Dodany: 01.03.2015 19:04|Autor: Monika.W

Krótka notka z miesięcznego podsumowania


Ogromne rozczarowanie. Książka zachwalana, świetne recenzje, same ochy i achy. Tymczasem dostajemy opis życia. Wyłącznie. Sporo anegdotek. I ani słowa o matematyce. Dla mnie to dyskwalifikuje książkę. Jak można pisać o matematykach, nie wspominając o matematyce? Wolałam Powrót: Rzecz o Janie Czochralskim (Tomaszewski Paweł E.), przynajmniej dowiedziałam się, na czym polegał jego wkład w naukę. Tymczasem jak nie wiedziałam nic o lwowskiej szkole matematycznej, tak po lekturze Urbanka nadal nie wiem. Może humanista nie powinien tego pisać, może powinien wziąć kogoś do współpisania? Najlepszy z całej książki - wywiad z Profesorem Dudą (wypowiedzi profesora).


(c)Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody autora zabronione.

Wyświetleń: 2814
Dodaj komentarz
Przeczytaj komentarze
ilość komentarzy: 21
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 11.08.2015 15:03 napisał(a):
Odpowiedź na: Ogromne rozczarowanie. Ks... | Monika.W
Może ta książka o niemal identycznym tytule byłaby lepsza: Lwowska szkoła matematyczna (Duda Roman) ?
Użytkownik: Monika.W 11.08.2015 17:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Może ta książka o niemal ... | LouriOpiekun BiblioNETki
Zważywszy, że Roman Duda to "polski matematyk, profesor i były rektor Uniwersytetu Wrocławskiego, senator I kadencji" - jest na to spora szansa. W odróżnieniu od Urbanka ma zapewne pojęcie o matematyce, a może nawet potrafi wyjaśnić laikom, co to jest przestrzeń Banacha.
Użytkownik: WszyscyByliOdwró​;ceni 03.01.2016 18:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Ogromne rozczarowanie. Ks... | Monika.W
Zachęcam do tego, by nie komentować czegoś, czego się nie rozumie. Książka Urbanka nie miała być przedstawieniem wkładu w światową matematykę Banacha i innych, tylko przedstawieniem samych postaci wybitnych polskich matematyków szerszej publiczności. Swoją rolę spełnia genialnie. Gdyby była próbą (podkreślam próbą, bo byłoby to z góry skazane na błąd logiczny określany mianem "ignotum per ignotum") wytłumaczenia niematematykom tego, co Banach, Ulam czy Mazur wnieśli do światowej nauki, byłaby kompletną porażką. Przeciętny tzw. humanista (czyli osoba, która cechuje się słabą znajomością matematyki, bo w takim znaczeniu u nas przeważnie używane jest to słowo) nie ma pojęcia czym jest różniczkowanie, czym jest całka (jeśli w ogóle słyszał takie określenie), ma problemy żeby zrozumieć podstawy podstaw matematyki. Takiej osobie nie da się wytłumaczyć osiągnięć geniuszy z lwowskiej szkoły matematycznej, bo brakuje jej narzędzi intelektualnych, by to pojąć. Nawet gdyby książkę tę pisał wybitny matematyk, nie humanista, to i tak osobie, która nie odebrała solidnego matematycznego wykształcenia jego wywody by nie pomogły. To tak, jakby tłumaczyć przedszkolakowi co to jest hiperbola, skoro on nie potrafi jeszcze poskładać literek w słowo.
Użytkownik: Monika.W 03.01.2016 19:34 napisał(a):
Odpowiedź na: Zachęcam do tego, by nie ... | WszyscyByliOdwró​;ceni
A czego nie rozumiem? Przestrzeni Banacha? Owszem, nie rozumiem. Mam pojęcie, co to jest różniczkowanie, czym jest całka (w liceum nauczyli mnie jednego i drugiego) i pochlebiam sobie, że rozumiem podstawy matematyki.

Nie wiem, czym miała być książka (bo to wie tylko Pan Urbanek) i czy koniecznie musiała ograniczać się do samego pokazania postaci. Z całkowitym pominięciem matematyki.
Nie wiem też z jakich powodów Pan Urbanek zupełnie pominął matematykę w Genialnych. Mam jedynie nadzieję, że nie z tych, na które Ty wskazujesz: "Takiej osobie nie da się wytłumaczyć osiągnięć geniuszy z lwowskiej szkoły matematycznej, bo brakuje jej narzędzi intelektualnych, by to pojąć." Bo wtedy musiałabym chyba obniżyć ocenę, za pogardę do odbiorcy.

Nie widzę też niczego złego w tłumaczeniu przedszkolakom, czym jest hiperbola. Osobiście jestem za traktowaniem poważnie i z szacunkiem dzieci. Na pewno nie zaszkodzi taka rozmowa.
A już na pewno nie ma nic złego w tłumaczeniu matematykom, czym jest hiperbola. Zgodnie z zaprezentowaną przez Ciebie zasadą, niech matematyk z fizykiem lepiej nie sięgają po poezję, a nawet literaturę, bo bez solidnego wykształcenia nie zrozumieją.
Użytkownik: WszyscyByliOdwró​;ceni 03.01.2016 20:43 napisał(a):
Odpowiedź na: A czego nie rozumiem? Prz... | Monika.W
Z tego co piszesz jasno wynika, że nie rozumiesz nie tylko zamysłu autora, który jest oczywisty, jak i tego, o jakiej matematyce jest mowa w tej książce.
Mogę tylko powtórzyć, że tłumaczenie niematematykom tego co do światowej matematyki wnieśli Banach i spółka to klasyczny przykład tłumaczenia nieznanego terminu przy pomocy innych nieznanych terminów. Zresztą są encyklopedie, w których hasła typu "przestrzeń Banacha" niechybnie się znajdują. Każdy, kto myśli, że da radę zrozumieć, może sięgnąć. Albo po jakiś wykład z matematyki, mnóstwo ich w sieci. Gdyby Urbanek podjął próby wytłumaczenia pojęć matematycznych, które się pojawiają to książka straciłaby cały urok i mało kto by ją przeczytał.
Możesz dziecku w przedszkolu tłumaczyć nawet teorię gier, rzecz w tym, że to nie ma sensu bo i tak nie zrozumie, nic nie skorzysta a tylko się znudzi. O Twojej znajomości matematyki źle świadczy zdanie o tłumaczeniu matematykom, czym jest hiperbola, to pojęcie funkcjonuje również w tej nauce.
Oczywiście mylisz się twierdząc, że aby czytać poezję czy literaturę generalnie potrzeba jakiegoś wykształcenia ponad umiejętność czytania. Natomiast by zrozumieć matematykę abstrakcyjną trzeba mieć solidne wykształcenie matematyczne. Owszem bez studiów nie wyłuskamy z dzieła literackiego pewnych smaczków, nie rozłożymy wiersza na części pierwsze ale i tak może nam się podobać książka i przyjemność nam sprawić poezja. Z matematyką tak to nie działa.
Użytkownik: Monika.W 04.01.2016 08:44 napisał(a):
Odpowiedź na: Z tego co piszesz jasno w... | WszyscyByliOdwró​;ceni
Żeby nie było - lepiej, że jest taka książka o Matematykach Lwowskich, niż żeby nie było żadnej. Z całą pewnością za sam fakt przybliżenia i przypomnienia tych niesamowitych ludzi należą się Urbankowi podziękowania.
Co nie zmienia faktu, że sposób wykonania nie podoba mi się. Poza teoretycznym wykładem o wyższej matematyce a zbiorem anegdotek istnieje wiele innych sposobów pisania o Matematykach Lwowskich. Dychotomiczny podział przedstawiany przez Ciebie jest po prostu błędny.
"Możesz dziecku w przedszkolu tłumaczyć nawet teorię gier, rzecz w tym, że to nie ma sensu bo i tak nie zrozumie, nic nie skorzysta a tylko się znudzi". Tego nie wiem, teoria gier jest poza moim pojmowaniem zapewne. Ale wciąż wierzę, że mądry i ciekawy świata przedszkolak zrozumie, co to jest hiperbola. W obu naukach.
"Oczywiście mylisz się twierdząc, że aby czytać poezję czy literaturę generalnie potrzeba jakiegoś wykształcenia ponad umiejętność czytania". Nie mylę się w tym zakresie z prostego powodu - wcale tak nie twierdzę. Zaś sposobu prowadzenia dyskusji polegającego na tym, że oponentowi przypisuje się słowa, których nie powiedział, nie akceptuję.
W związku z tym na zakończenie - jeśli tak bardzo podobała Ci się ta książka, to może po prostu napisz entuzjastyczną recenzję? Z całą pewnością lepiej przyczyni się do rozreklamowania tej książki niż atak na kogoś, kto się książką nie zachwycił. Wciąż nie rozumiem sposobu reakcji na moją krótką notkę o tej książce. Kto nie jest z nami, jest przeciwko nam?
Użytkownik: aleutka 04.01.2016 10:01 napisał(a):
Odpowiedź na: Z tego co piszesz jasno w... | WszyscyByliOdwró​;ceni
Popre Monike - ja takze bylam rozczarowana ta ksiazka i z tego samego powodu. Nie oczekiwalam wykladu z wyzszej matematyki, ale tez nie oczekiwalam prosciutkiego zdania relacji z faktow ich zycia. Dla tych ludzi matematyka byla jednym z najwazniejszych elementow rzeczywistosci. Praktycznie calkowite jej pominiecie w relacji o ich zyciu jest ogromnym bledem. Skoro Logikomiks potrafil w komiksie o Russelu przyblizyc elementy jego filozofii, a Einstein dla poczatkujacych, kolejny komiks, z definicji przeznaczony dla czytelnika od wieku nastoletniego wzywz zamiescil pelne wyprowadzenie wzoru E=mc2 ze wskazowkami, boc to przecie podstawa i bez tego nasz oglad pasji Einsteina bylby zbyt niepelny - nie rozumiem dlaczego ta akurat ksiazka mialaby otrzymac taryfe ulgowa.
Bylam rozczarowana brakiem zaufania autora do mojej inteligencji. Tak, googlowalam wszystko matematyczne co zechcial uznac za wystarczajaco proste aby w tej ksiazce wzmiankowac. Ale to za malo. Przez calkowite niemal pominiecie matematyki nie dostajemy wgladu w pasje tych ludzi, ich naturalny habitat jesli moge tak powiedziec. Dostajemy zewnetrze tylko plus troche anegdotek. To powazny i rozczarowujacy brak. Wciaz czekam na naprawde dobra biografie umyslu scislego. Niewiele tego.

Przedszkolaki na ogol nie siegaja po biografie matematykow. Siegaja po nie ludzie zainteresowani ta dziedzina, wiec zrownywanie ich poziomu intelektualnego z przedszkolakami jest pewnym naduzyciem. Pomijam tu slynne twierdzenie Einsteina, ze jesli nie potrafisz wytlumaczyc pieciolatkowi czym sie zajmujesz to nie jestes uczonym tylko szarlatanem. Po prostu miedzy wykladem uniwersyteckim a kolorowanka dla przedszkolaka istnieje wiele poziomow posrednich. Poziom na ktorym autor umiescil te ksiazke rozczarowal mnie.
Użytkownik: asia_ 03.01.2016 20:58 napisał(a):
Odpowiedź na: A czego nie rozumiem? Prz... | Monika.W
"Nie wiem też z jakich powodów Pan Urbanek zupełnie pominął matematykę w Genialnych" - obstawiam najbardziej prozaiczną przyczynę: autor sam nie ma przygotowania matematycznego i prawdopodobnie nie byłby w stanie wyjaśnić osiągnięć opisywanych matematyków.

Zresztą nawet dla fachowca wyższa matematyka jest bardzo trudna do wyjaśniania od zera w sposób przystępny dla laików, ponieważ bazuje na pojęciach abstrakcyjnych. Żeby mówić o czymkolwiek, trzeba wprowadzić podstawowe definicje, potem oparte na nich kolejne definicje, a potem jeszcze kolejne. Od kilkunastu definicji wprowadzonych ciągiem, choćby obrazowym językiem i z przykładami, czytelnik się odbije, nawet jeśli jest wstępnie zaznajomiony z tematem.
Użytkownik: joanna.syrenka 03.01.2016 20:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Ogromne rozczarowanie. Ks... | Monika.W
Mam za sobą dwie biografie Urbanka - Waldorffa i Broniewskiego. Ostrożnie interesuję się jeszcze Tuwimem. Dlaczego ostrożnie? Bo póki co Urbanek mnie rozczarowuje - jego biografie są bardzo pobieżne (a Twoja opinia o Matematykach tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu), zbiór anegdotek, tak jak napisałaś. Fajnie się to czasem czyta, ale kompletnie nie posiada znamion porządnej biografii. Pamiętam, jak pod opinią o książce o Broniewskim napisałam, że nie rozumiem, jak w biografii pretendującej do miana rzetelnego opracowania nie ma prawie żadnego przypisu! Jakby źródła w ogóle nie istniały!
Użytkownik: Monika.W 04.01.2016 08:28 napisał(a):
Odpowiedź na: Mam za sobą dwie biografi... | joanna.syrenka
Tak samo bardzo ostrożnie myślę o Tuwimie. I znowu jestem bardziej na nie. Przyczyną jest biografia Wieniawy tegoż Urbanka czytana w Dwójce. Wysłuchałam 2 odcinków - niewiele poza anegdotami. A właściwie wręcz nic poza anegdotami.
Można zapewne na wiele sposobów pisać biografie. I nie podoba mi się sposób Urbanka. Jest powierzchowny. Wskazuje na to zresztą ilość publikowanych ostatnio przez niego biografii. Nie dałoby się utrzymać takiego tempa, jeśli praca nad każdą kolejną miałaby opierać się na rzetelnych źródłach, kwerendzie, analizie, itp. Ot, po prostu znak czasu, miło i szybko, pośmiejmy się.
Użytkownik: WszyscyByliOdwró​;ceni 05.01.2016 00:54 napisał(a):
Odpowiedź na: Ogromne rozczarowanie. Ks... | Monika.W
Wciąż mam wrażenie, że ludzie, którzy tutaj robią Urbankowi zarzut z tego, że nie podjął się próby tłumaczenia osiągnięć matematycznych Steinhausa, Banacha, Ulama, Mazura i innych, nie rozumieją powodu, dla którego ich zarzut jest bezsensowny. Nie mam wątpliwości, że Urbanek sam nie rozumie, czym jest przestrzeń Banacha. Nie mam wątpliwości, że profesor Duda to wie i mógłby ją zdefiniować. Równie pewny jestem tego, że jego definicja byłaby niezrozumiała dla ponad 99% tych, którzy pojęcia tego nie znali. Zna je i rozumie, wspominany w książce, Bogdan Miś i tak o nim pisze: "Jeszcze mniejszy – bez wątpienia – odsetek mieszkańców naszego pięknego kraju słyszał termin „przestrzeń Banacha”, ale rozumie go w zasadzie tylko matematyk lub fizyk; i to nie każdy". Podkreślę końcówkę: "rozumie go w zasadzie tylko matematyk lub fizyk, I TO NIE KAŻDY". Tutaj można przeczytać opis przestrzeni Banacha autorstwa prof. Misia http://studioopinii.pl/bogdan-mis-zwariowalem-czyli-skok-w-przestrzen-banacha/. Przenosząc go do książki to jakieś 8 stron, mniej więcej. Człowiek, który chce przeczytać książkę o lwowskiej szkole matematycznej, który natrafiłby na 8-10 stronicowe "wstawki" tłumaczące pojęcia, które wiążą się z tematyką książki, najpewniej rzuciłby ją w kąt, jako źle napisaną. Przecież gdy interesowała go matematyka to nie sięgnąłby po książkę biograficzną tylko podręcznik akademicki do matematyki, tak samo, jak ludzie, którzy chcieli się dowiedzieć czegoś o teorii gier nie oglądali w tym celu "Pięknego umysłu" tylko czytali artykuły na ten temat. Przy czym dodam, że "równowagę Nasha" znacznie łatwiej zdefiniować matematycznemu laikowi niż przestrzeń Banacha, nie mówiąc już o "metodzie Monte Carlo", której autorem jest Ulam.
Książka Urbanka jest o matematykach, nie matematyce. O ich losach w burzliwszych czasach, w których przyszło im żyć. To próba przybliżenia czytelnikom postaci, które powinni znać. Nie dokonań naukowych, których nie zrozumieją. Od tego są źródła naukowe i popularnonaukowe.
Użytkownik: joanna.syrenka 05.01.2016 01:59 napisał(a):
Odpowiedź na: Wciąż mam wrażenie, że lu... | WszyscyByliOdwró​;ceni
Więc może uzgodnijmy, że to co dla jednych jest zaletą, dla innych jest wadą, i na odwrót. Świetnie rozumiem Twoją argumentację, bo też nie porwałabym się na napisanie rozprawy o nurkowaniu głębinowym, o którym nie mam pojęcia. Nie zmienia to jednak faktu, że akurat ten autor traktuje bohaterów swoich książek naprawdę pobieżnie, jak na moje gusta (podkreślam MOJE).
Użytkownik: asia_ 06.02.2016 12:32 napisał(a):
Odpowiedź na: Ogromne rozczarowanie. Ks... | Monika.W
Jakiś czas temu skończyłam czytać "Genialnych", więc jeszcze dokomentuję.

Na pewno byłoby lepiej dla książki, gdyby autor zaprosił do współpracy jakiegoś matematyka. Skoro jednak tego nie zrobił, to całe szczęście, że nie próbował pisać więcej o matematyce, bo nawet w tych nielicznych miejscach, gdzie o nią zahacza, często popełnia niezręczności albo po prostu pisze brednie. Największym koszmarem jest próba objaśnienia wielkiego twierdzenia Fermata: "suma dwóch liczb x, y podniesionych do kwadratu może być kwadratem ich sumy, ale suma dwóch liczb podniesionych do potęgi trzeciej nie może być już sześcianem ich sumy itd." (str. 79). Nieszczęsne "ich sumy" pojawia się dwukrotnie, więc nie da się tego zrzucić na błąd przy korekcie czy inny odpowiednik literówki. Inny kwiatek to mylenie pojęcia z dotyczącą go teorią: "teoria, która przeszła do historii jako 'przestrzeń Banacha'" (str. 78), "zagadnieniami, które miały [...] zyskać nazwę przestrzeni Orlicza" (str. 77).

Druga sprawa to wspomniany przez Syrenkę w kontekście innych książek tego samego autora brak przypisów. Przypisy bibliograficzne zazwyczaj ignoruję, ale szlag mnie trafia od narracji prowadzonej przez Urbanka na zasadzie "'Bla bla bla' - zapamiętał X". Co to ma być: zapamiętał? Napisał? Powiedział? Komu, gdzie, kiedy? A może Y powiedział, że Z chyba wspomniał, że X albo ktoś inny mówił, że pamięta? To ciągle powtarzające się "zapamiętał" było dla mnie największym zgrzytem.

W sumie jednak nie jest to zła książka, czyta się lekko, można się z niej trochę ciekawych rzeczy dowiedzieć. Tylko może uczciwiej byłoby wydłużyć podtytuł do "Lwowska szkoła matematyczna w plotce i anegdotce".
Użytkownik: joanna.syrenka 06.02.2016 13:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Jakiś czas temu skończyła... | asia_
To jeszcze dodam dla tych, którym przyjdzie do głowy komentarz typu: "A co ta Asia może o tym wiedzieć?". Może. Ma wykształcenie kierunkowe :-)
Użytkownik: Izania 13.05.2016 22:51 napisał(a):
Odpowiedź na: Ogromne rozczarowanie. Ks... | Monika.W
Książka zachwalana, jak napisała Monika, same pozytywne opinie. Ciekawy temat, dla osób, które lubią odkrywać mniej znane postaci, mniej znane fakty. Jednak według mnie autor niestety nie wykorzystał potencjału tematu. I to wszechobecne gawędziarstwo, które nijak nie ma się do książki biograficznej, za którą ze uchodzić.
Jednak najbardziej jestem zła na autora za zupełnie nieprzemyślane zdanie : " Podobnie jak o Żydach wywożonych masowo do obozu zagłady w Bełżcu, przy milczącej akceptacji ludności polskiej". Pomijając inne, oczywiste kwestie to zdanie jest fałszywe w stosunku do podawanych faktów, które wskazują, ile osób wzięło udział w ukrywaniu Steinhausa ( za ukrywanie Żyda - przypomnę - groziła kara śmierci dla całej rodziny). Tak dobrze jest oceniać po latach.
Użytkownik: marcin19 20.01.2018 19:05 napisał(a):
Odpowiedź na: Książka zachwalana, jak n... | Izania
Zgadza się, to skandaliczne zdanie. Zresztą takich "kwiatków" sugerujących "żydożerstwo" Polaków w książce jest pełno. Np. na s. 82 Autor pisze, że "dla uczonych pochodzenia żydowskiego klimat w Polsce robił się coraz gorszy"; s. 90: o Polsce nękanej antysemityzmem, a na stronie następnej o coraz bardziej dusznej atmosferze dla Żydów w Niemczech. Właściwie na jednym wydechu zestawia sytuację Żydów w Polsce i w Niemczech, co jest intelektualną aberracją. A już co to jest ten "synod watykański II" (s. 150) to już wie chyba tylko Autor. Natomiast bardzo podobało mi się zebranie przez Autora i umiejętne wkomponowanie w narrację wielu ciekawostek, anegdot itp.
Użytkownik: Saunk 18.11.2021 02:35 napisał(a):
Odpowiedź na: Ogromne rozczarowanie. Ks... | Monika.W
Komentator "WszyscyByliOdwróceni" pisze: "Zachęcam do tego, by nie komentować czegoś, czego się nie rozumie." Głęboka racja! I dlatego właśnie ten komentator powinien siedzieć cicho. I dlatego właśnie Pan Urbanek nie powinien pisać tej książki.

Głębokie uznanie dla Moniki W., która trafiła w sedno sprawy. Uznanie dla asi_, która wytknęła koszmarny błąd w tłumaczeniu twierdzenia Fermata. Taki fragment książki pokazuje, że Pan Urbanek o matematyce w zakresie szkolnym nie ma zielonego pojęcia! Nie powinien się więc za to zabierać. Zdanie o problemie z Księgi Szkockiej "Szwedowi udało się naprawdę rozwiązać problem
nr 153 i w dodatku przekonująco dowód uzasadnić" pokazuje, że Autor nie wie nic kompletnie o tym, co to jest rozwiązanie problemu matematycznego. A pisze o tym...

Jeśli się zabrało do pisania o matematykach, trzeba COŚ o ich pracy wiedzieć, o tym co robili, dlaczego ich wyniki stały się tak ważne. Można bez wchodzenia w szczegóły, ale to i owo jednak trzeba... I o tym trzeba napisać!

Co jest tu najgorsze - pisze świetnym językiem, ma świetne pióro i - jak widać - wielu osobom to się podoba. A zupełnie nie pisze o tym, DLACZEGO oni byli tak dobrzy w tej matematyce...

Nie da się wytłumaczyć laikowi, o co chodzi w przestrzeniach Banacha? Nieprawda! Mamy świetnych popularyzatorów matematyki, także w Polsce. O przestrzeniach Banacha pisali np. Ciesielski i Pogoda w "Diamentach matematyki". Pisał Michał Szurek. Mamy Witolda Sadowskiego, Pawła Strzeleckiego, Jarosława Górnickiego... A już modelowym przykładem jest nieznana kompletnie książka Romana Kałuży "Stefan Banach". Kałuża to nie matematyk. A pisze o matematyce z sensem, pokazuje o co tam chodziło...

Czy książka miała być "przedstawieniem samych postaci wybitnych polskich matematyków szerszej publiczności. Swoją rolę spełnia genialnie." Śmiem wątpić. Zgłaszano ją do nagrody w kategorii książki HISTORYCZNEJ. A co do przedstawienia postaci wybitnych matematyków... Tam się roi od błędów, Urbanek podaje masę nieprawdziwych informacji!

Jak napisałem, Urbanek pisze świetnym językiem. Ludzie przeczytają i pomyślą, że tak było naprawdę. A tam jest świetnie napisany stek bzdur... Nie jest prawdą to, co napisała Monika, że same "achy i ochy". Recenzja w "Wiadomościach Matematycznych" jest daleka od entuzjazmu. A wybitny historyk matematyki, Lech Maligranda, w recenzji (po angielsku) wytknął autorowi chyba setkę błędów i zakończył słowami "jako matematyk zajmujący się także historią matematyki jestem przerażony [I am terrified] że książka Urbanka stała się źródłem informacji - nawet dla matematyków i osób piszących o Lwowskiej Szkole Matematycznej.

Wydanie tej książki to tragedia dla matematyki i Lwowskiej Szkoły Matematycznej. Bo przez nią w opinii ludzi zostaną informacje "urbankowe", jakże dalekie od prawdy...
Użytkownik: Monika.W 18.11.2021 08:57 napisał(a):
Odpowiedź na: Komentator "WszyscyByliOd... | Saunk
Bardzo dziękuję za polecenie książki Stefan Banach (Kałuża Roman).

Co prawda to chyba biały kruk, bo nie ma jej nawet na Allegro. Ale będę szukać. Bo skoro można mądrze o matematykach i matematyce, to koniecznie muszę przeczytać.
Użytkownik: LouriOpiekun BiblioNETki 18.11.2021 10:14 napisał(a):
Odpowiedź na: Bardzo dziękuję za polece... | Monika.W
Jest jeszcze taka książka - na imieniny dostał ją od naszego roku wykładowca analizy matematycznej prof. Rzeżuchowski: Szczęście w przestrzeniach Banacha (Heller Michał (ur. 1936))
Użytkownik: kzkrakowa 20.01.2022 20:40 napisał(a):
Odpowiedź na: Ogromne rozczarowanie. Ks... | Monika.W
W pełni się zgadzam z Saunkiem, z Moniką W., z Asią, z Syrenką... Dla Asi wielkie uznanie za propozycję tytułu - rewelacja! Z jednym zdaniem Moniki bym ostro polemizował: "Z całą pewnością za sam fakt przybliżenia i przypomnienia tych niesamowitych ludzi należą się Urbankowi podziękowania" - otóż absolutnie nie. Bo zostali przybliżeni w sposób nieprawdziwy, z całą masą fałszywych informacji. Do Moniki W. wysłałem prywatną wiadomość, ale nie wiem, jak ten system działa i czy to widać?
Użytkownik: Monika.W 21.01.2022 08:36 napisał(a):
Odpowiedź na: W pełni się zgadzam z Sau... | kzkrakowa
Odpisałam przed chwilą.
Legenda
  • - książka oceniona przez Ciebie - najedź na ikonę przy książce aby zobaczyć ocenę
  • - do książki dodano opisy lub recenzje
  • - książka dostępna w naszej księgarni
  • - książka dostępna u innych użytkowników (wymiana, kupno)
  • - książka znajduje się w Twoim schowku
Patronaty Biblionetki
Biblionetka potrzebuje opiekunów
Recenzje

Użytkownicy polecają:

Redakcja poleca: