaprzecza ustom
chcę
twoje imię z gwiazdami zmieszać
z krwią
być w tobie
być z tobą
zniknąć
jak kropla deszczu którą wchłonęła noc"
-> Cudowne wyznanie! Chcę pisać o Tobie, cieszyć się Twoim imieniem, a o Twych rzęsach prawdę mówić - że rude...:)))

"ich dwoje
poprzez zastawki serca
widoczni na wylot
z profilu
oprawieni w ból jak w złoto
patrzą powieszeni
na astralnym gwoździu

noc jak ściana
za nimi
wszechświat z obojętnymi
oczyma gwiazd
i tylko oni - samotni
w odrapanym oknie
ziemskiej ulicy

a mówili że nie ma miłości
kłamali że miłość umarła
w sanatorium śpiewającym karbolem
na bardzo ludzką gruźlicę

tymczasem
wysoko pod dachem
okno
z doniczką pelargonii
obrodziło czerwono
miłość - posypała się płatkami
w dół"
-> "Wiersz o miłości" - pamięci Amadeo Modigliani i Jeanne Hebuterne - przepiękny i, jak rzadko u Poświatowskiej, taki pozytywny? ciepły?

"zaszeptała noc: dobranoc
zaszeleściła
a w gałęziach dzikiego bzu
spały cicho zwinięte pąki
nie budźmy ich - powiedziałeś ciszej
od pomruków wiatru
drzemiącego nad łąką
nie budźmy ich - szepnęłam
i dałam ci znak powiekami
że pocałunki właśnie wzeszły
na świeżo zamiecionym niebie"
-> Doświadczyć wzajemności w tym zakochaniu...!

"świat jest taki mały
świat ma tylko dwa piętra
na wyższym jesteś ty
oddychasz ciężko
obok stoi wieczność
ciemna

mozolnie po schodach
idę w długiej koszuli
ocieram usta
ciepłą wilgotną ręką
zakrywam usta
za mną
idzie wieczność
obydwie
stajemy pod twoimi drzwiami

z czołem opartym
bezgłose
jak rozpięty na strunie krzyk
łapczywie chwytamy oddech
liczymy raz... dwa... trzy...

świat ma tylko dwa piętra
tylko dwa
nieduże
z krążącymi gwiazdami świat
- - - - - - - - - -
dlaczego tak trudno umrzeć?"
-> "Dysonans" - uwielbiałam kiedyś takie ciężkie klimaty.

"do mnie przyjdziesz
przygryzłszy wargi
gdy już spłoniesz
w zielonym ogniu książek

moje ręce
przytulą cię
okrytego
kurzem dróg których nie przeszedłeś

ciemne tajemnice istnień
wypijesz z moich ust

i na moim ramieniu
wyliczysz
ile jest nieskończoność mnożona przez wieczność

liczydłem znakomitym
będą niepoliczone włosy

piersi - złote połowy
ziemi która jest twoim domem

i ulice wszechświatów
po których idziesz lekko
moje nogi przed tobą

tak będziesz zgarniał wiedzę
nieprzebraną zamkniętą
w rytmie mojej tańczącej krwi"
-> "Poprzez uśmiech" - ależ pasuje do matematycznej rzeczywistości teraz! =)

"Uśmiecham się do ciebie. Czym jest uśmiech?
Światłem przez gwiazdę posłanym gwieździe.
Zapachem który trawy wiąże w brzęczącą łąkę.
Łagodny kolor zieleni kolor moich oczu wplatał się
w twoje palce. Trzymasz w ręce rozszeptane ciało łąki.
Trawa cierpkim wąskim kształtem opowiada o moich
oczach patrzących nieskończenie.
Uśmiechasz się do mnie."
-> Odwzajemnij mój uśmiech zielony.

Wiersze w tomiku "Dzień dzisiejszy" (6), dedykowanego profesorowi Julianowi Aleksandrowiczowi. Dzisiejsze, tak.

"Bądź przy mnie blisko
bo tylko wtedy
nie jest mi zimno

chłód wieje z przestrzeni

kiedy myślę
jaka ona duża
i jaka ja

to mi trzeba
twoich dwóch ramion zamkniętych
dwóch promieni wszechświata"
-> Bądź przy mnie blisko...

"I

ojczyzną moją jest twoja uroda

wydziedziczona
stoję na brzegu
przejezdnej drogi
czas śpi w moim cieniu

w gałęzi zmierzchu śpiew
na liściach słońce

kruchość skrzydeł
poprzez kruchość liści
rozplatam gałęzie
i wydobywam słońce

kiedy czerwienią zakwitł
pochylona
nad ciemnym śladem
zestawiałam zgłoski
mówiłam wzejdzie
wierzyłam

po końce włosów wierzyłam
wystrzelił z boku pnia

moje gałęzie
opowiedziały mu świat

najprawdziwszą
zielenią liści
obiecałam
zwycięstwo i śmierć

odszedł

na brzegu drogi
liczę dni

II

kiedy milczysz
wieczność
kształt swój zakrzepły rzeźbi w tobie
nie mąć
swoim odbiciem
jej głębokich luster
pozwól jej pięknieć
w kształcie twoich bioder smukłych
smukleć

pogrzebani
na dnie światła
na dnie dnia
w ciemności

w ciemności
rodzi się owoc
złocieje

we wnętrzu gęstym
i słodkim

dojrzewa
strzelistość grusz
krzaczastość jabłoni
dzieci ze zdartą skórą kolan
które obejmujące kolanami pień
zgarniają owoc
w niecierpliwe usta

ojczyzną moją jest

moimi liśćmi
wiedza zakwita

unieśmiertelniam
świadomie
bezczelnie

na skraju drogi

III

mały mój — milcz
miły mój — śpij
mały mój — zamknij oczy
ustami ugłaskam
ciekawość ostrą rozchylonych powiek
miły mój — palce rozewrzyj ściśnięte
mały

w uśmiechu
w szlochu
w ostatnim nagłym poderwaniu ciała
w kruchym
bezsilnym osunięciu ciała
czas mieszka

palcem dotykam ust
oddechem
rozgarniam dłonie
mały mój
tak wcielam
w osnowę moją
cierpliwość owadu

wyrodna matka
słonecznej ojczyzny

zielona iskra
istnienie papugi
pospieszny kolor
istnienie motyla
dłoń rozraniona cierniem
opór kwiatu
wszystkie liście drzewa
związane w szelest

na brzegu drogi

IV

jeśli powrócisz
pijana zwycięstwem
zamknę cię w sobie
noc brzemienna mrokiem
napełznie
rano
urodzę synów spadkobierców

a jeśli
zmarzła
będę patrzyła
jak się otwiera ziemia
jak zamyka
będę się dziwić trawom
że tak spiesznie
kwitną

bólem brzemienna

ojczyzną moją jest twoja uroda"
-> "Koncepcja" - zbyt pewnie filozoficzna, jednak to zdanie mnie ujmuje: ojczyzną moją jest Twoja uroda.

Wiersze z tomiku "Oda do rąk" (6), dedykowanego "mojej siostrze Margosi". Świetne!

"I

na szczęście
rodzice mi dali łatwo palne ciało
wystarczy odrobina benzyny
w lekkich fałdach sukienki
wystarczy odrobina siarki
na ciemnej główce zapałki

nie mów mi o miłości
nie przypominaj o zapachu lasu
o moich młodych włosach
o palcach

zapaliłam ten stos
żeby rozświecić ziemię

po omacku szłam i w ciemności

nie przypominaj o palcach
nie przywołuj zapachu

spójrz - płonę z miłości

II

jeszcze ciągle nie wiem czemu to uczyniłam
miałam matkę i ojca i małego brata
który psocił biegnąc do szkoły
lubiłam zwierzęta przyjaźniłam się nawet z gwiazdami
opłakiwałam śmierć każdego kwiatu

dlaczego dlaczego to uczyniłam

gazety napisały o mnie
pewien fotoreporter zdołał nawet utrwalić
moje dogasające członki
niewiele tego było
garść dwie

matka nie umiała odczytać imienia z popiołu
brat kręcił się niecierpliwie i widząc
że oślepła z rozpaczy uciekł
zamiatacz uliczny posypał piaskiem ciemną plamę na trotuarze

jeszcze ciągle nie wiem dlaczego

nieobecna tułam się w wietrze nikt nie chce mnie zauważyć

nikt jeszcze nie położył ręki na mojej głowie
a przecież mam włosy miękkie i lśniące jak letni dzień
usta stworzone do pocałunków...

III

dawno temu
moją dziecinną wiarę
zabiło okrucieństwo
mogłam napisać dramat
albo wiersz
mogłam wychować kilkoro dzieci
nauczyć je nienawiści

mogłam wejść do własnego domu
otworzyć okno
odetchnać wieczornym powietrzem
posłuchać o czym rozmawiają liście

mogłam uśmiechać się do ludzi
mówić dzień dobry
mówić do widzenia
mówić jaką pani ma piękną suknię

mogłam oswoić kota tak
że chodziłby za mną krok w krok
i może umarłby wtedy gdybym
ja umarła

dawno temu
przeżyłam to wszystko
w krótkim okamgnieniu

a teraz jestem niczym
ukołyszcie do snu sumienia
nie patrzcie w dogasający żar"
-> "Wietnam / 1965". Spójrz - płonę z miłości.

"I

chcę pisać o zmarłej aktorce
została po niej nietrwała pamięć
i pusta fiolka po proszkach na sen

proces płowienia zaczęty
opadły listy
listopad
opadły zdjęcia
grudzień
obojętny wiatr styczniowy
poniósł strzęp afisza

jest różnica
pomiędzy powodzeniem i szczęściem
powodzenie jest zawsze dla innych
szczęście jest bardzo ciche

II

ciało - miękkie fosforyzujące wnętrze
o przewodach najczulszych najcieńszych
włókna nerwy spięcia błyski
biegnące od rzęsy do rzęsy

doskonała obłość
odkrywająca światu
jego własną konstrukcję
ignorowana przez świat
nawzajem ignorująca

ubierała się w słońce
a czasem była naga

pusta fiolka po proszkach nasennych
i wspaniały pogrzeb

proces płowienia zaczęty"
-> Mam w głowie "asocjacje z motywem śmierci" ze względu na różnicę pomiędzy powodzeniem i szczęściem.

"pytasz czemu pociąga mnie magia liczb
liczbą wyrazić pragnę nieskończoność
mojej tęsknoty mojej miłości

chcę żeby zastygła w krysztale liczb
żeby dni ślizgały się po niej jak po diamencie słońce

chcę żeby trwała nie skażona mijaniem
aby nie była więcej ani tęsknotą ani miłością"
-> Chyba znów pociąga mnie magia liczb...

"pytasz - co dźwigają w jukach wielbłądy podróżne
one niosą moje serce
poprzez pustynię

kiedy odszedłeś ode mnie
zostałam sama
pod żółtym słońcem

ziemia jest sucha
i serca ludzi puste
nie dla mnie bije
źródło tkliwości

czasem cię widzę
lecz wyciągniętymi rękoma
dotykam tylko
mojej myśli o tobie

pytasz - co dźwigają w jukach wielbłądy podróżne
one niosą moje serce
poprzez pustynię"
-> Tutaj ukochałam fragment: "czasem cię widzę / lecz wyciągniętymi rękoma / dotykam tylko / mojej myśli o tobie".

"jest cała ziemia samotności
i tylko jedna grudka twojego uśmiechu

jest całe morze samotności
twoja tkliwość ponad nim jak zagubiony ptak

jest całe niebo samotności
i tylko jeden w nim anioł
o skrzydłach tak nieważkich jak twe słowa"
-> Oj, czytałam tę poezję jak szalona...

"wczoraj pisałam wiersze
tak jak dziś rozdaję pocałunki
moje pocałunki potaniały
wiersze są coraz rzadsze

wiersze piszę już tylko wtedy
kiedy zrani mnie kolor kwiatu
albo kiedy nietoperz
w nocnym przelocie
dotknie mojego policzka

całuję o każdej porze roku
całuję przygodnie spotkanych
studentów lekarzy poetów

oni potem piszą o tym wiersze
tak jak ja rozdaję pocałunki
garściami
bezmyślnie
pospiesznie"
-> A co fascynowało mnie tu?...

"rozstanie jest ptakiem
który rozpostarł pióra
ode mnie do ciebie

wszystkie pióra są ciemne
wszystkie dni
bez ciebie

noce drżą
rozsypane pióra
po niebie

kiedy przyjdziesz
złote pióra zbiegną się w słońce
umrze ptak"
-> Świeć ciągle.

"powlokłam lakierem paznokcie
i moje palce błyszczą
panie mój bądź miłościw
moim myślom

obrysowałam ciemną kredką powieki
i niebo gwiaździste odbija się w mym spojrzeniu
panie mój bądź miłościw
memu pragnieniu

przywitałam cię pocałunkiem
najprościej
panie mój bądź miłościw
mojej miłości"
-> Rewelacja! ;)

"czas jeszcze nie wie nic o twoim czole
twój smutek jest rozkoszą
w wargach tętni krew

czemu przychodzisz do mnie każdego wieczoru
przynosząc mi jałowe ziarno słów
drżę kiedy myślę o twych mocnych dłoniach
obejmujących kruche szkło

od twego ciała cień pada na wszystkie moje sny
i świt krwawi codziennie zabitą nadzieją"
-> Jak patrzę na dawniej preferowane nastroje, to wydaje mi się, że teraz mam jaśniejsze myśli. Oby nie chwilowo.

"pokornie cię kocham
widzisz
nawet łokieć swój kocham
bo raz był twoją własnością

widocznie tak można
z najprawdziwszym mieniem
rozstać się
i nie patrząc wstecz odejść

widocznie można
pośrodku chłodnej ziemi
zostać"
-> Niechaj moje wszystko stanie się Twoją własnością ^^

"jeśli zechcesz odejść ode mnie
nie zapomnij o uśmiechu
możesz zapomnieć kapelusza
rękawiczek notesu z ważnymi adresami
czegokolwiek wreszcie - po co musiałbyś wrócić
wracając niespodzianie zobaczysz mnie we łzach
i nie odejdziesz

jeśli zechcesz pozostać
nie zapominaj o uśmiechu
wolno ci nie pamiętać daty moich urodzin
ani miejsca naszego pierwszego pocałunku
ani powodu naszej pierwszej sprzeczki
jeśli jednak chcesz zostać
nie czyń tego z westchnieniem
ale z uśmiechem

zostań"
-> Zostań.

"ta noc — dla ciebie
a w kosmatym rozkrojonym
melonie nocy
wnętrze słodkie i soczyste
jeśli moje ciało nie zaświeci
na próżno z gwiazd
usypana droga
wije się poprzez nieważne niebo
i na próżno zgięty
księżyc w głąb ziemi spogląda
jeśli moje usta nie znaczą światło
to z zamkniętymi oczyma
przeżyjesz wszystkie dni"
-> Strasznie mi się kojarzy ta treść z moją studniówką i zarazem tak bardzo chciałabym... Nie wypowiem.

"mówił - że kocha mówił
a teraz mieszkam
w jego uśmiechu
i kreślę
granicę bioder
tak wąskich
jak pień młodego świerka
którego urodę
chwaliłam wczoraj
nim on
śpiewne pragnienie posiał
w moich dłoniach tańczących
w moich stopach na palce wspiętych
w zębach
tęsknię
w wielkiej zadumie
podpieram brodę ręką
myślę - o skórze myślę
której smak
cierpko złoty
pamiętam"
-> Haśka wspaniale mówi o intymności.

"dzisiaj wiatr ma południową skórę
i przypomina oddech mojego kochanka
- trzy lata temu -
usta suche od pocałunków
usta ciemne jak serce Nigerii
mój kochanek był sercem Nigerii

kochaliśmy się upalne trzy miesiące
nierozłączni jak człowiek i jego czarny cień
moje palce wplecione w mięso jego dłoni
moje płuca śpiewające jego oddechem
białą ręką odgarniałam włosy z ciemnego czoła
nocą jego głowa obok mojej kwitła jak podzwrotnikowy kwiat

mówił mi o łagodnych nocach Nigerii
o oceanie który liże wybrzeża złotego piasku
o gwiazdach spadających w nadstawione dłonie
o palmach których liście jak otwarte dłonie
słuchałam nie odrywając ust od jego ręki

odszedł ocean ode mnie
pociemniały wybrzeża złotego piasku
pogasły złote gwiazdy - parne noce New Yorku
moje ciało ostygło
i tylko czasem wiatr
na niebie białym z chłodu
zapala bezlitosne czarne słońce"
-> Egzotycznie i smutno w "ostatni dzień sierpnia".

"jeszcze ciągle kręcę włosy na papiloty
jeszcze pocałunki — ptactwo przelotne
przysiada na moich ustach
przed podróżą na południe
lato jest coraz krótsze
coraz chłodniejsze

jeszcze ciągle uśmiecham się do siebie w lustrze
jakoś to będzie — mówię — trzeba
trzeba napalić ogień kupić chleb
przeczytać Platona
trzeba pomysleć o jutrze

jeszcze ciągle kiedy oddycham
srebrzy się powietrze
drobny obłok przez chwilę drży potem się rozpływa
i nie ma nic
ani uśmiechu ani myśli o jutrze
ani ciepłego dotyku dłoni — żywej"
-> Nie stracić radości, nie stracić nadziei!!

Wiersze z tomiku "jeszcze jedno wspomnienie" (6). Wyjątkowe.

"chociaż tu jest mój dom
i wszystko do czego serce lgnie
przecież odwracam wzrok
i mówię że

ciemne wysokie ulice
i niebo czerwone bez gwiazd
i ludzie pochmurni
i zieleń zgaszona
wołają mnie
tęsknię za najpiękniejszym z miast

chociaż tu jest mój początek i koniec
tu w tej ziemi na polskim mchu
to jednak wciąż w uszach mi dzwonią
dwa słowa że tam to nie jest tu

bo tam są wysokie ulice
i niebo czerwone bez gwiazd
i ludzie są ciemni od bólu
i drzewa są ciemne od kurzu
w tym najpiękniejszym z miast

więc stoję nad brzegiem wody
i ręce wyciągam i proszę
żeby zabrała mnie
bo choć tutaj wszystko co kocham
to przecież raz jeszcze zobaczyć chcę

ciemne wysokie ulice
i niebo czerwone bez gwiazd
twarze ludzi pochmurne
zieleń parków zgaszoną
odetchnąć chcę
powietrzem słoną wodą przepojonym
powitać chcę
i pożegnać chcę
najpiękniejsze z miast"
-> To wspomnienie o Ameryce po prostu kocham. Biografia autorki wyjaśnia właściwie wszystko, a ja i tak uważam, że każdy człowiek może mieć swój Nowy Jork.

"Tego roku jest znowu wiosna, wiosna niesłychanie znajoma, dlaczego więc poezja dławi się własnym oddechem. Drzewo pod moim oknem popełnia plagiat już dwudziesty rok z rzędu do liści zielonych dodając zielone liście. Kwiaty czereśni tego roku nie są inne niż na początku drzewa czereśniowego, ten sam zapach co wczoraj przenika powietrze. I – chociaż ludzie starzy twierdzą, że to nużące – moja siostra całuje się pod drzewami tak samo, jak ja się całowałam; całuje się namiętnie popełniając w nieskończoność plagiat z pierwszego pocałunku. Jeszcze mogłabym przywołać trawy, wszystkie trawy, które wzeszły z nasion wiernie i nieustępliwie, te same, takie same, jak kilka miesięcy temu. Życie nie obawia się popełniać plagiatu rodząc życie i zawsze jednakowo zdumiewa monotonna w swym uporze śmierć. Dlaczego więc potępiać wiersze o miłości, czemu mieć im za złe bezwstyd i prymityw bezładnego jęku rozkoszy powtarzanego wiernie przez niedbałe o poczytność stulecia."
-> x)

"zazielenił się chodnik haftowany w kwiaty
i Kant jest jak rzodkiewki świeży i pachnący
rozgryzam miąższ i na języku czuję
smak ostry argumentu

połykam filozofię
ktoś ostrzegał
że mądrość należy przeżuwać na pojedyncze włókna
haustami piję miłość
a gdy trzeba
mam więcej łez niż ocean

biel - alchemia mydła i wody
zieleń - splątane nerwy łodyg
w obydwu zaciśniętych dłoniach trzymam świat niepojęty
a tymczasem za oknem świt wzbiera jak rzeka
i na rynku stragany w niebo wstępują rzędem"
-> Głód wiedzy, raczej nie nauki?

"moim sąsiadem jest anioł
on strzeże ludzkich snów
dlatego wraca późno do domu
na schodach słyszę dyskretne kroki
i szelest
zwijanych skrzydeł
on rano staje w moich drzwiach
otwartych na oścież
i mówi:
twoje okno znowu
świeciło długo
w noc"
-> Moje okno w niejedną...

"sen zimowy
moich delikatnych sukien
sen perłowy
moich napięstków
tak zakochane w sobie
słońce
odsłania się co dzień

a uroda to po co
żeby świecić
a światło
żeby pożar niecić
a pożar
żeby spopielać serca

najbardziej całopalną materię

dlatego proszę nie mówcie
że komukolwiek
na cokolwiek
ciemność
potrzebna"
-> Ciemność niepotrzebna, hmm?

"jeśli wyciągnę ręce
i zechcę dotknąć
natrafię na miedziany drut
przez który płynie elektryczny prąd

posypię się
popiołem
w dół

fizyka jest prawdziwa
biblia jest prawdziwa
miłość jest prawdziwa
i prawdziwy jest ból"
-> Tytuł: "veritas"; a chemia? ;>

"bez ciebie
jak bez uśmiechu
niebo pochmurnieje
słońce
wstaje tak wolno
przeciera oczy
zaspanymi dłońmi
dzień -

w trawie
przebudzony motyl
prostuje skrzydła
za chwilę
rozbłysną
zawirują najczystszą abstrakcją
kolory kolory kolory

szeptem
modlę się do uśpionego nieba
o zwykły chleb miłości"
-> Mój najmilszy promyczku...

"jesteś powietrzem
które drzewa pieści
rękoma z błękitu
jesteś skrzydłem ptaka
który nie trąca liści
płynie
jesteś zachodnim słońcem
pełnym świtów
bajką ze słów które mówi się
westchnieniem
czym ty jesteś -
dla mnie - świeżą wodą
wytrysłą na skwarnej pustyni
sosną - która cień daje
drżącą osiką - która współczuje
dla zziębniętych - słońcem
dla konających - bogiem
ty - rozbłysły w każdej gwieździe
której na imię miłość"
-> Adoracja.

"miałam tylko nieco wiosny w palcach
wiatru we włosach
uśmiech
rozsypany cienkim dreszczem
po wodzie
byłam biedna

więc Krezus
przyszedł ubrany w fiolet
i sypnął złotem
z przepastnych otchłani nieba

milion gwiazd
zatańczyło
pod bzowym pniem
wzięłam gwiazdy
do zielonej sukienki
przyszpiliłam żeby świeciły

noc była ciepła i miękka
więc kiedy mnie ujrzałeś
ubraną w noc
stanąłeś
olśniony tym bogactwem
powiedziałeś głucho
kocham cię
powiedziałeś -
kupiłam miłość
za milion gwiazd
nieba"
-> Czy kupię Twoją miłość?

"Żyj – mówiłeś – jesteś promieniem słońca schwytanym w barwę kwiatu. Jesteś miękkim dotykiem skrzydeł pszczoły jesteś wąskim źdźbłem trawy brzękiem chrabąszcza – mówiłeś – żyj.
Barwa kwiatu gaśnie i przeradza się w owoc mniej piękny ale potrzebny twoim palcom które lekko dotykają ciepłej nagrzanej skóry. Barwa kwiatu umiera... Skrzydła pszczoły sprzymierzone z wiatrem przynoszą w czworokątny cień ula miód którym karmisz usta. Źdźbło trawy cierpkim posmakiem przywiera do twoich warg. Usprawiedliwiasz wszystko i cień i ptaka bo wszystko potrzebne tobie. Po co mówisz: żyj jak ptak jak pszczoła jak liść gdy to wszystko jest tobą i tobą. Tak powiedz – żyj dla mnie żyj abym mógł całować twoje palce pachnące rumiankiem i szyję podobną do kwiatu. I brwi jak liście. I usta.
Wtedy włosy rozczeszę żółtym grzebieniem położę na poduszce ręce uspokoję. I będę żyła! Dla ciebie."
-> Żyć dla Ciebie...

"byłeś dla mnie tylko czworokątem papieru
lecz moje serce ma właśnie taki kształt
byłeś więc moim sercem
i ten sam pospieszny rytm ożywiał papier
powiększał do rozmiaru drzewa
twoje słowa były liśćmi
a smutek mój wiatrem

twoje słowa jaśniały kolorem
od moich oczu
i od moich ust chciwie chwytających słowa
i od dłoni
którymi rozrywałam koperty tak delikatnie
jak gdybym na włókna
rozrywała twoje bijące serce

upłynęły dwa lata
mój krzyk przysypał biały śnieg gęsiego pierza
biały krzyk gęsiego pierza poplamiony czerwienią
pociemniał zapach
i tylko drzewo -
pamięć rośnie zaborczą zielenią"
-> Pamięć-niepamięć, więc jak to?

"jakiej czułości trzeba powiedz
żeby rozproszyć cienie pod oczyma
jakiej pieszczoty żeby z kreski ust
wydobyć pełnię księżyca lub kwiatu?

jakiej miłości!
żeby ugasić krater rozedrgany
otwartą ranę ziemi która
nie chce się zgoić czy nie umie..."
-> Za romantycznie ;p

"ty miły jesteś ślepy
więc cię nie winię
ale ja miałam dwoje oczu widzących
na nic

widzącymi oczyma
nie dostrzegłam twojego serca
chwytnymi rękami
nie ujęłam

i wymknęło mi się
jak ziemia bogu
żeby zataczać się po orbitach
samotności

i stałeś się odległy
jak Mleczna Droga
widny już tylko nocą
bezsenną z chłodu"
-> Zmieniam świat na plus.

"więc jesteś jesteś jesteś
daj niech sprawdzę
niech cię dotknę raz jeszcze dłonią i ustami
niech w oczy spojrzę
chociaż najmniej wierzę
oślepłym ze zdumienia oczom

jeszcze głos twój usłyszeć chcę
zapachem się zaciągnąć
pojąć cię raz i na zawsze wszystkimi zmysłami
i nigdy nie zrozumieć i ciągle na nowo
dochodzić prawdy pocałunkami"
-> Chcę.

"nie wiem co kocham bardziej
ciebie czy tęsknotę za tobą
czy pocałunki czy pragnienie pocałunków
pewne zaspokojenia
myślałam że już nigdy nie bedę pisać wierszy
a teraz serce moje wezbrało miłością jak rzeka
i wystąpiło z brzegów - jak rzeka
i bystry potok porywa słowa
unosi słowa
i wszystkie mówią o mojej miłości
o mojej tęsknocie
o pragnieniu moim odnawiającym sie jak księżyc
gasnącym w słońcu twojego spojrzenia"
-> Stale być w słońcu Twojego spojrzenia.

"tęsknię
za swoim źródłem tęskni woda głebinna
widziałam samca gołębia
jak nastroszywszy pióra
wspiął się na samkę
ziemia jest nieprzenikniona
krążę w jej głębi

najtrudniej widzieć słońce
wierzyć w słońce
i nie czuć ciepła
widziałam kosa samotnika
w klatki prętach
pieśń była ciepła
jak ręce

tajemnicę anatomii
zgłębiam
części imionami oddzielne
jak zioła
zawieszam u pułapu
w zapachu nieruchoma
tęsknię"
-> Tęsknię.

"ile razy można umrzeć z miłości
pierwszy raz to był gorzki smak ziemi
gorzki smak
cierpki kwiat
goździk czerwony palący

drugi raz - tylko smak przestrzeni
biały smak
chłodny wiatr
odzew kół głucho dudniący

trzeci raz czwarty raz piąty raz
umierałam z rutyną mniej wzniośle
cztery ściany pokoju na wznak
a nade mną twój profil ostry"
-> Więcej niż trzy "wszystkie moje śmierci" nie umierać!

"świat będzie uboższy
o tę trochę miłości
o pocałunki które nie sfruną
w otwarte okno

świat będzie chłodniejszy
o tę czerwień
która nagłym przypływem
nie rozżarzy moich policzków

świat będzie cichszy
o ten gwałtowny stukot
serca poderwanego do lotu
o skrzyp drzwi
otwieranych na oścież

drgający żywy świat
zastygnie
w kształt doskonały nieomal
geometryczny"
-> Niesamowite rozwinięcie "jeśli nie przyjdziesz".

"trzeba...
no uśmiechnij się jeszcze
trzeba uśmiechu
prosiłam cię o łzę przedwczoraj
wczoraj - o uścisk
dzisiaj - o uśmiech

nie próbuj zatrzymać w dłoni
wątłych skrzydeł motyla
choćby usiadł ci na sukni
nie próbuj zacisnąć w dłoni
pozwól mu wytchnąć chwilę
i pożegnaj uśmiechem

trzeba...
tak to wiem
że dużo trudniej o uśmiech"
-> Dlaczego?

"nie potrafię uskładać ze słów
miłości
ona rośnie we mnie
pulsuje w korzeniach
nabrzmiewa w pniu
odkwita
trawa deptana codziennie

raczej nie lubię życia

zbyt pospieszne
i moje kwitnienie
zbyt wcześnie
chłodem ścięte
jak ciało motyla w bursztynie
zastyga
ale boleśnie

raczej wolę śmierć

spokój ponad kwitnieniem rozpostarty

a tego nie można słowami
tylko ciszą"
-> Raczej lubię życie - późno to zrozumiałam.

"uśmiech masz przekrojony na pół
na szkle jest szrama
i wiotko biegną linie od policzków w dół
pobladłe wargi odeszły na horyzont - kreska
na nieboskłonie chmurnym ani jednej gwiazdy

a ja i tak jestem ci wierna
i codziennie wybieram ciebie spośród miliona
i szepczę kocham chociaż to nie ma sensu
i jak talizman noszę ze sobą wszędzie
twój uśmiech od przedwczoraj pęknięty na pół"
-> Żadnych pęknięć! No może jedno...:P

"ja jeszcze ciągle czekam na ciebie
a ty nie przychodzisz
a jeśli
to jesteś przejazdem na dwa dni
jak ten fizyk z Moskwy w niemodnym kapeluszu
który uśmiechnął się do mnie
i zniknął na zakręcie białych szyn
nie próbowałam go zatrzymać
wiedziałam przecież
że to nie ty

czekam czekam wytrwale
tak lekko dotykają mnie dni
moja tęsknota jest tęsknotą planet
zmarzłych tęskniących do słońca
a ty jesteś słońcem
które pozwala mi żyć
jest znowu wieczór
na dachach leży śnieg
wąskie wieże kościołów nakłuwają niebo
i dni tak lekko biegną nie wiadomo gdzie"
-> Byle nie czekać latami.

"stworzyłam dla ciebie całkiem
nowe średniowiecze
jakiego to konia ci przywiodę
i jakie kwiaty zwiędną

moje serce jest zamkiem warownym
odpiera najlżejsze uśmiechy
jak wiatr w górskiej przełęczy
tak ty nim władasz

moje serce jest pełne ciebie
jak zboża pełne są spichrze
w czas zbioru"
-> <3

"ślad zniknie z mojej skóry
jak gdyby lakier odłupać paznokciem
i ty odejdziesz
jak gdyby w podróż

ale na próżno trzy siostry zapłakane
przyzywają rękoma
od ust przesyłają pocałunki

wiara
nadzieja
miłość

ich ufnością
można by opasać ziemię

a mimo to
wiem
że nie powrócisz"
-> Ufam tylko sobie.

"czekałam długo
wspierałam włosy na ręce
podpórkę robiłam włosom
z moich rąk samotnych z palców

usta oszukiwałam pieszczotą
kolorowej szminki
czekajcie - mówiłam ustom -
przyfruną pocałunki
opadną
rojem pszczół w wasze różowe wnętrze

i piersi dotykałam ręką
szeptałam w uniesione końce
czekajcie - przyjdzie ten
w którego rąk zagłębieniu
znajdziecie przystań spokojną

i nóg strzelistym wieżom
odwróconym w dół
kłamałam - przyjdzie
i drżały - wierząc

teraz - rzucam to wszystko
w chłodną taflę lustra
jak w głęboki staw
i odwracam twarz i się śmieję"
-> Może przyjdzie nowy Pan ;-)

"ze złych poskręcanych drzew
chorych na reumatyzm
i wieczność
jest ciepły las
z kwitnącym dachem gałęzi

dlaczego przeklinasz miłość
patrząc na ślad kochanka
który odszedł

brzękiem niepoprawnych pszczół
napełnione wnętrze ula
i plastry
jak słodkie złote księżyce

dlaczego miotasz obelgi
kłócisz
miłości srebrny nurt
patrząc na ślady nóg kochanka

ze złych rozśpiewanych drzew
jest dobry las

ze skrzydeł kąśliwych pszczół
jak księżyc złoty miód"
-> O tym ponoć "trzeba wiedzieć".

"jutro zobaczę cię znowu
o będziesz bardzo mądry
oprawiony w tablicy czerń
z czołem pofałdowanym w tysiące drobnych zmarszczek

poprzez otwarte okno
wejdzie promień słoneczny
przysiądzie na moich włosach
zaświeci

zdumiony
zamilkniesz na chwilę
- tak milkną na obrazach święci
w niewidzialnego Boga zapatrzeni -

jutro - to będzie jutro

tymczasem wytrwałe słońce
obiega
drugą stronę zmarzniętej ziemi"
-> Jutro - to będzie jutro.

"jeśli chcesz mnie zatrzymać (spójrz odchodzę) podaj mi rękę
jeszcze może zatrzymać mnie ciepło twojej dłoni
uśmiech też ma własności magnetyczne, słowo
jeśli chcesz mnie zatrzymać, wymów moje imię

słuch ma granice ostro zakreślone
i ramię jest o wiele krótsze niż słoneczny promień
jeśli chcesz mnie zatrzymać, musisz się pospieszyć
krzyknij, inaczej głos twój nie dobiegnie do mnie

proszę, pospiesz się, proszę, nie zatrzymywana
odejdę i cóż z tego że przeklniesz tę ziemię
cóż z tego że ją zdławisz mściwymi rękoma
w sypki piasek wpisując moje zblakłe imię

jeśli chcesz mnie zatrzymać (patrz idę) daj rękę
tchnij w moje usta oddech (tak ratuje się utopionych)
nie mam wielkiej nadziei, długo byłam sama
niemniej, uczyń to proszę, nie dla mnie, dla siebie"
-> ... zawsze sama.

"to już ostatni wiersz
dla ciebie
więcej nie będzie
powiedziałam
potem
zakleiłam list znaczkiem
i wrzuciłam
w podłużny otwór skrzynki
płaskie kwadratowe serce

teraz ludzie chodzą ostrożnie
wokół skrzynki z listami
pytają
co to -
czy w skrzynce z listami
zamieszkał ptak
bo tłucze
skrzydłami o boki
i nieledwie
śpiewa"
-> Nie potrafię już tworzyć.

"niewyczerpane są kopalnie metafor
na urągowisko
otwartą głębią straszą
mrok
a ja chcę życia - płasko
a ja chcę życia - nisko
ja nie chcę w głąb
ja nie chcę wszerz
ani wzdłuż

chcę żeby się owinęło
o występ muru
konsystencją dzikiego wina
chcę żeby czepiało się okien
drzwi -
żeby zapachem
biegło poprzez dom
żeby dokoła z ziemią krążyło
z moim sercem co wewnątrz tkwi

ja chcę być zmokłą trawą
w twoich ustach
w twoich dłoniach
chcę być tylko zmokłą trawą
do utraty tchu
chcę być bardzo głupią trawą
u twych nóg
przydrożnie róść"
-> Ja chcę życia - płasko. Ja chcę życia - nisko. Chcę być tylko zmokłą trawą, do utraty tchu, w Twoich ustach, w Twoich dłoniach, chcę być bardzo głupią trawą, u Twych stóp przydrożnie róść. Kocham, kocham, kocham!!!

"znów jestem tu
na tym samym brzegu
który złoty i płaski
rozciągnięta na wznak
słońce
pochylone nade mną
i moje ciało coraz bardziej jak ziemia

nie dostrzega nic więcej
oprócz własnej skupionej brunatności

żadna sosna
nie miała twoich włosów
i żaden mech
pod moją ręką nie giął się
tak miękko
żaden ptak
w moim zamkniętym napięstku
tak nie drgał
i żadna noc
z gwiazd odarta
tak nie ciążyła mrokiem

za chwilę powiem świat
i zakreślę granicę
moim stopom i włosom
wymierny
coraz bardziej jak ziemia
pulsujący
nie ma żadnej przestrzeni
pomiędzy słowem i miłością
jesteś w przestrzeni
pomiędzy słowem i miłością
nie ma żadnej pewności
tylko słowo miłość
miłość w słowie

kocham cię bardziej niż wszystkie słowniki świata"
-> :-)

"słoik z kremem konwalie
łapczywie więdnące
i stuk wąskich obcasów poza wąskim oknem
i mądrość – równo przystrzyżone grzędy

ta półka i ten obraz z płowiejącym blaskiem
ten słoik który pachnie
wytyczają dokładnie
mój świat skończony mój świat w niebo wspięty

i gdy myślę o tobie
to pomiędzy kwiatem
i pomiędzy zapachem
jak się myśli o dłoni lub stopie zaciętej
drobna chwila uwagi strzęp tylko
potrzebny
dla pewności że cięcie zabliźnia się dalej"
-> Wbrew mojej emocjonalnej naturze?

"to bezsilność uszminkowała świat
do fotografii
śnieg upudrował kiełki konwalii
i drzewa mają wygięte rzęsy
prześwietlone okrągłym księżycem
- świat jest taki ładny -
na ulicy
długi cień latarni
wplątał się w deski płotu
milczącego podłużnie
w bramie - na przekór
skrzypiącym krokom
kwitną pocałunki
słyszysz - dzwonią
jak drzemiące główki konwalii
- świat jest taki ładny -
po drugiej stronie
zamkniętych okien"
-> Muszę wyjść do świata!

"Tak, serce jest na pewno wymyślone, poza tym nie istnieje zupełnie. Serce jest tym, co kocha, a to, co kocha, jest ulotne i jest wszędzie. Ergo, może być tylko myślą, ciepłem w końcach palców, smugą wydychanego powietrza, przytłumioną barwą głosu,
samym szeptem. I wszystkie bajki, które zaczynają się «dawno, dawno temu, pewnego dnia, był sobie albo była» - wszystkie - mówią o sercu. I panoszy się serce w bajkach, i rozpycha się serce łokciami, i jest serce mężne jak rycerz uśmiercający hydrę, i jest nieśmiertelne jak hydra, której w miejsce jednej odciętej głowy
odrasta dziesięć żywych, i jest niezdobyte jak góra ze śliskiego szkła, i uległe jak oczy kochającej kobiety.
I wreszcie jest serce prawdziwe jak słowo, w którym je zamknięto - więzień dożywotni na samotność skazany i na nieważną śmierć."
-> Przywiązanie rodzi się w głowie, podobno.

"ptaku mojego serca
nie smuć się
nakarmię cię ziarnem radości
rozbłyśniesz

ptaku mojego serca
nie płacz
nakarmię cię ziarnem tkliwości
fruniesz

ptaku mojego serca
z opuszczonymi skrzydłami
nie szarp się
nakarmię cię ziarnem śmierci
zaśniesz"
-> Ptaku, ruszaj do boju! :D

"Znalezć ciebie - spojrzeć na ciebie - to zaledwie przedsionek wyobraźni - ale już niedostępny moim oślepionym przez żal zmysłom. Nie potrafię przypomnieć rysów twojej twarzy - zatarły się w rozpaczy jak słowo w plamie atramentu. Twój głos nie śpiewa we mnie - we mnie która byłam najlepszym rezonatorem tego głosu. Nie śpiewa bo krzyk samotności zagłuszył cierpliwe wyrazy wypowiadane twoimi ustami.
I ręce twoje pogubiłam i usta i wszystko to co było tobą odeszło - żeby zrodzić się na nowo w nagłym ostrym bólu po tobie."
-> Znam czarną rozpacz jak nikt.

"jeszcze nie wspomniałam o miłości
miłość
tak - ona jedna
nie podlega upływowi czasu
trwa
jeśli jest - jest wieczna
a jeśli jej nie ma

klepsydry oceanów toczą ziarnka piasku
księżyc nieustannie odmienia złotą twarz
pociemniałym światem ciągnie ogromny wiatr

nie ma zmiłowania
nie ma odkupienia
nie ma nas
nie ma
nie ma"
-> Zbolały okres dorastania.

"czy świat umrze trochę
kiedy ja umrę

patrzę patrzę
ubrany w lisi kołnierz
idzie świat

nigdy nie myślałam
że jestem włosem w jego futrze

zawsze byłam tu
on - tam

a jednak
miło jest pomyśleć
że świat umrze trochę
kiedy ja umrę"
-> I na tym koniec. Więc po co umierać?

"ciekawy jest przylądek wszelakiej nadziei
tu namiętności świecą
jak czyste miedziane wazy
tu się unoszą opary
namiętności

miłość
ubrana w krótki płaszcz
drżący z niecierpliwości
z kolanami pod brodą
w kącie
oczy - latarnie
wysyła w mrok
oczy - płoną

zazdrość
taniec szybkich palców na szybie
śniegu miękkość
grabiona zachłannie
spalanie oddechu -
wykorzystywanie ułamków przestrzeni
wiatr -
obejmujący wszystko
wiążący rozsypane elementy świata
doskonałe istnienie
gdzie czekam
zwinięta w kłębek - na cios"
-> I ja "teraz czekam" - aczkolwiek nie na cios.

"żyje się tylko chwilę
a czas -
jest przezroczystą perłą
wypełnioną oddechem

a meble są kanciaste
a ciało - delikatne
a ziemia - wszędzie płaska
a niebo - nieosiągalne

miłość jest słowem
mózg - metalową skrzynką
nakręcaną codziennie
srebrnym kluczem ułudy

ciekawości by wiedzieć
pragnienia aby znać
pożądania by błyszczeć
uporu aby istnieć

a litość jest wątłym kwiatem
delikatnym kwiatem
który czasem zakwita w snach"
-> Nie proszę o więcej, niż możesz mi dać...

A teraz wiersze spoza tomików.

Z lat 1956-58 (6). Jakże radosne.

"nie chwytałam mojej miłości
jak ptaka w ręce
nie trzepotała rozgłośnie
w moich palcach
jak oswojoną kawkę
głaskałam po czarnych piórkach
niedbale
jak oswojonej kawce
podsuwałam ziarnka pieszczoty
tyle żeby ćwierkała
żeby skakała
lecz nie tyle
by w radosnym odruchu
frunęła w słońce"
-> Uczucie silniejsze od woli.

"pod drzewami - miłość
pośród ludzi - miłość
pośród deszczu
i w słońcu
odmieniałam pory roku
dokąd nie przyszła
teraz
jest tylko jedna pora roku
wiosna"
-> Miłość wokół i we mnie.

Z lat 1958-62 (6). Przejmujące.

"z tęsknoty pisze się wiersze
z bolesnej
drążącej śpiewny owoc ciała
patrząc na samotne palce
mogę wysnuć pięć poematów
dotykając moich napiętych ust
szepczę
i słowa - rozkołysane rytmem wielkiej wody
plotą się w wiersze
mokre
bardzo słono biegną poprzez twarz"
-> Z tęsknoty pisze się wiersze...

"nie patrz na mnie
twoim ustom o moim smutku nie powiem
ani nie zechcę ich zasnuć
najpiękniejszym z krajobrazów bo jesiennym
nie przylgnę do twoich warg
czerwonym liściem klonu
ale przysiądę wyżej
naprzeciw nieruchomych oczu

a pamiętasz to drzewo
zielonymi obwieszone daktylami
tropik Brazylii
świeżość andaluzyjskich słów
i cień nieodłączny od drzewa
który wyrósł nad nami
i stał
na straży naszych pełgających ust"
-> Jesienny pejzaż...

"odłamałam gałąź miłości
umarłą pochowałam w ziemi
i spójrz
mój ogród rozkwitł

nie można zabić miłości

jeśli ją w ziemi pogrzebiesz
odrasta
jeśli w powietrze rzucisz
liścieje skrzydłami
jeśli w wodę
skrzelą błyska
jeśli w noc
świeci

więc ją pogrzebać chciałam w moim sercu
ale serce miłości mojej było domem
moje serce otwarło swoje drzwi sercowe
i rozdzwoniło śpiewem swoje sercowe ściany
moje serce tańczyło na wierzchołkach palców

więc pogrzebałam moją miłość w głowie
i pytali ludzie
dlaczego moja głowa ma kształt kwiatu
i dlaczego moje oczy świecą jak dwie gwiazdy
i dlaczego moje wargi czerwieńsze są niż świt

chwyciłam miłość aby ją połamać
lecz giętka była oplotła mi ręce
i moje ręce związane miłością
pytają ludzie czyim jestem więźniem"
-> Nie można zabić miłości?

Z lat 1963-67 (6). Ostatnie...

"ta miłość jest skazańcem
zasądzonym na śmierć
umrze
za krótkie dwa miesiące

na świecie jest przestrzeń i czas
odejdziesz ode mnie

na świecie jest niemoc i konieczność
nie zatrzymam cię
żadnym pocałunkiem"
-> Nie zatrzymam Cię? Zobaczymy.

"nie wypełniony tobą
mój pokój się nie kończy
nie ma ścian
ani okien
mój niepokój o ciebie
ogromnieje
czcionkami maszyny śledzę
urwany rytm twoich kroków
i jestem bezsilna

i nie umiem ani pisać
ani kochać"
-> Wówczas i dziś - jak inaczej.

"nastroiłam moje wnętrzności
i śpiewają mi teraz
słodko
jak śpiewa ptak o świcie

mówią moje wnętrzności
najpiękniejszą muzyką jest miłość
uczymy się miłości

mówi ptak
najpiękniejszą porą dnia jest świt

o świcie przyfruwa słońce
i ciepłym skrzydłem
przykrywa ziemię"
-> Czuję na nowo.

"chciałabym cię zobaczyć raz jeszcze
raz jeszcze
przed wieczorem

chciałabym przeżyć jeszcze jedno
lub nawet dwa życia
żeby móc cię zobaczyć

i tamten ból
który mnie wyniósł
na rozżarzony piasek

i tamten deszcz
kwietniowej niepogody

i ją zdyszaną
podążającą wiernie
wszystkimi moimi śladami

odwracając głowę na zakrętach
krzyczę
żeby nie śmiała przyjść bez ciebie"
-> Miłość i śmierć, zawsze razem.

"tak bardzo cię kocham
mówiłam o tym wodzie
która biegła
po ostrym żwirze
mówiłam o tym
promieniom słońca
to harfa grała
pod moim oddechem
muzyka
owijała ziemię
jak warstwa powietrza
i moje płuca
śpiewały
tak bardzo cię kocham
ziemia pocięta
złoto błękitnie złoto
i nagła czerwień
jak arteria która pękła
wypływająca krew
ziemia
tak bardzo cię kocham
położyłam usta na korze
chropowata kora
odpowiedziała pieszczotą
pisklęta ptasie
zakrzyczały w gniazdach
tak bardzo się kocham
cienie
ostre cienie
ulice miast puste
gwiazdy śpiewają
tak bardzo tak bardzo cię kocham"
-> Tak bardzo Cię kocham...

"kiedy umrę kochanie
gdy się ze słońcem rozstanę
i będę długim przedmiotem raczej smutnym

czy mnie wtedy przygarniesz
ramionami ogarniesz
i naprawisz co popsuł los okrutny

często myślę o tobie
często pisze do ciebie
głupie listy - w nich miłość i uśmiech

potem w piecu je chowam
płomień skacze po słowach
nim spokojnie w popiele nie uśnie

patrząc w płomień kochanie
myślę, co się też stanie
z moim sercem miłości głodnym

a ty nie pozwól przecież
żebym umarła w świecie
który ciemny jest i który jest chłodny"
-> Czarowna piosenka.

"kiedy Sokrates truciznę pił
tańczyły drzewa
i dym
wąską smugą
ponad kominem śpiewał

kiedy Sokrates
truciznę kropla po kropli
domy
stały w słońcu statyczne
dostojne

kiedy Sokrates
postawił kropkę
po ostatnim pytaniu
świat
kołysząc się na nitce
ziewał"
-> Tak właśnie.

"trzeba nam dużo prostych słów
jak
chleb
miłość
dobroć
aby ślepi w ciemności
nie zgubili
właściwej drogi

trzeba nam dużo ciszy ciszy
i w powietrzu i w myśli
abyśmy usłyszeli głos
cichy nieśmiały głos
gołębi
mrówek
ludzi
serc

i ich bolesny krzyk
pośród krzywd
pośród tego wszystkiego
co nie jest
ani miłością
ani dobrocią
ani chlebem"
-> Proste słowa. Proste, nie - skomplikowane.

Wisienka na torcie - "Bajka o sówce, która w dzień spać lubiła". Serdecznie polecam! Wszystko mi tutaj bliskie - i sowa, i puchacz, i miłość, i sympatia dla nocy :)

Niesamowicie czyta się poezje Poświatowskiej i równie niesamowicie - książki o niej. Ale to nie koniec! Bajka również kradnie serce.

Hymn bałwochwalczy (Poświatowska Halina)
Dzień dzisiejszy (Poświatowska Halina)
Oda do rąk (Poświatowska Halina)
Jeszcze jedno wspomnienie (Poświatowska Halina)
Miłość to Ty (Poświatowska Halina)
Właśnie kocham... = Indeed I love... (Poświatowska Halina)
Ptaku mojego serca... = Oisseau de mon coeur... (Poświatowska Halina)
Jestem: Wybór (Poświatowska Halina)
Jestem Julią (Poświatowska Halina)
Rozcinam pomarańczę bólu (Poświatowska Halina)
Złota pogoda (Poświatowska Halina)
Jest cała ziemia samotności...: Liryki (Poświatowska Halina)
Trzeba iść (Poświatowska Halina)
Na krawędzi mijania (Poświatowska Halina)
Ogień zielonych księżyców: Poezje wybrane (Poświatowska Halina)
Poezje wybrane (Poświatowska Halina)
Wiersze wybrane (Poświatowska Halina)
Wiersze nieznane, wiersze zapomniane... (Poświatowska Halina)
Wszystkie wiersze (Poświatowska Halina)
Poezje zebrane (Poświatowska Halina)
Poezja 1 (Poświatowska Halina)
Poezja 2 (Poświatowska Halina)
Elementarz Haliny Poświatowskiej dla szczęśliwych i nieszczęśliwych kochanków (Poświatowska Halina)
Strofy kobiet o kobietach (antologia; Bacewicz Wanda, Bartus Maria, Benka Urszula Małgorzata i inni)
I tęsknię i pragnę (antologia; Wolska Maryla, Ostrowska Bronisława, Achmatowa Anna (właśc. Gorienko Anna) i inni)
Nić babiego lata (antologia; Ostrowska Bronisława, Pawlikowska-Jasnorzewska Maria, Poświatowska Halina)
Wiersze dla was (antologia; Aniśkowicz Maria, Babicz Jan, Balcerzan Edward (pseud. Borysz Adam) i inni)

(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 5895
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 1
Użytkownik: Pingwinek 2018-05-30 17:18 napisał(a):
Odpowiedź na: (Czytatka zdradza co niec... | Pingwinek
Znalazłam teczkę z moją prezentacją maturalną z języka polskiego (temat: "Sposoby obrazowania miłości w poezji. Analiza i porównanie utworów polskich poetek XX w. - Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Haliny Poświatowskiej i Małgorzaty Hillar"). Z listy cytatów dodaję fragmenty "Wstępu" (Stanisław Stabro w: "Poezje wybrane") i "Posłowia" (Bogdan Twardochleb w: "Jestem. Wybór"), bo uważam, że warto.

Stabro:

"Wbrew pozorom, poetki te [Poświatowską i Hillar] łączył podobny ekstatyczny motyw miłości świata, natury i biologii. U Poświatowskiej otrzymał on zdecydowanie ciemne zabarwienie, ze zrozumiałych zresztą względów. Przede wszystkim z powodu długoletniej choroby serca. Poezja Hillar była zawsze twórczością bardziej optymistyczną (...), aczkolwiek mniej wyrafinowaną, bardziej nastawioną na programową afirmację tych pragnień i dążeń, które w psychice kobiety odgrywają rolę pierwszorzędną."

Twardochleb:

"(...) nie miłość, która może niszczyć, jest dla Poświatowskiej dobrem najwyższym, ale współobecność dwojga kochających się ludzi. Oni, złączeni w jedność, oddani w pełni tylko sobie, wzajemnie się przenikający, tworzą rzeczywisty wszechświat, zamknięty i uporządkowany kosmos. (...) Kobiecość znajduje zaspokojenie w męskości. (...) Współobecność dwojga ciał jest Arkadią. (...) Jeśli w życiu przemijam - zdaje się mówić Poświatowska - to w miłości trwam. Jestem. Jeśli znalazłam się tu choć raz - pozostanę w tej przestrzeni, poza czasem, na zawsze."
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: