Dodany: 2015-04-27 16:59|Autor: dot59

Książka: Plany na przyszłość
Serra Màrius
Autor: PolecaneOpiekun BiblioNETki

2 osoby polecają ten tekst.

A jednak nie poszło na marne



Recenzuje: Dorota Tukaj


Jakże mało wiemy o wielu sprawach! Mało, choć w naszych czasach nabywanie wiedzy i tak jest łatwiejsze niż wtedy, gdy przy powszechnej nieznajomości języków obcych miało się do dyspozycji jedynie encyklopedie i słowniki specjalistyczne we własnym języku oraz przypisy w niektórych przetłumaczonych książkach; jeśli ich twórcy umieścili tam jakieś nazwisko, nazwę geograficzną, pojęcie – pozwalały dowiedzieć się o jego istnieniu, jeśli nie – szanse, by dotarło do naszej świadomości, były znikome. Dziś mamy do dyspozycji niezmierzone zasoby informacji w niemal wszystkich językach świata, wrzucone do wszechogarniającej wirtualnej sieci, zaś większość populacji zna jako tako przynajmniej jeden język prócz własnego (a gdyby nawet nie, to ma do dyspozycji darmowe słowniki i translatory, dzięki którym da się treść pożądanego fragmentu przełożyć – koślawo co prawda, lecz na ogół zrozumiale). A mimo to pozostaje przecież ogromna liczba ludzi i tematów, o których nic nie wiemy. Ile na przykład potrafimy podać nazwisk wybitnych matematyków, jeśli nie jesteśmy akurat studentami lub absolwentami tego kierunku? Polskich – może kilka. Ale czy słyszeliśmy o kimś takim, jak Ferran Sunyer i Balaguer („i” to w tym przypadku spójnik łączący nie dwa osobne elementy wyliczenia, lecz dwa człony tradycyjnego zapisu nazwiska w języku katalońskim)? Zapytajmy Wikipedię: tak, zna taką postać, oferuje nam o niej trzyzdaniową informację po angielsku, mniej więcej trzy razy dłuższą po niemiecku i prawie na dwie długości ekranu po katalońsku (tylko kto w Polsce zna kataloński?). Dowiemy się przynajmniej, że był to żyjący w 1. połowie XX wieku hiszpański matematyk narodowości katalońskiej, który ze względu na poważną niepełnosprawność nigdy nie uczęszczał do szkoły, lecz mimo to był autorem sporej liczby prac drukowanych w czasopismach naukowych i nagradzanych przez fachowe gremia. Coś więcej?

Cofnijmy się w czasie o mniej więcej sto lat. W sporym domu w podmiejskiej dzielnicy Barcelony mieszka rodzina złożona z dwu sióstr i ich dzieci. Mężowie są nieobecni; jeden dopiero co zmarł, drugi zniknął bez śladu, mówi się, że uciekł do Ameryki. Trójka dzieci Clary jest sprawna i zdrowa, jedyny syn Teresy rozwija się jakoś inaczej. Gdy siostry idą z nim do lekarza, zapada wyrok: „Nie warto się nawet wysilać przy czymś takim. Wszystko, co zrobicie, pójdzie na marne”. Mały Ferri nie będzie mówił, chodził, nie będzie umiał używać rąk. Ale przecież żyje, więc dlaczego miałby być wyłączony z codziennego życia rodziny? Toteż towarzyszy wszystkim zajęciom matki i starszych kuzynów, poruszając się na domowej roboty wózku inwalidzkim. Wkrótce okazuje się, że prognoza przynajmniej w części była mylna: chłopiec, nie osiągnąwszy jeszcze wieku szkolnego, jakoś mimochodem nauczył się czytać! Ma problemy z wymową, nie potrafi utrzymać w dłoniach szklanki czy ołówka, ale za to wypracował sobie skomplikowaną procedurę przewracania kartek książki. Wertuje podręczniki szkolne kuzyna, z czasem to już za mało, więc sięga po pozycje naukowe, które tamten znosi dla niego z bibliotek. W jednej z nich znajduje błąd w dowodzeniu matematycznym; wysyła do Francuskiej Akademii Nauk list z informacją o swym odkryciu. Od tej pory zatapia się całym sobą w liczbach i tym wszystkim, co za ich pomocą można udowodnić. Koresponduje ze słynnymi matematykami, pisze prace zasługujące na publikację w poważnych czasopismach („pisze” należy rozumieć przez: dyktuje matce – a po jej śmierci jednej z kuzynek, które przejęły obowiązki Teresy – co trzeba zapisać). To jednak za mało, by mógł zostać pełnoprawnym naukowcem we własnym kraju; oficjalnie dlatego, że nie można brać pod uwagę pracy badawczej wykonywanej w domu, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, iż urzędujący na każdym szczeblu każdej instytucji wierni słudzy frankistowskiego reżimu niechętnie patrzą na kogoś, kto swoje nazwisko wymawia i pisze w oficjalnie zakazanym języku katalońskim. Na mianowanie Sunyer i Balaguer poczeka prawie dwadzieścia lat i nie będzie się nim długo cieszył…

W całej tej historii, opowiedzianej przez katalońskiego pisarza Màriusa Serrę, fikcyjne są jedynie imiona Teresy i jej zaginionego szwagra oraz parę szczegółów dotyczących zniknięcia tegoż. Cała reszta to fakty z życia Ferrana Sunyera i jego rodziny, nie wyłączając znajomości Marii Carbona z Salvadorem Dalím i sporządzenia przezeń jej portretu. Powierzenie narracji siostrom Carbona i ich ojcu sprawia, że ta garść faktów nabiera barw i kształtów pełnowymiarowego dramatu rodzinnego, w którym jeśli nawet nie wszystko jest stuprocentową prawdą, to przynajmniej się nią wydaje, stwarzając przekonujące tło dla biografii kalekiego uczonego. Nudnawo robi się jedynie w nazbyt rozbudowanej scenie, w której kuzyni Ferriego grają z przyjaciółmi w chińczyka, poza tym jednak – mimo dość statycznego tempa – akcja nie traci napięcia ani postacie wyrazistości, co powinni docenić zwłaszcza czytelnicy niebędący amatorami klasycznych biografii.


Ocena recenzentki: 4/6



Autor: Màrius Serra
Tytuł: Plany na przyszłość
Tłumaczenie: Rozalya Kośmider-Sasor
Wydawnictwo: Pascal, 2015
Liczba stron: 288


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 2119
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: