Dodany: 2015-03-24 14:21|Autor: PolecaneOpiekun BiblioNETki

Redakcja BiblioNETki poleca!

Książka: Głosy starego morza: W poszukiwaniu utraconej Hiszpanii
Lewis Norman

1 osoba poleca ten tekst.

Uroczo staroświeckie, niezwykle melancholijne



Recenzuje: Jakub Janik


Są książki, które kołyszą. Upajają swoim rytmem, otulają i rozjaśniają zwykły dzień. Są miejsca, które uspokajają. Wyrównują oddech, sprowadzają błogość i pozwalają czasowi przepływać obok. Taką książką są „Głosy starego morza”; takim miejscem jest Farol sprzed lat.

Norman Lewis, brytyjski reporter, wyrusza do Hiszpanii. Właśnie skończyła się II wojna światowa, a on szuka ukojenia i spokoju po tej zawierusze. Jak sam zaznacza, pragnie przede wszystkim znaleźć się w miejscu, do którego znana mu współczesność nie ma wstępu, a życie płynie w odwiecznym rytmie. Okazuje się, że te kryteria spełnia idealnie mała, odizolowana od świata rybacka wioska Farol. Lewis wynajmuje lokum i rozpoczyna codzienną aktywność zwyczajnego poławiacza, próbuje też wpasować się w hermetyczne środowisko osady, nie stając się przy tym ciężarem dla jej mieszkańców. Śledząc opowieści Normana, poznajemy sylwetki tubylców, ich codzienne problemy i zajęcia, sposób życia, wierzenia. Powstaje z tego cała galeria typów i charakterów, które niejako reprezentują ówczesną Hiszpanię: jedną nogą tkwiącą jeszcze w feudalnych reliktach przeszłości, drugą już powoli wykonującą krok w XX wiek. Możemy także, niejako mimochodem, obserwować erozję tego świata, mniej lub bardziej wymuszone otwarcie się na nowoczesność oraz skutki, jakie ze sobą niesie to zjawisko. Ostatecznie Brytyjczyk spędza na hiszpańskiej ziemi trzy sezony, w trakcie których na własne oczy może przekonać się, w jakim tempie rzeczywistość dogania jego marzenia.

„Głosy starego morza” nie są klasycznym reportażem w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Po pierwsze, to bardzo osobista relacja kogoś, kto był osobiście zaangażowany w życie danej społeczności. Mamy tu do czynienia nie z chęcią szokowania czy nastawieniem się na suche fakty, lecz z wewnętrznymi przemyśleniami autora oraz jego opowieścią. To nieco staroświeckie podejście wychodzi książce zdecydowanie na dobre – czyta się ją jak beletrystykę, a bijąca z niej wielka empatia sprawia, iż emocjonalnie wiążemy się z tematem. W tym ujęciu bohaterowie stają się naprawdę postaciami pierwszoplanowymi, których sylwetki i działania mówią same za siebie. Po drugie, z całego tekstu bardzo silnie przebija element nierealności; miejscami aż trudno uwierzyć, że przedstawione sytuacje i postaci mogły istnieć naprawdę – a jednak! W głębi duszy podświadomie wiemy, że Norman nie kłamie, że tak właśnie było, a dawna, zagubiona Hiszpania wyglądała jak na kartach jego dzieła. Przy tym wszystkim reportaż sprawia wrażenie, jakby napisał się sam, od niechcenia. Na marginesie życia. To też jego wielka zaleta – brak sztuczności, szukania czegoś na siłę. Po trzecie, jest książka Lewisa swoistą kroniką upadku, atrofii i rozpadu. Zapisem odchodzenia w przeszłość: ludzi, zwyczajów, postaw, ale przede wszystkim prawdziwego charakteru miejsc takich jak Farol. Z tej perspektywy smutna to historia – tym jednak cenniejsza, im trafniej ukazuje brutalny i chyba nieunikniony proces modernizacji. Wreszcie po czwarte, wszystko, o czym czytamy jest niezwykle ciekawe. W zasadzie trudno oderwać się do lektury, całość połyka się dużymi porcjami nieomal „na raz”.

Budowa utworu przywodzi na myśl skojarzenia z teatrem. Autor, zgodnie z chronologią swoich pobytów w osadzie, podzielił całość na trzy części – sezony, z których ostatni jest zdecydowanie najkrótszy. Podobnie jak akty sztuki, odsłaniają one poszczególne okresy akcji. Trudno wyobrazić sobie bardziej logiczny i lepiej pasujący do tematyki zabieg – układ ten niejako sam się narzuca i jest tu najbardziej naturalny. Pozwala też uchwycić ważny dla głównego wątku opowieści proces przemian, jakie zaszły na hiszpańskim wybrzeżu w omawianym okresie. Również styl dzieła współgra z jego tematyką – „leniwa” narracja koi swoim tempem, przyjemnie wycisza i uspokaja. Umieszczona na wstępie „Przedmowa” stanowi dobre wprowadzenie do całości, w tekście w zasadzie nie zdarzają się błędy edytorskie, a jedynym drobnym mankamentem jest… brak zdjęć z Farol. Zapewne autor nie fotografował wioski podczas swojego pobytu w niej; trochę jednak tęsknimy za wizualizacją. Z drugiej strony, nieobecność obrazów powoduje, że tamto miejsce i tamten czas tym bardziej wydają się zagubione na zawsze.

„Głosy starego morza” to z pewnością jasny punkt na reportażowym firmamencie. Uroczo staroświeckie, bardzo ludzkie w wymowie, a przy tym niezwykle melancholijne – pokazują coś, czego już nie ma, składają swoisty hołd. Na szczęście dla nas, w bardzo piękny sposób.



Tytuł: Głosy starego morza. W poszukiwaniu utraconej Hiszpanii
Autor: Norman Lewis
Tłumaczenie: Janusz Ruszkowski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarne, 2015
Liczba stron: 293

Ocena: 4,5/6


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 1121
Dodaj komentarz
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: